<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
  <channel>
    <title>Szkodnix Write</title>
    <link>https://write.szkod.ovh/</link>
    <description>Blog osobisty Roberta (znanego w internecie jako Szkodnix) na tematy fandomowe, nerdowskie, geekowe i czasami może informatyczne.</description>
    <pubDate>Tue, 18 Aug 2026 11:22:30 +0000</pubDate>
    <item>
      <title>Fantasy &amp; Magic Con 2026 - komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/fantasy-and-magic-con-2026-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[Jeśli śledzicie mojego bloga albo znacie mnie od dawna, to wiecie, że poza starymi i sprawdzonymi konwentami lubię też raz na jakiś czas sprawdzić nowe konwenty, które w danym roku debiutują. Z kilku dość ważnych względów moją uwagę przykuł Fantasy &amp; Magic Con (w skrócie FMC), który odbył się 11-12 lipca na torze wyścigowym w Służewcu w Warszawie. I chociaż Warszawa na ogół znajduje się odrobinę poza moim konwentowym zasięgiem, postanowiłem sprawdzić, jak mieszkańcy stolicy spisali się z wydarzeniem.&#xA;!--more--&#xA;Ponieważ podróż do Warszawy wiąże się z jazdą około 3 godziny w jedną stronę samochodem, a nie miałem możliwości pobytu na konwencie w obu dniach, postanowiłem jechać na wydarzenie tylko na jeden dzień (sobotę) w charakterze uczestnika, ze zwykłym, jednodniowym biletem. Wyjechałem z Kalisza wcześniej rano, żeby dotrzeć na teren wydarzenia około godziny 11.00, czyli w momencie rozpoczęcia wydarzenia dla zwykłych uczestników. Dojechaliśmy zaledwie delikatnie spóźnieni, bo zaledwie o 10 minut. Po bezproblemowym zaparkowaniu samochodu tuż pod torem wyścigowym udaliśmy się z Michałem do akredytacji.&#xA;&#xA;Co po przyjeździe?&#xA;&#xA;Mając wcześniej zakupiony bilet, konieczna była jego wymiana na opaskę uprawniającą do wejścia na teren wydarzenia. Pierwszym zaskoczeniem dla nas była niewiarygodnie długa kolejka tuż przed wejściem na teren wydarzenia. O ile posuwała się ona stosunkowo żwawo, czekało nas nieco ponad godzinę czekania, aż nasze bilety zostaną wymienione na opaski. Akredytacja odbywała się przy wejściu i była obsługiwana przez zaledwie cztery(!) osoby. W trakcie oczekiwań dowiedzieliśmy się również, że ta sama kolejka obowiązywała też dla osób, które biletu w przedsprzedaży nie kupiły, i chciały podejść do kasy, by takowe zakupić na miejscu. Jedyne działania mające na celu &#34;odciążenie&#34; kolejki to okazjonalne wizyty jednego z organizatorów, by sprawdzić, czy w kolejce nie ma osób z zakupionym pakietem early access, pozwalającym wejść na teren konwentu wcześniej. My jako nieszczęśliwcy mający zwykły bilet musieliśmy odczekać swoje.&#xA;&#xA;Wszystko na to wskazywało, że organizatorzy nie przeanalizowali przypadku Pyrkonu, który od lat stopniowo podwajał i potrajał ilość wolontariuszy na akredytacjach celem jak najszybszego zredukowania tłumów. O godzinie 11, czyli w godzinie szczytowej, powinno być co najmniej 8 (o ile nie 12) stanowisk do wydawania opasek uczestnikom, oraz powinna być ustawiona osobna kolejka dla osób chcących zakupić bilet na miejscu. Dochodziły nas też opowieści od późniejszych uczestników o przypadkach tworzenia się dwóch kolejek, wpychania się osób do takowych, jak również bierność organizatorów zajmujących się procesem akredytacji wobec tego typu działań.&#xA;&#xA;Mimo to niezrażeni odczekaliśmy swoje, otrzymaliśmy opaski i osobnym wejściem weszliśmy na teren wydarzenia. Tuż po wejściu przywitał nas dość obszerny budynek, który był dla nas centrum całego konwentu. Parter budynku był jedną wielką halą wystawców, natomiast znajdująca się na piętrze antresola była przeznaczona na pomniejsze strefy, np. gry retro, mini games room planszówkowy, czy strefę e-sportową. Chociaż te były stosunkowo ciasne, to jednak poza sytuacją, w której uczestnicy starali się uciec przed deszczem, nie można tam było narzekać na tłumy. Z wyżej wspomnianych balkonów można było wyjść prosto na trybuny, z których rozchodził się widok na cały tor wyścigowy, jak również na stojącą tuż przed trybunami scenę główną. Sam tor dla mnie jako osoby, która na Służewcu nigdy nie była, wywołał ogromne wrażenie. Ośmielę się wręcz stwierdzić, że to właśnie lokalizacja była najmocniejszą stroną FMC.&#xA;&#xA;Ale na podziwianie toru miał jeszcze przyjść czas. Tak jak na każdym konwencie, postanowiliśmy się odrobinę rozejrzeć po wydarzeniu.&#xA;&#xA;Rozłożenie konwentu&#xA;&#xA;Na potrzeby Fantasy &amp; Magic Con&#39;u na torze w Służewcu wydzielono kilka stref. Poza wyżej wspomnianą Główną Halą (głównymi trybunami), po prawej stronie od toru znajdowała się Trybuna Honorowa pełniąca głównie miejsce sali z autografami. O ile plan wskazuje, że były tam inne atrakcje, nie byłem w stanie tego zweryfikować z powodu odstraszająco dużych kolejek do autografów oraz braku informacji odnośnie punktów programu. O tym problemie jednak powiem szerzej w dalszej części wpisu.&#xA;&#xA;Kierując się w lewo wzdłuż toru można było znaleźć sporawą część gastronomiczną z food truckami, jak również strefę juggera oraz laser taga. Na mniej więcej podobnej wysokości w oddali znajdowały się jeszcze dwie strefy: niewielka wioska Umamusume oraz duży namiot z kilkoma dodatkowymi strefami społecznościowymi, o których wspomnę później. Sam teren nie był jednak spory, i na ogół przejście od jednego końca placu na drugi zajmowało około pięciu minut.&#xA;&#xA;Pod kątem poruszania się po konwencie, największym problemem były niewiarygodne braki w informacji. Tutaj mogę wyliczać sporo: brak drukowanych informatorów do wzięcia, brak dużej mapki konwentu (ta pojawiła się dopiero później w punkcie informacji, a pod kątem czytelności też pozostawiała sporo do życzenia), brak mapki w Konwenciku w trakcie samego wydarzenia. Same punkty programu w Konwenciku też bardzo często zawierały bardzo niejednoznaczne nazwy stref czy sal, w których dana atrakcja się odbywała. Innymi słowy, po konwencie poruszaliśmy się w większości na ślepo. O ile mapkę mieliśmy, to jednak uzyskaliśmy ją od znajomych na Discordzie. Na samej stronie internetowej wydarzenia dotąd nie mogłem jej znaleźć.&#xA;&#xA;Kolejnym niuansem było to, że mapka Głównej Hali była odwrócona do góry nogami względem planu całego konwentu, przez co jeszcze trudniej było zorientować się w samej strefie wystawców. Warto w przyszłości popracować nad większą jednolitością mapek pod tym kątem.&#xA;&#xA;Program konwentu&#xA;&#xA;Patrząc czysto na program imprezy, Fantasy &amp; Magic Con był imprezą, która skupiała się w większości na spotkaniach ze sławnymi osobistościami ze świata fantastyki i popkultury. Patrząc na oferty biletów oraz sam program widać, że właśnie taki był główny cel powstania FMC. Wszystkie inne atrakcje zdawały się zaledwie dopełnieniem, które miało zaledwie wywołać iluzję konwentu &#34;od fanów dla fanów&#34;.&#xA;&#xA;Nie oznacza to jednak, że były to jedyne rzeczy, które FMC oferował. Warto porozmawiać trochę o sekcjach, które sam odwiedziłem.&#xA;&#xA;Atrakcje Głównej Hali oraz strefa wystawców&#xA;&#xA;Główna Hala na Fantasy &amp; Magic Con&#39;ie była miejscem, w którym upchnięto zdecydowanie najwięcej atrakcji konwentu. Najwięcej miejsca przypadło strefie wystawców. Ci byli w większości mniejszymi artystami oferującymi piny, naklejki oraz różnego rodzaju printy czy breloczki. Dało się również znaleźć pojedynczych wystawców z komiksami czy mangami, z czego ci należeli do mniejszości.&#xA;&#xA;Tuż obok wystawców można było znaleźć również kilka wiosek stworzonych typowo do zrobienia zdjęć. Była to między innymi: strefa Minecrafta, Wiedźmiński Kasztel, wioska drowów (stoisko znane najbardziej z Pyrkonu) czy strefa Gwiezdnych Wojen. &#xA;&#xA;Idąc dalej w stronę właściwego toru wyścigowego, można było natrafić na nieco ukryte niewielkie stoiska cosplayerów, u których również istniała możliwość kupienia ich własnego, osobistego merchu (np. zdjęć).&#xA;&#xA;Ku naszemu zaskoczeniu, całkiem spora część atrakcji znajdowała się również na antresoli. Tutaj dostępne były strefy planszówkowe, gry retro, strefy z komputerami gamingowymi, konsolami, część turniejowa oraz niewielki pokoik RPGowy. &#xA;&#xA;Całą strefę podsumowałbym słowem &#34;ścisk&#34;. O ile strefa wystawców jako miejsce przynoszące faktyczne zyski dostała najwięcej miejsca, pomniejsze strefy wydawały się poupychane w różnych zakamarkach budynku. W praktyce nie dowiedzielibyśmy się o ich istnieniu, gdyby ulewa nie zmusiła nas do ucieczki do budynku i przeniesienia meeta na najwyższe piętro hali. Strefy na górnych partiach budynku były nieco klaustrofobiczne i w mojej opinii konwent wyszedłby o wiele lepiej, gdyby te sekcje przeniósł do namiotów na zewnątrz, a antresolę zamienił bardziej na kolejną strefę chillu. Niemniej jednak cały czas widać było we wszystkich tych strefach ludzi, a wystawcy nie narzekali na kiepską sprzedaż. Co jak co, nie wyszło źle.&#xA;&#xA;Ogromne brawa należą się też artystom, którzy postanowili zorganizować stamp rally. Mój portfel poraniony jeszcze po RawiKonie dalej krwawi, ale jednak dobrze było zaopatrzyć się w sporo cudownych naklejek, by otrzymać w zamian ozdobne, pamiątkowe karty.&#xA;&#xA;Bieg Umamusume&#xA;&#xA;Zdecydowanym crème de la crème Fantasy &amp; MagicCon&#39;u był zapowiadany głośno bieg Umamusume, w którym cosplayerzy przebrani za koniodziewczynki mieli ścigać się na faktycznym torze wyścigowym przeznaczonym dla koni. O ile atrakcja stała pod mocnym znakiem zapytania z powodu niepewnej pogody oraz dość sporej ulewy na kilka godzin przed wydarzeniem, to jednak bieg ostatecznie się odbył.&#xA;&#xA;Jako dość aktywny członek fandomu Umamusume szczególnie mocno byłem zainteresowany tą atrakcją, na bieżąco sprawdzałem, jak wygląda sytuacja. Ponieważ konwent odbywający się na terenie faktycznego toru wyścigów konnych był naturalną Mekką dla fanów koniodziewczynek, zainteresowanie wydarzeniem było gigantyczne. Odbyły się w sumie cztery wyścigi na różnych dystansach (jasna sprawa mocno skróconych względem gry) i na każdym z nich dało się naliczyć co najmniej kilkanaście biegających osób. Same trybuny, jak również barierki otaczające tor były równie mocno oblegane przez ogromne tłumy oglądających.&#xA;&#xA;Sam punkt programu był niewiarygodnym sukcesem, ale nie mogę nie wspomnieć o kilku problemach. Po pierwsze: ponowny brak informacji. Zanim bieg się odbył, bardzo trudno było znaleźć informacje, gdzie dokładnie odbywa się zbiórka na wyścig. Uczestnicy byli odsyłani od organizatora do punktu info, i od punktu info do organizatora.&#xA;&#xA;Po drugie: opóźnienie. Bieg zaliczył około 20-30-minutowe opóźnienie. Było ono częściowo spowodowane kwestiami bezpieczeństwa i sprawdzeniem stanu toru po deszczu, ale poza tym, według moich ustaleń, były drobne problemy ze znalezieniem jego organizatora.&#xA;&#xA;Tutaj ogromne podziękowania należą się ekipie tworzącej na konwencie wioskę Umamusume za poprowadzenie wyścigu oraz sporo damage controlu, jeśli chodzi o uspokajanie uczestników, jak również naszej ekipie ze Stajni Umamusume za wiercenie dziury w brzuchu organizatorom w sprawie pozyskania jakichkolwiek strzępków informacji odnośnie wyścigu.&#xA;&#xA;Hala B i strefa Umamusume&#xA;&#xA;Jeśli wyszlibyśmy z Głównej Hali na tor wyścigowy, skręcilibyśmy w lewo i kierowalibyśmy się cały czas prosto, mijając po lewej strefę gastronomiczną, doszlibyśmy do nieco niepozornych namiotów. Była to trzecia strefa na Fantasy &amp; Magic Conie, a właściwie to... dwie strefy.&#xA;&#xA;Zaczynając od tego większego namiotu, natrafilibyśmy na niewielką strefę oznaczoną jako Hala B, w której, według planu, była &#34;community area&#34; (obszar dla społeczności? Trudno mi to adekwatnie przetłumaczyć). Większość namiotu zajmowała wystawa figurek, jak również kilka stanowisk nawiązujących do różnych filmów czy seriali. Wszystkie tamtejsze stanowiska dostały całkiem sporo miejsca, więc jest to bardzo na plus.&#xA;&#xA;Nie jestem jedynie do końca pewny, dlaczego część stoisk bardziej &#34;społecznościowych&#34; właśnie znajdowała się w tej części, a spora część innych w Głównej Hali. Czy wyszło to na plus dla tych stoisk, to już pozostawiam indywidualnej ocenie.&#xA;&#xA;Drugą strefą w dużo mniejszym namiocie była strefa Umamusume z kilkoma mini-atrakcjami związanymi z grą. I o ile osoby zajmujące się strefą robiły przecudowną robotę, mam kilka problemów z samym miejscem, gdzie ta strefa się znajdowała. Pierwsza sprawa to, że wszystko było ściśnięte w bardzo małym namiocie, gdzie mogło się zmieścić ledwie kilka osób. Według rozmów z ekipą robiącą strefę pierwotne ustalenia zakładały, że będzie to o wiele większa strefa. Kolejnym problemem było samo wejście. Strefę Umamusume od głównej ścieżki odgradzał dość długi płot, który trzeba było albo niepotrzebnie obejść, albo przejść pod nim. O ile nie był to wielki problem, to jednak nie wyglądało to wcale zapraszająco zwłaszcza dla osób, które mogły mieć różnego rodzaju schorzenia, przez które nie byliby w stanie przejść przez ogrodzenie.&#xA;&#xA;Na przyszłość widziałbym tego typu stoisko zdecydowanie bliżej Głównego Holu oraz z o wiele większą przestrzenią. I mówię tutaj nie tylko czysto jako fan Umamusume. Najbardziej wiralową atrakcją konwentu był właśnie bieg cosplayerów koniodziewczynek. Konwent dzieje się na faktycznym torze wyścigowym, który wizualnie wygląda jak prawie żywcem wyjęty z gry. Mamy tutaj wobec tego ogromny potencjał do stworzenia z wydarzenia głównego zlotu fanów tego uniwersum. Warto zainwestować w jak najwięcej atrakcji związanych z tym uniwersum. Mowa tutaj również, o ile nie przede wszystkim, o właściwej strefie.&#xA;&#xA;Prelekcje&#xA;&#xA;Ponieważ na ogół nie chodzę na prelekcje, kiedy jadę na zaledwie jeden dzień konwentu, nie odwiedziłem na konwencie żadnej z nich. Te według planu odbywały się w sali w budynku, w którym były również autografy. Poza niepotwierdzonymi przeze mnie informacjami od dwóch prelegentów, że na miejscu nie było dostępnego laptopa do wyświetlania prezentacji, nie mam zbyt wiele do powiedzenia odnośnie do tej konkretnej sekcji.&#xA;&#xA;Atrakcje na scenie&#xA;&#xA;Tuż przy torze znajdowała się niewielka scena, na której osoby zainteresowane wywiadami ze sławnymi osobami mogły posłuchać wielu niezłych ciekawostek. O ile dla mnie tego typu atrakcje to zawsze zapychacze, całość wyglądała na bardzo profesjonalną. O ile spora część wywiadów była w języku angielskim, ciekawym zabiegiem było promowanie specjalnej aplikacji, w której uczestnicy mogli na telefonie czytać tłumaczenie wywiadu na bieżąco.&#xA;&#xA;Podziwiam też, że atrakcje na scenie działy się również w trakcie największych ulew. Wymagało to sporo poświęcenia. Macie mój szacunek za to!&#xA;&#xA;Atmosfera konwentu&#xA;&#xA;Pod kątem samej atmosfery konwentowej Fantasy &amp; Magic Con nie był aż tak komercyjny, jak można było się spodziewać. Strefa wystawców nie odbiegała absolutnie niczym od przeciętnych stref wystawców na jakichkolwiek innych konwentach, wokół było mnóstwo cosplayerów, zapchana strefa gastro, odgłosy &#34;kamieni&#34; z rozgrywających się w pobliżu meczów w juggera. Był to zdecydowanie klimat porządnego konwentu.&#xA;&#xA;Trudno mi tu ponownie nie wspomnieć, że tor wyścigów konnych w Służewcu zadecydował w największym stopniu o klimacie imprezy, i w moim odczuciu zmiana miejsca konwentu byłaby niewiarygodną stratą dla tego typu wydarzenia. Jestem zdecydowanie za tym, żeby impreza kontynuowana była jako Służewkon, albo chociaż żeby organizatorzy konwentu potwierdzili, że miejsce odbywania się konwentu pozostanie bez zmian.&#xA;&#xA;Jedyną rzeczą, która wpływała odrobinę na atmosferę, była obecność bardzo dużej ilości ochrony. O ile patrole na konwentach to jest standard i każdy naturalnie przyjmuje konieczność zachowywania porządku, momentami obecność ochrony wywoływała u mnie niepewność, czy na pewno dana strefa była dozwolona dla uczestnika. Sama ochrona przy balustradzie przy torze sprawiała, że nie byłem pewny, czy nawet mogę się o nią oprzeć. Chociaż nie doznałem żadnej nieprzyjemności od ochrony w żadnym momencie konwentu, wciąż był to aspekt, co do którego nie byłem do końca przekonany.&#xA;&#xA;Kilka innych przemyśleń&#xA;&#xA;Chaos informacyjny&#xA;&#xA;W tej sekcji chciałem rozwinąć nieco bardziej wspomnianą przeze mnie wcześniej kwestię informowania konwentowiczów o rzeczach. Niemal każdy uczestnik, z którym rozmawiałem, potwierdził moje słowa: Fantasy &amp; Magic Con był jednym wielkim informacyjnym chaosem. W trakcie wydarzenia praktycznie nikt nie wiedział o niczym, a punkt informacji konwentowej był czysto wirtualny. Proste pytanie &#34;gdzie odbywa się dany punkt programu?&#34; kończyło się pustym wzrokiem pełnym niewiedzy. Plan konwentu dostępny był tylko i wyłącznie online. Dopiero mniej więcej w połowie wydarzenia w sobotę na punkcie info dostępna była mapka.&#xA;&#xA;Poza oczywistymi problemami z nawigacją po strefie wystawców (co niewiarygodnie ironiczne najbardziej poratowała nas mapka, która znajdowała się z tyłu... kartki do stamp rally stworzonej przez wystawców), największym problemem było nazewnictwo miejsc, w których odbywały się atrakcje. Praktyczny przykład: miejsce oznaczone jako &#34;Strefa plenerowa przed halą&#34;. Czy chodziło o Meetup Zone? Jak tak, to o który z dwóch dostępnych?&#xA;Dana atrakcja działa się w trakcie ulewy. Czy atrakcja była wobec tego przełożona gdzieś indziej? Jeśli tak, to gdzie?&#xA;Prelekcje odbywały się w &#34;Sferze 1&#34;. Gdzie to jest?&#xA;&#xA;Przyznam szczerze: nigdy nie widziałem większego chaosu oraz większej nie konsekwentności w nazewnictwie dostępnych stref. W połączeniu z brakiem planu przez większość dnia konwentu oraz maślanymi oczkami osób z punktu info, nawigacja po niektórych punktach programu była absolutnym koszmarem.&#xA;&#xA;Problemy te można było rozwiązać na kilka sposobów. Najprostsze rozwiązanie: jedna strefa z ogromną mapą konwentu, tak jak robi to np. Pyrkon przy Iglicy. Nieco mniej proste, ale też pomocne rozwiązanie: rozdawanie drukowanego planu konwentu, albo chociaż szybsze wrzucenie planu wydarzenia na Konwencik. Konieczne jest również popracowanie nad tym, by wszystkie miejsca miały w miarę ujednolicone nazwy, albo chociaż ich tłumaczenia.&#xA;&#xA;Kwestia early access i identyfikatorów&#xA;&#xA;Kolejną sprawą ważną przedyskutowania była kwestia wejściówek. Na konwencie oferowano na dobrą sprawę dwa rodzaje biletów uprawniających do wstępu na imprezę: zwykły bilet (80 zł za sobotę, 65 zł za niedzielę, albo 130 zł na oba dni) oraz tzw. wstęp early access, czyli wejściówka ze wczesnym dostępem (możliwe było &#34;ulepszenie&#34; zwykłego biletu za 15 zł lub kupienie za jednym zamachem biletu dwudniowego early access za 150 zł). Bilet early access miał uprawniać do wcześniejszego wejścia na teren konwentu (o godzinie 9.00 zamiast 11.00) oraz w przypadku zakupu biletu na dwa dni oferował wliczoną w cenę pamiątkową koszulkę.&#xA;&#xA;Mam tutaj kilka problemów co do uczciwości tego modelu. Osoby, które miały wejściówkę early access w praktyce płaciły odrobinę więcej tylko za możliwość niestania w kolejce. Czuć było przez to, że posiadacze zwykłych biletów byli traktowani bardzo mocno jako uczestnicy drugiej kategorii tylko dlatego, że kupili bilet taniej o 15 zł, albo nie kupili go wystarczająco szybko. W połączeniu ze wspomnianym przeze mnie wyżej fatalnym procesie akredytacyjnym było to zachowanie wręcz skandaliczne.&#xA;&#xA;Sama koncepcja wcześniejszego wejścia na teren konwentu też nie jest dla mnie do końca zrozumiała. O ile ma to sporo sensu na targach, gdzie tego typu limitowany wstęp pomaga np. przedstawicielom mediów wykonywać swoje obowiązki bez ryzyka natrafienia na ogromny tłumy uczestników, tak na konwencie nie widzę tutaj żadnego sensu. Uczestnicy z tymi karnetami wchodzą na teren wydarzenia nieco wcześniej by natrafić na wciąż rozstawiających się wystawców i brak ciekawych punktów programu. Nie ma to żadnego sensu i nie widzę w tym nawet żadnego prestiżu.&#xA;&#xA;Drugim ogromnym problemem była kwestia pamiątkowych identyfikatorów. Regulamin wydarzenia na dzień 5 lipca 2026 wspominał o tym, że poza opaską każdy uczestnik otrzyma również identyfikator. Na miejscu nie tylko identyfikatora nie otrzymaliśmy, ale wręcz powiedziano nam, że te były dostępne tylko dla osób, które zakupiły wyżej wspomnianą wejściówkę early access. Albo regulamin został zmieniony na krótko przed wydarzeniem, albo ponownie zawiodła komunikacja. Realia były takie, że na stoisku info było dostępnych tysiące identyfikatorów, których praktycznie nikt nie mógł otrzymać. Niepotrzebne marnotrawstwo zasobów, pogłębianie zjawiska podziału na &#34;gorszych&#34; i &#34;lepszych&#34; uczestników bez oczywistej korzyści, oraz niewiarygodna niesłowność. Nie szanuję braku szacunku do uczestników na konwentach.&#xA;&#xA;Meety na konwentach&#xA;&#xA;Pomińmy na moment kwestie podziału uczestników na rzecz dużo przyjemniejszego tematu łączącego konwentowiczów, czyli meetów społeczności. Na FMC program przewidywał kilka spotkań członków różnych fandomów. Dla ułatwienia koordynacji, organizatorzy konwentu wyznaczyli dwie skromne strefy służące jako punkty zbiórki dla meetów. O ile byłem tylko (i aż) na jednym meecie, chciałem tutaj podziękować organizatorom wydarzenia oraz spotkania właśnie za udostępnienie takiej możliwości. Bardzo miło mi było poznać tak dużo przecudownych osób, które łączy pasja do Umamusume. Mam nadzieję, że to nie jest pierwszy raz, kiedy się widzimy.&#xA;&#xA;I mam nadzieję, że na następną &#34;Herbatkę z Meijiro&#34; organizatorzy tym razem dotrzymają słowa i załatwią bojler na ciepłą herbatę.&#xA;&#xA;PR&#xA;&#xA;Chociaż czułem, że temat fatalnej komunikacji został wyczerpany, z każdą godziną jak piszę niniejszy wpis, wychodzi co raz więcej faktów, kłótni oraz dram dotyczących konwentu. Jako stary konwentowicz, który jeździ na imprezy fanowskie od już dobrych ponad 10 lat, chciałbym poruszyć kilka ważnych kwestii.&#xA;&#xA;Niewiarygodnym zaskoczeniem dla mnie było to, że tak duża impreza jak Fantasy &amp; Magic Con popełniła tak mnóstwo błędów, których dało się bardzo łatwo uniknąć zwykłym odrabianiem pracy domowej. Mówię tutaj w sporej mierze o ComicConie w Nadarzynie oraz Pyrkonie, które potrafiły w przeszłości popełnić identyczne błędy, co FMC. Możliwe, że wyjdą tutaj moje drobne uprzedzenia, ale uważam, że czysto komercyjne wydarzenia fanowskie robią fatalną robotę, jeśli chodzi o robienie researchu oraz unikania błędów innych wydarzeń fanowskich. Problemy z akredytacją mogło rozwiązać podwojenie ilości wolontariuszy (o ile takowi byli, bo mam obawy, że cała organizacja wydarzenia mogła być zatrudnione) do wydawania opasek, oraz do ogarniania kolejek. Punkt info mógł otrzymywać na bieżąco informacje poprzez ustanowienie jednolitego kanału komunikacyjnego (dużo organizacji używa osobnego Discorda dla wolontariuszy, ale tutaj wystarczy w zasadzie jakikolwiek komunikator). Sam nie kupuję tutaj powtarzanych jak mantra wyjaśnień, że &#34;to nasza pierwsza impreza&#34;. Skoro fanowskie imprezy tworzone w 100% przez nieopłacanych wolontariuszy potrafią dawać dużo więcej frajdy od ogromnego, komercyjnego wydarzenia, to może warto tutaj wyciągnąć konkretny rachunek sumienia.&#xA;&#xA;I doskonale rozumiem, że konwent powstał tylko po to, żeby zarobić, i pod tym kątem spełniał w większości swoją funkcję (dochodzą mnie słuchy o problemach z drukiem zdjęć na sekcji z aktorami, ale nie byłem tam i nie jestem w stanie nic potwierdzić), z czego jeżeli już dana impreza ma iść taką drogą, dobrze przynajmniej zachowywać pozory. Niech wzorem dla Fantasy &amp; Magic Conu nie będą imprezy zagraniczne, tylko nasze lokalne. Nie ma konwentu bez fakapu, ale jeżeli konwent nie daje rady z najbardziej podstawowymi rzeczami, nie jest to wcale dobry znak.&#xA;&#xA;Dalej bez odpowiedzi pozostaje również kwestia licznych opowieści osób, które były na konwencie w niedzielę o ich wypraszaniu z terenu konwentu przez ochronę, kiedy zgodnie z programem miało się jeszcze odbyć oficjalne zamknięcie wydarzenia. Wywołało to dość duży niesmak spotęgowany już wcześniej krążącymi plotkami o dość nietypowych zachowaniach ochrony i wymagałoby to jak najszybszego wyjaśnienia ze strony organizatorów.&#xA;&#xA;Mam też odrobinę obaw co do przyszłości konwentu na podstawie ogólnej komunikacji po konwentowej. O ile część komunikatów od organizatorów zdaje się dość szczera, to jednak wychodzą też dramy związane z wewnętrznymi konfliktami organizatorów, które są udostępniane na publicznych kanałach. Dodaje to konwentowi dodatkowego negatywnego wizerunku imprezy tworzonej przez bardzo skłócony zespół.&#xA;&#xA;Dalej jednak czekamy na oficjalne stwierdzenie oraz konkretne dane co do wyników konwentu, jak również ewentualnych zmian.&#xA;&#xA;Strony oraz media społecznościowe&#xA;&#xA;Pod kątem stron oraz mediów konwentu przyznam szczerze, że nie jest najgorzej. Poza standardowym Facebokiem oraz Instagramem FMC oferuje również dość aktywny kanał na Discordzie, jak również całkiem solidną stronę internetową. Poza brakiem mapy, strona zawierała wszystkie informacje dotyczące wydarzenia, razem z newsami oraz ogłoszeniami dotyczącymi gości. Jest to na pewno dobra tendencja i jestem jak najbardziej za żeby kontynuować ten trend przy okazji kolejnych edycji.&#xA;&#xA;No i ponownie: doceniam obecność programu na Konwenciku. Ta praca domowa została poprawnie odrobiona.&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Fantasy &amp; Magic Con określiłbym jako konwent, którego najlepsze strony wynikały zupełnie nie z tego, co organizatorzy zakładali. Wydarzenie to było specjalne głównie ze względu na jego lokalizację na torze w Służewcu (wraz z wyścigiem cosplayerów), jak również klimat fajnego miejsca spotkań dla fandomu Umamusume. I w moich oczach tylko te elementy konwentu najbardziej go bronią. Chcę widzieć FMC jako główny zlot wszystkich fanów koniodziewczynek.&#xA;&#xA;Czy mogę polecić imprezę? Bardzo mocno zależy. Jeżeli organizatorzy postanowią kontynuować konwent z ewentualnym rebrandingiem na Służewkon (tak jak już potrafili go promować), z wielką przyjemnością pojadę na konwent i za rok, tym razem na wszystkie dwa dni.&#xA;W sytuacji, w której konwent zmieni swoją lokalizację, w mojej ocenie będzie kolejną bezduszną kopią amerykańskich ComicConów. W takiej sytuacji będę się od tego konwentu trzymał z daleka.&#xA;&#xA;Jeśli nie jesteście fanami Umamusume, to tutaj też w sporej mierze zależy, czego oczekujecie. Jeżeli jesteście typami osób polujących na autografy czy spotkania z gwiazdami, sądzę, że będziecie zadowoleni. Wybór wyglądał na dość spory i podobno dało się nawet pogadać z aktorami chwilę dłużej, niż organizatorzy zakładali. Jeśli robicie cosplay, też nie widzę powodów, dla których Fantasy &amp; Magic Con miałby nie być dla Was. Pod kątem społeczności oraz scenerii do zdjęć, było przecudownie. Zakupy w strefie wystawców też były dla mnie całkiem owocne, jako osoby, która lubi kupować rzeczy u mniejszych artystów.&#xA;&#xA;Jeżeli natomiast jedziecie na konwenty dla prelekcji, RPGów czy planszówek, omijajcie Fantasy &amp; Magic Con z daleka. Mniejsze, niekomercyjne wydarzenia zapewnią Wam dużo więcej atrakcji za ułamek kwoty biletu na FMC (o ile nie za bezcen).&#xA;&#xA;I oto Fantasy &amp; Magic Con. Serdecznie dziękuję tutaj Michałowi, który wybrał się ze mną na konwent, jak również wszystkim fanom konienek, których na evencie spotkałem. I pamiętajcie, że jesteście cudowni, ważni i przekochani. Stolica odwiedzona, a ja pomału wracam do planowania wyjazdu tym razem do pierwszej stolicy Polski...&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli śledzicie mojego bloga albo znacie mnie od dawna, to wiecie, że poza starymi i sprawdzonymi konwentami lubię też raz na jakiś czas sprawdzić nowe konwenty, które w danym roku debiutują. Z kilku dość ważnych względów moją uwagę przykuł Fantasy &amp; Magic Con (w skrócie FMC), który odbył się 11-12 lipca na torze wyścigowym w Służewcu w Warszawie. I chociaż Warszawa na ogół znajduje się odrobinę poza moim konwentowym zasięgiem, postanowiłem sprawdzić, jak mieszkańcy stolicy spisali się z wydarzeniem.

Ponieważ podróż do Warszawy wiąże się z jazdą około 3 godziny w jedną stronę samochodem, a nie miałem możliwości pobytu na konwencie w obu dniach, postanowiłem jechać na wydarzenie tylko na jeden dzień (sobotę) w charakterze uczestnika, ze zwykłym, jednodniowym biletem. Wyjechałem z Kalisza wcześniej rano, żeby dotrzeć na teren wydarzenia około godziny 11.00, czyli w momencie rozpoczęcia wydarzenia dla zwykłych uczestników. Dojechaliśmy zaledwie delikatnie spóźnieni, bo zaledwie o 10 minut. Po bezproblemowym zaparkowaniu samochodu tuż pod torem wyścigowym udaliśmy się z Michałem do akredytacji.</p>

<h2 id="co-po-przyjeździe">Co po przyjeździe?</h2>

<p>Mając wcześniej zakupiony bilet, konieczna była jego wymiana na opaskę uprawniającą do wejścia na teren wydarzenia. Pierwszym zaskoczeniem dla nas była niewiarygodnie długa kolejka tuż przed wejściem na teren wydarzenia. O ile posuwała się ona stosunkowo żwawo, czekało nas nieco ponad godzinę czekania, aż nasze bilety zostaną wymienione na opaski. Akredytacja odbywała się przy wejściu i była obsługiwana przez zaledwie cztery(!) osoby. W trakcie oczekiwań dowiedzieliśmy się również, że ta sama kolejka obowiązywała też dla osób, które biletu w przedsprzedaży nie kupiły, i chciały podejść do kasy, by takowe zakupić na miejscu. Jedyne działania mające na celu “odciążenie” kolejki to okazjonalne wizyty jednego z organizatorów, by sprawdzić, czy w kolejce nie ma osób z zakupionym pakietem early access, pozwalającym wejść na teren konwentu wcześniej. My jako nieszczęśliwcy mający zwykły bilet musieliśmy odczekać swoje.</p>

<p>Wszystko na to wskazywało, że organizatorzy nie przeanalizowali przypadku Pyrkonu, który od lat stopniowo podwajał i potrajał ilość wolontariuszy na akredytacjach celem jak najszybszego zredukowania tłumów. O godzinie 11, czyli w godzinie szczytowej, powinno być co najmniej 8 (o ile nie 12) stanowisk do wydawania opasek uczestnikom, oraz powinna być ustawiona osobna kolejka dla osób chcących zakupić bilet na miejscu. Dochodziły nas też opowieści od późniejszych uczestników o przypadkach tworzenia się dwóch kolejek, wpychania się osób do takowych, jak również bierność organizatorów zajmujących się procesem akredytacji wobec tego typu działań.</p>

<p>Mimo to niezrażeni odczekaliśmy swoje, otrzymaliśmy opaski i osobnym wejściem weszliśmy na teren wydarzenia. Tuż po wejściu przywitał nas dość obszerny budynek, który był dla nas centrum całego konwentu. Parter budynku był jedną wielką halą wystawców, natomiast znajdująca się na piętrze antresola była przeznaczona na pomniejsze strefy, np. gry retro, mini games room planszówkowy, czy strefę e-sportową. Chociaż te były stosunkowo ciasne, to jednak poza sytuacją, w której uczestnicy starali się uciec przed deszczem, nie można tam było narzekać na tłumy. Z wyżej wspomnianych balkonów można było wyjść prosto na trybuny, z których rozchodził się widok na cały tor wyścigowy, jak również na stojącą tuż przed trybunami scenę główną. Sam tor dla mnie jako osoby, która na Służewcu nigdy nie była, wywołał ogromne wrażenie. Ośmielę się wręcz stwierdzić, że to właśnie lokalizacja była najmocniejszą stroną FMC.</p>

<p>Ale na podziwianie toru miał jeszcze przyjść czas. Tak jak na każdym konwencie, postanowiliśmy się odrobinę rozejrzeć po wydarzeniu.</p>

<h2 id="rozłożenie-konwentu">Rozłożenie konwentu</h2>

<p>Na potrzeby Fantasy &amp; Magic Con&#39;u na torze w Służewcu wydzielono kilka stref. Poza wyżej wspomnianą Główną Halą (głównymi trybunami), po prawej stronie od toru znajdowała się Trybuna Honorowa pełniąca głównie miejsce sali z autografami. O ile plan wskazuje, że były tam inne atrakcje, nie byłem w stanie tego zweryfikować z powodu odstraszająco dużych kolejek do autografów oraz braku informacji odnośnie punktów programu. O tym problemie jednak powiem szerzej w dalszej części wpisu.</p>

<p>Kierując się w lewo wzdłuż toru można było znaleźć sporawą część gastronomiczną z food truckami, jak również strefę juggera oraz laser taga. Na mniej więcej podobnej wysokości w oddali znajdowały się jeszcze dwie strefy: niewielka wioska Umamusume oraz duży namiot z kilkoma dodatkowymi strefami społecznościowymi, o których wspomnę później. Sam teren nie był jednak spory, i na ogół przejście od jednego końca placu na drugi zajmowało około pięciu minut.</p>

<p>Pod kątem poruszania się po konwencie, największym problemem były niewiarygodne braki w informacji. Tutaj mogę wyliczać sporo: brak drukowanych informatorów do wzięcia, brak dużej mapki konwentu (ta pojawiła się dopiero później w punkcie informacji, a pod kątem czytelności też pozostawiała sporo do życzenia), brak mapki w Konwenciku w trakcie samego wydarzenia. Same punkty programu w Konwenciku też bardzo często zawierały bardzo niejednoznaczne nazwy stref czy sal, w których dana atrakcja się odbywała. Innymi słowy, po konwencie poruszaliśmy się w większości na ślepo. O ile mapkę mieliśmy, to jednak uzyskaliśmy ją od znajomych na Discordzie. Na samej stronie internetowej wydarzenia dotąd nie mogłem jej znaleźć.</p>

<p>Kolejnym niuansem było to, że mapka Głównej Hali była odwrócona do góry nogami względem planu całego konwentu, przez co jeszcze trudniej było zorientować się w samej strefie wystawców. Warto w przyszłości popracować nad większą jednolitością mapek pod tym kątem.</p>

<h2 id="program-konwentu">Program konwentu</h2>

<p>Patrząc czysto na program imprezy, Fantasy &amp; Magic Con był imprezą, która skupiała się w większości na spotkaniach ze sławnymi osobistościami ze świata fantastyki i popkultury. Patrząc na oferty biletów oraz sam program widać, że właśnie taki był główny cel powstania FMC. Wszystkie inne atrakcje zdawały się zaledwie dopełnieniem, które miało zaledwie wywołać iluzję konwentu “od fanów dla fanów”.</p>

<p>Nie oznacza to jednak, że były to jedyne rzeczy, które FMC oferował. Warto porozmawiać trochę o sekcjach, które sam odwiedziłem.</p>

<h3 id="atrakcje-głównej-hali-oraz-strefa-wystawców">Atrakcje Głównej Hali oraz strefa wystawców</h3>

<p>Główna Hala na Fantasy &amp; Magic Con&#39;ie była miejscem, w którym upchnięto zdecydowanie najwięcej atrakcji konwentu. Najwięcej miejsca przypadło strefie wystawców. Ci byli w większości mniejszymi artystami oferującymi piny, naklejki oraz różnego rodzaju printy czy breloczki. Dało się również znaleźć pojedynczych wystawców z komiksami czy mangami, z czego ci należeli do mniejszości.</p>

<p>Tuż obok wystawców można było znaleźć również kilka wiosek stworzonych typowo do zrobienia zdjęć. Była to między innymi: strefa Minecrafta, Wiedźmiński Kasztel, wioska drowów (stoisko znane najbardziej z Pyrkonu) czy strefa Gwiezdnych Wojen.</p>

<p>Idąc dalej w stronę właściwego toru wyścigowego, można było natrafić na nieco ukryte niewielkie stoiska cosplayerów, u których również istniała możliwość kupienia ich własnego, osobistego merchu (np. zdjęć).</p>

<p>Ku naszemu zaskoczeniu, całkiem spora część atrakcji znajdowała się również na antresoli. Tutaj dostępne były strefy planszówkowe, gry retro, strefy z komputerami gamingowymi, konsolami, część turniejowa oraz niewielki pokoik RPGowy.</p>

<p>Całą strefę podsumowałbym słowem “ścisk”. O ile strefa wystawców jako miejsce przynoszące faktyczne zyski dostała najwięcej miejsca, pomniejsze strefy wydawały się poupychane w różnych zakamarkach budynku. W praktyce nie dowiedzielibyśmy się o ich istnieniu, gdyby ulewa nie zmusiła nas do ucieczki do budynku i przeniesienia meeta na najwyższe piętro hali. Strefy na górnych partiach budynku były nieco klaustrofobiczne i w mojej opinii konwent wyszedłby o wiele lepiej, gdyby te sekcje przeniósł do namiotów na zewnątrz, a antresolę zamienił bardziej na kolejną strefę chillu. Niemniej jednak cały czas widać było we wszystkich tych strefach ludzi, a wystawcy nie narzekali na kiepską sprzedaż. Co jak co, nie wyszło źle.</p>

<p>Ogromne brawa należą się też artystom, którzy postanowili zorganizować stamp rally. Mój portfel poraniony jeszcze po RawiKonie dalej krwawi, ale jednak dobrze było zaopatrzyć się w sporo cudownych naklejek, by otrzymać w zamian ozdobne, pamiątkowe karty.</p>

<h3 id="bieg-umamusume">Bieg Umamusume</h3>

<p>Zdecydowanym crème de la crème Fantasy &amp; MagicCon&#39;u był zapowiadany głośno bieg Umamusume, w którym cosplayerzy przebrani za koniodziewczynki mieli ścigać się na faktycznym torze wyścigowym przeznaczonym dla koni. O ile atrakcja stała pod mocnym znakiem zapytania z powodu niepewnej pogody oraz dość sporej ulewy na kilka godzin przed wydarzeniem, to jednak bieg ostatecznie się odbył.</p>

<p>Jako dość aktywny członek fandomu Umamusume szczególnie mocno byłem zainteresowany tą atrakcją, na bieżąco sprawdzałem, jak wygląda sytuacja. Ponieważ konwent odbywający się na terenie faktycznego toru wyścigów konnych był naturalną Mekką dla fanów koniodziewczynek, zainteresowanie wydarzeniem było gigantyczne. Odbyły się w sumie cztery wyścigi na różnych dystansach (jasna sprawa mocno skróconych względem gry) i na każdym z nich dało się naliczyć co najmniej kilkanaście biegających osób. Same trybuny, jak również barierki otaczające tor były równie mocno oblegane przez ogromne tłumy oglądających.</p>

<p>Sam punkt programu był niewiarygodnym sukcesem, ale nie mogę nie wspomnieć o kilku problemach. Po pierwsze: ponowny brak informacji. Zanim bieg się odbył, bardzo trudno było znaleźć informacje, gdzie dokładnie odbywa się zbiórka na wyścig. Uczestnicy byli odsyłani od organizatora do punktu info, i od punktu info do organizatora.</p>

<p>Po drugie: opóźnienie. Bieg zaliczył około 20-30-minutowe opóźnienie. Było ono częściowo spowodowane kwestiami bezpieczeństwa i sprawdzeniem stanu toru po deszczu, ale poza tym, według moich ustaleń, były drobne problemy ze znalezieniem jego organizatora.</p>

<p>Tutaj ogromne podziękowania należą się ekipie tworzącej na konwencie wioskę Umamusume za poprowadzenie wyścigu oraz sporo damage controlu, jeśli chodzi o uspokajanie uczestników, jak również naszej ekipie ze Stajni Umamusume za wiercenie dziury w brzuchu organizatorom w sprawie pozyskania jakichkolwiek strzępków informacji odnośnie wyścigu.</p>

<h3 id="hala-b-i-strefa-umamusume">Hala B i strefa Umamusume</h3>

<p>Jeśli wyszlibyśmy z Głównej Hali na tor wyścigowy, skręcilibyśmy w lewo i kierowalibyśmy się cały czas prosto, mijając po lewej strefę gastronomiczną, doszlibyśmy do nieco niepozornych namiotów. Była to trzecia strefa na Fantasy &amp; Magic Conie, a właściwie to... dwie strefy.</p>

<p>Zaczynając od tego większego namiotu, natrafilibyśmy na niewielką strefę oznaczoną jako Hala B, w której, według planu, była “community area” (obszar dla społeczności? Trudno mi to adekwatnie przetłumaczyć). Większość namiotu zajmowała wystawa figurek, jak również kilka stanowisk nawiązujących do różnych filmów czy seriali. Wszystkie tamtejsze stanowiska dostały całkiem sporo miejsca, więc jest to bardzo na plus.</p>

<p>Nie jestem jedynie do końca pewny, dlaczego część stoisk bardziej “społecznościowych” właśnie znajdowała się w tej części, a spora część innych w Głównej Hali. Czy wyszło to na plus dla tych stoisk, to już pozostawiam indywidualnej ocenie.</p>

<p>Drugą strefą w dużo mniejszym namiocie była strefa Umamusume z kilkoma mini-atrakcjami związanymi z grą. I o ile osoby zajmujące się strefą robiły przecudowną robotę, mam kilka problemów z samym miejscem, gdzie ta strefa się znajdowała. Pierwsza sprawa to, że wszystko było ściśnięte w bardzo małym namiocie, gdzie mogło się zmieścić ledwie kilka osób. Według rozmów z ekipą robiącą strefę pierwotne ustalenia zakładały, że będzie to o wiele większa strefa. Kolejnym problemem było samo wejście. Strefę Umamusume od głównej ścieżki odgradzał dość długi płot, który trzeba było albo niepotrzebnie obejść, albo przejść pod nim. O ile nie był to wielki problem, to jednak nie wyglądało to wcale zapraszająco zwłaszcza dla osób, które mogły mieć różnego rodzaju schorzenia, przez które nie byliby w stanie przejść przez ogrodzenie.</p>

<p>Na przyszłość widziałbym tego typu stoisko zdecydowanie bliżej Głównego Holu oraz z o wiele większą przestrzenią. I mówię tutaj nie tylko czysto jako fan Umamusume. Najbardziej wiralową atrakcją konwentu był właśnie bieg cosplayerów koniodziewczynek. Konwent dzieje się na faktycznym torze wyścigowym, który wizualnie wygląda jak prawie żywcem wyjęty z gry. Mamy tutaj wobec tego ogromny potencjał do stworzenia z wydarzenia głównego zlotu fanów tego uniwersum. Warto zainwestować w jak najwięcej atrakcji związanych z tym uniwersum. Mowa tutaj również, o ile nie przede wszystkim, o właściwej strefie.</p>

<h3 id="prelekcje">Prelekcje</h3>

<p>Ponieważ na ogół nie chodzę na prelekcje, kiedy jadę na zaledwie jeden dzień konwentu, nie odwiedziłem na konwencie żadnej z nich. Te według planu odbywały się w sali w budynku, w którym były również autografy. Poza niepotwierdzonymi przeze mnie informacjami od dwóch prelegentów, że na miejscu nie było dostępnego laptopa do wyświetlania prezentacji, nie mam zbyt wiele do powiedzenia odnośnie do tej konkretnej sekcji.</p>

<h3 id="atrakcje-na-scenie">Atrakcje na scenie</h3>

<p>Tuż przy torze znajdowała się niewielka scena, na której osoby zainteresowane wywiadami ze sławnymi osobami mogły posłuchać wielu niezłych ciekawostek. O ile dla mnie tego typu atrakcje to zawsze zapychacze, całość wyglądała na bardzo profesjonalną. O ile spora część wywiadów była w języku angielskim, ciekawym zabiegiem było promowanie specjalnej aplikacji, w której uczestnicy mogli na telefonie czytać tłumaczenie wywiadu na bieżąco.</p>

<p>Podziwiam też, że atrakcje na scenie działy się również w trakcie największych ulew. Wymagało to sporo poświęcenia. Macie mój szacunek za to!</p>

<h2 id="atmosfera-konwentu">Atmosfera konwentu</h2>

<p>Pod kątem samej atmosfery konwentowej Fantasy &amp; Magic Con nie był aż tak komercyjny, jak można było się spodziewać. Strefa wystawców nie odbiegała absolutnie niczym od przeciętnych stref wystawców na jakichkolwiek innych konwentach, wokół było mnóstwo cosplayerów, zapchana strefa gastro, odgłosy “kamieni” z rozgrywających się w pobliżu meczów w juggera. Był to zdecydowanie klimat porządnego konwentu.</p>

<p>Trudno mi tu ponownie nie wspomnieć, że tor wyścigów konnych w Służewcu zadecydował w największym stopniu o klimacie imprezy, i w moim odczuciu zmiana miejsca konwentu byłaby niewiarygodną stratą dla tego typu wydarzenia. Jestem zdecydowanie za tym, żeby impreza kontynuowana była jako Służewkon, albo chociaż żeby organizatorzy konwentu potwierdzili, że miejsce odbywania się konwentu pozostanie bez zmian.</p>

<p>Jedyną rzeczą, która wpływała odrobinę na atmosferę, była obecność bardzo dużej ilości ochrony. O ile patrole na konwentach to jest standard i każdy naturalnie przyjmuje konieczność zachowywania porządku, momentami obecność ochrony wywoływała u mnie niepewność, czy na pewno dana strefa była dozwolona dla uczestnika. Sama ochrona przy balustradzie przy torze sprawiała, że nie byłem pewny, czy nawet mogę się o nią oprzeć. Chociaż nie doznałem żadnej nieprzyjemności od ochrony w żadnym momencie konwentu, wciąż był to aspekt, co do którego nie byłem do końca przekonany.</p>

<h2 id="kilka-innych-przemyśleń">Kilka innych przemyśleń</h2>

<h3 id="chaos-informacyjny">Chaos informacyjny</h3>

<p>W tej sekcji chciałem rozwinąć nieco bardziej wspomnianą przeze mnie wcześniej kwestię informowania konwentowiczów o rzeczach. Niemal każdy uczestnik, z którym rozmawiałem, potwierdził moje słowa: Fantasy &amp; Magic Con był jednym wielkim informacyjnym chaosem. W trakcie wydarzenia praktycznie nikt nie wiedział o niczym, a punkt informacji konwentowej był czysto wirtualny. Proste pytanie “gdzie odbywa się dany punkt programu?” kończyło się pustym wzrokiem pełnym niewiedzy. Plan konwentu dostępny był tylko i wyłącznie online. Dopiero mniej więcej w połowie wydarzenia w sobotę na punkcie info dostępna była mapka.</p>

<p>Poza oczywistymi problemami z nawigacją po strefie wystawców (co niewiarygodnie ironiczne najbardziej poratowała nas mapka, która znajdowała się z tyłu... kartki do stamp rally stworzonej przez wystawców), największym problemem było nazewnictwo miejsc, w których odbywały się atrakcje. Praktyczny przykład: miejsce oznaczone jako “Strefa plenerowa przed halą”. Czy chodziło o Meetup Zone? Jak tak, to o który z dwóch dostępnych?
Dana atrakcja działa się w trakcie ulewy. Czy atrakcja była wobec tego przełożona gdzieś indziej? Jeśli tak, to gdzie?
Prelekcje odbywały się w “Sferze 1”. Gdzie to jest?</p>

<p>Przyznam szczerze: nigdy nie widziałem większego chaosu oraz większej nie konsekwentności w nazewnictwie dostępnych stref. W połączeniu z brakiem planu przez większość dnia konwentu oraz maślanymi oczkami osób z punktu info, nawigacja po niektórych punktach programu była absolutnym koszmarem.</p>

<p>Problemy te można było rozwiązać na kilka sposobów. Najprostsze rozwiązanie: jedna strefa z ogromną mapą konwentu, tak jak robi to np. Pyrkon przy Iglicy. Nieco mniej proste, ale też pomocne rozwiązanie: rozdawanie drukowanego planu konwentu, albo chociaż szybsze wrzucenie planu wydarzenia na Konwencik. Konieczne jest również popracowanie nad tym, by wszystkie miejsca miały w miarę ujednolicone nazwy, albo chociaż ich tłumaczenia.</p>

<h3 id="kwestia-early-access-i-identyfikatorów">Kwestia early access i identyfikatorów</h3>

<p>Kolejną sprawą ważną przedyskutowania była kwestia wejściówek. Na konwencie oferowano na dobrą sprawę dwa rodzaje biletów uprawniających do wstępu na imprezę: zwykły bilet (80 zł za sobotę, 65 zł za niedzielę, albo 130 zł na oba dni) oraz tzw. wstęp early access, czyli wejściówka ze wczesnym dostępem (możliwe było “ulepszenie” zwykłego biletu za 15 zł lub kupienie za jednym zamachem biletu dwudniowego early access za 150 zł). Bilet early access miał uprawniać do wcześniejszego wejścia na teren konwentu (o godzinie 9.00 zamiast 11.00) oraz w przypadku zakupu biletu na dwa dni oferował wliczoną w cenę pamiątkową koszulkę.</p>

<p>Mam tutaj kilka problemów co do uczciwości tego modelu. Osoby, które miały wejściówkę early access w praktyce płaciły odrobinę więcej tylko za możliwość niestania w kolejce. Czuć było przez to, że posiadacze zwykłych biletów byli traktowani bardzo mocno jako uczestnicy drugiej kategorii tylko dlatego, że kupili bilet taniej o 15 zł, albo nie kupili go wystarczająco szybko. W połączeniu ze wspomnianym przeze mnie wyżej fatalnym procesie akredytacyjnym było to zachowanie wręcz skandaliczne.</p>

<p>Sama koncepcja wcześniejszego wejścia na teren konwentu też nie jest dla mnie do końca zrozumiała. O ile ma to sporo sensu na targach, gdzie tego typu limitowany wstęp pomaga np. przedstawicielom mediów wykonywać swoje obowiązki bez ryzyka natrafienia na ogromny tłumy uczestników, tak na konwencie nie widzę tutaj żadnego sensu. Uczestnicy z tymi karnetami wchodzą na teren wydarzenia nieco wcześniej by natrafić na wciąż rozstawiających się wystawców i brak ciekawych punktów programu. Nie ma to żadnego sensu i nie widzę w tym nawet żadnego prestiżu.</p>

<p>Drugim ogromnym problemem była kwestia pamiątkowych identyfikatorów. Regulamin wydarzenia na dzień 5 lipca 2026 wspominał o tym, że poza opaską każdy uczestnik otrzyma również identyfikator. Na miejscu nie tylko identyfikatora nie otrzymaliśmy, ale wręcz powiedziano nam, że te były dostępne tylko dla osób, które zakupiły wyżej wspomnianą wejściówkę early access. Albo regulamin został zmieniony na krótko przed wydarzeniem, albo ponownie zawiodła komunikacja. Realia były takie, że na stoisku info było dostępnych tysiące identyfikatorów, których praktycznie nikt nie mógł otrzymać. Niepotrzebne marnotrawstwo zasobów, pogłębianie zjawiska podziału na “gorszych” i “lepszych” uczestników bez oczywistej korzyści, oraz niewiarygodna niesłowność. Nie szanuję braku szacunku do uczestników na konwentach.</p>

<h3 id="meety-na-konwentach">Meety na konwentach</h3>

<p>Pomińmy na moment kwestie podziału uczestników na rzecz dużo przyjemniejszego tematu łączącego konwentowiczów, czyli meetów społeczności. Na FMC program przewidywał kilka spotkań członków różnych fandomów. Dla ułatwienia koordynacji, organizatorzy konwentu wyznaczyli dwie skromne strefy służące jako punkty zbiórki dla meetów. O ile byłem tylko (i aż) na jednym meecie, chciałem tutaj podziękować organizatorom wydarzenia oraz spotkania właśnie za udostępnienie takiej możliwości. Bardzo miło mi było poznać tak dużo przecudownych osób, które łączy pasja do Umamusume. Mam nadzieję, że to nie jest pierwszy raz, kiedy się widzimy.</p>

<p>I mam nadzieję, że na następną “Herbatkę z Meijiro” organizatorzy tym razem dotrzymają słowa i załatwią bojler na ciepłą herbatę.</p>

<h3 id="pr">PR</h3>

<p>Chociaż czułem, że temat fatalnej komunikacji został wyczerpany, z każdą godziną jak piszę niniejszy wpis, wychodzi co raz więcej faktów, kłótni oraz dram dotyczących konwentu. Jako stary konwentowicz, który jeździ na imprezy fanowskie od już dobrych ponad 10 lat, chciałbym poruszyć kilka ważnych kwestii.</p>

<p>Niewiarygodnym zaskoczeniem dla mnie było to, że tak duża impreza jak Fantasy &amp; Magic Con popełniła tak mnóstwo błędów, których dało się bardzo łatwo uniknąć zwykłym odrabianiem pracy domowej. Mówię tutaj w sporej mierze o ComicConie w Nadarzynie oraz Pyrkonie, które potrafiły w przeszłości popełnić identyczne błędy, co FMC. Możliwe, że wyjdą tutaj moje drobne uprzedzenia, ale uważam, że czysto komercyjne wydarzenia fanowskie robią fatalną robotę, jeśli chodzi o robienie researchu oraz unikania błędów innych wydarzeń fanowskich. Problemy z akredytacją mogło rozwiązać podwojenie ilości wolontariuszy (o ile takowi byli, bo mam obawy, że cała organizacja wydarzenia mogła być zatrudnione) do wydawania opasek, oraz do ogarniania kolejek. Punkt info mógł otrzymywać na bieżąco informacje poprzez ustanowienie jednolitego kanału komunikacyjnego (dużo organizacji używa osobnego Discorda dla wolontariuszy, ale tutaj wystarczy w zasadzie jakikolwiek komunikator). Sam nie kupuję tutaj powtarzanych jak mantra wyjaśnień, że “to nasza pierwsza impreza”. Skoro fanowskie imprezy tworzone w 100% przez nieopłacanych wolontariuszy potrafią dawać dużo więcej frajdy od ogromnego, komercyjnego wydarzenia, to może warto tutaj wyciągnąć konkretny rachunek sumienia.</p>

<p>I doskonale rozumiem, że konwent powstał tylko po to, żeby zarobić, i pod tym kątem spełniał w większości swoją funkcję (dochodzą mnie słuchy o problemach z drukiem zdjęć na sekcji z aktorami, ale nie byłem tam i nie jestem w stanie nic potwierdzić), z czego jeżeli już dana impreza ma iść taką drogą, dobrze przynajmniej zachowywać pozory. Niech wzorem dla Fantasy &amp; Magic Conu nie będą imprezy zagraniczne, tylko nasze lokalne. Nie ma konwentu bez fakapu, ale jeżeli konwent nie daje rady z najbardziej podstawowymi rzeczami, nie jest to wcale dobry znak.</p>

<p>Dalej bez odpowiedzi pozostaje również kwestia licznych opowieści osób, które były na konwencie w niedzielę o ich wypraszaniu z terenu konwentu przez ochronę, kiedy zgodnie z programem miało się jeszcze odbyć oficjalne zamknięcie wydarzenia. Wywołało to dość duży niesmak spotęgowany już wcześniej krążącymi plotkami o dość nietypowych zachowaniach ochrony i wymagałoby to jak najszybszego wyjaśnienia ze strony organizatorów.</p>

<p>Mam też odrobinę obaw co do przyszłości konwentu na podstawie ogólnej komunikacji po konwentowej. O ile część komunikatów od organizatorów zdaje się dość szczera, to jednak wychodzą też dramy związane z wewnętrznymi konfliktami organizatorów, które są udostępniane na publicznych kanałach. Dodaje to konwentowi dodatkowego negatywnego wizerunku imprezy tworzonej przez bardzo skłócony zespół.</p>

<p>Dalej jednak czekamy na oficjalne stwierdzenie oraz konkretne dane co do wyników konwentu, jak również ewentualnych zmian.</p>

<h3 id="strony-oraz-media-społecznościowe">Strony oraz media społecznościowe</h3>

<p>Pod kątem stron oraz mediów konwentu przyznam szczerze, że nie jest najgorzej. Poza standardowym Facebokiem oraz Instagramem FMC oferuje również dość aktywny kanał na Discordzie, jak również całkiem solidną stronę internetową. Poza brakiem mapy, strona zawierała wszystkie informacje dotyczące wydarzenia, razem z newsami oraz ogłoszeniami dotyczącymi gości. Jest to na pewno dobra tendencja i jestem jak najbardziej za żeby kontynuować ten trend przy okazji kolejnych edycji.</p>

<p>No i ponownie: doceniam obecność programu na Konwenciku. Ta praca domowa została poprawnie odrobiona.</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Fantasy &amp; Magic Con określiłbym jako konwent, którego najlepsze strony wynikały zupełnie nie z tego, co organizatorzy zakładali. Wydarzenie to było specjalne głównie ze względu na jego lokalizację na torze w Służewcu (wraz z wyścigiem cosplayerów), jak również klimat fajnego miejsca spotkań dla fandomu Umamusume. I w moich oczach tylko te elementy konwentu najbardziej go bronią. Chcę widzieć FMC jako główny zlot wszystkich fanów koniodziewczynek.</p>

<p>Czy mogę polecić imprezę? Bardzo mocno zależy. Jeżeli organizatorzy postanowią kontynuować konwent z ewentualnym rebrandingiem na Służewkon (tak jak już potrafili go promować), z wielką przyjemnością pojadę na konwent i za rok, tym razem na wszystkie dwa dni.
W sytuacji, w której konwent zmieni swoją lokalizację, w mojej ocenie będzie kolejną bezduszną kopią amerykańskich ComicConów. W takiej sytuacji będę się od tego konwentu trzymał z daleka.</p>

<p>Jeśli nie jesteście fanami Umamusume, to tutaj też w sporej mierze zależy, czego oczekujecie. Jeżeli jesteście typami osób polujących na autografy czy spotkania z gwiazdami, sądzę, że będziecie zadowoleni. Wybór wyglądał na dość spory i podobno dało się nawet pogadać z aktorami chwilę dłużej, niż organizatorzy zakładali. Jeśli robicie cosplay, też nie widzę powodów, dla których Fantasy &amp; Magic Con miałby nie być dla Was. Pod kątem społeczności oraz scenerii do zdjęć, było przecudownie. Zakupy w strefie wystawców też były dla mnie całkiem owocne, jako osoby, która lubi kupować rzeczy u mniejszych artystów.</p>

<p>Jeżeli natomiast jedziecie na konwenty dla prelekcji, RPGów czy planszówek, omijajcie Fantasy &amp; Magic Con z daleka. Mniejsze, niekomercyjne wydarzenia zapewnią Wam dużo więcej atrakcji za ułamek kwoty biletu na FMC (o ile nie za bezcen).</p>

<p>I oto Fantasy &amp; Magic Con. Serdecznie dziękuję tutaj Michałowi, który wybrał się ze mną na konwent, jak również wszystkim fanom konienek, których na evencie spotkałem. I pamiętajcie, że jesteście cudowni, ważni i przekochani. Stolica odwiedzona, a ja pomału wracam do planowania wyjazdu tym razem do pierwszej stolicy Polski...</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/fantasy-and-magic-con-2026-komentarz</guid>
      <pubDate>Wed, 15 Jul 2026 18:31:09 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>RawiKon 2026 - komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/rawikon-2026-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. I o ile nie minęła jeszcze nawet połowa mojego standardowego sezonu konwentowego, jestem jeszcze w żałobie z powodu zakończenia tegorocznej edycji RawiKonu. Jest to jednak doskonała okazja, by wrócić myślami do tego wydarzenia i podsumować, jaki rzeczywiście był tegoroczny konwent w Rawiczu.&#xA;!--more--&#xA;RawiKon nie jest dla mnie wydarzeniem nowym, ponieważ na dzień dzisiejszy odwiedziłem wszystkie cztery edycje, o czym pisałem już wielokrotnie na moim blogu. I tym razem postanowiłem się wybrać na konwent w towarzystwie mojego przyjaciela Michała na wszystkie dwa dni trwania konwentu. Pojechaliśmy na konwent samochodem i dojechaliśmy na miejsce około godziny 11.30, w sam raz, żeby zdążyć na większość atrakcji oraz przywitać się z ludźmi. W tym roku częściowo z ciekawości, a częściowo w wyniku złego ustawienia nawigacji GPS postanowiliśmy zostawić auto na parkingu wskazanym przez organizatorów konwentu. Ogromny plac będący Targowiskiem Miejskim zapewniał mnóstwo miejsca dla każdego zmotoryzowanego uczestnika. Miejsc było aż nadto, co też było sporym plusem. Po bezpiecznym odstawieniu auta i około trzyminutowym spacerku dotarliśmy na miejsce i udaliśmy się bezpośrednio do punktu akredytacji po opaski.&#xA;&#xA;Co po przyjeździe?&#xA;&#xA;O ile o temacie przygotowań do konwentu wyczerpałem już temat w przypadku poprzedniego wpisu, warto doprecyzować kilka rzeczy związanych z tegoroczną edycją. Sam proces akredytacji obył się, jak co roku, bez problemu. Opaski można było uzyskać nie tylko podchodząc do dedykowanego stoiska, ale również przy samym wejściu do biblioteki, gdzie stał jeden z organizatorów/wolontariuszy, który również &#34;opaskował&#34; na bieżąco osoby, które mogły przeoczyć stanowisko akredytacyjne. Ja jako zwykły uczestnik otrzymałem zwykłą, papierową opaskę. Michał jako twórca programu poproszony był, żeby zamiast tego udać się do Punktu Informacji, który w tym roku znajdował się w sali znajdującej się od razu po lewej stronie od wejścia do biblioteki. Na Michała czekał faktyczny identyfikator na smyczy.&#xA;&#xA;Pierwszą rzeczą, która mnie zdziwiła był fakt, że punkt informacyjny został w tym roku przeniesiony z punktu akredytacyjnego znajdującego się tuż przy wejściu do biblioteki do sali, która dotychczas służyła jako jedna z sal prelekcyjnych. Mam co do tej zmiany bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony organizatorzy uniknęli problemu ewentualnego sztucznego tłoku na stoisku akredytacyjnym, z drugiej mogło powodować zakłopotanie u uczestników. Na samym stoisku akredytacyjnym można było również wziąć wydrukowany plan konwentu, co dodatkowo mogło wywołać wrażenie, że właśnie to jest miejsce, gdzie uczestnicy znajdą wszystkie informacje, jakich szukają.&#xA;&#xA;Większym problemem jednak był sam wystrój punktu informacyjnego. Ten znajdował się w sali oddzielonej od reszty biblioteki szklanymi oknami oraz drzwiami. O ile ta byłaby całkiem nieźle widoczna, nie pomógł tutaj fakt zbyt dużej ilości ozdób nawiązujących do motywu przewodniego tegorocznej edycji RawiKonu. W praktyce punkt informacji dało się bardzo łatwo przeoczyć z powodu za dużej ilości kartek stylizowanych na listy gończe poprzyklejanych do okien i drzwi punktu informacyjnego. Można było to rozwiązać na dwa sposoby: albo zmniejszając ilość ozdobników mniej więcej o połowę (kartka z napisem &#34;Punkt informacji&#34; była trudna do zauważenia przez nadmierną ilość plakatów wokół), albo o wiele wyraźniej oznaczając punkt informacji np. dodatkową tabliczką.&#xA;&#xA;Jeśli jednak pominiemy ten fakt, sam wystrój biblioteki w tym roku był niewiarygodnie klimatyczny. Ponieważ motywem przewodnim tegorocznej edycji RawiKonu był motyw grozy i horroru, praktycznie cały budynek był stworzony w takiej właśnie stylistyce. Ściany ze śladami krwi, czaszki, wiszące gdzieniegdzie atrapy ostrych narzędzi, pajęczyny, ogromne pająki, taśmy oddzielające miejsca zbrodni — taki właśnie motyw dominował w bibliotece. Było czuć tutaj ogrom włożonej pracy w stworzenie odpowiedniego nastroju. Mało tego! Ozdobniki tego typu można było znaleźć nie tylko na korytarzach, ale również, chociażby, w salach prelekcyjnych czy pomniejszych pomieszczeniach. Powiem szczerze, że nigdy nie byłem na konwencie, który przykładał tak ogromną wagę do stylistyki. Efekt był doskonały!&#xA;&#xA;Na tym etapie nie zabawiliśmy jednak w bibliotece zbyt długo. Postanowiliśmy rozejrzeć się również i po okolicy.&#xA;&#xA;Rozłożenie konwentu&#xA;&#xA;Jak co roku, RawiKon składał się z kilku stref. W budynku biblioteki znaleźć mogliśmy sale prelekcyjne i warsztatowe, salki do RPG, strefę gier retro, strefę LEGO oraz wyżej wspomniany punkt informacji. Tuż przed budynkiem biblioteki znajdował się duży plac pełniący funkcję strefy plenerowej (organizatorzy nazwali ją &#34;areną&#34;) z wioskami fanowskimi oraz sceną, na której odbywały się większe konkursy, koncerty oraz tradycyjne kino plenerowe. Obok można było znaleźć niewielką strefę gastronomiczną z food truckami, a nieco dalej ogromną strefę wystawców zajmującą cały parking pod biblioteką.&#xA;Kawałek dalej, tak samo jak rok temu, znajdował się Dom Kultury będący jednym wielkim planszówkowo-bitewniakowym games roomem z opcją wypożyczania planszówek.&#xA;&#xA;Cieszy mnie to, że organizatorzy postanowili zachować mniej więcej taki sam układ stref jak rok temu. Osoby, które na RawiKonie były w tamtym roku bez problemu mogły się odnaleźć, co gdzie się znajduje. Widać było również poprawę jeśli chodzi o oznaczenie drogi do Domu Kultury. Chociaż sama mapka dalej nie pokazywała dokładnej skali oraz odległości takowego od terenu biblioteki, w tym roku wystarczyło iść za flagami RawiKonu wiszącymi wzdłuż ulicy. Bardzo dobry pomysł!&#xA;&#xA;Jedynym odrobinę śmiesznym problemem ponownie było pewne jedno stoisko będące zauważalnie poza terenem konwentu. W tym roku było to stoisko UAMu, które znajdowało się odrobinę poza terenem RawiKonu. O ile nie było mocno daleko, to jednak był trudny do odnalezienia przez osoby, które nie sprawdziłyby mapki (pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że JEDYNIE osoby, które sprawdzały dokładnie mapę, wiedziały o jego istnieniu). Były to bardzo niepozornie wyglądające namioty przy budynku naprzeciwko kościoła. O ile były widoczne zarówno ze strefy plenerowej jak i z tarasu w bibliotece, tak praktyczny brak wyraźnych oznaczeń tych namiotów oraz ułożenie ich z dala od spodziewanego terenu konwentu sprawił, że mało kto wiedział o jego istnieniu. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca jeśli chodzi o strefy.&#xA;&#xA;Ponownie też podtrzymuję mój feedback z zeszłego roku, że plac pod Domem Kultury byłby niezłym naturalnym przedłużeniem konwentu o dodatkowe strefy. Warto o tym pomyśleć za kilka edycji, kiedy wystąpi konieczność dalszego skalowania wydarzenia pod kątem większej ilości ludzi.&#xA;&#xA;Przeszliśmy się po konwencie. Najwyższy czas był jeszcze raz zajrzeć do Konwencika i ustalić plan działania.&#xA;&#xA;Program konwentu&#xA;&#xA;W przypadku każdego konwentu program (poza samym uczestnikami) będzie najważniejszą rzeczą. W przypadku konwentów nieco mniejszych to ten będzie decydował o tym, czy na danym wydarzeniu będzie cokolwiek do roboty poza socjalizacją. W przypadku RawiKonu tak jak na większości konwentów plan był rozbity na kilka części.&#xA;&#xA;Na potrzeby programu, RawiKon dysponował sceną, trzema salkami prelekcyjnymi (zwanymi w programie Salami Spotkań), dwie sale warsztatowe oraz sześć niewielkich pokoików na potrzeby sesji RPG. Były też dwie sale dedykowane atrakcjom stałym, czyli strefa LEGO oraz strefa gier retro.&#xA;&#xA;Scena oraz strefa plenerowa&#xA;&#xA;Na atrakcję &#34;areny&#34; składało się kilka rzeczy: stałe wioski fanowskie, które oferowały własne atrakcje przez cały czas trwania konwentu, oraz wydarzenia dziejące się w okolicy sceny. W przypadku RawiKonu mowa tutaj o różnego rodzaju &#34;umilaczach&#34;, które chociaż nie znajdują się na listach większości osób, to jednak robią wystarczająco dużo hałasu, żeby było przyjemniej na konwencie. A to Q&amp;A, a to pokazy cosplay, a to rozstrzygnięcia różnych konkursów. Przyjemne punkty programu, które jednak są zaledwie przystawką do głównego mięsa w postaci wieczornych koncertów oraz kina plenerowego.&#xA;&#xA;Nie mam się tutaj w zasadzie do niczego przyczepić. Koncerty przyjemne, kino plenerowe też tak samo klimatyczne jak co roku. Zero problemów technicznych w trakcie. Szóstka z plusem w skali szkolnej.&#xA;&#xA;Prelekcje&#xA;&#xA;Będąc na mniejszych konwentach o ile nie jesteście zainteresowani w większości zakupami lub socjalem, warto chodzić na prelekcje. RawiKon tutaj nie jest wcale wyjątkiem. Mieliśmy prelekcje podzielone na kilka mniejszych bloków tematycznych. Lista takowych bloków przedstawia się następująco: mangi i anime, gry wideo, popkultura, nauka, literatura oraz filmy i seriale. Mając do dyspozycji aż sześć bloków (nie licząc tych, które miały dedykowane miejsca) oraz trzy sale prelekcyjne, organizatorzy postarali się, żeby w danym przedziale czasowym nie było dwóch prelekcji w danym bloku tematycznym nachodzących na siebie. W praktyce było więc w czym przebierać. Prelekcji było sporo i rzeczywiście w moim osobistym planie miałem tylko jedną sytuację, w której miałem dylemat, na który punkt programu iść.&#xA;&#xA;Ostatecznie zdecydowałem się na dwie prelekcje z bloku mangi i anime prowadzone przez Anitorię w niedzielę i... byłem bardzo zadowolony. Serdecznie polecam prelegentkę! W sobotę z powodu natłoku różnych rzeczy, nie zdecydowałem się na żadną konkretną prelekcję. Większość była na mojej liście &#34;może, ale nie mam parcia&#34;.&#xA;&#xA;Mam tutaj kilka przemyśleń co do samej filozofii prelekcji na RawiKonie. Na podstawie ułożenia programu widzę w tym konwencie tendencję do bycia imprezy bardzo, bardzo multifandomowej. Brak dominującego bloku programowego, tylko strategia &#34;wszystkiego po trochu&#34;. W każdym bloku można było znaleźć mniej więcej po trzy, góra cztery prelekcje, i ani więcej. Jest to na pewno ciekawy pomysł, z czego wiąże się z nim zagrożenie: nierówne rozłożenie konkretnych bloków w czasie. Doskonałym przykładem jest tutaj blok mangi i anime, w którym niemal wszystkie prelekcje odbywały się w niedzielę, za wyjątkiem jednej w sobotę rano (pomijam fakt, że ta miała tytuł, który średnio wskazywał na anime). Z powodu takiego rozstrzału oraz faktu, że pozostałe prelekcje były dla mnie w różnym stopniu interesujące, sobotę miałem w większości wolną.&#xA;&#xA;Jest to jednak tylko i wyłącznie osobista opinia. Nie mam tutaj w zasadzie żadnego zarzutu do organizatorów. Ta filozofia ma swoje plusy, z czego obawiam się, że w pewnym momencie RawiKon będzie musiał się ustosunkować, z jakiego bloku prelekcje mają jednak wyższy priorytet. Kalendarz konwentowy z roku na rok jest ciaśniejszy, a ludzie mogą brać pod uwagę to, na jakiej imprezie odbywającej się w tym samym lub zbliżonym okresie będzie więcej punktów programu  zbliżonych do ich własnych preferencji.&#xA;&#xA;Warsztaty&#xA;&#xA;O ile nie brałem udziału w samych warsztatach, według informacji które zebrałem od organizatorów, jak również Michała, który sam takowy prowadził, sale warsztatowe były wypełnione po brzegi. Twórcy RawiKonu słusznie przewidywali, że na Warsztaty będą musiały obowiązywać zapisy, i nie przeliczyli się. Warto, żeby RawiKon kontynuował ten trend w przyszłości.&#xA;W przypadku warsztatów na trzy godziny, warto jednak też przypomnieć twórcom i uczestnikom warsztatów, by zrobili przerwę.&#xA;&#xA;Sesje RPG&#xA;&#xA;Jak rok temu, Biblioteka przewidziała aż sześć małych salek przeznaczonych dla mistrzów gry oraz ich sesje RPG. Według moich informacji tutaj również ludzie tłumnie się zapisywali, i o ile rok temu bywało na niektórych sesjach kilka miejsc dla osób, które chciały dołączyć do gry z marszu. Sama oferta była jednak różnorodna, więc nie ma na co narzekać.&#xA;&#xA;O ile na sesji żadnej nie byłem na tej edycji RawiKonu, to jednak doceniam, że znalazło się w programie (oraz bibliotece) sporo miejsca na takowe.&#xA;&#xA;Strefa LEGO&#xA;&#xA;W ramach gry konwentowej zawitaliśmy również do czynnej przez cały czas trwania RawiKonu strefy LEGO. Była to jedna stosunkowo sporawa salka, która była swego rodzaju piaskownicą (w sensie metaforycznym!) dla osób, które chciałyby zabić czas w twórczy sposób. Wybór klocków był na tyle ogromny, że jedynym ogranicznikiem była tylko nasza wyobraźnia... albo czas. Bardzo przyjemna strefa. Moją jedyną sugestią na przyszły rok jest żeby pomyśleć nad udostępnieniem jej twórcom większej sali. Był moment, w którym chętnych do układania klocków było na tyle sporo, że część musiała czekać na swoją kolej za drzwiami z powodu za dużego zatłoczenia na salce.&#xA;&#xA;Strefa gier retro&#xA;&#xA;Nieodłącznym elementem każdego już konwentu jest strefa z retrokonsolkami. W tym roku za strefę odpowiadała grupa PressResetFest, która udostępniła uczestnikom konwentu kilka klasycznych sprzętów. Sama strefa była w porządku, z czego odnoszę wrażenie, że z roku na rok sytuacja z turniejami jest gorsza. Przez cały RawiKon odbyły się tylko dwa turnieje: w Tekkena 3 o 14.00 w sobotę, oraz w klasycznego Pinga o 14.00 w niedzielę. Preferowałbym, żeby strefy retro organizowały nieco więcej turniejów. W przypadku stref retro mniej wcale nie oznacza więcej.&#xA;&#xA;Planszówkowy games room&#xA;&#xA;Podobnie jak w zeszłym roku, na potrzeby planszówkowego games roomu oddano do dyspozycji uczestników niemal cały Dom Kultury z ogromną salą na regularne rozgrywki, oraz sceną na rozgrywki turniejowe. Sam games room był nieźle zaopatrzony w gry i widać było, że prowadzi go grupka zapaleńców, którzy wiedzieli, co komu doradzić.&#xA;&#xA;Sam postanowiłem spróbować swoich sił w turnieju w Ślimaki, i mimo druzgocącej porażki w półfinałach bardzo fajnie było pograć. Miłą niespodzianką była również możliwość poznania twórcy tej planszówki osobiście. Bardzo dziękuję jeszcze raz organizatorom za fajnie przeprowadzony turniej, jak również za całokształt strefy!&#xA;&#xA;Tylko proszę, zrezygnujcie z zapisów przez Facebooka.&#xA;&#xA;Co nieco o wystawcach&#xA;&#xA;Konwenty to wciąż w sporej mierze zakupy. RawiKon nie był tutaj wcale wyjątkiem. Stoisk było na tyle mnóstwo, że każdy mógł w czymś wybierać. O ile zdecydowanie najwięcej było artystów sprzedających breloczki, naklejki czy piny, to znalazło się też całkiem sporo wystawców sprzedających mangi, gry, konsole czy druki 3D. Byli też pomniejsi pisarze, jak również stoisko Black Monk z podręcznikami do RPGów.&#xA;&#xA;Mam drobne zastrzeżenie co do samej komunikacji, kto w danym roku będzie się wystawiał. Ogłoszenie zostało wystawione stosunkowo późno, tylko na określonych kanałach (szerzej o tym problemie wspomnę później) i w zasadzie poza samą nazwą stoiska niewiele było o stoisku wiadomo. Żadnego opisu, mapki gdzie dany wystawca będzie się znajdować. Nic. I o ile wiem, że w sytuacji, w której wystawcy zaklepują sobie miejsca na strefie na zasadzie &#34;kto pierwszy, ten lepszy&#34; trudno jest określić, gdzie jakie stoisko będzie się znajdowało, to jednak ułatwiłoby to mocno poszukiwania konkretnych stoisk. W tym roku nie było to jeszcze aż tak dużym problemem, ale z czasem może wystąpić konieczność, by poprawić działanie tej strefy.&#xA;&#xA;Na plus doceniam, że w tym roku nie było stoisk-zapychaczy pokroju sprzedawcy generycznych chińskich zabawek. Każde stoisko rzeczywiście oferowało wysoki poziom godny każdego konwentu.&#xA;&#xA;Według moich rozmów z wystawcami, największym problemem dla sporej części z nich były miejscami dziurawe namioty, które w połączeniu z dość intensywnym deszczem doprowadziły do zniszczeń w ich towarach. O ile część wystawców dostała nowe i szczelne namioty, widać było, że nie wszystkie stoiska były odpowiednio przystosowane do pogody. Mając na uwadze fakt, że przy poprzednich edycjach wielu wystawców narzekało na zniszczenia wynikające z obecnie już wyremontowanego parkingu pokrytego czarnym piaskiem, możliwa jest ponowna sytuacja, w której posiadacze stoisk będą przestrzegali przed imprezą na swoich grupach. W tamtym roku efektem takich działań było to, że na zeszłorocznym Rawikonie pojawiło się zaledwie jedno stoisko z książkami, które przynajmniej nie mogło narzekać na kiepskie obroty. O ile nie ma konwentów bez fakapów, warto jednak zapobiegać, niż leczyć.&#xA;&#xA;Jedna z wystawczyń po kolei wylicza: zalane stoiska oraz ogromne straty w uszkodzeniach towaru, organizacja &#34;chowająca głowę w piasek&#34;, chaos komunikacyjny, fatalne zabezpieczenie gniazdek/kabli w trakcie burzy (odsłonięte, skręcone kable), brak osłony namiotów z tyłu (konieczna była awantura, żeby zostały na upartego doklejone). &#xA;&#xA;Jeśli jednak pominiemy kwestię deszczu i wyżej wspomnianych niedociągnięć, strefa wystawców okazała się niezłym sukcesem pod kątem frekwencji. Przez dużą część po i wokół strefy kręciły się tłumy ludzi oddających się konwentowemu kapitalizmowi.&#xA;&#xA;Pod kątem samych tegorocznych zakupów, RawiKon zadziałał dużo mocniej na mój portfel niż Pyrkon. W trakcie konwentu zaopatrzyłem się w mnóstwo breloczków i naklejek z Umamusume, jak również zakupionym w całkiem niezłej cenie Nintendo 64. Niestety bez gier. Jestem szczęśliwy, wbrew temu, co mówi mój portfel.&#xA;&#xA;Aktualizacja: dodany został komentarz na podstawie wypowiedzi jednej z wystawczyń, która podzieliła się opinią na grupie fanów Umamusume.&#xA;&#xA;Atmosfera konwentu&#xA;&#xA;RawiKon zawsze kojarzył mi się z wydarzeniem o bardzo konkretnych proporcjach: w 60% wydarzenia rodzinnego, które jest spokojne i skrojone tak, żeby nie zaszokować mocno osób spoza fandomu, oraz 40% pełnokrwistego konwentu stworzonego, by zaspokoić nawet najbardziej zgłodniałych nerdozy piwniczaków. W tym roku tuż po samym wejściu na teren konwentu odnoszę wrażenie, że waga ta zaczyna się przechylać w drugą stronę. Zdecydowanie dużo więcej cosplayerów, młodych osób w nerd koszulkach, mówienia sobie na &#34;Ty&#34; (chociaż tutaj jeszcze musi się to poprawić). Trudno mówić tutaj o pełnej atmosferze stuprocentowego konwentu, ale jest już dużo, dużo lepiej.&#xA;O ile o RawiKonie nie rozmawia się jeszcze tak mocno jak o pozostałych konwentach o podobnym rozmiarze, widzę tutaj ogromny postęp. Czyżby biblioteka dawała więcej i więcej wolnej ręki liderom różnych stref? Pewnie się o tym nie dowiem, ale jedno jest pewne: jestem bardzo ciekawy rozwoju tego konwentu.&#xA;&#xA;Może też doczekamy się pełnoprawnego &#34;Pochodu Krzesła&#34; na modłę &#34;Marszu Ananasa&#34; na Pyrkonie? Wszystko to na część bohaterskiego krzesła dzielnie pilnującego, aby żaden konwentowicz nie potknął się o opuszczony słupek na chodniku.&#xA;&#xA;Kilka innych przemyśleń&#xA;&#xA;Noclegi&#xA;&#xA;Sporym zaskoczeniem dla mnie było, że szczególnie problematyczną kwestią w trakcie trwania RawiKonu będzie kwestia znalezienia noclegu. O ile na konwencie oddano do dyspozycji uczestników aż dwa sleeproomy w dwóch różnych szkołach, tak miejsca do spania rozeszły się w bardzo krótkim czasie, a cała reszta uczestników musiała szukać noclegu w innych miejscach. My sami nie załapawszy się na sleeproom musieliśmy się zadowolić pensjonatem w oddalonym od Rawicza o około 20 km Radziądzu.&#xA;&#xA;O ile rozumiem, że oferta noclegowa Rawicza jest stosunkowo ograniczona, problem z brakami noclegów będzie się pogarszał wraz z każdą kolejną edycją, która będzie przyciągała jeszcze więcej uczestników. Warto, żeby organizatorzy już wcześniej zaczęli szukać możliwości noclegu dla zdecydowanie większej ilości konwentowiczów. Może więcej sal w szkołach? Wynajęcie pól kempingowych (o ile takowe są w okolicach Rawicza)?&#xA;&#xA;Opaski na rękę&#xA;&#xA;Co roku na RawiKonie oferowana jest limitowana ilość porządnych opasek materiałowych dla pierwszych gości konwentu. Według informacji, które uzyskaliśmy, takowych opasek było w tym roku około 200.&#xA;Ponieważ jest to bardzo fajna pamiątka, chciałbym, żeby organizatorzy konwentu w przyszłości pomyśleli albo nad większą ich ilością, albo dodali opcje alternatywne na uzyskanie takich bądź podobnych opasek (np. opcja kupienia limitowanej ilości takich opasek w sklepiku konwentowym).&#xA;&#xA;Kwestia pomocników&#xA;&#xA;Miło mi było widzieć, że uwzględniono jedną z moich opinii odnośnie osobnych koszulek dla wolontariuszy. Każdy wolontariusz na służbie miał nie tylko dużą smycz, ale również koszulkę w kolorze brązowym w nawiązaniu do tegorocznej tematyki konwentu. Był to zdecydowanie duży krok do przodu i w końcu widać było dokładnie, ilu jest wolontariuszy.&#xA;&#xA;Wspólnie z Michałem doszliśmy również do konkluzji, że pomocnicy na RawiKonie zasługują na własną, unikalną nazwę. Większość dużych konwentów nazywa pomocników &#34;gżdaczami&#34; (co przyjęło się w fandomie jednomyślnie, plus jest na tyle elastyczne, że możliwe jest utworzenie z tego słowa nawet czasownika) w nawiązaniu do pomocnych duszków z książki Bromba i inni Macieja Wojtyszki. Nasza propozycja: &#34;miśki&#34; (bo jak Rawicz, to niedźwiedź) albo &#34;dźwiadki&#34; (no bo jak niedźwiadki, to zamiast tego dźwiadki). Warte zastanowienia!&#xA;&#xA;Strefy chillu&#xA;&#xA;I w tym roku się nie zawiodłem. Stref było tyle samo, co zawsze, i nie było sytuacji, w której zabrakło nam miejsca do siedzenia. Doceniam też, że na tarasie montowanych jest więcej i więcej baldachimów, które skutecznie chroniły przed słońcem.&#xA;&#xA;Kino plenerowe&#xA;&#xA;Chociaż ponownie biblioteka nie pokusiła się o wypożyczalnie koców, w tym roku byłem przygotowany zgodnie z moją zapowiedzią z zeszłorocznej relacji. Sam film również był niezłym wyborem. Mocno obawiałem się, że organizatorzy postawią na czysty horror. Na szczęście się myliłem. Dobrze było sobie przypomnieć Rodzinę Addamsów, a tym bardziej zobaczyć ją na dużym ekranie!&#xA;&#xA;Kwestia zbierania opinii na konwencie&#xA;&#xA;Normalnie temat ten przeszedłby pewnie poza moim radarem, ale ponieważ to moi znajomi wolontariusze zostali wyznaczeni do tego zadania, nie mogłem się nie wypowiedzieć o tej kwestii. W trakcie trwania całego wydarzenia zostali wyznaczeni wolontariusze do jednego zadania: zachęcania ludzi do wypełniania ankiety na temat konwentu w jego trakcie oraz... na miejscu, na prywatnych telefonach wolontariuszy.&#xA;&#xA;Mam z tym podejściem kilka problemów. Po pierwsze: na konwentach wciąż istnieje niezerowe ryzyko kradzieży, a tutaj ofiarą takowej mógł paść telefon wolontariusza. Pominę tutaj oczywiście pytania, czy ubezpieczenie wolontariusza przez organizatora pokryłoby właśnie taką kradzież. Po drugie: tak zbierane ankiety będą mało efektywne. Kwestionariusz nie dość, że był bardzo długi (na około 10-15 minut przy dłuższym feedbacku), to jeszcze zawierał pytania otwarte i wyglądał na ankietę bardziej pokonwentową. Odpowiedzi były zbierane przez cały czas trwania konwentu, nawet w sobotę popołudniu.&#xA;&#xA;Ostatecznie zaproponowaliśmy wolontariuszom, żeby dawali link do ankiety w formie kodu QR do zeskanowania i wypełnienia później, z czego w kwestii zbierania opinii widzę bardzo dużo problemów: narażanie wolontariuszy na ryzyko kradzieży (Biblioteka powinna zapewnić wolontariuszy w biblioteczne urządzenia do tego celu, albo powinna oferować komputery w punkcie informacyjnym, gdzie wolontariusze mogliby skierować zainteresowanych), kiepski timing (zbieranie opinii o całym konwencie po upłynięciu zaledwie 1/4 konwentu, kiedy jeszcze fakapy mogą się pojawić), zbyt długie ankiety z otwartymi pytaniami (stoisz w środku strefy wystawców z telefonem w ręce i piszesz ogromnymi palcami po małym ekranie odpowiedzi na skomplikowane pytania — miłej zabawy) oraz marnotrawstwo zasobów wolontariackich (wolontariusze mogli być oddelegowani do zajęcia bardziej priorytetowego).&#xA;&#xA;Niska frekwencja na spotkaniu z Beatą Jewiarz&#xA;&#xA;Ponieważ ja w tym czasie byłem w trakcie turnieju, opinia ta pochodzi od Michała. Kiedy przedyskutowywaliśmy RawiKon wspominał, że zasmucił go mocno fakt, że spotkanie z Beatą Jewiarz, pomimo sporej reklamy, miał zaskakująco małe zainteresowanie. Wszystko to pomimo dość głośnej promocji, że na RawiKonie pojawi się aktorka głosowa dająca głos Yennefer w Wiedźminie 3.&#xA;&#xA;O ile mogło na to mieć wpływ wiele czynników, jest to wciąż zastanawiające wobec ogromnego kultu wokół Wiedźmina 3 i wszystkiego, co z tym związane. O ile nie mam tutaj konkretnych dowodów, może warto po wydarzeniu przeanalizować, czy na pewno promocja niektórych wydarzeń była wystarczająca.&#xA;&#xA;Ogromne rozwarstwienie kanałów społecznościowych&#xA;&#xA;Wiąże się to w pewnym sensie z poprzednim punktem: kanały społecznościowe RawiKonu są niewiarygodnie niejednolite. Konwent dostępny jest na aż czterech (w zasadzie to trzech i pół) kanałach: stronie konwentu, Facebooku i Instagramie. Mamy też Discord, który jest szczególnym przypadkiem, ponieważ działa, jest prowadzony w większości przez jednego organizatora, ale na stronie głównej próżno szukać o nim informacji.&#xA;&#xA;Mam tutaj dwa apele do organizatorów RawiKonu: odświeżenie strony, żeby zawierała również aktualności (pod kwestią samych informacji nie jest najgorzej w porównaniu ze stronami innych konwentów) oraz traktowanie wszystkich czterech platform na równi pod względem newsów. Rozumiem tutaj, że każda platforma rządzi się nieco innymi prawami, z czego z powodu skupienia się głównie na Facebooku i Instagramie, na pozostałych mediach konwentu występuje dziura w komunikacji, a co za tym idzie jest tutaj delikatne zjawisko dyskryminacji cyfrowej społeczności. O ile Karpiu robi cudowną robotę jeśli chodzi o Discorda i w żadnym momencie nie czułem, żeby moje pytania pozostawały bez odpowiedzi, nie ukrywam, że jest tu spore pole do popisu. Były próby używania &#34;mostków&#34; (z angielskiego &#34;bridges&#34;) postów z Facebooka na Discordzie, z czego każda osoba siedząca w środowisku otwartego oprogramowania wie, że bridge&#39;owanie czegokolwiek z/na platformy Meta jest trudne, bardzo niestabilne i na ogół niewarte świeczki. Same publiczne boty na Discordzie, które to robią, często też się zapychają z powodu dużej ilości zapytań.&#xA;Warto postawić sobie za cel poprawę tego stanu rzeczy.&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Oto mamy RawiKon 2026. Konwent stosunkowo niewielki. Niepozbawiony wad, a jednak doskonały w swojej niedoskonałości. Wydarzenie tworzone z sercem i miłością do konwentów.&#xA;&#xA;Nie ma co ukrywać: bawiłem się na imprezie doskonale. RawiKon z roku na rok poprawia więcej i więcej niedoskonałości, a jednocześnie stara się trzymać swojej wizji fajnego i stosunkowo rodzinnego wydarzenia w niewielkim mieście w zachodniej Wielkopolsce. Polecałem konwent dwa lata temu, polecałem rok temu, i w tym roku bardzo serdecznie wydarzenie polecam. I największa grrroza, która odczułem, to ta, że na kolejną edycję przyjdzie mi poczekać aż rok.&#xA;&#xA;Bardzo serdecznie dziękuję Michałowi, Natalii, Kindze oraz Jankowi za dotrzymanie mi towarzystwa przez większość mojego pobytu na RawiKonie. Dziękuję również wszystkim organizatorom oraz wolontariuszom, którzy w pocie czoła tworzyli ten konwent. Jesteście absolutnie cudownymi osobami, i wielkim zaszczytem było poznać wielu z Was na żywo.&#xA;Dziękuję też za dużo fajnego feedbacku od niektórych organizatorów co do moich poprzednich wpisów o RawiKonie.&#xA;&#xA;Do zobaczenia na kolejnej edycji RawiKonu 3-4 lipca 2027 roku!&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. I o ile nie minęła jeszcze nawet połowa mojego standardowego sezonu konwentowego, jestem jeszcze w żałobie z powodu zakończenia tegorocznej edycji RawiKonu. Jest to jednak doskonała okazja, by wrócić myślami do tego wydarzenia i podsumować, jaki rzeczywiście był tegoroczny konwent w Rawiczu.

RawiKon nie jest dla mnie wydarzeniem nowym, ponieważ na dzień dzisiejszy odwiedziłem wszystkie cztery edycje, o czym pisałem już wielokrotnie na moim blogu. I tym razem postanowiłem się wybrać na konwent w towarzystwie mojego przyjaciela Michała na wszystkie dwa dni trwania konwentu. Pojechaliśmy na konwent samochodem i dojechaliśmy na miejsce około godziny 11.30, w sam raz, żeby zdążyć na większość atrakcji oraz przywitać się z ludźmi. W tym roku częściowo z ciekawości, a częściowo w wyniku złego ustawienia nawigacji GPS postanowiliśmy zostawić auto na parkingu wskazanym przez organizatorów konwentu. Ogromny plac będący Targowiskiem Miejskim zapewniał mnóstwo miejsca dla każdego zmotoryzowanego uczestnika. Miejsc było aż nadto, co też było sporym plusem. Po bezpiecznym odstawieniu auta i około trzyminutowym spacerku dotarliśmy na miejsce i udaliśmy się bezpośrednio do punktu akredytacji po opaski.</p>

<h2 id="co-po-przyjeździe">Co po przyjeździe?</h2>

<p>O ile o temacie przygotowań do konwentu wyczerpałem już temat w przypadku poprzedniego wpisu, warto doprecyzować kilka rzeczy związanych z tegoroczną edycją. Sam proces akredytacji obył się, jak co roku, bez problemu. Opaski można było uzyskać nie tylko podchodząc do dedykowanego stoiska, ale również przy samym wejściu do biblioteki, gdzie stał jeden z organizatorów/wolontariuszy, który również “opaskował” na bieżąco osoby, które mogły przeoczyć stanowisko akredytacyjne. Ja jako zwykły uczestnik otrzymałem zwykłą, papierową opaskę. Michał jako twórca programu poproszony był, żeby zamiast tego udać się do Punktu Informacji, który w tym roku znajdował się w sali znajdującej się od razu po lewej stronie od wejścia do biblioteki. Na Michała czekał faktyczny identyfikator na smyczy.</p>

<p>Pierwszą rzeczą, która mnie zdziwiła był fakt, że punkt informacyjny został w tym roku przeniesiony z punktu akredytacyjnego znajdującego się tuż przy wejściu do biblioteki do sali, która dotychczas służyła jako jedna z sal prelekcyjnych. Mam co do tej zmiany bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony organizatorzy uniknęli problemu ewentualnego sztucznego tłoku na stoisku akredytacyjnym, z drugiej mogło powodować zakłopotanie u uczestników. Na samym stoisku akredytacyjnym można było również wziąć wydrukowany plan konwentu, co dodatkowo mogło wywołać wrażenie, że właśnie to jest miejsce, gdzie uczestnicy znajdą wszystkie informacje, jakich szukają.</p>

<p>Większym problemem jednak był sam wystrój punktu informacyjnego. Ten znajdował się w sali oddzielonej od reszty biblioteki szklanymi oknami oraz drzwiami. O ile ta byłaby całkiem nieźle widoczna, nie pomógł tutaj fakt zbyt dużej ilości ozdób nawiązujących do motywu przewodniego tegorocznej edycji RawiKonu. W praktyce punkt informacji dało się bardzo łatwo przeoczyć z powodu za dużej ilości kartek stylizowanych na listy gończe poprzyklejanych do okien i drzwi punktu informacyjnego. Można było to rozwiązać na dwa sposoby: albo zmniejszając ilość ozdobników mniej więcej o połowę (kartka z napisem “Punkt informacji” była trudna do zauważenia przez nadmierną ilość plakatów wokół), albo o wiele wyraźniej oznaczając punkt informacji np. dodatkową tabliczką.</p>

<p>Jeśli jednak pominiemy ten fakt, sam wystrój biblioteki w tym roku był niewiarygodnie klimatyczny. Ponieważ motywem przewodnim tegorocznej edycji RawiKonu był motyw grozy i horroru, praktycznie cały budynek był stworzony w takiej właśnie stylistyce. Ściany ze śladami krwi, czaszki, wiszące gdzieniegdzie atrapy ostrych narzędzi, pajęczyny, ogromne pająki, taśmy oddzielające miejsca zbrodni — taki właśnie motyw dominował w bibliotece. Było czuć tutaj ogrom włożonej pracy w stworzenie odpowiedniego nastroju. Mało tego! Ozdobniki tego typu można było znaleźć nie tylko na korytarzach, ale również, chociażby, w salach prelekcyjnych czy pomniejszych pomieszczeniach. Powiem szczerze, że nigdy nie byłem na konwencie, który przykładał tak ogromną wagę do stylistyki. Efekt był doskonały!</p>

<p>Na tym etapie nie zabawiliśmy jednak w bibliotece zbyt długo. Postanowiliśmy rozejrzeć się również i po okolicy.</p>

<h2 id="rozłożenie-konwentu">Rozłożenie konwentu</h2>

<p>Jak co roku, RawiKon składał się z kilku stref. W budynku biblioteki znaleźć mogliśmy sale prelekcyjne i warsztatowe, salki do RPG, strefę gier retro, strefę LEGO oraz wyżej wspomniany punkt informacji. Tuż przed budynkiem biblioteki znajdował się duży plac pełniący funkcję strefy plenerowej (organizatorzy nazwali ją “areną”) z wioskami fanowskimi oraz sceną, na której odbywały się większe konkursy, koncerty oraz tradycyjne kino plenerowe. Obok można było znaleźć niewielką strefę gastronomiczną z food truckami, a nieco dalej ogromną strefę wystawców zajmującą cały parking pod biblioteką.
Kawałek dalej, tak samo jak rok temu, znajdował się Dom Kultury będący jednym wielkim planszówkowo-bitewniakowym games roomem z opcją wypożyczania planszówek.</p>

<p>Cieszy mnie to, że organizatorzy postanowili zachować mniej więcej taki sam układ stref jak rok temu. Osoby, które na RawiKonie były w tamtym roku bez problemu mogły się odnaleźć, co gdzie się znajduje. Widać było również poprawę jeśli chodzi o oznaczenie drogi do Domu Kultury. Chociaż sama mapka dalej nie pokazywała dokładnej skali oraz odległości takowego od terenu biblioteki, w tym roku wystarczyło iść za flagami RawiKonu wiszącymi wzdłuż ulicy. Bardzo dobry pomysł!</p>

<p>Jedynym odrobinę śmiesznym problemem ponownie było pewne jedno stoisko będące zauważalnie poza terenem konwentu. W tym roku było to stoisko UAMu, które znajdowało się odrobinę poza terenem RawiKonu. O ile nie było mocno daleko, to jednak był trudny do odnalezienia przez osoby, które nie sprawdziłyby mapki (pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że JEDYNIE osoby, które sprawdzały dokładnie mapę, wiedziały o jego istnieniu). Były to bardzo niepozornie wyglądające namioty przy budynku naprzeciwko kościoła. O ile były widoczne zarówno ze strefy plenerowej jak i z tarasu w bibliotece, tak praktyczny brak wyraźnych oznaczeń tych namiotów oraz ułożenie ich z dala od spodziewanego terenu konwentu sprawił, że mało kto wiedział o jego istnieniu. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca jeśli chodzi o strefy.</p>

<p>Ponownie też podtrzymuję mój feedback z zeszłego roku, że plac pod Domem Kultury byłby niezłym naturalnym przedłużeniem konwentu o dodatkowe strefy. Warto o tym pomyśleć za kilka edycji, kiedy wystąpi konieczność dalszego skalowania wydarzenia pod kątem większej ilości ludzi.</p>

<p>Przeszliśmy się po konwencie. Najwyższy czas był jeszcze raz zajrzeć do Konwencika i ustalić plan działania.</p>

<h2 id="program-konwentu">Program konwentu</h2>

<p>W przypadku każdego konwentu program (poza samym uczestnikami) będzie najważniejszą rzeczą. W przypadku konwentów nieco mniejszych to ten będzie decydował o tym, czy na danym wydarzeniu będzie cokolwiek do roboty poza socjalizacją. W przypadku RawiKonu tak jak na większości konwentów plan był rozbity na kilka części.</p>

<p>Na potrzeby programu, RawiKon dysponował sceną, trzema salkami prelekcyjnymi (zwanymi w programie Salami Spotkań), dwie sale warsztatowe oraz sześć niewielkich pokoików na potrzeby sesji RPG. Były też dwie sale dedykowane atrakcjom stałym, czyli strefa LEGO oraz strefa gier retro.</p>

<h3 id="scena-oraz-strefa-plenerowa">Scena oraz strefa plenerowa</h3>

<p>Na atrakcję “areny” składało się kilka rzeczy: stałe wioski fanowskie, które oferowały własne atrakcje przez cały czas trwania konwentu, oraz wydarzenia dziejące się w okolicy sceny. W przypadku RawiKonu mowa tutaj o różnego rodzaju “umilaczach”, które chociaż nie znajdują się na listach większości osób, to jednak robią wystarczająco dużo hałasu, żeby było przyjemniej na konwencie. A to Q&amp;A, a to pokazy cosplay, a to rozstrzygnięcia różnych konkursów. Przyjemne punkty programu, które jednak są zaledwie przystawką do głównego mięsa w postaci wieczornych koncertów oraz kina plenerowego.</p>

<p>Nie mam się tutaj w zasadzie do niczego przyczepić. Koncerty przyjemne, kino plenerowe też tak samo klimatyczne jak co roku. Zero problemów technicznych w trakcie. Szóstka z plusem w skali szkolnej.</p>

<h3 id="prelekcje">Prelekcje</h3>

<p>Będąc na mniejszych konwentach o ile nie jesteście zainteresowani w większości zakupami lub socjalem, warto chodzić na prelekcje. RawiKon tutaj nie jest wcale wyjątkiem. Mieliśmy prelekcje podzielone na kilka mniejszych bloków tematycznych. Lista takowych bloków przedstawia się następująco: mangi i anime, gry wideo, popkultura, nauka, literatura oraz filmy i seriale. Mając do dyspozycji aż sześć bloków (nie licząc tych, które miały dedykowane miejsca) oraz trzy sale prelekcyjne, organizatorzy postarali się, żeby w danym przedziale czasowym nie było dwóch prelekcji w danym bloku tematycznym nachodzących na siebie. W praktyce było więc w czym przebierać. Prelekcji było sporo i rzeczywiście w moim osobistym planie miałem tylko jedną sytuację, w której miałem dylemat, na który punkt programu iść.</p>

<p>Ostatecznie zdecydowałem się na dwie prelekcje z bloku mangi i anime prowadzone przez Anitorię w niedzielę i... byłem bardzo zadowolony. Serdecznie polecam prelegentkę! W sobotę z powodu natłoku różnych rzeczy, nie zdecydowałem się na żadną konkretną prelekcję. Większość była na mojej liście “może, ale nie mam parcia”.</p>

<p>Mam tutaj kilka przemyśleń co do samej filozofii prelekcji na RawiKonie. Na podstawie ułożenia programu widzę w tym konwencie tendencję do bycia imprezy bardzo, bardzo multifandomowej. Brak dominującego bloku programowego, tylko strategia “wszystkiego po trochu”. W każdym bloku można było znaleźć mniej więcej po trzy, góra cztery prelekcje, i ani więcej. Jest to na pewno ciekawy pomysł, z czego wiąże się z nim zagrożenie: nierówne rozłożenie konkretnych bloków w czasie. Doskonałym przykładem jest tutaj blok mangi i anime, w którym niemal wszystkie prelekcje odbywały się w niedzielę, za wyjątkiem jednej w sobotę rano (pomijam fakt, że ta miała tytuł, który średnio wskazywał na anime). Z powodu takiego rozstrzału oraz faktu, że pozostałe prelekcje były dla mnie w różnym stopniu interesujące, sobotę miałem w większości wolną.</p>

<p>Jest to jednak tylko i wyłącznie osobista opinia. Nie mam tutaj w zasadzie żadnego zarzutu do organizatorów. Ta filozofia ma swoje plusy, z czego obawiam się, że w pewnym momencie RawiKon będzie musiał się ustosunkować, z jakiego bloku prelekcje mają jednak wyższy priorytet. Kalendarz konwentowy z roku na rok jest ciaśniejszy, a ludzie mogą brać pod uwagę to, na jakiej imprezie odbywającej się w tym samym lub zbliżonym okresie będzie więcej punktów programu  zbliżonych do ich własnych preferencji.</p>

<h3 id="warsztaty">Warsztaty</h3>

<p>O ile nie brałem udziału w samych warsztatach, według informacji które zebrałem od organizatorów, jak również Michała, który sam takowy prowadził, sale warsztatowe były wypełnione po brzegi. Twórcy RawiKonu słusznie przewidywali, że na Warsztaty będą musiały obowiązywać zapisy, i nie przeliczyli się. Warto, żeby RawiKon kontynuował ten trend w przyszłości.
W przypadku warsztatów na trzy godziny, warto jednak też przypomnieć twórcom i uczestnikom warsztatów, by zrobili przerwę.</p>

<h3 id="sesje-rpg">Sesje RPG</h3>

<p>Jak rok temu, Biblioteka przewidziała aż sześć małych salek przeznaczonych dla mistrzów gry oraz ich sesje RPG. Według moich informacji tutaj również ludzie tłumnie się zapisywali, i o ile rok temu bywało na niektórych sesjach kilka miejsc dla osób, które chciały dołączyć do gry z marszu. Sama oferta była jednak różnorodna, więc nie ma na co narzekać.</p>

<p>O ile na sesji żadnej nie byłem na tej edycji RawiKonu, to jednak doceniam, że znalazło się w programie (oraz bibliotece) sporo miejsca na takowe.</p>

<h3 id="strefa-lego">Strefa LEGO</h3>

<p>W ramach gry konwentowej zawitaliśmy również do czynnej przez cały czas trwania RawiKonu strefy LEGO. Była to jedna stosunkowo sporawa salka, która była swego rodzaju piaskownicą (w sensie metaforycznym!) dla osób, które chciałyby zabić czas w twórczy sposób. Wybór klocków był na tyle ogromny, że jedynym ogranicznikiem była tylko nasza wyobraźnia... albo czas. Bardzo przyjemna strefa. Moją jedyną sugestią na przyszły rok jest żeby pomyśleć nad udostępnieniem jej twórcom większej sali. Był moment, w którym chętnych do układania klocków było na tyle sporo, że część musiała czekać na swoją kolej za drzwiami z powodu za dużego zatłoczenia na salce.</p>

<h3 id="strefa-gier-retro">Strefa gier retro</h3>

<p>Nieodłącznym elementem każdego już konwentu jest strefa z retrokonsolkami. W tym roku za strefę odpowiadała grupa PressResetFest, która udostępniła uczestnikom konwentu kilka klasycznych sprzętów. Sama strefa była w porządku, z czego odnoszę wrażenie, że z roku na rok sytuacja z turniejami jest gorsza. Przez cały RawiKon odbyły się tylko dwa turnieje: w Tekkena 3 o 14.00 w sobotę, oraz w klasycznego Pinga o 14.00 w niedzielę. Preferowałbym, żeby strefy retro organizowały nieco więcej turniejów. W przypadku stref retro mniej wcale nie oznacza więcej.</p>

<h3 id="planszówkowy-games-room">Planszówkowy games room</h3>

<p>Podobnie jak w zeszłym roku, na potrzeby planszówkowego games roomu oddano do dyspozycji uczestników niemal cały Dom Kultury z ogromną salą na regularne rozgrywki, oraz sceną na rozgrywki turniejowe. Sam games room był nieźle zaopatrzony w gry i widać było, że prowadzi go grupka zapaleńców, którzy wiedzieli, co komu doradzić.</p>

<p>Sam postanowiłem spróbować swoich sił w turnieju w Ślimaki, i mimo druzgocącej porażki w półfinałach bardzo fajnie było pograć. Miłą niespodzianką była również możliwość poznania twórcy tej planszówki osobiście. Bardzo dziękuję jeszcze raz organizatorom za fajnie przeprowadzony turniej, jak również za całokształt strefy!</p>

<p>Tylko proszę, zrezygnujcie z zapisów przez Facebooka.</p>

<h2 id="co-nieco-o-wystawcach">Co nieco o wystawcach</h2>

<p>Konwenty to wciąż w sporej mierze zakupy. RawiKon nie był tutaj wcale wyjątkiem. Stoisk było na tyle mnóstwo, że każdy mógł w czymś wybierać. O ile zdecydowanie najwięcej było artystów sprzedających breloczki, naklejki czy piny, to znalazło się też całkiem sporo wystawców sprzedających mangi, gry, konsole czy druki 3D. Byli też pomniejsi pisarze, jak również stoisko Black Monk z podręcznikami do RPGów.</p>

<p>Mam drobne zastrzeżenie co do samej komunikacji, kto w danym roku będzie się wystawiał. Ogłoszenie zostało wystawione stosunkowo późno, tylko na określonych kanałach (szerzej o tym problemie wspomnę później) i w zasadzie poza samą nazwą stoiska niewiele było o stoisku wiadomo. Żadnego opisu, mapki gdzie dany wystawca będzie się znajdować. Nic. I o ile wiem, że w sytuacji, w której wystawcy zaklepują sobie miejsca na strefie na zasadzie “kto pierwszy, ten lepszy” trudno jest określić, gdzie jakie stoisko będzie się znajdowało, to jednak ułatwiłoby to mocno poszukiwania konkretnych stoisk. W tym roku nie było to jeszcze aż tak dużym problemem, ale z czasem może wystąpić konieczność, by poprawić działanie tej strefy.</p>

<p>Na plus doceniam, że w tym roku nie było stoisk-zapychaczy pokroju sprzedawcy generycznych chińskich zabawek. Każde stoisko rzeczywiście oferowało wysoki poziom godny każdego konwentu.</p>

<p>Według moich rozmów z wystawcami, największym problemem dla sporej części z nich były miejscami dziurawe namioty, które w połączeniu z dość intensywnym deszczem doprowadziły do zniszczeń w ich towarach. O ile część wystawców dostała nowe i szczelne namioty, widać było, że nie wszystkie stoiska były odpowiednio przystosowane do pogody. Mając na uwadze fakt, że przy poprzednich edycjach wielu wystawców narzekało na zniszczenia wynikające z obecnie już wyremontowanego parkingu pokrytego czarnym piaskiem, możliwa jest ponowna sytuacja, w której posiadacze stoisk będą przestrzegali przed imprezą na swoich grupach. W tamtym roku efektem takich działań było to, że na zeszłorocznym Rawikonie pojawiło się zaledwie jedno stoisko z książkami, które przynajmniej nie mogło narzekać na kiepskie obroty. O ile nie ma konwentów bez fakapów, warto jednak zapobiegać, niż leczyć.</p>

<p>Jedna z wystawczyń po kolei wylicza: zalane stoiska oraz ogromne straty w uszkodzeniach towaru, organizacja “chowająca głowę w piasek”, chaos komunikacyjny, fatalne zabezpieczenie gniazdek/kabli w trakcie burzy (odsłonięte, skręcone kable), brak osłony namiotów z tyłu (konieczna była awantura, żeby zostały na upartego doklejone).</p>

<p>Jeśli jednak pominiemy kwestię deszczu i wyżej wspomnianych niedociągnięć, strefa wystawców okazała się niezłym sukcesem pod kątem frekwencji. Przez dużą część po i wokół strefy kręciły się tłumy ludzi oddających się konwentowemu kapitalizmowi.</p>

<p>Pod kątem samych tegorocznych zakupów, RawiKon zadziałał dużo mocniej na mój portfel niż Pyrkon. W trakcie konwentu zaopatrzyłem się w mnóstwo breloczków i naklejek z Umamusume, jak również zakupionym w całkiem niezłej cenie Nintendo 64. Niestety bez gier. Jestem szczęśliwy, wbrew temu, co mówi mój portfel.</p>

<p><em>Aktualizacja: dodany został komentarz na podstawie wypowiedzi jednej z wystawczyń, która podzieliła się opinią na grupie fanów Umamusume.</em></p>

<h2 id="atmosfera-konwentu">Atmosfera konwentu</h2>

<p>RawiKon zawsze kojarzył mi się z wydarzeniem o bardzo konkretnych proporcjach: w 60% wydarzenia rodzinnego, które jest spokojne i skrojone tak, żeby nie zaszokować mocno osób spoza fandomu, oraz 40% pełnokrwistego konwentu stworzonego, by zaspokoić nawet najbardziej zgłodniałych nerdozy piwniczaków. W tym roku tuż po samym wejściu na teren konwentu odnoszę wrażenie, że waga ta zaczyna się przechylać w drugą stronę. Zdecydowanie dużo więcej cosplayerów, młodych osób w nerd koszulkach, mówienia sobie na “Ty” (chociaż tutaj jeszcze musi się to poprawić). Trudno mówić tutaj o pełnej atmosferze stuprocentowego konwentu, ale jest już dużo, dużo lepiej.
O ile o RawiKonie nie rozmawia się jeszcze tak mocno jak o pozostałych konwentach o podobnym rozmiarze, widzę tutaj ogromny postęp. Czyżby biblioteka dawała więcej i więcej wolnej ręki liderom różnych stref? Pewnie się o tym nie dowiem, ale jedno jest pewne: jestem bardzo ciekawy rozwoju tego konwentu.</p>

<p>Może też doczekamy się pełnoprawnego “Pochodu Krzesła” na modłę “Marszu Ananasa” na Pyrkonie? Wszystko to na część bohaterskiego krzesła dzielnie pilnującego, aby żaden konwentowicz nie potknął się o opuszczony słupek na chodniku.</p>

<h2 id="kilka-innych-przemyśleń">Kilka innych przemyśleń</h2>

<h3 id="noclegi">Noclegi</h3>

<p>Sporym zaskoczeniem dla mnie było, że szczególnie problematyczną kwestią w trakcie trwania RawiKonu będzie kwestia znalezienia noclegu. O ile na konwencie oddano do dyspozycji uczestników aż dwa sleeproomy w dwóch różnych szkołach, tak miejsca do spania rozeszły się w bardzo krótkim czasie, a cała reszta uczestników musiała szukać noclegu w innych miejscach. My sami nie załapawszy się na sleeproom musieliśmy się zadowolić pensjonatem w oddalonym od Rawicza o około 20 km Radziądzu.</p>

<p>O ile rozumiem, że oferta noclegowa Rawicza jest stosunkowo ograniczona, problem z brakami noclegów będzie się pogarszał wraz z każdą kolejną edycją, która będzie przyciągała jeszcze więcej uczestników. Warto, żeby organizatorzy już wcześniej zaczęli szukać możliwości noclegu dla zdecydowanie większej ilości konwentowiczów. Może więcej sal w szkołach? Wynajęcie pól kempingowych (o ile takowe są w okolicach Rawicza)?</p>

<h3 id="opaski-na-rękę">Opaski na rękę</h3>

<p>Co roku na RawiKonie oferowana jest limitowana ilość porządnych opasek materiałowych dla pierwszych gości konwentu. Według informacji, które uzyskaliśmy, takowych opasek było w tym roku około 200.
Ponieważ jest to bardzo fajna pamiątka, chciałbym, żeby organizatorzy konwentu w przyszłości pomyśleli albo nad większą ich ilością, albo dodali opcje alternatywne na uzyskanie takich bądź podobnych opasek (np. opcja kupienia limitowanej ilości takich opasek w sklepiku konwentowym).</p>

<h3 id="kwestia-pomocników">Kwestia pomocników</h3>

<p>Miło mi było widzieć, że uwzględniono jedną z moich opinii odnośnie osobnych koszulek dla wolontariuszy. Każdy wolontariusz na służbie miał nie tylko dużą smycz, ale również koszulkę w kolorze brązowym w nawiązaniu do tegorocznej tematyki konwentu. Był to zdecydowanie duży krok do przodu i w końcu widać było dokładnie, ilu jest wolontariuszy.</p>

<p>Wspólnie z Michałem doszliśmy również do konkluzji, że pomocnicy na RawiKonie zasługują na własną, unikalną nazwę. Większość dużych konwentów nazywa pomocników “gżdaczami” (co przyjęło się w fandomie jednomyślnie, plus jest na tyle elastyczne, że możliwe jest utworzenie z tego słowa nawet czasownika) w nawiązaniu do pomocnych duszków z książki <em>Bromba i inni</em> Macieja Wojtyszki. Nasza propozycja: “miśki” (bo jak Rawicz, to niedźwiedź) albo “dźwiadki” (no bo jak niedźwiadki, to zamiast tego dźwiadki). Warte zastanowienia!</p>

<h3 id="strefy-chillu">Strefy chillu</h3>

<p>I w tym roku się nie zawiodłem. Stref było tyle samo, co zawsze, i nie było sytuacji, w której zabrakło nam miejsca do siedzenia. Doceniam też, że na tarasie montowanych jest więcej i więcej baldachimów, które skutecznie chroniły przed słońcem.</p>

<h3 id="kino-plenerowe">Kino plenerowe</h3>

<p>Chociaż ponownie biblioteka nie pokusiła się o wypożyczalnie koców, w tym roku byłem przygotowany zgodnie z moją zapowiedzią z zeszłorocznej relacji. Sam film również był niezłym wyborem. Mocno obawiałem się, że organizatorzy postawią na czysty horror. Na szczęście się myliłem. Dobrze było sobie przypomnieć Rodzinę Addamsów, a tym bardziej zobaczyć ją na dużym ekranie!</p>

<h3 id="kwestia-zbierania-opinii-na-konwencie">Kwestia zbierania opinii na konwencie</h3>

<p>Normalnie temat ten przeszedłby pewnie poza moim radarem, ale ponieważ to moi znajomi wolontariusze zostali wyznaczeni do tego zadania, nie mogłem się nie wypowiedzieć o tej kwestii. W trakcie trwania całego wydarzenia zostali wyznaczeni wolontariusze do jednego zadania: zachęcania ludzi do wypełniania ankiety na temat konwentu w jego trakcie oraz... na miejscu, na prywatnych telefonach wolontariuszy.</p>

<p>Mam z tym podejściem kilka problemów. Po pierwsze: na konwentach wciąż istnieje niezerowe ryzyko kradzieży, a tutaj ofiarą takowej mógł paść telefon wolontariusza. Pominę tutaj oczywiście pytania, czy ubezpieczenie wolontariusza przez organizatora pokryłoby właśnie taką kradzież. Po drugie: tak zbierane ankiety będą mało efektywne. Kwestionariusz nie dość, że był bardzo długi (na około 10-15 minut przy dłuższym feedbacku), to jeszcze zawierał pytania otwarte i wyglądał na ankietę bardziej pokonwentową. Odpowiedzi były zbierane przez cały czas trwania konwentu, nawet w sobotę popołudniu.</p>

<p>Ostatecznie zaproponowaliśmy wolontariuszom, żeby dawali link do ankiety w formie kodu QR do zeskanowania i wypełnienia później, z czego w kwestii zbierania opinii widzę bardzo dużo problemów: narażanie wolontariuszy na ryzyko kradzieży (Biblioteka powinna zapewnić wolontariuszy w biblioteczne urządzenia do tego celu, albo powinna oferować komputery w punkcie informacyjnym, gdzie wolontariusze mogliby skierować zainteresowanych), kiepski timing (zbieranie opinii o całym konwencie po upłynięciu zaledwie ¼ konwentu, kiedy jeszcze fakapy mogą się pojawić), zbyt długie ankiety z otwartymi pytaniami (stoisz w środku strefy wystawców z telefonem w ręce i piszesz ogromnymi palcami po małym ekranie odpowiedzi na skomplikowane pytania — miłej zabawy) oraz marnotrawstwo zasobów wolontariackich (wolontariusze mogli być oddelegowani do zajęcia bardziej priorytetowego).</p>

<h3 id="niska-frekwencja-na-spotkaniu-z-beatą-jewiarz">Niska frekwencja na spotkaniu z Beatą Jewiarz</h3>

<p>Ponieważ ja w tym czasie byłem w trakcie turnieju, opinia ta pochodzi od Michała. Kiedy przedyskutowywaliśmy RawiKon wspominał, że zasmucił go mocno fakt, że spotkanie z Beatą Jewiarz, pomimo sporej reklamy, miał zaskakująco małe zainteresowanie. Wszystko to pomimo dość głośnej promocji, że na RawiKonie pojawi się aktorka głosowa dająca głos Yennefer w Wiedźminie 3.</p>

<p>O ile mogło na to mieć wpływ wiele czynników, jest to wciąż zastanawiające wobec ogromnego kultu wokół Wiedźmina 3 i wszystkiego, co z tym związane. O ile nie mam tutaj konkretnych dowodów, może warto po wydarzeniu przeanalizować, czy na pewno promocja niektórych wydarzeń była wystarczająca.</p>

<h3 id="ogromne-rozwarstwienie-kanałów-społecznościowych">Ogromne rozwarstwienie kanałów społecznościowych</h3>

<p>Wiąże się to w pewnym sensie z poprzednim punktem: kanały społecznościowe RawiKonu są niewiarygodnie niejednolite. Konwent dostępny jest na aż czterech (w zasadzie to trzech i pół) kanałach: stronie konwentu, Facebooku i Instagramie. Mamy też Discord, który jest szczególnym przypadkiem, ponieważ działa, jest prowadzony w większości przez jednego organizatora, ale na stronie głównej próżno szukać o nim informacji.</p>

<p>Mam tutaj dwa apele do organizatorów RawiKonu: odświeżenie strony, żeby zawierała również aktualności (pod kwestią samych informacji nie jest najgorzej w porównaniu ze stronami innych konwentów) oraz traktowanie wszystkich czterech platform na równi pod względem newsów. Rozumiem tutaj, że każda platforma rządzi się nieco innymi prawami, z czego z powodu skupienia się głównie na Facebooku i Instagramie, na pozostałych mediach konwentu występuje dziura w komunikacji, a co za tym idzie jest tutaj delikatne zjawisko dyskryminacji cyfrowej społeczności. O ile Karpiu robi cudowną robotę jeśli chodzi o Discorda i w żadnym momencie nie czułem, żeby moje pytania pozostawały bez odpowiedzi, nie ukrywam, że jest tu spore pole do popisu. Były próby używania “mostków” (z angielskiego “bridges”) postów z Facebooka na Discordzie, z czego każda osoba siedząca w środowisku otwartego oprogramowania wie, że bridge&#39;owanie czegokolwiek z/na platformy Meta jest trudne, bardzo niestabilne i na ogół niewarte świeczki. Same publiczne boty na Discordzie, które to robią, często też się zapychają z powodu dużej ilości zapytań.
Warto postawić sobie za cel poprawę tego stanu rzeczy.</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Oto mamy RawiKon 2026. Konwent stosunkowo niewielki. Niepozbawiony wad, a jednak doskonały w swojej niedoskonałości. Wydarzenie tworzone z sercem i miłością do konwentów.</p>

<p>Nie ma co ukrywać: bawiłem się na imprezie doskonale. RawiKon z roku na rok poprawia więcej i więcej niedoskonałości, a jednocześnie stara się trzymać swojej wizji fajnego i stosunkowo rodzinnego wydarzenia w niewielkim mieście w zachodniej Wielkopolsce. Polecałem konwent dwa lata temu, polecałem rok temu, i w tym roku bardzo serdecznie wydarzenie polecam. I największa grrroza, która odczułem, to ta, że na kolejną edycję przyjdzie mi poczekać aż rok.</p>

<p>Bardzo serdecznie dziękuję Michałowi, Natalii, Kindze oraz Jankowi za dotrzymanie mi towarzystwa przez większość mojego pobytu na RawiKonie. Dziękuję również wszystkim organizatorom oraz wolontariuszom, którzy w pocie czoła tworzyli ten konwent. Jesteście absolutnie cudownymi osobami, i wielkim zaszczytem było poznać wielu z Was na żywo.
Dziękuję też za dużo fajnego feedbacku od niektórych organizatorów co do moich poprzednich wpisów o RawiKonie.</p>

<p>Do zobaczenia na kolejnej edycji RawiKonu 3-4 lipca 2027 roku!</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/rawikon-2026-komentarz</guid>
      <pubDate>Sun, 05 Jul 2026 20:40:48 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Jak przygotować się na RawiKon</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/jak-przygotowac-sie-do-rawiconu</link>
      <description>&lt;![CDATA[Kilka tygodni temu napisałem dość długi wpis o przygotowaniach do Pyrkonu. Ponieważ kolejnym przystankiem na mojej konwentowej mapie jest RawiKon w Rawiczu, chętnie dorzucę od siebie kilka groszy, jeśli chodzi o praktyczne informacje co do właśnie tego konwentu.&#xA;!--more--&#xA;Ponownie, opinie wyrażone w niniejszym wpisie będą pisane z perspektywy zwykłego uczestnika bez cosplayu oraz osoby niewymagającej żadnych dodatkowych udogodnień. Od dobrych dwóch lat jeżdżę na RawiKon na wszystkie dwa dni trwania imprezy.&#xA;&#xA;Charakter imprezy&#xA;&#xA;RawiKon to stosunkowo niewielki konwent odbywający się w ścisłym centrum Rawicza. Całe wydarzenie odbywa się w głównej mierze w dwóch miejscach: Rawickiej Bibliotece Publicznej na ulicy Szarych Szeregów 3 (wraz z otaczającym ją placem oraz sceną) i oddalonym od niej o około 150 metrów Domu Kultury.&#xA;Sam konwent określiłbym jako ciekawą mieszankę faktycznej imprezy tworzonej przez wieloletnich nerdów z nieco bardziej stonowanym wydarzeniem organizowanym przez faktyczną instytucję kultury. Z tego połączenia wychodzi bardzo rodzinny konwent, który będzie jednocześnie ucztą dla osób siedzących głęboko w fandomie, jak również nie będzie mocno szokujący dla rodzin niemających z fantastyką zbyt wiele wspólnego.&#xA;W sporym skrócie mamy bardzo rozbudowany program wypełniony prelekcjami, sporo atrakcji stałych, wydarzenia na scenie oraz strefę wystawców (w większości mniejsi artyści i wydawcy). Nie jest przesadnie tłocznie, z czego warto mieć na uwadze, że sam budynek biblioteki jest miejscami nieco ciasny, a co za tym idzie trzeba być przygotowanym na przeciskanie się przez ludzi do niektórych sal. Nie mówimy tutaj jednak o skali Pyrkonu.&#xA;&#xA;Wejściówki na RawiKon&#xA;&#xA;RawiKon jako wydarzenie prowadzone w większej mierze przez instytucję kulturową jest imprezą bezpłatną. Nie ma tutaj najmniejszej potrzeby wcześniejszej rejestracji na imprezę. Wystarczy podejść do punktu akredytacyjnego, podać kilka danych do celów statystycznych (co roku było to pytanie o kod pocztowy miejscowości, w której mieszkacie) i odebrać opaskę na rękę. Brak tutaj identyfikatorów na szyję (a przynajmniej dla zwykłych uczestników) lub karnetów specjalnych. Ot, jedna akredytacja dla wszystkich i można korzystać z wydarzenia.&#xA;&#xA;Rady taktyczne:&#xA;Akredytacja na RawiKonie zawsze idzie sprawnie. Największe kolejki bywają z reguły w okolicach startu wydarzenia około godziny 11.00, z czego z powodu bardzo dużej ilości osób na akredytacji, kolejki są na maksymalnie 3-5 minut czekania. Jeśli przyjedziecie jednak odrobinę później, najprawdopodobniej zaakredytujecie się od ręki.&#xA;W poprzednich latach uczestnicy otrzymywali standardowe, papierowe opaski. Te na ogół są dość wytrzymałe i w teorii powinny wytrzymać nawet kąpiel. W razie jakby Wasza opaska była zniszczona po całym dniu konwentowania, nie ma najmniejszego problemu, żeby otrzymać nowe. Istnieje też szansa, że w niedzielę i tak otrzymacie nową opaskę. Tutaj mnie trochę pamięć zawodzi, jeśli chodzi o poprzednie lata.&#xA;Warto też wspomnieć o tym, że rok temu oferowane były opaski materiałowe z motywem graficznym konwentu dla niewielkiej puli uczestników, którzy zaakredytowali się jako pierwsi. W tym roku jednak trudno mi było znaleźć informację, czy takowe będą dostępne, chociaż FAQ na stronie konwentu wspomina o opaskach &#34;na pamiątkę&#34;.&#xA;&#xA;Nocleg w Rawiczu&#xA;&#xA;RawiKon jest jednym z niewielu już konwentów, który oferuje uczestnikom tradycyjny bezpłatny sleeproom, czyli wydzielone miejsce, w którym istnieje możliwość rozłożyć sobie śpiwór lub materac. Ten jest całkowicie bezpłatny, jednak jeśli chcecie skorzystać z tej opcji, konieczna jest wcześniejsza rejestracja na dedykowanej podstronie Evenea. W przypadku RawiKonu na potrzeby sleeproomu zostały oddane do użytku dwie szkoły oddalone od miejsca konwentu o około 5-10 minut spacerem. Na ogół na potrzeby sleepa przeznaczane są sale gimnastyczne tych szkół, jednak zależnie od specyfiki konwentu mogą to być też inne sale.&#xA;Według aktualnych informacji miejsca na sleeproomie z powodu ogromnego zainteresowania wydarzeniem zostały zarezerwowane w ciągu zaledwie dwóch dni. W związku z tym aktualnie jedyną dostępną opcją jest szukanie noclegu w Rawiczu, lub poza Rawiczem. Ponownie, odkopujcie znajomości, jeśli je macie.&#xA;&#xA;Rady taktyczne:&#xA;Rawicz jako średniej wielkości miasto ma bardzo ograniczoną bazę noclegową. Jeśli chcecie mieć gwarancję zaklepania noclegu, miejcie nastawienie podobne do tego z Pyrkonu: rezerwujcie miejsce w hotelach od razu po ogłoszeniu dat konwentu.&#xA;To samo tyczy się sleeproomu. O ile obecnie brak już na nim wolnych miejsc, za rok sytuacja może być podobna. Zalecam czekać na daty rozpoczęcia zapisów na sleeproom i zapisać się najlepiej tego samego dnia. Sytuacja z noclegiem może się pogarszać z edycji na edycję.&#xA;Obecną polecajką jednego z organizatorów jest zaklepanie miejsca noclegowego w oddalonym od Rawicza o około 40 km Lesznie. Oba miasta są ze sobą doskonale skomunikowane pociągami (te jadą średnio co pół godziny, a sama jazda trwa około 20 minut!), jak również nie najgorzej wypada dojazd samochodem (około pół godziny jazdy, według danych z OpenStreetMap).&#xA;Jeśli jesteście szczęśliwcami, którym udało się zaklepać miejsce na sleeproomie, miejcie na uwadze, że musicie się sami zaopatrzyć w rzeczy do spania. Klasykiem konwentowym jest śpiwór i karimata. Są osoby, które biorą też zwykły koc zamiast śpiwora. O ile kwestia śpiwora czy koca jest kwestią preferencji, w kwestii mat bardzo mocno odradzam maty treningowe (są cienkie i twarde, przez co śpi się niewiele lepiej niż na gołej podłodze). Zainwestujcie albo w porządną miękką karimatę typowo pod spanie, albo dmuchany materac.&#xA;Miejsce do spania warto zająć i rozstawić tuż po dotarciu na konwent, żeby nie męczyć się ze stawianiem legowiska wieczorem, kiedy część uczestników już będzie spać.&#xA;&#xA;Pieniążki&#xA;&#xA;Każdy konwent to też wydatki związane z wyjazdem. W przypadku RawiKonu mowa tutaj o kosztach związanych z wystawcami, jak również jedzeniem. Jeżeli jesteście chomikami lubiącymi kupować różnego rodzaju naklejki, printy, breloczki i rękodzieła, będziecie na pewno zadowoleni i liczcie budżet co najmniej 200 zł. Jeśli chodzi o samo jedzenie, to tutaj zależy sporo od Waszych preferencji. Ceny w foodtruckach są na ogół dość standardowe (nie są mocno zawyżone, ale nie są też niskie). Sytuację ratuje to, że wydarzenie odbywa się w praktycznym centrum miasta, przez co macie mnóstwo możliwości gastronomicznych w najbliższych okolicach Biblioteki.&#xA;&#xA;Rady taktyczne:&#xA;W zależności od waszych potrzeb i możliwości finansowych, budżet 200-300 zł na konwent (nie licząc ewentualnego noclegu) będzie bardziej niż wystarczający. Na RawiKonie większość wystawców to albo artyści z rysunkami i naklejkami, albo autorzy lub wydawnictwa książkowe.&#xA;Ponieważ wystawcy są w większości mniejszymi wydawcami bądź artystami, w obrocie dominuje albo gotówka albo płatności przez BLIK. Warto mieć przygotowane obie te opcje.&#xA;Jeśli potrzebujecie zrobić zakupy typowo spożywcze, na głównym rynku w Rawiczu dostępna jest Żabka. Rok temu mieliśmy jednak problemy, że ta potrafiła być wcześnie rano nieczynna. Jako opcje zapasowe macie Aldi (10-15 minut spacerem na wschód, tuż za więzieniem) lub Inter Marche (5-10 minut drogi od Domu Kultury, praktycznie na końcu ul. Targowej). Jeśli nocujecie na sleeproomie w Szkole Podstawowej nr 4, naturalną opcją jest Biedronka znajdująca się tuż za szkołą.&#xA;&#xA;Poruszanie się po konwencie&#xA;&#xA;Rawicz ma bardzo mocno zbite centrum, przez co nie ma najmniejszych problemów, by poruszać się po mieście na piechotę. Samo przejście od Biblioteki do Domu Kultury to kwestia raptem minutowego spaceru. Odrobinę dłuższy spacer może czekać tych, co mają sleeproom w Szkole Podstawowej nr 4 (OpenStreetMap mówi o 10 minutach drogi piechotą od Biblioteki) albo muszą się dostać na dworzec kolejowy (tu już OSM mówi o 25 minutach drogi piechotą), z czego wciąż nie są to wielkie odległości.&#xA;Jeśli chodzi o parking to z reguły swoje auto zostawiałem na Placu Wolności, z czego na potrzeby RawiKonu organizatorzy przygotowali również dedykowany parking na Targowisku Miejskim. Ponieważ wydarzenie odbywa się w weekend, płatna strefa parkowania nie obowiązuje (chyba że parkujecie na samym głównym Rynku, czego nie polecam).&#xA;&#xA;Rady taktyczne:&#xA;Standardowo aplikacja Konwencik dalej będzie bardzo pomocna w przypadku RawiKonu. Warto z niej korzystać i na tym wydarzeniu.&#xA;Na samym początku możecie być nieco zagubieni, w jaki sposób wejść do samego budynku Biblioteki. W przypadku RawiKonu wejście znajduje się od strony sceny, a co za tym idzie, nie będziecie mieli możliwości wejścia bezpośrednio od strony ulicy. Na teren konwentu wejdźcie albo przez parking (strefę wystawców) albo wchodząc na plac od strony kościoła.&#xA;&#xA;Ekwipunek&#xA;&#xA;Oto moje rekomendacje związane typowo z wyposażeniem na RawiKonie. Chociaż część moich rekomendacji będzie podobna do tych z Pyrkonu, to jednak postaram się nieco rozwinąć temat.&#xA;&#xA;Plecak albo worek&#xA;&#xA;O ile nie planujecie zaopatrzyć się w sporo książek, nie będziecie potrzebowali mocno pojemnego plecaka. Przez tych kilka lat w zupełności wystarczyły mi moje standardowe worko-plecaczki, w których trzymałem zaledwie kilka bibelotów.&#xA;&#xA;Butelka z filtrem&#xA;&#xA;Poleciłem na Pyrkonie, polecam też i na RawiKonie. O ile wnętrze Biblioteki jest bardzo mocno klimatyzowane, warto jednak się nawadniać. Na samym obiekcie będzie też dostępna stacja do napełniania butelek wodą, więc jeśli nie macie butelki z filtrem (mówię o tych Daffi albo Brita), każdy inny bidon też się nada.&#xA;&#xA;Zwykły krem przeciwsłoneczny&#xA;&#xA;Na RawiKonie zdecydowana większość atrakcji będzie w różnego rodzaju klimatyzowanych budynkach. Poza strefami wystawców czy atrakcjami na scenie, rzadko będziecie na pełnym słońcu. A nawet jeśli, to zwykła czapka lub przeciętny krem przeciwsłoneczny będzie wystarczający.&#xA;&#xA;Zwykłe, wygodne buty&#xA;&#xA;Na RawiKonie nie będziecie się aż tak często przemieszczać, a nawet jeśli, to z pewnością spędzicie też trochę czasu na strefach chillu. Zadbajcie o to, żeby Wasze buty były wygodne, ale nie musi to być żadne ciężkie obuwie na długie spacery.&#xA;&#xA;Kurtka przeciwdeszczowa&#xA;&#xA;Warto mieć zawsze! I na RawiKonie potrafiłem trafić na ulewę. Pamiętajcie: bierzcie kurtki przeciwdeszczowe. Kropka!&#xA;I upewnijcie się, że nie bierzecie jednorazowych palto, które okazują się na Was za małe, bo mają rozmiar dziecięcy. Pozdrawiam osoby, które wiedzą, do czego nawiązuję.&#xA;&#xA;Spray przeciwko owadom&#xA;&#xA;O ile w dzień nie będziecie siedzieć na zewnątrz, tak wieczorem przy okazji koncertów i kina plenerowego sytuacja się zmienia. Chociaż RawiKon odbywa się z daleka od zbiorników wodnych (w porównaniu np. z DFami we Wrocławiu, gdzie dosłownie za Zamkiem jest staw), miejcie przy sobie spray odstraszający ewentualne komary. Wieczorami te mogą być niewiarygodną udręką. Warto się spryskać przed ewentualnym koncertem czy seansem.&#xA;&#xA;Książki gości, którzy będą na RawiKonie&#xA;&#xA;Jeśli na RawiKonie będzie znany przez Was autor lub aktor, warto zabrać jakąś książkę by wziąć od tej osoby autograf. Konwent ten jest na tyle małym wydarzeniem, że na każdą osobę natraficie co najmniej trzy, cztery razy w trakcie danego wydarzenia. Warto wobec tego mieć pod ręką coś do podpisania.&#xA;&#xA;Aplikacja &#34;Konwencik&#34; ALBO papierowy plan&#xA;&#xA;Ponownie, Konwencik to szwajcarski scyzoryk jeśli chodzi o konwenty. Używajcie go. Alternatywnie będziecie też mieli możliwość wzięcia papierowego planu z rozpiską wszystkich atrakcji. Przydatne do planowania Waszego pobytu na RawiKonie.&#xA;&#xA;Koc piknikowy (jeśli macie miejsce)&#xA;&#xA;Jeśli nie znajdziecie wolnego leżaka, a chcecie wygodnie usiąść pod kątem atrakcji na scenie, warto mieć ze sobą jakiś koc piknikowy. Wokół sceny znajduje się dość spory trawnik, więc na pewno znajdziecie miejsce by się z kocem rozłożyć.&#xA;Jeśli jednak uda Wam się zarezerwować leżak, koc nie będzie Wam potrzebny.&#xA;&#xA;Program&#xA;&#xA;RawiKon w tym roku będzie oferował mnóstwo punktów programu, od wiosek fanowskich aż po prelekcje czy turnieje. Ponieważ program nie jest aż tak rozbudowany co na większych konwentach, rzadko zdarzy się sytuacja, że dwa punkty programu będą nachodzić na siebie.&#xA;W przypadku prelekcji nie ma potrzeby czekać mocno wcześniej przed salą. Wystarczy poczekać 5-10 minut przed i bez problemu znajdziemy miejsce. Sale prelekcyjne na RawiKonie na ogół mają mnóstwo miejsc siedzących i rzadko się zdarzało, że wszystkie były zajęte. Obserwujcie jednak na wszelki wypadek zainteresowanie daną prelekcją w aplikacji Konwencik: jeśli dana atrakcja ma ponad 30 serduszek, warto będzie dla pewności udać się przed salę już na 10 minut przed samym punktem programu.&#xA;W przypadku warsztatów organizatorzy zastrzegają, że część z nich może mieć ograniczenia co do uczestników. W razie zainteresowania konkretnymi warsztatami lepiej zapisać się na nie wcześniej w punkcie akredytacyjnym. Ponieważ ilość miejsc będzie ograniczona, istnieje bardzo mała szansa, że uda się komukolwiek wejść na dane warsztaty &#34;z marszu&#34;.&#xA;Strefa RPG to osobne salki, które są dedykowane konkretnym drużynom. Są przestronne, dają uczucie prywatności, a wolontariusze na strefie RPG są bardzo pomocni i potrafią nawet oferować kawę czy słodkości dla dodatkowego osłodzenia sesjowania. Na sesje RPG jednak obowiązują zapisy. Warto więc sprawdzić platformę Evenea albo punkt akredytacyjny.&#xA;Wioski fanowskie są w tym roku nowością, wobec czego nie jestem w stanie stwierdzić, na ile będą oblegane.&#xA;&#xA;Rady Taktyczne:&#xA;Jeśli interesują Was konkretne sesje RPG albo Warsztaty, zapiszcie się na nie najlepiej od razu tuż po odebraniu opaski. Lepiej nie zwlekać z takimi rzeczami.&#xA;Kwestie turniejów planszówkowych oraz atrakcji związanych z Games Roomem są rozwiązywane przez Games Room bezpośrednio. Jeśli interesują Was konkretnie te atrakcje, lepiej również skierować się prosto do Domu Kultury i zapisać na to, co Was najbardziej interesuje.&#xA;Zdarzało się czasami, że prelekcje na RawiKonie były odwoływane. Warto się co jakiś czas przejść koło akredytacji i sprawdzić, czy nie nastąpiły jakiekolwiek zmiany w planie. Na ogół w okolicach akredytacji będzie wisiał kompletny plan atrakcji z ewentualnymi wykreślonymi rzeczami.&#xA;W razie przebodźcowania albo potrzeby odpoczynku, na terenie całej Biblioteki znajduje się sporo stref chillu z krzesłami i leżakami. Warto z nich korzystać jeśli potrzebujecie chwilę odetchnąć. Jeżeli odpoczywacie na Tarasie, pamiętajcie szczególnie mocno o ochronie przed słońcem (tylko część Tarasu jest osłonięta baldachimami).&#xA;&#xA;I to by było na tyle, jeśli chodzi o RawiKon. Mam nadzieję, że moje rady okażą się dla Was pomocne i że będziecie się doskonale bawić na konwencie. Tymczasem do zobaczenia w Rawiczu!&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Kilka tygodni temu napisałem dość długi wpis <a href="https://write.szkod.ovh/poradnik-wieloletniego-konwentowicza-odnosnie-przygotowan-do-pyrkonu">o przygotowaniach do Pyrkonu</a>. Ponieważ kolejnym przystankiem na mojej konwentowej mapie jest RawiKon w Rawiczu, chętnie dorzucę od siebie kilka groszy, jeśli chodzi o praktyczne informacje co do właśnie tego konwentu.

Ponownie, opinie wyrażone w niniejszym wpisie będą pisane z perspektywy zwykłego uczestnika bez cosplayu oraz osoby niewymagającej żadnych dodatkowych udogodnień. Od dobrych dwóch lat jeżdżę na RawiKon na wszystkie dwa dni trwania imprezy.</p>

<h2 id="charakter-imprezy">Charakter imprezy</h2>

<p>RawiKon to stosunkowo niewielki konwent odbywający się w ścisłym centrum Rawicza. Całe wydarzenie odbywa się w głównej mierze w dwóch miejscach: Rawickiej Bibliotece Publicznej na ulicy Szarych Szeregów 3 (wraz z otaczającym ją placem oraz sceną) i oddalonym od niej o około 150 metrów Domu Kultury.
Sam konwent określiłbym jako ciekawą mieszankę faktycznej imprezy tworzonej przez wieloletnich nerdów z nieco bardziej stonowanym wydarzeniem organizowanym przez faktyczną instytucję kultury. Z tego połączenia wychodzi bardzo rodzinny konwent, który będzie jednocześnie ucztą dla osób siedzących głęboko w fandomie, jak również nie będzie mocno szokujący dla rodzin niemających z fantastyką zbyt wiele wspólnego.
W sporym skrócie mamy bardzo rozbudowany program wypełniony prelekcjami, sporo atrakcji stałych, wydarzenia na scenie oraz strefę wystawców (w większości mniejsi artyści i wydawcy). Nie jest przesadnie tłocznie, z czego warto mieć na uwadze, że sam budynek biblioteki jest miejscami nieco ciasny, a co za tym idzie trzeba być przygotowanym na przeciskanie się przez ludzi do niektórych sal. Nie mówimy tutaj jednak o skali Pyrkonu.</p>

<h2 id="wejściówki-na-rawikon">Wejściówki na RawiKon</h2>

<p>RawiKon jako wydarzenie prowadzone w większej mierze przez instytucję kulturową jest imprezą bezpłatną. Nie ma tutaj najmniejszej potrzeby wcześniejszej rejestracji na imprezę. Wystarczy podejść do punktu akredytacyjnego, podać kilka danych do celów statystycznych (co roku było to pytanie o kod pocztowy miejscowości, w której mieszkacie) i odebrać opaskę na rękę. Brak tutaj identyfikatorów na szyję (a przynajmniej dla zwykłych uczestników) lub karnetów specjalnych. Ot, jedna akredytacja dla wszystkich i można korzystać z wydarzenia.</p>

<p><em>Rady taktyczne:</em>
* Akredytacja na RawiKonie zawsze idzie sprawnie. Największe kolejki bywają z reguły w okolicach startu wydarzenia około godziny 11.00, z czego z powodu bardzo dużej ilości osób na akredytacji, kolejki są na maksymalnie 3-5 minut czekania. Jeśli przyjedziecie jednak odrobinę później, najprawdopodobniej zaakredytujecie się od ręki.
* W poprzednich latach uczestnicy otrzymywali standardowe, papierowe opaski. Te na ogół są dość wytrzymałe i w teorii powinny wytrzymać nawet kąpiel. W razie jakby Wasza opaska była zniszczona po całym dniu konwentowania, nie ma najmniejszego problemu, żeby otrzymać nowe. Istnieje też szansa, że w niedzielę i tak otrzymacie nową opaskę. Tutaj mnie trochę pamięć zawodzi, jeśli chodzi o poprzednie lata.
Warto też wspomnieć o tym, że rok temu oferowane były opaski materiałowe z motywem graficznym konwentu dla niewielkiej puli uczestników, którzy zaakredytowali się jako pierwsi. W tym roku jednak trudno mi było znaleźć informację, czy takowe będą dostępne, chociaż FAQ na stronie konwentu wspomina o opaskach “na pamiątkę”.</p>

<h2 id="nocleg-w-rawiczu">Nocleg w Rawiczu</h2>

<p>RawiKon jest jednym z niewielu już konwentów, który oferuje uczestnikom tradycyjny bezpłatny sleeproom, czyli wydzielone miejsce, w którym istnieje możliwość rozłożyć sobie śpiwór lub materac. Ten jest całkowicie bezpłatny, jednak jeśli chcecie skorzystać z tej opcji, konieczna jest wcześniejsza rejestracja na dedykowanej podstronie Evenea. W przypadku RawiKonu na potrzeby sleeproomu zostały oddane do użytku dwie szkoły oddalone od miejsca konwentu o około 5-10 minut spacerem. Na ogół na potrzeby sleepa przeznaczane są sale gimnastyczne tych szkół, jednak zależnie od specyfiki konwentu mogą to być też inne sale.
Według aktualnych informacji miejsca na sleeproomie z powodu ogromnego zainteresowania wydarzeniem zostały zarezerwowane w ciągu zaledwie dwóch dni. W związku z tym aktualnie jedyną dostępną opcją jest szukanie noclegu w Rawiczu, lub poza Rawiczem. Ponownie, odkopujcie znajomości, jeśli je macie.</p>

<p><em>Rady taktyczne:</em>
* Rawicz jako średniej wielkości miasto ma bardzo ograniczoną bazę noclegową. Jeśli chcecie mieć gwarancję zaklepania noclegu, miejcie nastawienie podobne do tego z Pyrkonu: rezerwujcie miejsce w hotelach od razu po ogłoszeniu dat konwentu.
To samo tyczy się sleeproomu. O ile obecnie brak już na nim wolnych miejsc, za rok sytuacja może być podobna. Zalecam czekać na daty rozpoczęcia zapisów na sleeproom i zapisać się najlepiej tego samego dnia. Sytuacja z noclegiem może się pogarszać z edycji na edycję.
* Obecną polecajką jednego z organizatorów jest zaklepanie miejsca noclegowego w oddalonym od Rawicza o około 40 km Lesznie. Oba miasta są ze sobą doskonale skomunikowane pociągami (te jadą średnio co pół godziny, a sama jazda trwa około 20 minut!), jak również nie najgorzej wypada dojazd samochodem (około pół godziny jazdy, według danych z OpenStreetMap).
* Jeśli jesteście szczęśliwcami, którym udało się zaklepać miejsce na sleeproomie, miejcie na uwadze, że musicie się sami zaopatrzyć w rzeczy do spania. Klasykiem konwentowym jest śpiwór i karimata. Są osoby, które biorą też zwykły koc zamiast śpiwora. O ile kwestia śpiwora czy koca jest kwestią preferencji, w kwestii mat bardzo mocno odradzam maty treningowe (są cienkie i twarde, przez co śpi się niewiele lepiej niż na gołej podłodze). Zainwestujcie albo w porządną miękką karimatę typowo pod spanie, albo dmuchany materac.
Miejsce do spania warto zająć i rozstawić tuż po dotarciu na konwent, żeby nie męczyć się ze stawianiem legowiska wieczorem, kiedy część uczestników już będzie spać.</p>

<h2 id="pieniążki">Pieniążki</h2>

<p>Każdy konwent to też wydatki związane z wyjazdem. W przypadku RawiKonu mowa tutaj o kosztach związanych z wystawcami, jak również jedzeniem. Jeżeli jesteście chomikami lubiącymi kupować różnego rodzaju naklejki, printy, breloczki i rękodzieła, będziecie na pewno zadowoleni i liczcie budżet co najmniej 200 zł. Jeśli chodzi o samo jedzenie, to tutaj zależy sporo od Waszych preferencji. Ceny w foodtruckach są na ogół dość standardowe (nie są mocno zawyżone, ale nie są też niskie). Sytuację ratuje to, że wydarzenie odbywa się w praktycznym centrum miasta, przez co macie mnóstwo możliwości gastronomicznych w najbliższych okolicach Biblioteki.</p>

<p><em>Rady taktyczne:</em>
* W zależności od waszych potrzeb i możliwości finansowych, budżet 200-300 zł na konwent (nie licząc ewentualnego noclegu) będzie bardziej niż wystarczający. Na RawiKonie większość wystawców to albo artyści z rysunkami i naklejkami, albo autorzy lub wydawnictwa książkowe.
* Ponieważ wystawcy są w większości mniejszymi wydawcami bądź artystami, w obrocie dominuje albo gotówka albo płatności przez BLIK. Warto mieć przygotowane obie te opcje.
* Jeśli potrzebujecie zrobić zakupy typowo spożywcze, na głównym rynku w Rawiczu dostępna jest Żabka. Rok temu mieliśmy jednak problemy, że ta potrafiła być wcześnie rano nieczynna. Jako opcje zapasowe macie Aldi (10-15 minut spacerem na wschód, tuż za więzieniem) lub Inter Marche (5-10 minut drogi od Domu Kultury, praktycznie na końcu ul. Targowej). Jeśli nocujecie na sleeproomie w Szkole Podstawowej nr 4, naturalną opcją jest Biedronka znajdująca się tuż za szkołą.</p>

<h2 id="poruszanie-się-po-konwencie">Poruszanie się po konwencie</h2>

<p>Rawicz ma bardzo mocno zbite centrum, przez co nie ma najmniejszych problemów, by poruszać się po mieście na piechotę. Samo przejście od Biblioteki do Domu Kultury to kwestia raptem minutowego spaceru. Odrobinę dłuższy spacer może czekać tych, co mają sleeproom w Szkole Podstawowej nr 4 (OpenStreetMap mówi o 10 minutach drogi piechotą od Biblioteki) albo muszą się dostać na dworzec kolejowy (tu już OSM mówi o 25 minutach drogi piechotą), z czego wciąż nie są to wielkie odległości.
Jeśli chodzi o parking to z reguły swoje auto zostawiałem na Placu Wolności, z czego na potrzeby RawiKonu organizatorzy przygotowali również dedykowany parking na Targowisku Miejskim. Ponieważ wydarzenie odbywa się w weekend, płatna strefa parkowania nie obowiązuje (chyba że parkujecie na samym głównym Rynku, czego nie polecam).</p>

<p><em>Rady taktyczne:</em>
* Standardowo aplikacja Konwencik dalej będzie bardzo pomocna w przypadku RawiKonu. Warto z niej korzystać i na tym wydarzeniu.
* Na samym początku możecie być nieco zagubieni, w jaki sposób wejść do samego budynku Biblioteki. W przypadku RawiKonu wejście znajduje się od strony sceny, a co za tym idzie, nie będziecie mieli możliwości wejścia bezpośrednio od strony ulicy. Na teren konwentu wejdźcie albo przez parking (strefę wystawców) albo wchodząc na plac od strony kościoła.</p>

<h2 id="ekwipunek">Ekwipunek</h2>

<p>Oto moje rekomendacje związane typowo z wyposażeniem na RawiKonie. Chociaż część moich rekomendacji będzie podobna do tych z Pyrkonu, to jednak postaram się nieco rozwinąć temat.</p>

<h3 id="plecak-albo-worek">Plecak albo worek</h3>

<p>O ile nie planujecie zaopatrzyć się w sporo książek, nie będziecie potrzebowali mocno pojemnego plecaka. Przez tych kilka lat w zupełności wystarczyły mi moje standardowe worko-plecaczki, w których trzymałem zaledwie kilka bibelotów.</p>

<h3 id="butelka-z-filtrem">Butelka z filtrem</h3>

<p>Poleciłem na Pyrkonie, polecam też i na RawiKonie. O ile wnętrze Biblioteki jest bardzo mocno klimatyzowane, warto jednak się nawadniać. Na samym obiekcie będzie też dostępna stacja do napełniania butelek wodą, więc jeśli nie macie butelki z filtrem (mówię o tych Daffi albo Brita), każdy inny bidon też się nada.</p>

<h3 id="zwykły-krem-przeciwsłoneczny">Zwykły krem przeciwsłoneczny</h3>

<p>Na RawiKonie zdecydowana większość atrakcji będzie w różnego rodzaju klimatyzowanych budynkach. Poza strefami wystawców czy atrakcjami na scenie, rzadko będziecie na pełnym słońcu. A nawet jeśli, to zwykła czapka lub przeciętny krem przeciwsłoneczny będzie wystarczający.</p>

<h3 id="zwykłe-wygodne-buty">Zwykłe, wygodne buty</h3>

<p>Na RawiKonie nie będziecie się aż tak często przemieszczać, a nawet jeśli, to z pewnością spędzicie też trochę czasu na strefach chillu. Zadbajcie o to, żeby Wasze buty były wygodne, ale nie musi to być żadne ciężkie obuwie na długie spacery.</p>

<h3 id="kurtka-przeciwdeszczowa">Kurtka przeciwdeszczowa</h3>

<p>Warto mieć zawsze! I na RawiKonie potrafiłem trafić na ulewę. Pamiętajcie: bierzcie kurtki przeciwdeszczowe. Kropka!
I upewnijcie się, że nie bierzecie jednorazowych palto, które okazują się na Was za małe, bo mają rozmiar dziecięcy. Pozdrawiam osoby, które wiedzą, do czego nawiązuję.</p>

<h3 id="spray-przeciwko-owadom">Spray przeciwko owadom</h3>

<p>O ile w dzień nie będziecie siedzieć na zewnątrz, tak wieczorem przy okazji koncertów i kina plenerowego sytuacja się zmienia. Chociaż RawiKon odbywa się z daleka od zbiorników wodnych (w porównaniu np. z DFami we Wrocławiu, gdzie dosłownie za Zamkiem jest staw), miejcie przy sobie spray odstraszający ewentualne komary. Wieczorami te mogą być niewiarygodną udręką. Warto się spryskać przed ewentualnym koncertem czy seansem.</p>

<h3 id="książki-gości-którzy-będą-na-rawikonie">Książki gości, którzy będą na RawiKonie</h3>

<p>Jeśli na RawiKonie będzie znany przez Was autor lub aktor, warto zabrać jakąś książkę by wziąć od tej osoby autograf. Konwent ten jest na tyle małym wydarzeniem, że na każdą osobę natraficie co najmniej trzy, cztery razy w trakcie danego wydarzenia. Warto wobec tego mieć pod ręką coś do podpisania.</p>

<h3 id="aplikacja-konwencik-albo-papierowy-plan">Aplikacja “Konwencik” ALBO papierowy plan</h3>

<p>Ponownie, Konwencik to szwajcarski scyzoryk jeśli chodzi o konwenty. Używajcie go. Alternatywnie będziecie też mieli możliwość wzięcia papierowego planu z rozpiską wszystkich atrakcji. Przydatne do planowania Waszego pobytu na RawiKonie.</p>

<h3 id="koc-piknikowy-jeśli-macie-miejsce">Koc piknikowy (jeśli macie miejsce)</h3>

<p>Jeśli nie znajdziecie wolnego leżaka, a chcecie wygodnie usiąść pod kątem atrakcji na scenie, warto mieć ze sobą jakiś koc piknikowy. Wokół sceny znajduje się dość spory trawnik, więc na pewno znajdziecie miejsce by się z kocem rozłożyć.
Jeśli jednak uda Wam się zarezerwować leżak, koc nie będzie Wam potrzebny.</p>

<h2 id="program">Program</h2>

<p>RawiKon w tym roku będzie oferował mnóstwo punktów programu, od wiosek fanowskich aż po prelekcje czy turnieje. Ponieważ program nie jest aż tak rozbudowany co na większych konwentach, rzadko zdarzy się sytuacja, że dwa punkty programu będą nachodzić na siebie.
W przypadku prelekcji nie ma potrzeby czekać mocno wcześniej przed salą. Wystarczy poczekać 5-10 minut przed i bez problemu znajdziemy miejsce. Sale prelekcyjne na RawiKonie na ogół mają mnóstwo miejsc siedzących i rzadko się zdarzało, że wszystkie były zajęte. Obserwujcie jednak na wszelki wypadek zainteresowanie daną prelekcją w aplikacji Konwencik: jeśli dana atrakcja ma ponad 30 serduszek, warto będzie dla pewności udać się przed salę już na 10 minut przed samym punktem programu.
W przypadku warsztatów organizatorzy zastrzegają, że część z nich może mieć ograniczenia co do uczestników. W razie zainteresowania konkretnymi warsztatami lepiej zapisać się na nie wcześniej w punkcie akredytacyjnym. Ponieważ ilość miejsc będzie ograniczona, istnieje bardzo mała szansa, że uda się komukolwiek wejść na dane warsztaty “z marszu”.
Strefa RPG to osobne salki, które są dedykowane konkretnym drużynom. Są przestronne, dają uczucie prywatności, a wolontariusze na strefie RPG są bardzo pomocni i potrafią nawet oferować kawę czy słodkości dla dodatkowego osłodzenia sesjowania. Na sesje RPG jednak obowiązują zapisy. Warto więc sprawdzić platformę Evenea albo punkt akredytacyjny.
Wioski fanowskie są w tym roku nowością, wobec czego nie jestem w stanie stwierdzić, na ile będą oblegane.</p>

<p><em>Rady Taktyczne:</em>
* Jeśli interesują Was konkretne sesje RPG albo Warsztaty, zapiszcie się na nie najlepiej od razu tuż po odebraniu opaski. Lepiej nie zwlekać z takimi rzeczami.
* Kwestie turniejów planszówkowych oraz atrakcji związanych z Games Roomem są rozwiązywane przez Games Room bezpośrednio. Jeśli interesują Was konkretnie te atrakcje, lepiej również skierować się prosto do Domu Kultury i zapisać na to, co Was najbardziej interesuje.
* Zdarzało się czasami, że prelekcje na RawiKonie były odwoływane. Warto się co jakiś czas przejść koło akredytacji i sprawdzić, czy nie nastąpiły jakiekolwiek zmiany w planie. Na ogół w okolicach akredytacji będzie wisiał kompletny plan atrakcji z ewentualnymi wykreślonymi rzeczami.
* W razie przebodźcowania albo potrzeby odpoczynku, na terenie całej Biblioteki znajduje się sporo stref chillu z krzesłami i leżakami. Warto z nich korzystać jeśli potrzebujecie chwilę odetchnąć. Jeżeli odpoczywacie na Tarasie, pamiętajcie szczególnie mocno o ochronie przed słońcem (tylko część Tarasu jest osłonięta baldachimami).</p>

<p>I to by było na tyle, jeśli chodzi o RawiKon. Mam nadzieję, że moje rady okażą się dla Was pomocne i że będziecie się doskonale bawić na konwencie. Tymczasem do zobaczenia w Rawiczu!</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/jak-przygotowac-sie-do-rawiconu</guid>
      <pubDate>Sun, 28 Jun 2026 11:52:28 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Poradnik wieloletniego konwentowicza odnośnie przygotowań do Pyrkonu</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/poradnik-wieloletniego-konwentowicza-odnosnie-przygotowan-do-pyrkonu</link>
      <description>&lt;![CDATA[W ciągu ostatniego roku dostałem sporo zapytań osób zainteresowanych wyjazdem na Pyrkon, jak wyglądają różne kwestie związane z przygotowaniem do konwentu. Pytania o bilety, noclegi, kwestie różnic między biletami itp. Ponieważ wchodzimy pomału nie tylko w sezon przedpyrkonowy, ale również konwentowy, rozpocznę go dość (miejmy nadzieję) wyczerpującym poradnikiem, co trzeba wiedzieć dokładnie przed pierwszym Pyrkonem.&#xA;!--more--&#xA;Zacznę standardowo od drobnego kontekstu. Opinie oraz rady, które w tym wpisie wyrażone są na podstawie moich własnych doświadczeń, jak również opinii wielu osób, z którymi przez te lata brałem udział w Pyrkonie. Co roku jeżdżę w charakterze zwykłego uczestnika bez cosplay&#39;u na wszystkie trzy dni. Warto tutaj zaznaczyć, że jeżeli jesteście cosplayerami, wystawcami, pomocnikami czy inną grupą osób uczestniczących w Pyrkonie, miejcie na uwadze, że niektóre rady lub odczucia mogą Was dotyczyć mniej. Nie będę też się szczególnie mocno wypowiadał w kwestii np. dostępności dla osób niepełnosprawnych, bo najzwyczajniej na świecie nie miałem możliwości zwiedzać wydarzenia z tej perspektywy.&#xA;&#xA;Wejściówka na Pyrkon&#xA;&#xA;Pierwszym krokiem uczestnika Pyrkonu jest pozyskanie wejściówki. Mamy tutaj w praktyce wiele opcji. Zdecydowana większość uczestników stawia na zakup trzydniowego karnetu w przedsprzedaży. Można to zrobić online z poziomu oficjalnej strony konwentu. Otrzymujemy wtedy bilet w formacie PDF do okazania w telefonie lub wydrukowania, wedle uznania. Tak zakupiony bilet w dzień lub przeddzień konwentu wymienia się w specjalnej kasie na właściwy identyfikator na smyczy (będę mówił o nim potocznie &#34;ident&#34;), jak również porcję drobnych gadżetów (co roku jest to kostka RPG z logiem Pyrkonu). Bilet jest na okaziciela, więc w żaden sposób nie jest weryfikowana tożsamość osoby odbierającej identa. Można po odbiór wejściówki posłać znajomego, bądź znajomą. Sam bilet ma też specjalny kod, przy pomocy którego możemy zarezerwować miejsce na niektóre punkty programu (tak zwane &#34;tokeny&#34;).&#xA;&#xA;Rady Taktyczne: &#xA;Jeśli celujemy w pobyt na Pyrkonie przez całe trzy dni, najlepszą opcją jest kupno karnetu w przedsprzedaży. Najkorzystniej cenowo wychodzi zawsze karnet z pierwszej puli. Każda kolejna pula jest droższa o kilkadziesiąt złotych. Ponieważ sprzedaż karnetów rusza stosunkowo wcześnie, nawet jeśli się nie załapiemy na korzystną pierwszą pulę, warto obserwować grupki w internecie oferujące odsprzedaż karnetów, o ile odsprzedają je w oryginalnej cenie.&#xA;Jeśli chodzi o sam odbiór identów, jeśli macie możliwość przyjazdu do Poznania już w czwartek lub macie znajomych/rodzinę w mieście, warto dla uniknięcia kolejek w dniu konwentu odebrać identyfikator już w czwartek. Kolejki są wtedy dużo mniejsze, a w piątek będziecie mieli okazję już z marszu wejść na teren konwentu.&#xA;Jeśli krucho u Was z pieniędzmi, wstęp na Pyrkon można też uzyskać zostając prelegentem (o ile temat nie jest mocno chwytliwy, istnieje w praktyce mała szansa, że zostaniecie wzięci) albo zgłaszając się do wolontariatu na pomocnika (tzw. Gżdacza). W ten sposób macie możliwość &#34;zapracować&#34; w dniu konwentu na wejściówkę. Ta druga opcja rozwiązuje też problem noclegu, o którym wspomnę później.&#xA;Można kupić wejściówki na konwent w dniu wydarzenia &#34;z marszu&#34;, te jednak są dużo droższe niż przy przedsprzedaży. Na ogół nie ma wielkich kolejek do kas.&#xA;Chcecie podpisać identa, ale nie macie pisaka? W Punkcie Informacyjnym są doskonale przygotowani na taką ewentualność. Warto się tam od razu skierować, by go podpisać.&#xA;&#xA;Nocleg w Poznaniu&#xA;&#xA;Jadąc na trzy dni, trzeba mieć gdzie spać. Jeżeli macie rodzinę lub znajomych, którzy Was przenocują w Poznaniu lub jego najbliższych okolicach, problem macie rozwiązany. Jeśli nie macie tego przywileju, sprawy tutaj się komplikują. Już w momencie samego ogłoszenia kolejnej daty Pyrkonu (ta odbywa się zawsze w niedzielę tuż pod koniec wydarzenia), ceny hoteli na dane dni zaczynają bardzo mocno windować w górę. Zależnie od standardu, może to być wzrost ceny do okolic 800-2000 zł za noc (w tym roku sytuacja mogła się odrobinę poprawić, z czego wciąż trzeba mieć na uwadze, że to może być największy wydatek). Dochodziły mnie niepotwierdzone plotki, że bywały przypadki, że niektóre hotele odwoływały rezerwacje osób, które ślepym trafem zarezerwowały pokój przed ogłoszeniem dat kolejnego Pyrkonu.&#xA;Sam Pyrkon oferuje nocleg tylko dla gżdaczy lub wybranych twórców programu. Dla uczestników istnieje możliwość odpłatnego zaklepania sobie miejsca w tzw. Pyrcampie, będącym wynajętym przez organizację Pyrkonu polem kempingowym. Opcja ta jednak jest wydatkiem blisko trzykrotności ceny wejściówki oraz może wymagać dodatkowych nakładów w postaci namiotów. Nie wiem jednak, jak wygląda kwestia dostępności tego miejsca oraz jak szybko miejsca są wyprzedawane.&#xA;&#xA;Rady Taktyczne:&#xA;Macie rodzinę/znajomych w Poznaniu lub najbliższych okolicach? Odkopcie kontakty, uruchomcie znajomości. Mieszkanie, działka rekreacyjna, dom, cokolwiek.&#xA;Dużo osób decyduje się na zakup miejsc noclegowych w miejscowościach w promieniu 50-60 km od Poznania. Te na pewno są dużo tańsze, lecz trzeba się liczyć z koniecznością transportu pociągiem z jednej miejscowości do drugiej. Cenowo jednak może Was to wynieść dużo taniej niż sam nocleg w Poznaniu.&#xA;Zdarzały się przypadki powstawania na Pyrkonie &#34;dzikich sleeproomów&#34; (osób poukrywanych po całych Targach i śpiących w śpiworach), spania na dworcach lub nastawienia &#34;właściwie to wytrzymam 72h bez snu&#34;. Bardzo mocno odradzam tę opcję. Pomijając kwestie bezpieczeństwa, Patrol Pyrkonu sprawdza na bieżąco teren wydarzenia pod kątem takich wykroczeń. Co do osób, które pogardzą snem: uwierzcie mi, będziecie zmęczeni w wyniku połączenia upałów, odległości i tłumów ludzi.&#xA;Warto też poszukać na różnych grupkach ogłoszeń co do wynajmu apartamentów lub mieszkań osób prywatnych gotowych przenocować Pyrkonowiczów. Opcja ta jest też stosunkowo tania, jednak musicie się jednak liczyć z tym, że bardzo często takowe będą służyły za nocleg dla kilku, kilkunastu osób. Odradzam co introwertyczniejszym osobom.&#xA;&#xA;Pieniążki&#xA;&#xA;W przypadku każdego wyjazdu czy to do innego miasta, czy na wydarzenie, trzeba się liczyć z tym, że będziecie potrzebowali ustalić sobie konkretny budżet. Pomijając kwestie wejściówki czy noclegu, na Pyrkon warto ze sobą zabrać konkretną ilość pieniędzy. Jej ilość zależna jest od Waszej sytuacji finansowej, jak również potrzeb zakupowych. Pieniądze będziecie wydawać w dwóch miejscach: w strefie wystawców oraz strefie gastronomicznej. Pozostałe sekcje i atrakcje Pyrkonu są wliczone już w cenę wejściówki.&#xA;&#xA;Rady Taktyczne:&#xA;Dobrym startem, jeśli chodzi o budżet na pierwszy Pyrkon to okolice 500-600 zł. Miejcie na uwadze, że jeżeli jest to Wasz pierwszy konwent, będziecie kupowali sporo merchu, mang i innych drobnostek, których w większości nie dostaniecie nigdzie indziej. Warto jednak mieć na uwadze ostatni trend, w której istnieje sporo wystawców sprzedających rzeczy z Aliexpress, często z dużo wyższą marżą. Standardowo pamiętajcie, żeby dostosować budżet do Waszej sytuacji finansowej. Mając ledwie 100 zł w kieszeni, będziecie w stanie również trochę ugrać.&#xA;Ceny na strefie gastronomicznej, tak jak na każdej imprezie masowej, są mocno zawyżone. Jeśli chcecie zaoszczędzić na jedzeniu, dobrze jest się stołować &#34;na mieście&#34;. Ponieważ identyfikator pozwala Wam swobodnie wchodzić i wychodzić na i z terenu wydarzenia, nie ma problemu, żeby pójść na jedzenie gdzie indziej. Naturalnym wyborem jest galeria handlowa Avenida (&#34;ten duży budynek w kształcie chlebaka&#34;) i tamtejsze strefy z fast-foodami. Warto mieć tutaj na uwadze, że w galerii możecie znaleźć dwie strefy gastronomiczne! Dobrze jest się przejść i poszukać mniej oblężonych lokali. Dobrze jest też przemyśleć zjedzenie obiadu poza popularnymi porami obiadowymi.&#xA;Na ogół na strefie wystawców da się płacić zarówno kartą, jak i gotówką, jednak z powodu ewentualnych problemów z zasięgiem terminali płatniczych, warto mieć ze sobą trochę gotówki na wszelki wypadek. Pomniejsi wystawcy natomiast oferują często opcję płatności przez BLIK. Aplikacja bankowa z takową metodą płatności będzie tutaj przydatna.&#xA;W przypadku większych zakupów wystawcy są zazwyczaj otwarci na różnego rodzaju rabaty. Warto mieć to na uwadze przy ewentualnej negocjacji cen. &#xA;&#xA;Poruszanie się po konwencie&#xA;&#xA;Tutaj chcę poruszyć kwestię poruszania się zarówno po terenie Pyrkonu, jak i poza nim. Konwent co roku ma miejsce na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich (w skrócie MTP), które znajdują się praktycznie w centrum Poznania. Jest to gigantyczny kompleks, w którym przejście od jednego jego krańca do drugiego w linii prostej to dystans około 600 metrów. Trzeba więc być przygotowanym na to, że przyjdzie nam przejść sporo dystansu na piechotę oraz często przeciskając się przez tłumy osób.&#xA;Samo dotarcie na teren konwentu jest stosunkowo proste. W przypadku pociągów stacja Poznań Główny znajduje się tuż przy terenie MTP. Jeśli chodzi o transport drogowy, to tutaj z pomocą przychodzi identyfikator Pyrkonowy, który służy jako darmowy bilet komunikacji miejskiej. Warto więc poruszać się tramwajem czy autobusami.&#xA;&#xA;Rady Taktyczne:&#xA;Dużo osób nie zdaje sobie sprawę, że mając już identyfikator mogą wejść na teren konwentu przez dowolne wejście. Widząc kolejkę do jednego wejścia, często szybciej będzie spróbować wejść na teren targów od innej strony. Warto to wykorzystywać, by unikać tłumów.&#xA;Będąc na Pyrkonie przygotujcie się, że będziecie chodzić sporo. I to serio sporo. Upewnijcie się, że macie wygodne buty, które nie będą obcierać. Więcej o samym konwentowym ekwipunku napiszę w dalszej części wpisu.&#xA;Wejście wschodnie (to od strony Dworca i Avenidy) zawsze gromadzi pod sobą tłumy i na ogół ruch jest kierowany przez policję. Nie przestraszcie się tego. Po prostu podążajcie za tłumem.&#xA;Ponieważ Pyrkon jest traktowany jak impreza masowa, przy każdym wejściu na teren Pyrkonu Wasze plecaki będą kontrolowane pod kątem wnoszenia rzeczy zabronionych przez regulamin wydarzenia. Unikajcie wnoszenia alkoholu czy niebezpiecznych przedmiotów.&#xA;Strefa wystawców co roku jest bardzo zatłoczona. Planując zakupy u konkretnych wystawców zawczasu sprawdźcie na planie Pyrkonu, gdzie znajduje się ich stoisko, żeby w miarę możliwości jak najszybciej załatwić tę sprawę.&#xA;Jeśli jesteście kierowcami i planujecie jechać na Pyrkon autem, pamiętajcie, że strefa płatnego parkowania obowiązuje również w sobotę. Miejsce parkingowe w obrębie Targów też może być problemem (chyba że mowa o parkingach całodobowych). Dobrze jest przemyśleć zostawienie auta w strefach Park &amp; Ride na obrzeżach miasta (np. w okolicach Ronda Starołęka) lub na parkingu u znajomego i na teren konwentu dojechać komunikacją miejską.&#xA;Polecam wziąć papierowy informator z mapką konwentu lub pobrać aplikację Konwencik, by być na bieżąco z planem konwentu. Zaoszczędzi Wam to sporo czasu jeśli chodzi o poruszanie się po konwencie.&#xA;Jeśli potrzebujecie iść za potrzebą, warto wybrać toalety w mniej uczęszczanych pawilonach (np. pawilonie z planszówkowym games roomem lub Strefą Fantastycznych Inicjatyw). Te zazwyczaj nie mają dużych kolejek.&#xA;&#xA;Ekwipunek&#xA;&#xA;Co roku jadąc na Pyrkon mam stale poszerzającą się listę rzeczy, które są dla mnie absolutnie niezbędne. Część z tych rzeczy wynika z moich doświadczeń (zazwyczaj raczej negatywnych) przy poprzednich edycjach. Oto co warto ze sobą zabrać:&#xA;Plecak&#xA;Oczywista oczywistość. Będąc na Pyrkonie warto mieć dość pojemny plecak zarówno na zakupy, jak i na resztę przedmiotów z tej listy. Ponieważ na ogół nie robię już wielkich zakupów na konwencie, na ogół po terenie konwentu chodzę ze zwykłym kiepsko pojemnym worko-plecakiem, to jednak jeśli macie taką możliwość, to weźcie zwykły szkolny plecak. Będzie na tyle lekki, że nie zmęczy Was dodatkowo przy częstym przemieszczaniu się, a jednocześnie będzie też na tyle pojemny, że bez problemu zapakujecie do niego wszystko.&#xA;Butelka z filtrem do wody&#xA;Już od wielu lat Pyrkon odbywa się w czerwcu, a co za tym idzie w czasie niewiarygodnych upałów. Konieczne jest w tej sytuacji dobre nawodnienie. Tutaj niezawodne są popularne butelki Brita albo Dafi. Jasna sprawa nic nie stoi na przeszkodzie, by pić kranówkę lub napełniać butelki z beczkowozów na terenie konwentu. W absolutnie najgorszym razie pomocny będzie nawet zwykły bidon. Tak czy siak, miejcie jakiś pojemnik na wodę.&#xA;Krem przeciwsłoneczny z filtrem&#xA;Odkąd przyjaciele wypominają mi spaloną od słońca twarz na Pyrkonie w 2022 roku, nie ruszam się na żaden konwent bez dobrego kremu z filtrem. Przechodząc między pawilonami będziecie szli przez niezadrzewiony plac z niewielką ilością cienia. Pamiętajcie, by się bardzo dobrze nakremować. Tutaj mogę polecić te mocniejsze kremy z filtrem dostępne w aptekach. Ja sam chodzę z kremem SPF 100+, ale i te słabsze będą jak najbardziej przydatne. Rok temu spotkałem nawet kilku uczestników, którzy wzięli zwykłe parasole do ochrony przed słońcem. Macie mało włosów, tak jak ja? Czapka z daszkiem też zrobi robotę. Wszystkie chwyty dozwolone.&#xA;Powerbank lub ładowarka&#xA;Na którymś Pyrkonie przed pandemią miałem incydent, w którym spuchła mi bateria mojego już wtedy leciwego Samsunga Galaxy A5. Chociaż miałem na całe szczęście przy sobie ładowarkę, od tamtego czasu nie ruszam się też bez powerbanka. Odrobina ciężaru, ale oszczędzi Wam nerwów w razie problemów z telefonem.&#xA;Krem przeciw obtarciom (jeśli macie grube uda)&#xA;Mam tego pecha, że moje uda są dość grube, i większość moich dłuższych spacerów kończy się obtarciami. Jeśli macie podobny problem, obtarcia na Pyrkonie będą gwarantowane. Tutaj polecam krem przeciw obtarciom. Po nakremowaniu ud nie będziecie mieli tego problemu. Taki krem możecie kupić w większości sklepów sportowych.&#xA;Wygodne buty&#xA;Wspominałem wcześniej o tym, że warto mieć odpowiednie buty przygotowane do częstego chodzenia. W moim przypadku są to buty typowo trekkingowe, ale wszystko zależy od Waszych preferencji i stylu. Jeśli w swoich butach możecie przejść co najmniej 8 km bez obtarć ani pęcherzy, jak najbardziej nadadzą się na Pyrkon.&#xA;Chusteczki nawilżane i higieniczne&#xA;Niewiele miejsca zajmują, a zawsze jest to zabezpieczenie przed różnego rodzaju incydentami. Nie miałem okazji korzystać zbyt często z nich, ale kiedy już coś się stanie będziecie wdzięczni losowi, że je zabraliście.&#xA;Kurtka przeciwdeszczowa&#xA;Trafiłem raz na Pyrkonie na wieczorną ulewę. Ponieważ pogoda może być nieprzewidywalna, dobrze jest mieć w plecaku złożoną kurtkę przeciwdeszczową. Chociaż jednorazowe przeciwdeszczowe palto nada się tutaj równie doskonale, kurtka będzie miała też dodatkową funkcję, że będziecie mogli zawsze bez problemu na niej usiąść, jeśli będziecie siedzieć na ziemi. Może Was też ochronić przed wiatrem, w razie wietrznej pogody. Ja sam mam kupioną kurtkę typowo żeglarską ze sklepu sportowego, ale jakakolwiek lekka kurtka przeciwdeszczowa tutaj da radę.&#xA;Książka/manga/komiks itp.&#xA;Chociaż nie jest to konieczne, to jednak dobrze jest mieć ze sobą coś do czytania w sytuacji, w której czekacie na wybrany punkt programu. Tutaj bardzo pomocna będzie właśnie jakaś książka, manga, czy komiks, wedle preferencji. Jest to dużo lepsza odmiana od scrollowania telefonu, a sam klimat konwentu też fajnie sprzyja osobom czytającym.&#xA;Wachlarz lub podręczny wiatraczek&#xA;Jak są upały, to jest i duszno. W przypadku pobytu na zewnątrz lub w gorzej wentylowanych pomieszczeniach, ten będzie pomocy by wytrzymać spore temperatury. Oczywiście można też pomyśleć o zrobieniu prowizorycznego wachlarza np. z papierowego informatora konwentowego. Warto jednak mieć faktycznych wachlarz.&#xA;Aplikacja &#34;Konwencik&#34;&#xA;Technicznie rzecz ujmując nie jest to część ekwipunku, ale jednak jest to też rzecz, bez której nie jadę na konwent. Aplikacja Konwencik na telefony z Androidem i iOS jest szwajcarskim scyzorykiem każdego konwentowicza. Zawiera program oraz mapy praktycznie wszystkich obecnych imprez fantastycznych. Zaoszczędzi Wam czas jeśli chodzi o planowanie konwentu oraz trzymania się harmonogramu.&#xA;&#xA;Oczywiście lista ta też nie może być traktowana jako kompletna. Jeśli czujecie, że nie moglibyście się bez czegoś na konwencie obejść, a nie zajmie to Wam dużo miejsca w plecaku, weźcie to bez zastanowienia.&#xA;&#xA;Punkty programu&#xA;&#xA;Na Pyrkonie znajdziecie absolutne multum atrakcji. Prelekcje, wioski fanowskie, strefy inicjatyw fanowskich, RPG, LARPy, planszówki. Co chcecie! Trzeba mieć jednak na uwadze, że różne strefy mogą mieć różne obłożenie.&#xA;Prelekcje zawsze na Pyrkonie zbierają tłumy niezależnie od ich tematyki (prelekcje z bloku literackiego czasami mają mniejsze zainteresowanie), i tutaj warto albo korzystać z opcji rezerwacji punktu programu przez tokeny (dzięki nim mamy gwarancję wejścia na daną atrakcję z poziomu osobnej kolejki, która ma pierwszeństwo), albo zająć miejsce w standardowej kolejce na kilkadziesiąt minut przed faktyczną prelekcją. W praktyce im wcześniej zajmiemy miejsce, tym większe prawdopodobieństwo, że zostaniemy na nią wpuszczeni. Warto tutaj mieć na uwadze takie czynniki jak rozmiar sali, blok tematyczny prelekcji, ilość miejsc zajętych przez posiadaczy tokenów oraz zainteresowania punktem programu w formie &#34;serduszek&#34; w aplikacji Konwencik.&#xA;Wioski fanowskie na ogół mają sporawo ludzi zależnie od strefy, ale zawsze da się tam porobić coś fajnego. Nie ma tutaj żadnych warunków. Chcemy przyjść się pobawić, to przychodzimy i się bawimy.&#xA;Strefy inicjatyw fanowskich podobnie, lecz tutaj ilość ludzi jest dość niewielka. Oferują różne atrakcje, zależnie od tego, czego dana inicjatywa dotyczy. Fajna opcja dla osób, które chcą poznać np. ofertę innych konwentów w Polsce.&#xA;Strefa RPG jest gigantyczna i nigdy się nie zdarzyło, żeby wszystkie stoły były zajęte. Jeśli zbierzecie drużynę graczy chętnych zagrać sesję, bez problemu przygarną Was dyżurni mistrzowie gry.&#xA;Planszówki na games roomie też są dostępne, z czego musicie mieć na uwadze, że ten dysponuje stosunkowo małą ilością planszówek, i jest ogromna szansa, że tytuł, w który będziecie chcieli pograć nie jest na stanie albo obecnie jest ogrywany przez kogoś innego. Jeśli chodzi o zasady gry to jesteście zdani na siebie, lub na kolegę, co zna zasady.&#xA;&#xA;Rady Taktyczne:&#xA;O ile może Was kusić wyjazd na Pyrkon w grupie, miejcie na uwadze, że każdy z Was może mieć inne zainteresowania i potrzeby. Warto dać sobie dużo czasu na indywidualne korzystanie z Pyrkonu.&#xA;Jeśli zależy Wam na konkretnym punkcie programu, a widzicie, że ten jest tokenowany, lepiej czym prędzej polować na ten punkt programu tuż po uruchomieniu możliwości ich rezerwowania. Atrakcje takie jak Maskarada (konkurs cosplay) czy Waifu Wars potrafią być zarezerwowane w kilka, kilkanaście sekund przez osoby z tokenami. Chociaż zaledwie 50% miejsc na danej atrakcji jest tokenowanych, niech da Wam to informację, jak dużym zainteresowaniem będzie się dana atrakcja cieszyć.&#xA;Jeśli potrzebujecie się skordynować albo spotkać ze znajomymi, dobrze jest w wiadomościach tekstowych dawać im dość konkretne wskazówki jak odnaleźć się w tłumie. Ja sam polecam informowanie po numerze pawilonu lub punkcie charakterystycznym, np. &#34;Pawilon 4A przy stoisku Zapieksy Maćka&#34;. Komunikacja głosowa przez telefon może być utrudniona z powodu dużego hałasu, wobec tego mocno tego odradzam, chyba że wyjdziecie z pawilonu.&#xA;Dajcie też czas osobom do dotarcia na miejsce. Przejście z jednej części targów na drugie może zająć nawet 15-20 minut.&#xA;Planszówki czy RPGi warto traktować bardziej jak zapychacze czasu lub aktywności społeczne niż właściwe atrakcje. Są to na ogół punkty programu, które wybieram jako ostatnie... albo nawet wcale. Macie często możliwość grania w RPGi czy planszówki poza konwentami.&#xA;Strefy gastronomiczne o ile są niezłym punktem do integracji, to jednak na ogół bardzo trudno znaleźć miejsce. Do umawiania spotkań grupowych proponuję inne miejsca, gdzie nie będzie tylu tłumów. Warto też pomyśleć o miejscach w cieniu.&#xA;Z powodu dużej ilości uczestników w jednym miejscu, niektóre sieci komórkowe mogą być mocno obłożone. O ile nie spotkałem się z tym w T-Mobile to miejcie plan awaryjny jakby któremuś z Was nie udało się wysłać lub odebrać wiadomości przy pomocy internetu komórkowego.&#xA;Nie możecie znaleźć końca kolejki do prelekcji? Wypatrujcie baloników. Te zawsze pokazują koniec danej kolejki.&#xA;&#xA;Bezpieczeństwo&#xA;&#xA;Co chwila przewija się przez mój wpis temat ogromnej ilości uczestników. Warto więc trochę porozmawiać o tym, na ile Pyrkon to bezpieczna impreza.&#xA;W praktyce na Pyrkonie nigdy nie spotkałem się z zachowaniem agresywnym oraz nie zostałem w żaden sposób okradziony. Warto jednak mieć na uwadze, że jest to moje doświadczenie, i cosplayerzy lub ogólnie żeńska część uczestników może ten temat odbierać inaczej. O ile nawet po rozmowie z takowymi osobami nie słyszałem o żadnych konkretnych przypadkach negatywnych zachowań, sugeruję tutaj zachować zwykłą ostrożność.&#xA;&#xA;Rady Taktyczne:&#xA;Identyfikator zawiera miejsce na numer ICE (ang. In Case of Emergency - W Razie Wypadku). Nawet jeżeli nie podejrzewacie, że może się Wam stać cokolwiek złego, lepiej mieć go zapisanego. Numer do rodzica, osoby partnerskiej, zaufanego przyjaciela. Jakikolwiek kontakt do osoby, która w razie czego będzie w stanie Wam pomóc.&#xA;Wspominałem wyżej, że nie słyszałem o negatywnych zachowaniach, ale byłem świadkiem zachowania... dziwnego. Chodząc z moją przyjaciółką noszącą cosplay mieliśmy sytuacje, w której jeden z fotografów poprosił ją o możliwość zrobienia kilku zdjęć, z których jedno z nich było w dość dwuznacznej pozie (z rozwartymi nogami, gwoli ścisłości). I chociaż moja przyjaciółka była już dawno pełnoletnia, z powodu stosunkowo niskiego wzrostu i drobnej budowy ciała, było to tym bardziej niepokojące. Pamiętajcie, że na jakimkolwiek konwencie nikt nie ma prawa oczekiwać od Was czegoś, z czym nie będziecie się czuli komfortowo. Możecie odmówić jakiegokolwiek zdjęcia, które w Waszej opinii byłoby dziwne, lub z którym po prostu nie czujecie się komfortowo.&#xA;Z tyłu identyfikatora macie też dostępny numer doraźnej pomocy psychologicznej dla uczestników Pyrkonu. Korzystajcie z niego jeśli potrzebujecie jakiejkolwiek pomocy w kwestii psychologicznej, która trapi Was w trakcie konwentu. Opcjonalnie możecie też pójść (o ile będziecie w stanie) do Punktu Informacyjnego. Tam też będą mogli wezwać kogoś w razie problemów.&#xA;Jeśli jesteście niepełnoletni, wskazana jest szczególna ostrożność jak na każdej imprezie masowej i w miarę możliwości przebywanie w grupie. Dobrym pomysłem może być kontakt do zaufanej pełnoletniej osoby, która będzie albo na Pyrkonie, albo w samym Poznaniu w razie jakichkolwiek problemów (np. jakbyście coś zgubili albo gorzej się poczuli). Nie słyszałem o żadnych przypadkach negatywnych związanych z nieletnimi, ale warto się zabezpieczać na każdą ewentualność. Na ogół zdecydowana większość uczestników konwentu będzie bardzo pomocna w razie problemów.&#xA;Przeciskając się przez tłumy zawsze trzymajcie torby z kosztownymi rzeczami blisko siebie. Tyczy się to każdego typu wydarzenia lub miejsca. Chociaż uważam konwent za imprezę bezpieczną, Pyrkon nie jest tutaj wyjątkiem. Nie jest to kwestia braku zaufania, co zwykłego zdrowego rozsądku.&#xA;Na terenie Pyrkonu znajdziecie członków Patrolu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo. Jeśli czegoś od Was oczekują, stosujcie się do ich poleceń.&#xA;Weźcie sobie moje poprzednie rady dotyczące ochrony przed słońcem do serca jeśli przyjdzie Wam stać w kolejce po odbiór identyfikatora w dniu konwentu w piątek. Kolejka będzie bardzo długa i będziecie w niej stać przez co najmniej pół godziny. Pod samymi Targami nie ma żadnych drzew, więc będziecie stali w pełnym słońcu.&#xA;&#xA;Zasady obycia na konwencie&#xA;&#xA;Na każdym konwencie istnieją konkretne zasady, których powinno się przestrzegać, żeby każdy mógł korzystać z wydarzenia bez problemów. Skupię się tutaj głównie jednak na tych niepisanych zasadach, ponieważ o nich mówi się stosunkowo niewiele, a warto o nich wspominać zwłaszcza nowym osobom.&#xA;&#xA;Mówimy sobie na &#34;ty&#34;&#xA;&#xA;Nie ma znaczenia, czy osoba jest młodsza, czy starsza, czy ma 10, 20, 30, 40 czy 50 lat. Fandom to domyślnie jedna wielka rodzina, a co za tym idzie mówić sobie po imieniu/ksywce lub per &#34;ty&#34;. Nikt się o to nie obrazi.&#xA;&#xA;Okazujemy szacunek cosplayerom&#xA;&#xA;Cosplayerzy jako osoby, które z oczywistych względów najmocniej się wyróżniają na konwencie, są narażone na najwięcej uwagi zarówno tej pozytywnej, jak i niestety negatywnej. W przypadku cosplayerów mam kilka rad: jeśli chcecie sobie zrobić zdjęcie, grzecznie zapytajcie o zgodę. &#xA;Unikajcie robienia zdjęć od tak bez pytania. Nie jest to miłe. &#xA;Jeśli osoba w cosplayu je lub widzicie, że z jakichkolwiek względów ma niepełny cosplay (bo np. noszenie go jest na dłuższą metę męczące), nie męczcie ich o zdjęcie. Każdy potrzebuje chwilę spokojniejszego czasu.&#xA;I co chyba najważniejsze: jeśli osoba robi cosplay skąpiej ubranej postaci, nie należy tego traktować jako &#34;zaproszenia&#34; do dotykania lub jakichkolwiek innych niestosownych propozycji. Traktujmy siebie jak ludzi.&#xA;&#xA;Dajmy sobie na luz&#xA;&#xA;Konwent ma być zabawą i formą eskapizmu. Zostawmy w naszym rodzinnym mieście (albo mieszkaniu, jeśli mieszkacie w Poznaniu) wszelakie napięcia czy inne problemy. Gwarantuję Wam, że o wiele fajniej się konwentuje, kiedy nie mamy niczego na głowie. Ja sam dodatkowo co roku już biorę dwa dni urlopu w pracy: w pierwszy dzień konwentu oraz w jeden dzień po, czyli piątek i poniedziałek. Jeśli macie opcję wzięcia urlopu czy wolnego, nawet warto przemyśleć kwestię skorzystania z niego w przeddzień konwentu. Da to Wam trochę czasu na zresetowanie się przed wydarzeniem.&#xA;&#xA;I oto doszliśmy do końca mojego poradnika. Wyszedł najdłuższy wpis w historii mojego bloga, z czego mam nadzieję, że Wasz wyjazd odbędzie się bez problemów i że moje rady okażą się pomocne. Jeśli czytacie ten wpis przed Pyrkonem 2026, gorąco zapraszam na strefę Umamusume, którą będę tworzył wraz z ekipą z Discorda Umamusume Polska. Jeśli czytacie go po Pyrkonie, do zobaczenia w przyszłości!&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>W ciągu ostatniego roku dostałem sporo zapytań osób zainteresowanych wyjazdem na Pyrkon, jak wyglądają różne kwestie związane z przygotowaniem do konwentu. Pytania o bilety, noclegi, kwestie różnic między biletami itp. Ponieważ wchodzimy pomału nie tylko w sezon przedpyrkonowy, ale również konwentowy, rozpocznę go dość (miejmy nadzieję) wyczerpującym poradnikiem, co trzeba wiedzieć dokładnie przed pierwszym Pyrkonem.

Zacznę standardowo od drobnego kontekstu. Opinie oraz rady, które w tym wpisie wyrażone są na podstawie moich własnych doświadczeń, jak również opinii wielu osób, z którymi przez te lata brałem udział w Pyrkonie. Co roku jeżdżę w charakterze zwykłego uczestnika bez cosplay&#39;u na wszystkie trzy dni. Warto tutaj zaznaczyć, że jeżeli jesteście cosplayerami, wystawcami, pomocnikami czy inną grupą osób uczestniczących w Pyrkonie, miejcie na uwadze, że niektóre rady lub odczucia mogą Was dotyczyć mniej. Nie będę też się szczególnie mocno wypowiadał w kwestii np. dostępności dla osób niepełnosprawnych, bo najzwyczajniej na świecie nie miałem możliwości zwiedzać wydarzenia z tej perspektywy.</p>

<h3 id="wejściówka-na-pyrkon">Wejściówka na Pyrkon</h3>

<p>Pierwszym krokiem uczestnika Pyrkonu jest pozyskanie wejściówki. Mamy tutaj w praktyce wiele opcji. Zdecydowana większość uczestników stawia na zakup trzydniowego karnetu w przedsprzedaży. Można to zrobić online z poziomu oficjalnej strony konwentu. Otrzymujemy wtedy bilet w formacie PDF do okazania w telefonie lub wydrukowania, wedle uznania. Tak zakupiony bilet w dzień lub przeddzień konwentu wymienia się w specjalnej kasie na właściwy identyfikator na smyczy (będę mówił o nim potocznie “ident”), jak również porcję drobnych gadżetów (co roku jest to kostka RPG z logiem Pyrkonu). Bilet jest na okaziciela, więc w żaden sposób nie jest weryfikowana tożsamość osoby odbierającej identa. Można po odbiór wejściówki posłać znajomego, bądź znajomą. Sam bilet ma też specjalny kod, przy pomocy którego możemy zarezerwować miejsce na niektóre punkty programu (tak zwane “tokeny”).</p>

<p><em>Rady Taktyczne</em>:
* Jeśli celujemy w pobyt na Pyrkonie przez całe trzy dni, najlepszą opcją jest kupno karnetu w przedsprzedaży. Najkorzystniej cenowo wychodzi zawsze karnet z pierwszej puli. Każda kolejna pula jest droższa o kilkadziesiąt złotych. Ponieważ sprzedaż karnetów rusza stosunkowo wcześnie, nawet jeśli się nie załapiemy na korzystną pierwszą pulę, warto obserwować grupki w internecie oferujące odsprzedaż karnetów, o ile odsprzedają je w oryginalnej cenie.
* Jeśli chodzi o sam odbiór identów, jeśli macie możliwość przyjazdu do Poznania już w czwartek lub macie znajomych/rodzinę w mieście, warto dla uniknięcia kolejek w dniu konwentu odebrać identyfikator już w czwartek. Kolejki są wtedy dużo mniejsze, a w piątek będziecie mieli okazję już z marszu wejść na teren konwentu.
* Jeśli krucho u Was z pieniędzmi, wstęp na Pyrkon można też uzyskać zostając prelegentem (o ile temat nie jest mocno chwytliwy, istnieje w praktyce mała szansa, że zostaniecie wzięci) albo zgłaszając się do wolontariatu na pomocnika (tzw. Gżdacza). W ten sposób macie możliwość “zapracować” w dniu konwentu na wejściówkę. Ta druga opcja rozwiązuje też problem noclegu, o którym wspomnę później.
* Można kupić wejściówki na konwent w dniu wydarzenia “z marszu”, te jednak są dużo droższe niż przy przedsprzedaży. Na ogół nie ma wielkich kolejek do kas.
* Chcecie podpisać identa, ale nie macie pisaka? W Punkcie Informacyjnym są doskonale przygotowani na taką ewentualność. Warto się tam od razu skierować, by go podpisać.</p>

<h3 id="nocleg-w-poznaniu">Nocleg w Poznaniu</h3>

<p>Jadąc na trzy dni, trzeba mieć gdzie spać. Jeżeli macie rodzinę lub znajomych, którzy Was przenocują w Poznaniu lub jego najbliższych okolicach, problem macie rozwiązany. Jeśli nie macie tego przywileju, sprawy tutaj się komplikują. Już w momencie samego ogłoszenia kolejnej daty Pyrkonu (ta odbywa się zawsze w niedzielę tuż pod koniec wydarzenia), ceny hoteli na dane dni zaczynają bardzo mocno windować w górę. Zależnie od standardu, może to być wzrost ceny do okolic 800-2000 zł za noc (w tym roku sytuacja mogła się odrobinę poprawić, z czego wciąż trzeba mieć na uwadze, że to może być największy wydatek). Dochodziły mnie niepotwierdzone plotki, że bywały przypadki, że niektóre hotele odwoływały rezerwacje osób, które ślepym trafem zarezerwowały pokój przed ogłoszeniem dat kolejnego Pyrkonu.
Sam Pyrkon oferuje nocleg tylko dla gżdaczy lub wybranych twórców programu. Dla uczestników istnieje możliwość odpłatnego zaklepania sobie miejsca w tzw. Pyrcampie, będącym wynajętym przez organizację Pyrkonu polem kempingowym. Opcja ta jednak jest wydatkiem blisko trzykrotności ceny wejściówki oraz może wymagać dodatkowych nakładów w postaci namiotów. Nie wiem jednak, jak wygląda kwestia dostępności tego miejsca oraz jak szybko miejsca są wyprzedawane.</p>

<p><em>Rady Taktyczne</em>:
* Macie rodzinę/znajomych w Poznaniu lub najbliższych okolicach? Odkopcie kontakty, uruchomcie znajomości. Mieszkanie, działka rekreacyjna, dom, cokolwiek.
* Dużo osób decyduje się na zakup miejsc noclegowych w miejscowościach w promieniu 50-60 km od Poznania. Te na pewno są dużo tańsze, lecz trzeba się liczyć z koniecznością transportu pociągiem z jednej miejscowości do drugiej. Cenowo jednak może Was to wynieść dużo taniej niż sam nocleg w Poznaniu.
* Zdarzały się przypadki powstawania na Pyrkonie “dzikich sleeproomów” (osób poukrywanych po całych Targach i śpiących w śpiworach), spania na dworcach lub nastawienia “właściwie to wytrzymam 72h bez snu”. Bardzo mocno odradzam tę opcję. Pomijając kwestie bezpieczeństwa, Patrol Pyrkonu sprawdza na bieżąco teren wydarzenia pod kątem takich wykroczeń. Co do osób, które pogardzą snem: uwierzcie mi, będziecie zmęczeni w wyniku połączenia upałów, odległości i tłumów ludzi.
* Warto też poszukać na różnych grupkach ogłoszeń co do wynajmu apartamentów lub mieszkań osób prywatnych gotowych przenocować Pyrkonowiczów. Opcja ta jest też stosunkowo tania, jednak musicie się jednak liczyć z tym, że bardzo często takowe będą służyły za nocleg dla kilku, kilkunastu osób. Odradzam co introwertyczniejszym osobom.</p>

<h3 id="pieniążki">Pieniążki</h3>

<p>W przypadku każdego wyjazdu czy to do innego miasta, czy na wydarzenie, trzeba się liczyć z tym, że będziecie potrzebowali ustalić sobie konkretny budżet. Pomijając kwestie wejściówki czy noclegu, na Pyrkon warto ze sobą zabrać konkretną ilość pieniędzy. Jej ilość zależna jest od Waszej sytuacji finansowej, jak również potrzeb zakupowych. Pieniądze będziecie wydawać w dwóch miejscach: w strefie wystawców oraz strefie gastronomicznej. Pozostałe sekcje i atrakcje Pyrkonu są wliczone już w cenę wejściówki.</p>

<p><em>Rady Taktyczne</em>:
* Dobrym startem, jeśli chodzi o budżet na pierwszy Pyrkon to okolice 500-600 zł. Miejcie na uwadze, że jeżeli jest to Wasz pierwszy konwent, będziecie kupowali sporo merchu, mang i innych drobnostek, których w większości nie dostaniecie nigdzie indziej. Warto jednak mieć na uwadze ostatni trend, w której istnieje sporo wystawców sprzedających rzeczy z Aliexpress, często z dużo wyższą marżą. Standardowo pamiętajcie, żeby dostosować budżet do Waszej sytuacji finansowej. Mając ledwie 100 zł w kieszeni, będziecie w stanie również trochę ugrać.
* Ceny na strefie gastronomicznej, tak jak na każdej imprezie masowej, są mocno zawyżone. Jeśli chcecie zaoszczędzić na jedzeniu, dobrze jest się stołować “na mieście”. Ponieważ identyfikator pozwala Wam swobodnie wchodzić i wychodzić na i z terenu wydarzenia, nie ma problemu, żeby pójść na jedzenie gdzie indziej. Naturalnym wyborem jest galeria handlowa Avenida (“ten duży budynek w kształcie chlebaka”) i tamtejsze strefy z fast-foodami. Warto mieć tutaj na uwadze, że w galerii możecie znaleźć dwie strefy gastronomiczne! Dobrze jest się przejść i poszukać mniej oblężonych lokali. Dobrze jest też przemyśleć zjedzenie obiadu poza popularnymi porami obiadowymi.
* Na ogół na strefie wystawców da się płacić zarówno kartą, jak i gotówką, jednak z powodu ewentualnych problemów z zasięgiem terminali płatniczych, warto mieć ze sobą trochę gotówki na wszelki wypadek. Pomniejsi wystawcy natomiast oferują często opcję płatności przez BLIK. Aplikacja bankowa z takową metodą płatności będzie tutaj przydatna.
* W przypadku większych zakupów wystawcy są zazwyczaj otwarci na różnego rodzaju rabaty. Warto mieć to na uwadze przy ewentualnej negocjacji cen.</p>

<h3 id="poruszanie-się-po-konwencie">Poruszanie się po konwencie</h3>

<p>Tutaj chcę poruszyć kwestię poruszania się zarówno po terenie Pyrkonu, jak i poza nim. Konwent co roku ma miejsce na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich (w skrócie MTP), które znajdują się praktycznie w centrum Poznania. Jest to gigantyczny kompleks, w którym przejście od jednego jego krańca do drugiego w linii prostej to dystans około 600 metrów. Trzeba więc być przygotowanym na to, że przyjdzie nam przejść sporo dystansu na piechotę oraz często przeciskając się przez tłumy osób.
Samo dotarcie na teren konwentu jest stosunkowo proste. W przypadku pociągów stacja Poznań Główny znajduje się tuż przy terenie MTP. Jeśli chodzi o transport drogowy, to tutaj z pomocą przychodzi identyfikator Pyrkonowy, który służy jako darmowy bilet komunikacji miejskiej. Warto więc poruszać się tramwajem czy autobusami.</p>

<p><em>Rady Taktyczne</em>:
* Dużo osób nie zdaje sobie sprawę, że mając już identyfikator mogą wejść na teren konwentu przez dowolne wejście. Widząc kolejkę do jednego wejścia, często szybciej będzie spróbować wejść na teren targów od innej strony. Warto to wykorzystywać, by unikać tłumów.
* Będąc na Pyrkonie przygotujcie się, że będziecie chodzić sporo. I to serio sporo. Upewnijcie się, że macie wygodne buty, które nie będą obcierać. Więcej o samym konwentowym ekwipunku napiszę w dalszej części wpisu.
* Wejście wschodnie (to od strony Dworca i Avenidy) zawsze gromadzi pod sobą tłumy i na ogół ruch jest kierowany przez policję. Nie przestraszcie się tego. Po prostu podążajcie za tłumem.
* Ponieważ Pyrkon jest traktowany jak impreza masowa, przy każdym wejściu na teren Pyrkonu Wasze plecaki będą kontrolowane pod kątem wnoszenia rzeczy zabronionych przez regulamin wydarzenia. Unikajcie wnoszenia alkoholu czy niebezpiecznych przedmiotów.
* Strefa wystawców co roku jest bardzo zatłoczona. Planując zakupy u konkretnych wystawców zawczasu sprawdźcie na planie Pyrkonu, gdzie znajduje się ich stoisko, żeby w miarę możliwości jak najszybciej załatwić tę sprawę.
* Jeśli jesteście kierowcami i planujecie jechać na Pyrkon autem, pamiętajcie, że strefa płatnego parkowania obowiązuje również w sobotę. Miejsce parkingowe w obrębie Targów też może być problemem (chyba że mowa o parkingach całodobowych). Dobrze jest przemyśleć zostawienie auta w strefach Park &amp; Ride na obrzeżach miasta (np. w okolicach Ronda Starołęka) lub na parkingu u znajomego i na teren konwentu dojechać komunikacją miejską.
* Polecam wziąć papierowy informator z mapką konwentu lub pobrać aplikację Konwencik, by być na bieżąco z planem konwentu. Zaoszczędzi Wam to sporo czasu jeśli chodzi o poruszanie się po konwencie.
* Jeśli potrzebujecie iść za potrzebą, warto wybrać toalety w mniej uczęszczanych pawilonach (np. pawilonie z planszówkowym games roomem lub Strefą Fantastycznych Inicjatyw). Te zazwyczaj nie mają dużych kolejek.</p>

<h3 id="ekwipunek">Ekwipunek</h3>

<p>Co roku jadąc na Pyrkon mam stale poszerzającą się listę rzeczy, które są dla mnie absolutnie niezbędne. Część z tych rzeczy wynika z moich doświadczeń (zazwyczaj raczej negatywnych) przy poprzednich edycjach. Oto co warto ze sobą zabrać:</p>

<h4 id="plecak">Plecak</h4>

<p>Oczywista oczywistość. Będąc na Pyrkonie warto mieć dość pojemny plecak zarówno na zakupy, jak i na resztę przedmiotów z tej listy. Ponieważ na ogół nie robię już wielkich zakupów na konwencie, na ogół po terenie konwentu chodzę ze zwykłym kiepsko pojemnym worko-plecakiem, to jednak jeśli macie taką możliwość, to weźcie zwykły szkolny plecak. Będzie na tyle lekki, że nie zmęczy Was dodatkowo przy częstym przemieszczaniu się, a jednocześnie będzie też na tyle pojemny, że bez problemu zapakujecie do niego wszystko.</p>

<h4 id="butelka-z-filtrem-do-wody">Butelka z filtrem do wody</h4>

<p>Już od wielu lat Pyrkon odbywa się w czerwcu, a co za tym idzie w czasie niewiarygodnych upałów. Konieczne jest w tej sytuacji dobre nawodnienie. Tutaj niezawodne są popularne butelki Brita albo Dafi. Jasna sprawa nic nie stoi na przeszkodzie, by pić kranówkę lub napełniać butelki z beczkowozów na terenie konwentu. W absolutnie najgorszym razie pomocny będzie nawet zwykły bidon. Tak czy siak, miejcie jakiś pojemnik na wodę.</p>

<h4 id="krem-przeciwsłoneczny-z-filtrem">Krem przeciwsłoneczny z filtrem</h4>

<p>Odkąd przyjaciele wypominają mi spaloną od słońca twarz na Pyrkonie w 2022 roku, nie ruszam się na żaden konwent bez dobrego kremu z filtrem. Przechodząc między pawilonami będziecie szli przez niezadrzewiony plac z niewielką ilością cienia. Pamiętajcie, by się bardzo dobrze nakremować. Tutaj mogę polecić te mocniejsze kremy z filtrem dostępne w aptekach. Ja sam chodzę z kremem SPF 100+, ale i te słabsze będą jak najbardziej przydatne. Rok temu spotkałem nawet kilku uczestników, którzy wzięli zwykłe parasole do ochrony przed słońcem. Macie mało włosów, tak jak ja? Czapka z daszkiem też zrobi robotę. Wszystkie chwyty dozwolone.</p>

<h4 id="powerbank-lub-ładowarka">Powerbank lub ładowarka</h4>

<p>Na którymś Pyrkonie przed pandemią miałem incydent, w którym spuchła mi bateria mojego już wtedy leciwego Samsunga Galaxy A5. Chociaż miałem na całe szczęście przy sobie ładowarkę, od tamtego czasu nie ruszam się też bez powerbanka. Odrobina ciężaru, ale oszczędzi Wam nerwów w razie problemów z telefonem.</p>

<h4 id="krem-przeciw-obtarciom-jeśli-macie-grube-uda">Krem przeciw obtarciom (jeśli macie grube uda)</h4>

<p>Mam tego pecha, że moje uda są dość grube, i większość moich dłuższych spacerów kończy się obtarciami. Jeśli macie podobny problem, obtarcia na Pyrkonie będą gwarantowane. Tutaj polecam krem przeciw obtarciom. Po nakremowaniu ud nie będziecie mieli tego problemu. Taki krem możecie kupić w większości sklepów sportowych.</p>

<h4 id="wygodne-buty">Wygodne buty</h4>

<p>Wspominałem wcześniej o tym, że warto mieć odpowiednie buty przygotowane do częstego chodzenia. W moim przypadku są to buty typowo trekkingowe, ale wszystko zależy od Waszych preferencji i stylu. Jeśli w swoich butach możecie przejść co najmniej 8 km bez obtarć ani pęcherzy, jak najbardziej nadadzą się na Pyrkon.</p>

<h4 id="chusteczki-nawilżane-i-higieniczne">Chusteczki nawilżane i higieniczne</h4>

<p>Niewiele miejsca zajmują, a zawsze jest to zabezpieczenie przed różnego rodzaju incydentami. Nie miałem okazji korzystać zbyt często z nich, ale kiedy już coś się stanie będziecie wdzięczni losowi, że je zabraliście.</p>

<h4 id="kurtka-przeciwdeszczowa">Kurtka przeciwdeszczowa</h4>

<p>Trafiłem raz na Pyrkonie na wieczorną ulewę. Ponieważ pogoda może być nieprzewidywalna, dobrze jest mieć w plecaku złożoną kurtkę przeciwdeszczową. Chociaż jednorazowe przeciwdeszczowe palto nada się tutaj równie doskonale, kurtka będzie miała też dodatkową funkcję, że będziecie mogli zawsze bez problemu na niej usiąść, jeśli będziecie siedzieć na ziemi. Może Was też ochronić przed wiatrem, w razie wietrznej pogody. Ja sam mam kupioną kurtkę typowo żeglarską ze sklepu sportowego, ale jakakolwiek lekka kurtka przeciwdeszczowa tutaj da radę.</p>

<h4 id="książka-manga-komiks-itp">Książka/manga/komiks itp.</h4>

<p>Chociaż nie jest to konieczne, to jednak dobrze jest mieć ze sobą coś do czytania w sytuacji, w której czekacie na wybrany punkt programu. Tutaj bardzo pomocna będzie właśnie jakaś książka, manga, czy komiks, wedle preferencji. Jest to dużo lepsza odmiana od scrollowania telefonu, a sam klimat konwentu też fajnie sprzyja osobom czytającym.</p>

<h4 id="wachlarz-lub-podręczny-wiatraczek">Wachlarz lub podręczny wiatraczek</h4>

<p>Jak są upały, to jest i duszno. W przypadku pobytu na zewnątrz lub w gorzej wentylowanych pomieszczeniach, ten będzie pomocy by wytrzymać spore temperatury. Oczywiście można też pomyśleć o zrobieniu prowizorycznego wachlarza np. z papierowego informatora konwentowego. Warto jednak mieć faktycznych wachlarz.</p>

<h4 id="aplikacja-konwencik">Aplikacja “Konwencik”</h4>

<p>Technicznie rzecz ujmując nie jest to część ekwipunku, ale jednak jest to też rzecz, bez której nie jadę na konwent. Aplikacja Konwencik na telefony z Androidem i iOS jest szwajcarskim scyzorykiem każdego konwentowicza. Zawiera program oraz mapy praktycznie wszystkich obecnych imprez fantastycznych. Zaoszczędzi Wam czas jeśli chodzi o planowanie konwentu oraz trzymania się harmonogramu.</p>

<p>Oczywiście lista ta też nie może być traktowana jako kompletna. Jeśli czujecie, że nie moglibyście się bez czegoś na konwencie obejść, a nie zajmie to Wam dużo miejsca w plecaku, weźcie to bez zastanowienia.</p>

<h3 id="punkty-programu">Punkty programu</h3>

<p>Na Pyrkonie znajdziecie absolutne multum atrakcji. Prelekcje, wioski fanowskie, strefy inicjatyw fanowskich, RPG, LARPy, planszówki. Co chcecie! Trzeba mieć jednak na uwadze, że różne strefy mogą mieć różne obłożenie.
Prelekcje zawsze na Pyrkonie zbierają tłumy niezależnie od ich tematyki (prelekcje z bloku literackiego czasami mają mniejsze zainteresowanie), i tutaj warto albo korzystać z opcji rezerwacji punktu programu przez tokeny (dzięki nim mamy gwarancję wejścia na daną atrakcję z poziomu osobnej kolejki, która ma pierwszeństwo), albo zająć miejsce w standardowej kolejce na kilkadziesiąt minut przed faktyczną prelekcją. W praktyce im wcześniej zajmiemy miejsce, tym większe prawdopodobieństwo, że zostaniemy na nią wpuszczeni. Warto tutaj mieć na uwadze takie czynniki jak rozmiar sali, blok tematyczny prelekcji, ilość miejsc zajętych przez posiadaczy tokenów oraz zainteresowania punktem programu w formie “serduszek” w aplikacji Konwencik.
Wioski fanowskie na ogół mają sporawo ludzi zależnie od strefy, ale zawsze da się tam porobić coś fajnego. Nie ma tutaj żadnych warunków. Chcemy przyjść się pobawić, to przychodzimy i się bawimy.
Strefy inicjatyw fanowskich podobnie, lecz tutaj ilość ludzi jest dość niewielka. Oferują różne atrakcje, zależnie od tego, czego dana inicjatywa dotyczy. Fajna opcja dla osób, które chcą poznać np. ofertę innych konwentów w Polsce.
Strefa RPG jest gigantyczna i nigdy się nie zdarzyło, żeby wszystkie stoły były zajęte. Jeśli zbierzecie drużynę graczy chętnych zagrać sesję, bez problemu przygarną Was dyżurni mistrzowie gry.
Planszówki na games roomie też są dostępne, z czego musicie mieć na uwadze, że ten dysponuje stosunkowo małą ilością planszówek, i jest ogromna szansa, że tytuł, w który będziecie chcieli pograć nie jest na stanie albo obecnie jest ogrywany przez kogoś innego. Jeśli chodzi o zasady gry to jesteście zdani na siebie, lub na kolegę, co zna zasady.</p>

<p><em>Rady Taktyczne</em>:
* O ile może Was kusić wyjazd na Pyrkon w grupie, miejcie na uwadze, że każdy z Was może mieć inne zainteresowania i potrzeby. Warto dać sobie dużo czasu na indywidualne korzystanie z Pyrkonu.
* Jeśli zależy Wam na konkretnym punkcie programu, a widzicie, że ten jest tokenowany, lepiej czym prędzej polować na ten punkt programu tuż po uruchomieniu możliwości ich rezerwowania. Atrakcje takie jak Maskarada (konkurs cosplay) czy Waifu Wars potrafią być zarezerwowane w kilka, kilkanaście sekund przez osoby z tokenami. Chociaż zaledwie 50% miejsc na danej atrakcji jest tokenowanych, niech da Wam to informację, jak dużym zainteresowaniem będzie się dana atrakcja cieszyć.
* Jeśli potrzebujecie się skordynować albo spotkać ze znajomymi, dobrze jest w wiadomościach tekstowych dawać im dość konkretne wskazówki jak odnaleźć się w tłumie. Ja sam polecam informowanie po numerze pawilonu lub punkcie charakterystycznym, np. <em>“Pawilon 4A przy stoisku Zapieksy Maćka”</em>. Komunikacja głosowa przez telefon może być utrudniona z powodu dużego hałasu, wobec tego mocno tego odradzam, chyba że wyjdziecie z pawilonu.
Dajcie też czas osobom do dotarcia na miejsce. Przejście z jednej części targów na drugie może zająć nawet 15-20 minut.
* Planszówki czy RPGi warto traktować bardziej jak zapychacze czasu lub aktywności społeczne niż właściwe atrakcje. Są to na ogół punkty programu, które wybieram jako ostatnie... albo nawet wcale. Macie często możliwość grania w RPGi czy planszówki poza konwentami.
* Strefy gastronomiczne o ile są niezłym punktem do integracji, to jednak na ogół bardzo trudno znaleźć miejsce. Do umawiania spotkań grupowych proponuję inne miejsca, gdzie nie będzie tylu tłumów. Warto też pomyśleć o miejscach w cieniu.
* Z powodu dużej ilości uczestników w jednym miejscu, niektóre sieci komórkowe mogą być mocno obłożone. O ile nie spotkałem się z tym w T-Mobile to miejcie plan awaryjny jakby któremuś z Was nie udało się wysłać lub odebrać wiadomości przy pomocy internetu komórkowego.
* Nie możecie znaleźć końca kolejki do prelekcji? Wypatrujcie baloników. Te zawsze pokazują koniec danej kolejki.</p>

<h3 id="bezpieczeństwo">Bezpieczeństwo</h3>

<p>Co chwila przewija się przez mój wpis temat ogromnej ilości uczestników. Warto więc trochę porozmawiać o tym, na ile Pyrkon to bezpieczna impreza.
W praktyce na Pyrkonie nigdy nie spotkałem się z zachowaniem agresywnym oraz nie zostałem w żaden sposób okradziony. Warto jednak mieć na uwadze, że jest to moje doświadczenie, i cosplayerzy lub ogólnie żeńska część uczestników może ten temat odbierać inaczej. O ile nawet po rozmowie z takowymi osobami nie słyszałem o żadnych konkretnych przypadkach negatywnych zachowań, sugeruję tutaj zachować zwykłą ostrożność.</p>

<p><em>Rady Taktyczne</em>:
* Identyfikator zawiera miejsce na numer ICE (ang. In Case of Emergency – W Razie Wypadku). Nawet jeżeli nie podejrzewacie, że może się Wam stać cokolwiek złego, lepiej mieć go zapisanego. Numer do rodzica, osoby partnerskiej, zaufanego przyjaciela. Jakikolwiek kontakt do osoby, która w razie czego będzie w stanie Wam pomóc.
* Wspominałem wyżej, że nie słyszałem o negatywnych zachowaniach, ale byłem świadkiem zachowania... dziwnego. Chodząc z moją przyjaciółką noszącą cosplay mieliśmy sytuacje, w której jeden z fotografów poprosił ją o możliwość zrobienia kilku zdjęć, z których jedno z nich było w dość dwuznacznej pozie (z rozwartymi nogami, gwoli ścisłości). I chociaż moja przyjaciółka była już dawno pełnoletnia, z powodu stosunkowo niskiego wzrostu i drobnej budowy ciała, było to tym bardziej niepokojące. Pamiętajcie, że na jakimkolwiek konwencie nikt nie ma prawa oczekiwać od Was czegoś, z czym nie będziecie się czuli komfortowo. Możecie odmówić jakiegokolwiek zdjęcia, które w Waszej opinii byłoby dziwne, lub z którym po prostu nie czujecie się komfortowo.
* Z tyłu identyfikatora macie też dostępny numer doraźnej pomocy psychologicznej dla uczestników Pyrkonu. Korzystajcie z niego jeśli potrzebujecie jakiejkolwiek pomocy w kwestii psychologicznej, która trapi Was w trakcie konwentu. Opcjonalnie możecie też pójść (o ile będziecie w stanie) do Punktu Informacyjnego. Tam też będą mogli wezwać kogoś w razie problemów.
* Jeśli jesteście niepełnoletni, wskazana jest szczególna ostrożność jak na każdej imprezie masowej i w miarę możliwości przebywanie w grupie. Dobrym pomysłem może być kontakt do zaufanej pełnoletniej osoby, która będzie albo na Pyrkonie, albo w samym Poznaniu w razie jakichkolwiek problemów (np. jakbyście coś zgubili albo gorzej się poczuli). Nie słyszałem o żadnych przypadkach negatywnych związanych z nieletnimi, ale warto się zabezpieczać na każdą ewentualność. Na ogół zdecydowana większość uczestników konwentu będzie bardzo pomocna w razie problemów.
* Przeciskając się przez tłumy zawsze trzymajcie torby z kosztownymi rzeczami blisko siebie. Tyczy się to każdego typu wydarzenia lub miejsca. Chociaż uważam konwent za imprezę bezpieczną, Pyrkon nie jest tutaj wyjątkiem. Nie jest to kwestia braku zaufania, co zwykłego zdrowego rozsądku.
* Na terenie Pyrkonu znajdziecie członków Patrolu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo. Jeśli czegoś od Was oczekują, stosujcie się do ich poleceń.
* Weźcie sobie moje poprzednie rady dotyczące ochrony przed słońcem do serca jeśli przyjdzie Wam stać w kolejce po odbiór identyfikatora w dniu konwentu w piątek. Kolejka będzie bardzo długa i będziecie w niej stać przez co najmniej pół godziny. Pod samymi Targami nie ma żadnych drzew, więc będziecie stali w pełnym słońcu.</p>

<h3 id="zasady-obycia-na-konwencie">Zasady obycia na konwencie</h3>

<p>Na każdym konwencie istnieją konkretne zasady, których powinno się przestrzegać, żeby każdy mógł korzystać z wydarzenia bez problemów. Skupię się tutaj głównie jednak na tych niepisanych zasadach, ponieważ o nich mówi się stosunkowo niewiele, a warto o nich wspominać zwłaszcza nowym osobom.</p>

<h4 id="mówimy-sobie-na-ty">Mówimy sobie na “ty”</h4>

<p>Nie ma znaczenia, czy osoba jest młodsza, czy starsza, czy ma 10, 20, 30, 40 czy 50 lat. Fandom to domyślnie jedna wielka rodzina, a co za tym idzie mówić sobie po imieniu/ksywce lub per “ty”. Nikt się o to nie obrazi.</p>

<h4 id="okazujemy-szacunek-cosplayerom">Okazujemy szacunek cosplayerom</h4>

<p>Cosplayerzy jako osoby, które z oczywistych względów najmocniej się wyróżniają na konwencie, są narażone na najwięcej uwagi zarówno tej pozytywnej, jak i niestety negatywnej. W przypadku cosplayerów mam kilka rad: jeśli chcecie sobie zrobić zdjęcie, grzecznie zapytajcie o zgodę.
Unikajcie robienia zdjęć od tak bez pytania. Nie jest to miłe.
Jeśli osoba w cosplayu je lub widzicie, że z jakichkolwiek względów ma niepełny cosplay (bo np. noszenie go jest na dłuższą metę męczące), nie męczcie ich o zdjęcie. Każdy potrzebuje chwilę spokojniejszego czasu.
I co chyba najważniejsze: jeśli osoba robi cosplay skąpiej ubranej postaci, nie należy tego traktować jako “zaproszenia” do dotykania lub jakichkolwiek innych niestosownych propozycji. Traktujmy siebie jak ludzi.</p>

<h4 id="dajmy-sobie-na-luz">Dajmy sobie na luz</h4>

<p>Konwent ma być zabawą i formą eskapizmu. Zostawmy w naszym rodzinnym mieście (albo mieszkaniu, jeśli mieszkacie w Poznaniu) wszelakie napięcia czy inne problemy. Gwarantuję Wam, że o wiele fajniej się konwentuje, kiedy nie mamy niczego na głowie. Ja sam dodatkowo co roku już biorę dwa dni urlopu w pracy: w pierwszy dzień konwentu oraz w jeden dzień po, czyli piątek i poniedziałek. Jeśli macie opcję wzięcia urlopu czy wolnego, nawet warto przemyśleć kwestię skorzystania z niego w przeddzień konwentu. Da to Wam trochę czasu na zresetowanie się przed wydarzeniem.</p>

<p>I oto doszliśmy do końca mojego poradnika. Wyszedł najdłuższy wpis w historii mojego bloga, z czego mam nadzieję, że Wasz wyjazd odbędzie się bez problemów i że moje rady okażą się pomocne. Jeśli czytacie ten wpis przed Pyrkonem 2026, gorąco zapraszam na strefę Umamusume, którą będę tworzył wraz z ekipą z Discorda Umamusume Polska. Jeśli czytacie go po Pyrkonie, do zobaczenia w przyszłości!</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/poradnik-wieloletniego-konwentowicza-odnosnie-przygotowan-do-pyrkonu</guid>
      <pubDate>Tue, 26 May 2026 19:33:27 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Kurismasu 2025 - komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/kurismasu-2025-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[Chociaż miałem sobie odpuścić już konwenty na ten rok, złapał mnie trochę głód tego typu wydarzeń. Postanowiłem wobec tego nie przerywać mojej dobrej passy i znowu postawić na nowe wydarzenie. Dostałem od przyjaciółki informację, że ciekawym wydarzeniem może być Kurismasu 2025, reaktywowany po niemal ośmiu latach niewielki konwent dla fanów mangi i anime. Ponieważ ten odbywa się w Łodzi, nie myślałem długo.&#xA;!--more--&#xA;Ponieważ Kurismasu jest konwentem jednodniowym (sobotnim), wybrałem się wraz z moim konwentowym towarzyszem Michałem na cały dzień trwania wydarzenia. Jak w przypadku większości takich wyjazdów, postawiłem na podróż samochodem. Żeby nie ominąć przy tym ani jednej minuty konwentu (no może poza pierwszym pół godziny wydarzenia, gdzie jeszcze mogą trwać ostatnie szlify), wyjechaliśmy z Kalisza tak, żeby dojechać mniej więcej na godzinę 10.30. Wydarzenie odbywało się w głębi osiedla na Bałutach, więc nie było problemu z parkowaniem. I chociaż z powodu zimy zaczęło mnie męczyć przeziębienie, mój osobisty KatarKon musiał się odbyć!&#xA;&#xA;Przygotowania do Kurismasu&#xA;&#xA;Przyznam szczerze, że o Kurismasu dowiedziałem się od innych osób, a konkretnie przyjaciółki, która obecnie studiuje w Łodzi. Promocja całego wydarzenia, jak również aktualizacje i newsy co do przebiegu konwentu, odbywały się w zdecydowanej większości na Facebooku/Instagramie, do którego potem dołączył również program na będącej obecnie standardem konwentowania aplikacji Konwencik. Wydarzenie promowano również na kilku serwerach Discord Łódzkiej społeczności fanów mangi i anime, pojedynczych stronach fanowskich, portalach lokalnych, streamach czy mediach fundacji Majime Yunikoon będącej organizatorami. Na stronach typu konwenty.info czy Konwentach Południowych niestety informacji o Kurismasu próżno było szukać. A szkoda. Są to portale, które zawierają wygodną rozpiskę większości konwentów w Polsce i zdecydowanie przyniosłoby to wydarzeniu jeszcze więcej rozgłosu.&#xA;&#xA;Jeśli chodzi o same wejściówki to te możliwe były do zakupienia jedynie na miejscu w cenie 30 zł (albo 10 zł, jeśli przyszliśmy na zaledwie jedną, ostatnią godzinę wydarzenia). Nie było więc opcji, żeby wejściówkę zamówić online. Bardzo miłe nawiązanie do czasów mniejszych, staroszkolnych konwentów tworzonych od fanów dla fanów.&#xA;&#xA;Jedyne, do czego mogę się doczepić to właśnie opieranie wszystkich informacji o konwencie na fanpage&#39;u na Facebooku lub Instagramie. Dla mnie jako osoby, która z Facebooka zrezygnowała kilka lat temu, pozyskiwanie nowych informacji o konwencie było bardzo mocno utrudnione (strona wymusza zalogowanie się po obejrzeniu dwóch najnowszych wpisów) i musiałem w większości polegać na udostępnionym w wydarzeniu regulaminie. Instagram działa tutaj niewiele lepiej, ale też w pewnym momencie wymusza logowanie. Serwer Discord, o ile istnieje, również nie jest dostępny publicznie.&#xA;&#xA;Jestem zdania, że każdy konwent powinien dysponować własną stroną, nawet jeśli będzie to zwykła strona postawiona na darmowym Wordpressie bez własnej witryny. I tutaj na pewno organizatorów gorąco zachęcam do tego. Miejcie co najmniej jedno medium, na którym macie kontrolę nad informacjami, które wrzucacie.&#xA;Wróćmy jednak do mojego Katarkonu, Kurismasu...&#xA;&#xA;Co po przyjeździe?&#xA;&#xA;Kurismasu odbywał się w tym roku w budynku szkoły Akademii Techników Medycznych (a przynajmniej tak podaje OpenStreetMap) przy ulicy Żubardzkiej 26 w Łodzi. Mamy więc klasyczny konwent w klasycznym budynku jeszcze bardziej klasycznej szkoły. Po przyjeździe na miejsce szybko znaleźliśmy wejście. Chociaż na zewnątrz szkoły poza kilkoma banerami fundacji Majime Yunikoon nie było żadnych oznaczeń, szybko nas pokierowano do odpowiedniego wejścia. Na miejscu po opłaceniu akredytacji (możliwa była płatność kartą, chociaż zalecana była płatność gotówką) otrzymaliśmy identyfikator zawieszony na rzemyku oraz swego rodzaju &#34;bilet&#34; wielkości wizytówki na potrzeby wyboru Miss oraz Mistera Świąt. O samym bilecie wspomnę nieco później.&#xA;&#xA;Uwielbiam trend powrotu konwentów do faktycznych identyfikatorów i stopniowe porzucanie papierowych opasek. Mało tego! Identy na Kurismasu nie tylko służyły do rozróżnienia uczestników, ale również miały na odwrotach miejsca na stempelki. Można było je uzyskać poprzez wykonywanie różnych &#34;questów&#34; na terenie wydarzenia. O ile o samych questach mam mieszaną opinię (wyrażę ją w dalszej części wpisu) to sam pomysł takiego wykorzystania identów zasługuje na sporą pochwałę.&#xA;Po otrzymaniu niezbędnego pakietu oddaliśmy kurtki do szatni i poszliśmy sprawdzić, co Kurismasu ma do zaoferowania.&#xA;&#xA;Chociaż na właściwy teren konwentu wpuszczono wszystkich uczestników bliżej godziny 11.00, czyli około 15 minut po naszym zaakredytowaniu, nie było to dla nas problemem. Mieliśmy chwilę, by zapoznać się z programem i poczuć atmosferę Kurismasu. Tę mogę określić jako połączenie dwóch rzeczy: faktycznie ciepłego, rodzinnego konwentu z wydarzeniem fanowskim stworzonym w bardzo staroszkolnym stylu. Był to event dla niewielkiej grupy uczestników (chociaż nie mam dokładnych statystyk, obstawiałbym tutaj na oko ilość od 150 do 250 uczestników) stworzony przez faktycznych fanów. &#xA;&#xA;Teren konwentu składał się z:&#xA;&#xA;szatni w podziemiach szkoły;&#xA;parterze mieszczącym punkt informacyjny, strefę gastronomiczną z udonem oraz salą gimnastyczną zwaną &#34;Main Roomem&#34; (na większe atrakcje);&#xA;pierwszym piętrem ze strefami muzycznymi (DDR oraz Sing Star), stoiskiem gry konwentowej oraz pierwszą częścią wystawców;&#xA;drugim piętrem mieszczącym dwie salki prelekcyjne, strefę gier retro, foto ściankę, planszówkowy gamesroom i resztę wystawców, którzy nie zmieścili się piętro niżej.&#xA;&#xA;Wszystkie korytarze umieszczone były w jednym skrzydle budynku i jednej linii, a co za tym idzie niezwykle trudno było się pogubić. Ułożenie konwentu było jednym z plusów wydarzenia. Całość pomogła ogarnąć również niezwykle czytelna mapka, którą znaleźć można było przyklejoną na ścianach w różnych częściach szkoły. Nie potrzebowaliśmy więcej niż 30 sekund, żeby zlokalizować na mapkach nasze położenie, jak również nie minęły dwie minuty, żebyśmy byli w stanie zapamiętać, gdzie odbywa się jaki punkt programu.&#xA;&#xA;Jedyna drobna sugestia co do mam to dodanie ewentualnych kropek, służących jako punkt odniesienia, gdzie znajdują się uczestnicy konwentu, którzy stoją przy konkretnej mapce. Jest to jednak zaledwie sugestia, bez której również nie było większych problemów.&#xA;&#xA;Punkty programu&#xA;&#xA;Kurismasu jako niewielkie wydarzenie, nie szalał mocno z ilością punktów programu, by zamiast tego pójść bardziej w jakość. Sprawa z atrakcjami była prosta: były trzy miejsca, w których o konkretnych godzinach odbywały się prelekcje, warsztaty czy pokazy. Był to wyżej wspomniany Main Room na pokazy wymagające większej sceny (w końcu była to sala gimnastyczna) oraz dwie salki prelekcyjne będące zwykłymi klasami szkolnymi. Zwieńczeniem całego konwentu był &#34;Wieczorek Wigilijny&#34; odbywający się w Main Roomie w ostatniej godzinie wydarzenia, czyli od godziny 18.00 do 19.00.&#xA;&#xA;Ponieważ na mniejszych wydarzeniach nie wypada wręcz wybrzydzać, bardzo chętnie wybrałem się na mnóstwo punktów programu. O 12.00 postawiłem na prelekcję o magii świąt w anime, w Japonii oraz w Polsce. Punkt programu pomimo sporawych problemów technicznych dostarczył mi fajnej wiedzy, której potrzebowałem. Doceniam też to, że prowadzące dały możliwość wypowiedzi się w temacie prelekcji, co też jest przyjemnym dodatkiem, który zwłaszcza w tego typu wydarzeniach dodaje rodzinności i miłości fanów do fanów. Jestem pewny, że nie było to sztuczne zapchanie zbyt dużego bloku czasu, co dziewczyny? ;)&#xA;Po przerwie obiadowej jako zapychacz czasu dołączyliśmy również na spontanie do LARPa w stylu Mangowej Kolacji Wigilijnej prowadzonej przez te same prowadzące. Było przyjemnie, było śmiesznie, było mangowo. Ponownie, rodzinna atmosfera pełną gębą.&#xA;&#xA;Następnie prelekcja o AI niszczącym święta. Przygotowana niezwykle merytorycznie, chociaż nie dowiedziałem się z niej więcej, niż już wiedziałem. Bawiłem się jednak przy niej nieźle.&#xA;Następnie kilka godzin później zakończyłem dzień prezentacją o Świątecznych Odcinkach anime oraz zachodnich animacji. Prelekcja w stylu typowych prelek z bloku anime, czyli przyjemna, całkiem nieźle zrobiona merytorycznie i dość lekka. Ponownie, nie mam na co narzekać.&#xA;&#xA;Co mi się podobało w tych punktach programu, że rzeczywiście starano się trzymać tematyki świątecznej, i wyszło to nieźle. Chciałbym, żeby takie święta organizowano co roku dla każdego fana mangi i anime w Polsce.&#xA;&#xA;Strefa wystawców&#xA;&#xA;Impreza może być od fanów dla fanów, ale kapitalizm trzeba czasami pouprawiać. Kurismasu nie było tutaj wyjątkiem. Na konwencie dominowały stoiska mniejszych artystów z brelokami, naklejkami, przypinkami, biżuterią i drukiem 3D. Innymi słowy: wszystko to, czego nie może zabraknąć na żadnym konwencie. Ruch był jak na to wydarzenie sporawy, a sama strefa była stworzona tak, żeby żadne stoisko nie narzekało na kiepską widoczność. W osobnych częściach szkoły można było również znaleźć jedno stoisko ze słodyczami z Japonii, a w strefie gastronomicznej obok Main Roomu można było zamówić sycący yaki udon, którym żywiłem się w tym roku na DFach.&#xA;&#xA;Czego mi brakowało? Może nie jest to stricte związane z wystawcami, ale warto pomyśleć o jakimś sklepiku konwentowym, który będzie sprzedawał coś więcej niż tylko kubki. Ja sam uwielbiam kolekcjonować koszulki, i nie pogardziłbym tego typu merchem na konwencie, nawet jeśli byłby na zamówienie. Większość merchu Kurismasu rozdawana była jednak jako część atrakcji, więc udało mi się, chociaż wrócić z kilkoma naklejkami oraz Kurismasową przypinką. Zawsze to jakaś pamiątka.&#xA;&#xA;Strefa retro&#xA;&#xA;Za Strefę Retro odpowiedzialna jest znana mi grupa z Fundacji Dawne Komputery i Gry, która tworzyła strefę retro między innymi na Pyrkonie czy OSTROwPLANSZE kilka lat temu. Panowie i na tej imprezie byli nieźle przygotowani i zaopatrzeni w sporo fajnych sprzętów. Było w co grać, i na czym grać. Pozdrawiam pozostałych graczy Quake 3 Arena, którzy mieli kiedykolwiek okazję zagrać w Quake&#39;a na... telefonie z przyciskami.&#xA;&#xA;Questy i gra konwentowa&#xA;&#xA;Jedną z głównych atrakcji ciągłych na Kurismasu była możliwość wzięcia udziału w polowaniu na pieczątki. Te otrzymywaliśmy za questy polegające na odwiedzaniu konkretnych stref oraz ukańczanie stawianie przez nich wyzwań. Za zebranie odpowiedniej ilości pieczątek otrzymywaliśmy drobne upominki w postaci pamiątkowych naklejek czy magnesów.&#xA;Podobało mi się, że questy domyślnie zachęcały do faktycznym chodzeniu po konwencie i próbowania każdej dostępnej atrakcji. Wyzwania nie były duże (np. w Strefie Retro wyzwaniem było przejście co najmniej jednego poziomu Super Mario Bros na klasycznym NESie) i wymagały bardziej asertywności niż sporych umiejętności. Były też stempelki za atrakcje okazjonalne, jak np. zrobienie sobie zdjęcia ze Świętym Mikołajem chodzącym tylko o określonej godzinie.&#xA;&#xA;O ile sama idea questów była względnie oczywista, czuliśmy, że nie do końca dobrze było wyjaśnione, za co się dostaje pieczątki i ile. Chociaż była konkretna lista, niektóre podpunkty nie były wyjaśnione wystarczająco jasno, i gdyby nie pomoc obsługi ze strefy gry konwentowej, przegapilibyśmy co najmniej dwie pieczątki za stosunkowo proste zadania. Warto może tutaj rozpisać te zadania bardziej, albo dać więcej informacji punktowi informacyjnemu.&#xA;&#xA;Inną kwestią była gra konwentowa, polegająca na odnajdywaniu poprzyklejanych po całym konwencie kartek ze wskazówkami, które naprowadzą nas na konkretne hasło. Pomimo naszych prób, nie byliśmy w stanie jej wykonać. Gra konwentowa nie była wyjaśniona w naszym odczuciu wystarczająco jasno i nie wiedzieliśmy, że ostatecznym celem było odgadnięcie hasła, na które naprowadzić nas miały podane wskazówki. Byliśmy przekonani, że kiedy wskazówka mówiła o pudle z napisem &#34;dla Ciebie&#34; mieliśmy szukać faktycznego pudła, a nie, że była to podpowiedź dla hasła &#34;prezent&#34;. Sam szyfr do odgadnięcia wymagał ułożenia hasła z liter w konkretnym kolorze i w konkretnej kolejności. Mając na uwadze, że literki były niewiarygodnie małe, a co za tym idzie trudno było rozróżnić kolor (zadanie byłoby niemożliwe dla osób z zaburzeniami postrzegania kolorów), to jeszcze nie byliśmy w stanie wydedukować, które znalezione wskazówki były pierwsze, a które kolejne. Było to zdecydowanie bardziej frustrujące doświadczenie niż miało być. Zrezygnowaliśmy po pierwszej nieudanej próbie odgadnięcia hasła. Bardzo szkoda, że gra konwentowa nie została opracowana lepiej i w mardziej dostępnej formie. Jest to koniecznie do poprawy przy kolejnej edycji.&#xA;&#xA;Słyszeliśmy również o atrakcji w postaci Secret Santa, czyli wymiany losowych prezentów w stylu znanym nam ze szkół. Tutaj według moich ustaleń z organizatorami wydarzenie się odbyło, ale w nieco bardziej kameralnej formie z powodu niższego zainteresowania konwentowiczów. Bardzo doceniam, że twórcy konwentu mieli w przypadku tej atrakcji plan awaryjny.&#xA;&#xA;Świąteczny Wieczorek i BarszczyKon&#xA;&#xA;Punktem kulminacyjnym konwentu był Świąteczny Wieczorek, odbywający się o godzinie 18.00, czyli na godzinę przed zakończeniem wydarzenia. Na miejscu poza otrzymaniem pamiątkowej przypinki czekało kilka atrakcji.&#xA;&#xA;Na wstępie każdy uczestnik mógł bezpłatnie dostać darmowy barszczyk do picia. Ku mojemu zdziwieniu nie był to jednak tani barszcz z papierka, a faktycznie porządnie ugotowana zupa. Barszcz był wyśmienity (nie przesadzę, gdy powiem, że był najlepszy, jaki kiedykolwiek piłem!) i był dla mnie fajnym powrotem do czasów współorganizowanego przeze mnie Arkhamera, w którym była tradycja organizowania śniadania dla uczestników konwentu. Było bardzo, bardzo rodzinnie.&#xA;&#xA;Następnie była kwestia wyboru Miss oraz Mistera Świąt, czyli osoby z najlepszym cosplayem lub strojem świątecznym. Tutaj sprawa była prosta. Jak wspominałem na wstępie niniejszej recenzji, każdy uczestnik konwentu otrzymywał poza identyfikatorem bilet. Miał on konkretną instrukcję: należało go zachować lub osobiście podarować osobie, która w naszej opinii miała najlepsze przebranie lub cosplay. W konkursie wyboru Miss oraz Mistera Świąt wygrywała osoba, która takowych biletów otrzymała najwięcej. I chociaż mogło to być sporym polem do nadużyć (otrzymaliśmy losowo od jednej cosplayerki sugestię wręczenia jej takowego biletu, chociaż w jej przypadku było to zasłużone - niemniej jednak pozbyliśmy się już wcześniej naszych biletów), w praktyce dało uczestnikom sporo sprawczości. Każdy mógł wpłynąć na zwycięstwo każdego cosplayera, jak również miał specjalną moc powiedzenia komuś &#34;zrobiłeś/aś cudowny cosplay&#34;. I to było piękne. Mój bilet otrzymała uczestniczka, która jako jedyna przyszła w mundurku z serii Umamusume. Serdecznie pozdrawiam!&#xA;&#xA;Następnie przyszła pora do wspólnego śpiewania kolęd w wielu językach, z pomocą wydrukowanych śpiewników. Czas był pomału jechać do domu.&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Mój kalendarz konwentowy jest już wystarczająco wypełniony po brzegi, ale bez wątpienia znajdzie się w nim miejsce również na Kurismasu. Wydarzenie to było dla mnie bardzo odświeżające. I nie tylko była tutaj mowa o atmosferze świąt. Był to przede wszystkim bardzo staroszkolny konwent, który od A do Z został stworzony od fanów dla fanów. Dało się odczuć drobne opóźnienia, problemy i fuckupy, jak również kilka wyżej wspomnianych przeze mnie niedociągnięć. Są to jednak rzeczy, które sprawiły, że Kurismasu był konwentem doskonałym w swoim braku doskonałości. Konwentem stworzony z miłości łódzkiego fandomu mangi i anime do reszty fanów z Łodzi i pozostałej części kraju. I z całego serca liczę, że na mojej mapie konwentowej pojawi się o wiele więcej takich wydarzeń. Dalej róbcie rzeczy! Chcę więcej Kurismasu z jego BarszczyKonem. Mam tylko nadzieję, że los oszczędzi mi za rok KatarKonu...&#xA;&#xA;(Aktualizacja 14.12.2025 Jeden z organizatorów zauważył, że pominałem tutaj w sporej mierze promocję w innych mediach. W związku z tym doprecyzowałem nieco wpis żeby wspomnieć też te aspekty, i rozwinąć odrobinę sugestię co do portalu konwenty.info. Odpowiednio zmieniłem również adnotację co do Secret Santa. Musiałem źle zinterpretować słowa osoby organizującej wydarzenie przy stoisku gry konwentowej. Przepraszam za niedoprecyzowanie)&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Chociaż miałem sobie odpuścić już konwenty na ten rok, złapał mnie trochę głód tego typu wydarzeń. Postanowiłem wobec tego nie przerywać mojej dobrej passy i znowu postawić na nowe wydarzenie. Dostałem od przyjaciółki informację, że ciekawym wydarzeniem może być Kurismasu 2025, reaktywowany po niemal ośmiu latach niewielki konwent dla fanów mangi i anime. Ponieważ ten odbywa się w Łodzi, nie myślałem długo.

Ponieważ Kurismasu jest konwentem jednodniowym (sobotnim), wybrałem się wraz z moim konwentowym towarzyszem Michałem na cały dzień trwania wydarzenia. Jak w przypadku większości takich wyjazdów, postawiłem na podróż samochodem. Żeby nie ominąć przy tym ani jednej minuty konwentu (no może poza pierwszym pół godziny wydarzenia, gdzie jeszcze mogą trwać ostatnie szlify), wyjechaliśmy z Kalisza tak, żeby dojechać mniej więcej na godzinę 10.30. Wydarzenie odbywało się w głębi osiedla na Bałutach, więc nie było problemu z parkowaniem. I chociaż z powodu zimy zaczęło mnie męczyć przeziębienie, mój osobisty KatarKon musiał się odbyć!</p>

<h2 id="przygotowania-do-kurismasu">Przygotowania do Kurismasu</h2>

<p>Przyznam szczerze, że o Kurismasu dowiedziałem się od innych osób, a konkretnie przyjaciółki, która obecnie studiuje w Łodzi. Promocja całego wydarzenia, jak również aktualizacje i newsy co do przebiegu konwentu, odbywały się w zdecydowanej większości na Facebooku/Instagramie, do którego potem dołączył również program na będącej obecnie standardem konwentowania aplikacji Konwencik. Wydarzenie promowano również na kilku serwerach Discord Łódzkiej społeczności fanów mangi i anime, pojedynczych stronach fanowskich, portalach lokalnych, streamach czy mediach fundacji Majime Yunikoon będącej organizatorami. Na stronach typu konwenty.info czy Konwentach Południowych niestety informacji o Kurismasu próżno było szukać. A szkoda. Są to portale, które zawierają wygodną rozpiskę większości konwentów w Polsce i zdecydowanie przyniosłoby to wydarzeniu jeszcze więcej rozgłosu.</p>

<p>Jeśli chodzi o same wejściówki to te możliwe były do zakupienia jedynie na miejscu w cenie 30 zł (albo 10 zł, jeśli przyszliśmy na zaledwie jedną, ostatnią godzinę wydarzenia). Nie było więc opcji, żeby wejściówkę zamówić online. Bardzo miłe nawiązanie do czasów mniejszych, staroszkolnych konwentów tworzonych od fanów dla fanów.</p>

<p>Jedyne, do czego mogę się doczepić to właśnie opieranie wszystkich informacji o konwencie na fanpage&#39;u na Facebooku lub Instagramie. Dla mnie jako osoby, która z Facebooka zrezygnowała kilka lat temu, pozyskiwanie nowych informacji o konwencie było bardzo mocno utrudnione (strona wymusza zalogowanie się po obejrzeniu dwóch najnowszych wpisów) i musiałem w większości polegać na udostępnionym w wydarzeniu regulaminie. Instagram działa tutaj niewiele lepiej, ale też w pewnym momencie wymusza logowanie. Serwer Discord, o ile istnieje, również nie jest dostępny publicznie.</p>

<p>Jestem zdania, że każdy konwent powinien dysponować własną stroną, nawet jeśli będzie to zwykła strona postawiona na darmowym Wordpressie bez własnej witryny. I tutaj na pewno organizatorów gorąco zachęcam do tego. Miejcie co najmniej jedno medium, na którym macie kontrolę nad informacjami, które wrzucacie.
Wróćmy jednak do mojego Katarkonu, Kurismasu...</p>

<h2 id="co-po-przyjeździe">Co po przyjeździe?</h2>

<p>Kurismasu odbywał się w tym roku w budynku szkoły Akademii Techników Medycznych (a przynajmniej tak podaje OpenStreetMap) przy ulicy Żubardzkiej 26 w Łodzi. Mamy więc klasyczny konwent w klasycznym budynku jeszcze bardziej klasycznej szkoły. Po przyjeździe na miejsce szybko znaleźliśmy wejście. Chociaż na zewnątrz szkoły poza kilkoma banerami fundacji Majime Yunikoon nie było żadnych oznaczeń, szybko nas pokierowano do odpowiedniego wejścia. Na miejscu po opłaceniu akredytacji (możliwa była płatność kartą, chociaż zalecana była płatność gotówką) otrzymaliśmy identyfikator zawieszony na rzemyku oraz swego rodzaju “bilet” wielkości wizytówki na potrzeby wyboru Miss oraz Mistera Świąt. O samym bilecie wspomnę nieco później.</p>

<p>Uwielbiam trend powrotu konwentów do faktycznych identyfikatorów i stopniowe porzucanie papierowych opasek. Mało tego! Identy na Kurismasu nie tylko służyły do rozróżnienia uczestników, ale również miały na odwrotach miejsca na stempelki. Można było je uzyskać poprzez wykonywanie różnych “questów” na terenie wydarzenia. O ile o samych questach mam mieszaną opinię (wyrażę ją w dalszej części wpisu) to sam pomysł takiego wykorzystania identów zasługuje na sporą pochwałę.
Po otrzymaniu niezbędnego pakietu oddaliśmy kurtki do szatni i poszliśmy sprawdzić, co Kurismasu ma do zaoferowania.</p>

<p>Chociaż na właściwy teren konwentu wpuszczono wszystkich uczestników bliżej godziny 11.00, czyli około 15 minut po naszym zaakredytowaniu, nie było to dla nas problemem. Mieliśmy chwilę, by zapoznać się z programem i poczuć atmosferę Kurismasu. Tę mogę określić jako połączenie dwóch rzeczy: faktycznie ciepłego, rodzinnego konwentu z wydarzeniem fanowskim stworzonym w bardzo staroszkolnym stylu. Był to event dla niewielkiej grupy uczestników (chociaż nie mam dokładnych statystyk, obstawiałbym tutaj na oko ilość od 150 do 250 uczestników) stworzony przez faktycznych fanów.</p>

<p>Teren konwentu składał się z:</p>
<ul><li>szatni w podziemiach szkoły;</li>
<li>parterze mieszczącym punkt informacyjny, strefę gastronomiczną z udonem oraz salą gimnastyczną zwaną “Main Roomem” (na większe atrakcje);</li>
<li>pierwszym piętrem ze strefami muzycznymi (DDR oraz Sing Star), stoiskiem gry konwentowej oraz pierwszą częścią wystawców;</li>
<li>drugim piętrem mieszczącym dwie salki prelekcyjne, strefę gier retro, foto ściankę, planszówkowy gamesroom i resztę wystawców, którzy nie zmieścili się piętro niżej.</li></ul>

<p>Wszystkie korytarze umieszczone były w jednym skrzydle budynku i jednej linii, a co za tym idzie niezwykle trudno było się pogubić. Ułożenie konwentu było jednym z plusów wydarzenia. Całość pomogła ogarnąć również niezwykle czytelna mapka, którą znaleźć można było przyklejoną na ścianach w różnych częściach szkoły. Nie potrzebowaliśmy więcej niż 30 sekund, żeby zlokalizować na mapkach nasze położenie, jak również nie minęły dwie minuty, żebyśmy byli w stanie zapamiętać, gdzie odbywa się jaki punkt programu.</p>

<p>Jedyna drobna sugestia co do mam to dodanie ewentualnych kropek, służących jako punkt odniesienia, gdzie znajdują się uczestnicy konwentu, którzy stoją przy konkretnej mapce. Jest to jednak zaledwie sugestia, bez której również nie było większych problemów.</p>

<h2 id="punkty-programu">Punkty programu</h2>

<p>Kurismasu jako niewielkie wydarzenie, nie szalał mocno z ilością punktów programu, by zamiast tego pójść bardziej w jakość. Sprawa z atrakcjami była prosta: były trzy miejsca, w których o konkretnych godzinach odbywały się prelekcje, warsztaty czy pokazy. Był to wyżej wspomniany Main Room na pokazy wymagające większej sceny (w końcu była to sala gimnastyczna) oraz dwie salki prelekcyjne będące zwykłymi klasami szkolnymi. Zwieńczeniem całego konwentu był “Wieczorek Wigilijny” odbywający się w Main Roomie w ostatniej godzinie wydarzenia, czyli od godziny 18.00 do 19.00.</p>

<p>Ponieważ na mniejszych wydarzeniach nie wypada wręcz wybrzydzać, bardzo chętnie wybrałem się na mnóstwo punktów programu. O 12.00 postawiłem na prelekcję o magii świąt w anime, w Japonii oraz w Polsce. Punkt programu pomimo sporawych problemów technicznych dostarczył mi fajnej wiedzy, której potrzebowałem. Doceniam też to, że prowadzące dały możliwość wypowiedzi się w temacie prelekcji, co też jest przyjemnym dodatkiem, który zwłaszcza w tego typu wydarzeniach dodaje rodzinności i miłości fanów do fanów. Jestem pewny, że nie było to sztuczne zapchanie zbyt dużego bloku czasu, co dziewczyny? ;)
Po przerwie obiadowej jako zapychacz czasu dołączyliśmy również na spontanie do LARPa w stylu Mangowej Kolacji Wigilijnej prowadzonej przez te same prowadzące. Było przyjemnie, było śmiesznie, było mangowo. Ponownie, rodzinna atmosfera pełną gębą.</p>

<p>Następnie prelekcja o AI niszczącym święta. Przygotowana niezwykle merytorycznie, chociaż nie dowiedziałem się z niej więcej, niż już wiedziałem. Bawiłem się jednak przy niej nieźle.
Następnie kilka godzin później zakończyłem dzień prezentacją o Świątecznych Odcinkach anime oraz zachodnich animacji. Prelekcja w stylu typowych prelek z bloku anime, czyli przyjemna, całkiem nieźle zrobiona merytorycznie i dość lekka. Ponownie, nie mam na co narzekać.</p>

<p>Co mi się podobało w tych punktach programu, że rzeczywiście starano się trzymać tematyki świątecznej, i wyszło to nieźle. Chciałbym, żeby takie święta organizowano co roku dla każdego fana mangi i anime w Polsce.</p>

<h2 id="strefa-wystawców">Strefa wystawców</h2>

<p>Impreza może być od fanów dla fanów, ale kapitalizm trzeba czasami pouprawiać. Kurismasu nie było tutaj wyjątkiem. Na konwencie dominowały stoiska mniejszych artystów z brelokami, naklejkami, przypinkami, biżuterią i drukiem 3D. Innymi słowy: wszystko to, czego nie może zabraknąć na żadnym konwencie. Ruch był jak na to wydarzenie sporawy, a sama strefa była stworzona tak, żeby żadne stoisko nie narzekało na kiepską widoczność. W osobnych częściach szkoły można było również znaleźć jedno stoisko ze słodyczami z Japonii, a w strefie gastronomicznej obok Main Roomu można było zamówić sycący yaki udon, którym żywiłem się w tym roku na DFach.</p>

<p>Czego mi brakowało? Może nie jest to stricte związane z wystawcami, ale warto pomyśleć o jakimś sklepiku konwentowym, który będzie sprzedawał coś więcej niż tylko kubki. Ja sam uwielbiam kolekcjonować koszulki, i nie pogardziłbym tego typu merchem na konwencie, nawet jeśli byłby na zamówienie. Większość merchu Kurismasu rozdawana była jednak jako część atrakcji, więc udało mi się, chociaż wrócić z kilkoma naklejkami oraz Kurismasową przypinką. Zawsze to jakaś pamiątka.</p>

<h2 id="strefa-retro">Strefa retro</h2>

<p>Za Strefę Retro odpowiedzialna jest znana mi grupa z Fundacji Dawne Komputery i Gry, która tworzyła strefę retro między innymi na Pyrkonie czy OSTROwPLANSZE kilka lat temu. Panowie i na tej imprezie byli nieźle przygotowani i zaopatrzeni w sporo fajnych sprzętów. Było w co grać, i na czym grać. Pozdrawiam pozostałych graczy Quake 3 Arena, którzy mieli kiedykolwiek okazję zagrać w Quake&#39;a na... telefonie z przyciskami.</p>

<h2 id="questy-i-gra-konwentowa">Questy i gra konwentowa</h2>

<p>Jedną z głównych atrakcji ciągłych na Kurismasu była możliwość wzięcia udziału w polowaniu na pieczątki. Te otrzymywaliśmy za questy polegające na odwiedzaniu konkretnych stref oraz ukańczanie stawianie przez nich wyzwań. Za zebranie odpowiedniej ilości pieczątek otrzymywaliśmy drobne upominki w postaci pamiątkowych naklejek czy magnesów.
Podobało mi się, że questy domyślnie zachęcały do faktycznym chodzeniu po konwencie i próbowania każdej dostępnej atrakcji. Wyzwania nie były duże (np. w Strefie Retro wyzwaniem było przejście co najmniej jednego poziomu Super Mario Bros na klasycznym NESie) i wymagały bardziej asertywności niż sporych umiejętności. Były też stempelki za atrakcje okazjonalne, jak np. zrobienie sobie zdjęcia ze Świętym Mikołajem chodzącym tylko o określonej godzinie.</p>

<p>O ile sama idea questów była względnie oczywista, czuliśmy, że nie do końca dobrze było wyjaśnione, za co się dostaje pieczątki i ile. Chociaż była konkretna lista, niektóre podpunkty nie były wyjaśnione wystarczająco jasno, i gdyby nie pomoc obsługi ze strefy gry konwentowej, przegapilibyśmy co najmniej dwie pieczątki za stosunkowo proste zadania. Warto może tutaj rozpisać te zadania bardziej, albo dać więcej informacji punktowi informacyjnemu.</p>

<p>Inną kwestią była gra konwentowa, polegająca na odnajdywaniu poprzyklejanych po całym konwencie kartek ze wskazówkami, które naprowadzą nas na konkretne hasło. Pomimo naszych prób, nie byliśmy w stanie jej wykonać. Gra konwentowa nie była wyjaśniona w naszym odczuciu wystarczająco jasno i nie wiedzieliśmy, że ostatecznym celem było odgadnięcie hasła, na które naprowadzić nas miały podane wskazówki. Byliśmy przekonani, że kiedy wskazówka mówiła o pudle z napisem “dla Ciebie” mieliśmy szukać faktycznego pudła, a nie, że była to podpowiedź dla hasła “prezent”. Sam szyfr do odgadnięcia wymagał ułożenia hasła z liter w konkretnym kolorze i w konkretnej kolejności. Mając na uwadze, że literki były niewiarygodnie małe, a co za tym idzie trudno było rozróżnić kolor (zadanie byłoby niemożliwe dla osób z zaburzeniami postrzegania kolorów), to jeszcze nie byliśmy w stanie wydedukować, które znalezione wskazówki były pierwsze, a które kolejne. Było to zdecydowanie bardziej frustrujące doświadczenie niż miało być. Zrezygnowaliśmy po pierwszej nieudanej próbie odgadnięcia hasła. Bardzo szkoda, że gra konwentowa nie została opracowana lepiej i w mardziej dostępnej formie. Jest to koniecznie do poprawy przy kolejnej edycji.</p>

<p>Słyszeliśmy również o atrakcji w postaci Secret Santa, czyli wymiany losowych prezentów w stylu znanym nam ze szkół. Tutaj według moich ustaleń z organizatorami wydarzenie się odbyło, ale w nieco bardziej kameralnej formie z powodu niższego zainteresowania konwentowiczów. Bardzo doceniam, że twórcy konwentu mieli w przypadku tej atrakcji plan awaryjny.</p>

<h2 id="świąteczny-wieczorek-i-barszczykon">Świąteczny Wieczorek i BarszczyKon</h2>

<p>Punktem kulminacyjnym konwentu był Świąteczny Wieczorek, odbywający się o godzinie 18.00, czyli na godzinę przed zakończeniem wydarzenia. Na miejscu poza otrzymaniem pamiątkowej przypinki czekało kilka atrakcji.</p>

<p>Na wstępie każdy uczestnik mógł bezpłatnie dostać darmowy barszczyk do picia. Ku mojemu zdziwieniu nie był to jednak tani barszcz z papierka, a faktycznie porządnie ugotowana zupa. Barszcz był wyśmienity (nie przesadzę, gdy powiem, że był najlepszy, jaki kiedykolwiek piłem!) i był dla mnie fajnym powrotem do czasów współorganizowanego przeze mnie Arkhamera, w którym była tradycja organizowania śniadania dla uczestników konwentu. Było bardzo, bardzo rodzinnie.</p>

<p>Następnie była kwestia wyboru Miss oraz Mistera Świąt, czyli osoby z najlepszym cosplayem lub strojem świątecznym. Tutaj sprawa była prosta. Jak wspominałem na wstępie niniejszej recenzji, każdy uczestnik konwentu otrzymywał poza identyfikatorem bilet. Miał on konkretną instrukcję: należało go zachować lub osobiście podarować osobie, która w naszej opinii miała najlepsze przebranie lub cosplay. W konkursie wyboru Miss oraz Mistera Świąt wygrywała osoba, która takowych biletów otrzymała najwięcej. I chociaż mogło to być sporym polem do nadużyć (otrzymaliśmy losowo od jednej cosplayerki sugestię wręczenia jej takowego biletu, chociaż w jej przypadku było to zasłużone – niemniej jednak pozbyliśmy się już wcześniej naszych biletów), w praktyce dało uczestnikom sporo sprawczości. Każdy mógł wpłynąć na zwycięstwo każdego cosplayera, jak również miał specjalną moc powiedzenia komuś “zrobiłeś/aś cudowny cosplay”. I to było piękne. Mój bilet otrzymała uczestniczka, która jako jedyna przyszła w mundurku z serii Umamusume. Serdecznie pozdrawiam!</p>

<p>Następnie przyszła pora do wspólnego śpiewania kolęd w wielu językach, z pomocą wydrukowanych śpiewników. Czas był pomału jechać do domu.</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Mój kalendarz konwentowy jest już wystarczająco wypełniony po brzegi, ale bez wątpienia znajdzie się w nim miejsce również na Kurismasu. Wydarzenie to było dla mnie bardzo odświeżające. I nie tylko była tutaj mowa o atmosferze świąt. Był to przede wszystkim bardzo staroszkolny konwent, który od A do Z został stworzony od fanów dla fanów. Dało się odczuć drobne opóźnienia, problemy i fuckupy, jak również kilka wyżej wspomnianych przeze mnie niedociągnięć. Są to jednak rzeczy, które sprawiły, że Kurismasu był konwentem doskonałym w swoim braku doskonałości. Konwentem stworzony z miłości łódzkiego fandomu mangi i anime do reszty fanów z Łodzi i pozostałej części kraju. I z całego serca liczę, że na mojej mapie konwentowej pojawi się o wiele więcej takich wydarzeń. Dalej róbcie rzeczy! Chcę więcej Kurismasu z jego BarszczyKonem. Mam tylko nadzieję, że los oszczędzi mi za rok KatarKonu...</p>

<p><em>(Aktualizacja 14.12.2025 Jeden z organizatorów zauważył, że pominałem tutaj w sporej mierze promocję w innych mediach. W związku z tym doprecyzowałem nieco wpis żeby wspomnieć też te aspekty, i rozwinąć odrobinę sugestię co do portalu konwenty.info. Odpowiednio zmieniłem również adnotację co do Secret Santa. Musiałem źle zinterpretować słowa osoby organizującej wydarzenie przy stoisku gry konwentowej. Przepraszam za niedoprecyzowanie)</em></p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/kurismasu-2025-komentarz</guid>
      <pubDate>Sat, 13 Dec 2025 22:31:14 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Dni Fantastyki 2025 - komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/dni-fantastyki-2025-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[W ramach nadrabiania moich zaległości związanych z relacjami z konwentów czas porozmawiać o jednym z najważniejszych dla mnie konwentów: wrocławskich DFach. O edycjach 2022 oraz 2023 rozpisałem się już dawno temu. Jak jednak było w tym roku?&#xA;!--more--&#xA;&#xA;Przygotowania do konwentu&#xA;&#xA;Wrocławskie DFy są imprezą mającą już 20 lat tradycji, więc jest to wydarzenie, które kojarzy większość fandomu jako swoisty &#34;nieco mniejszy Pyrkon, który robi lepszą robotę od faktycznego Pyrkonu&#34;. Widać to też po kontakcie: bardzo schludna strona internetowa ze wszystkimi niezbędnymi informacjami, programami, mapkami oraz newsami. Serwer Discord, chociaż minimalistyczny też służy jako niezłe miejsce kontaktu z organizatorami. Dla osób korzystających z korpo-mediów Instagram oraz Facebook.&#xA;Nie miałem żadnych problemów, żeby znaleźć wszystko, czego bym potrzebował. Bardzo duży plus za komunikację! Po zaopatrzeniu się w niezbędne informacje czas było jechać w drogę.&#xA;&#xA;Co po przyjeździe?&#xA;&#xA;Jak co roku (poza poprzednim rokiem, w którym DFy tymczasowo zmieniły lokalizację) DFy są imprezą, na którą jeżdżę na pełne trzy dni, od piątku do niedzieli oraz akredytacją zakupioną przed wydarzeniem. Standardowo proces akredytacyjny przebiegł bez problemu i otrzymałem pełną wejściówkę na wszystkie dni trwania konwentu w formie plastikowej opaski oraz... faktycznej wejściówki na smyczy. Bardzo doceniam, że konwenty wracają do tego trendu, ponieważ taki identyfikator jest zawsze niezłą pamiątką samą w sobie.&#xA;Tak jak w przypadku poprzednich lat, na DFy składała się sekcja bezpłatna w parku wokół Zamku oraz płatna strefa atrakcji w samym budynku. Podobnie jak w tamtym roku, zdecydowano się na zmiany jeśli chodzi o kwestię zakupu biletów. Te można było kupić albo na pojedyncze dni, albo na wszystkie trzy, albo na wstęp wyłącznie do planszówkowego gamesroomu. Zrezygnowano z wolnego wstępu do Zamku i możliwości zakupu biletów na konkretne prelekcje. Zdecydowanie zmiana na plus, tym bardziej że rok temu właśnie skorzystałem z opcji jednodniowego biletu i nie musiałem biegać co chwila do kasy na zakup pojedynczych wejściówek na dane punkty programu.&#xA;Dla osób preferujących papierowy plan, ten był dostępny dla każdego zainteresowanego do wzięcia. Ponownie, bardzo przyjemny ukłon w stronę osób, które nie chcą się uzależniać od Konwencika.&#xA;Z planem w ręku wyruszyłem pokorzystać z konwentu.&#xA;&#xA;Atmosfera konwentu&#xA;&#xA;Atmosferę DFów wypracowano już na przestrzeni ostatnich wielu lat. Ta pozostała niezmienna. DFy dalej są konwentem, na którym jest naprzemiennie odpoczynek, uczestnictwo w punkcie programu, odpoczynek, okazjonalna wizyta na strefie wystawców, odpoczynek itd.&#xA;Jest to dalej jedna z najlepszych cech konwentu, i nawet w tym roku nie byłem pod tym kątem zawiedziony.&#xA;&#xA;Strefa wystawców&#xA;&#xA;DFy z roku na rok trzymają wysoki poziom jeśli chodzi o wystawców. Ten rok nie był wcale wyjątkiem. Mieszanka stoisk mniejszych artystów z większymi stoiskami oferującymi przeróżny merch. Od mniej znanych, aż po gigantów pokroju Black Monka czy wydawnictwa Insignis. Pod kątem zakupowym, było w czym przebierać, i chyba jedyna oferta planszówkowa była nieco uboga. Znając realia rynku planszówkowego wiem jednak, że nie jest to absolutnie winą organizatorów. DFy to zdecydowanie doskonałe miejsce do uprawiania fandomowego kapitalizmu.&#xA;&#xA;Wioski&#xA;&#xA;Leśnicki park wręcz prosi się o zapełnienie go różnego rodzaju wioskami. I tak też było w tym roku. DFy ponownie mnie pod tym kątem nie zawiodły. I chociaż nie jestem uczestnikiem, który dużo czasu spędza w fanowskich wioskach (chyba że powstanie wioska Umamusume, o ile sam jej kiedyś nie zorganizuję), doceniam ich obecność na konwencie. Jak co roku, było w czym przebierać. Ponownie jak w przypadku poprzedniego punktu, poziom utrzymany!&#xA;&#xA;Blok anime/mangi oraz prelekcje&#xA;&#xA;Przez wiele lat na DFach ciążyła klątwa, która sprawiała, że Dni Fantastyki były imprezą z góry spaloną jeśli chodzi o program związany z mangą i anime. Klątwą tą było Hikari, czyli odbywający się w Poznaniu jeden z największych konwentów poświęcony kulturze kraju kwitnącej wiśni. W tym roku klątwa została przełamana, a Hikari (o którym opowiem przy okazji osobnego wpisu) odbyło się tydzień po DFach. Była to na pewno szansa, z której trzeba było skorzystać.&#xA;Po raz pierwszy od dawna wrocławskie Dni Fantastyki oferowały niezwykle soczysty blok mangi i anime.&#xA;W piątek postawiłem na dwa punkty programu: prelekcję o pielgrzymkach do miejsc z anime (prelekcja bardzo merytoryczna i profesjonalna) oraz magii ochronnej w kulturze Słowian (niestety najsłabsza prelekcja, na jakiej byłem jeśli chodzi o tematykę Słowian — zbyt ogólna przedstawiona okiem badacza niż osoby, która faktycznie tym tematem żyje).&#xA;W sobotę były to kolejne prelekcje z bloku mangi/anime: o świętych miejscach w japońskim folklorze (prowadząca nieco się niepotrzebnie stresowała, ale temat był przedstawiony super!) oraz śladach japońskiego komiksu (ponownie, bardzo merytorycznie — moje osobiste top 3 wszystkich prelekcji konwentowych ogółem).&#xA;Niedzielę zakończyłem prelekcją od prowadzącego kanał Azjatycka Karczma o anime związanym z kosmosem (znam tego prowadzącego z wielu prelekcji na różnych konwentach i nie byłem zawiedziony) oraz pokazem tańca Sakuramai.&#xA;Dlaczego wspominam głównie o programie anime? Bo moim zdaniem jest to niewiarygodnie imponujące, że DFy od konwentu, którego nie kojarzyłem zupełnie z anime, przerósł pod kątem bloku anime Fantasmagorię. Doskonały dobór programu oraz prowadzących. Oby to nie był ostatni raz!&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Ponieważ wpis ten już dosyć był odwlekany i moją pamięć zakrywa mgła, powiem tylko tyle: moje wspomnienia z tegorocznych DFów pozostają bardzo pozytywne. Poza incydentem związanym z brakiem kurtki (bluza nie pomogła...) i niewiarygodnie zimnym wieczorem z soboty na niedzielę, nie miałem z imprezą absolutnie żadnych złych wspomnień. Bardzo mnie cieszy, że DFy dalej to co mają robić, robią doskonale. Cieszy mnie również to, że klątwa związana z programem anime została złamana.&#xA;&#xA;Do zobaczenia za rok!&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>W ramach nadrabiania moich zaległości związanych z relacjami z konwentów czas porozmawiać o jednym z najważniejszych dla mnie konwentów: wrocławskich DFach. O edycjach <a href="https://write.szkod.ovh/df2020">2022</a> oraz <a href="https://write.szkod.ovh/dni-fantastyki-2023-komentarz">2023</a> rozpisałem się już dawno temu. Jak jednak było w tym roku?
</p>

<h2 id="przygotowania-do-konwentu">Przygotowania do konwentu</h2>

<p>Wrocławskie DFy są imprezą mającą już 20 lat tradycji, więc jest to wydarzenie, które kojarzy większość fandomu jako swoisty “nieco mniejszy Pyrkon, który robi lepszą robotę od faktycznego Pyrkonu”. Widać to też po kontakcie: bardzo schludna strona internetowa ze wszystkimi niezbędnymi informacjami, programami, mapkami oraz newsami. Serwer Discord, chociaż minimalistyczny też służy jako niezłe miejsce kontaktu z organizatorami. Dla osób korzystających z korpo-mediów Instagram oraz Facebook.
Nie miałem żadnych problemów, żeby znaleźć wszystko, czego bym potrzebował. Bardzo duży plus za komunikację! Po zaopatrzeniu się w niezbędne informacje czas było jechać w drogę.</p>

<h2 id="co-po-przyjeździe">Co po przyjeździe?</h2>

<p>Jak co roku (poza poprzednim rokiem, w którym DFy tymczasowo zmieniły lokalizację) DFy są imprezą, na którą jeżdżę na pełne trzy dni, od piątku do niedzieli oraz akredytacją zakupioną przed wydarzeniem. Standardowo proces akredytacyjny przebiegł bez problemu i otrzymałem pełną wejściówkę na wszystkie dni trwania konwentu w formie plastikowej opaski oraz... faktycznej wejściówki na smyczy. Bardzo doceniam, że konwenty wracają do tego trendu, ponieważ taki identyfikator jest zawsze niezłą pamiątką samą w sobie.
Tak jak w przypadku poprzednich lat, na DFy składała się sekcja bezpłatna w parku wokół Zamku oraz płatna strefa atrakcji w samym budynku. Podobnie jak w tamtym roku, zdecydowano się na zmiany jeśli chodzi o kwestię zakupu biletów. Te można było kupić albo na pojedyncze dni, albo na wszystkie trzy, albo na wstęp wyłącznie do planszówkowego gamesroomu. Zrezygnowano z wolnego wstępu do Zamku i możliwości zakupu biletów na konkretne prelekcje. Zdecydowanie zmiana na plus, tym bardziej że rok temu właśnie skorzystałem z opcji jednodniowego biletu i nie musiałem biegać co chwila do kasy na zakup pojedynczych wejściówek na dane punkty programu.
Dla osób preferujących papierowy plan, ten był dostępny dla każdego zainteresowanego do wzięcia. Ponownie, bardzo przyjemny ukłon w stronę osób, które nie chcą się uzależniać od Konwencika.
Z planem w ręku wyruszyłem pokorzystać z konwentu.</p>

<h2 id="atmosfera-konwentu">Atmosfera konwentu</h2>

<p>Atmosferę DFów wypracowano już na przestrzeni ostatnich wielu lat. Ta pozostała niezmienna. DFy dalej są konwentem, na którym jest naprzemiennie odpoczynek, uczestnictwo w punkcie programu, odpoczynek, okazjonalna wizyta na strefie wystawców, odpoczynek itd.
Jest to dalej jedna z najlepszych cech konwentu, i nawet w tym roku nie byłem pod tym kątem zawiedziony.</p>

<h2 id="strefa-wystawców">Strefa wystawców</h2>

<p>DFy z roku na rok trzymają wysoki poziom jeśli chodzi o wystawców. Ten rok nie był wcale wyjątkiem. Mieszanka stoisk mniejszych artystów z większymi stoiskami oferującymi przeróżny merch. Od mniej znanych, aż po gigantów pokroju Black Monka czy wydawnictwa Insignis. Pod kątem zakupowym, było w czym przebierać, i chyba jedyna oferta planszówkowa była nieco uboga. Znając realia rynku planszówkowego wiem jednak, że nie jest to absolutnie winą organizatorów. DFy to zdecydowanie doskonałe miejsce do uprawiania fandomowego kapitalizmu.</p>

<h2 id="wioski">Wioski</h2>

<p>Leśnicki park wręcz prosi się o zapełnienie go różnego rodzaju wioskami. I tak też było w tym roku. DFy ponownie mnie pod tym kątem nie zawiodły. I chociaż nie jestem uczestnikiem, który dużo czasu spędza w fanowskich wioskach (chyba że powstanie wioska Umamusume, o ile sam jej kiedyś nie zorganizuję), doceniam ich obecność na konwencie. Jak co roku, było w czym przebierać. Ponownie jak w przypadku poprzedniego punktu, poziom utrzymany!</p>

<h2 id="blok-anime-mangi-oraz-prelekcje">Blok anime/mangi oraz prelekcje</h2>

<p>Przez wiele lat na DFach ciążyła klątwa, która sprawiała, że Dni Fantastyki były imprezą z góry spaloną jeśli chodzi o program związany z mangą i anime. Klątwą tą było Hikari, czyli odbywający się w Poznaniu jeden z największych konwentów poświęcony kulturze kraju kwitnącej wiśni. W tym roku klątwa została przełamana, a Hikari (o którym opowiem przy okazji osobnego wpisu) odbyło się tydzień po DFach. Była to na pewno szansa, z której trzeba było skorzystać.
Po raz pierwszy od dawna wrocławskie Dni Fantastyki oferowały niezwykle soczysty blok mangi i anime.
W piątek postawiłem na dwa punkty programu: prelekcję o pielgrzymkach do miejsc z anime (prelekcja bardzo merytoryczna i profesjonalna) oraz magii ochronnej w kulturze Słowian (niestety najsłabsza prelekcja, na jakiej byłem jeśli chodzi o tematykę Słowian — zbyt ogólna przedstawiona okiem badacza niż osoby, która faktycznie tym tematem żyje).
W sobotę były to kolejne prelekcje z bloku mangi/anime: o świętych miejscach w japońskim folklorze (prowadząca nieco się niepotrzebnie stresowała, ale temat był przedstawiony super!) oraz śladach japońskiego komiksu (ponownie, bardzo merytorycznie — moje osobiste top 3 wszystkich prelekcji konwentowych ogółem).
Niedzielę zakończyłem prelekcją od prowadzącego kanał Azjatycka Karczma o anime związanym z kosmosem (znam tego prowadzącego z wielu prelekcji na różnych konwentach i nie byłem zawiedziony) oraz pokazem tańca Sakuramai.
Dlaczego wspominam głównie o programie anime? Bo moim zdaniem jest to niewiarygodnie imponujące, że DFy od konwentu, którego nie kojarzyłem zupełnie z anime, przerósł pod kątem bloku anime Fantasmagorię. Doskonały dobór programu oraz prowadzących. Oby to nie był ostatni raz!</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Ponieważ wpis ten już dosyć był odwlekany i moją pamięć zakrywa mgła, powiem tylko tyle: moje wspomnienia z tegorocznych DFów pozostają bardzo pozytywne. Poza incydentem związanym z brakiem kurtki (bluza nie pomogła...) i niewiarygodnie zimnym wieczorem z soboty na niedzielę, nie miałem z imprezą absolutnie żadnych złych wspomnień. Bardzo mnie cieszy, że DFy dalej to co mają robić, robią doskonale. Cieszy mnie również to, że klątwa związana z programem anime została złamana.</p>

<p>Do zobaczenia za rok!</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/dni-fantastyki-2025-komentarz</guid>
      <pubDate>Tue, 28 Oct 2025 23:12:48 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Porozmawiajmy o tłumaczeniach mang na polski</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/porozmawiajmy-o-tlumaczeniach-mang-na-polski</link>
      <description>&lt;![CDATA[Kupując co jakiś czas mangi wydane na rynek polski liczę się z tym, że ich tłumaczenie może być często kontrowersyjne w niektórych miejscach. Jest to temat, który jest poruszany dość często przez fanów mangi i anime w Polsce, a do wychwytywania takich fragmentów powstały nawet specjalne strony, takie jak PolskieMangi. O ile jest tam sporo przykładów nietypowych tłumaczeń i szanuję sam projekt za to, że mówi wprost o tym problemie i stara się przy tym konstruktywnie uargumentować niektóre przykłady, tak reakcja ludzi w stylu &#34;osoba co to zatwierdzała czy tłumaczyła powinna wylecieć z roboty&#34; jest nieco przesadzona. Odnoszę wrażenie, jakby wiele osób komentując w ten sposób, nie znało się absolutnie na realiach tłumaczeń. Dzisiaj porozmawiamy sobie o tym temacie.&#xA;!--more--&#xA;Na wstępie powiem, że konstruktywna krytyka jak najbardziej jest pożądana i doceniam wszystkie osoby wyrażające swoje opinie. Niestety, o ile krytyka jest okej, nie pochwalam żadnych przejawów hejtu (przez hejt mam na myśli krytykę, która nie zawiera żadnych elementów konstruktywnych i ma na celu jedynie wbijać szpile w ludzi). Niech krytyka pozwala innym poprawić swoje błędy, a nie dodawać jadu.&#xA;&#xA;Jeśli chodzi o moje doświadczenia z tłumaczeniem, to miałem co jakiś czas przyjemność przełożyć część tekstów z języka angielskiego na polski. Były to głównie gry lub programy. Miałem również moduł tłumaczeniowy na moich studiach magisterskich. I powiem prosto z mostu: tłumaczenie tekstów z języków stosunkowo prostych gramatycznie (angielskiego oraz japońskiego) na niewiarygodnie kwiecisty język polski jest bardzo trudne. Wiąże się to z mnóstwem problemów. Część z nich to: &#xA;słowa klucze w języku oryginalnym, które są bardzo ogólne (np. angielskie &#34;to go&#34;, które może oznaczać przeróżne formy ruchu, z najbardziej neutralnym tłumaczeniem &#34;udawać się do...&#34;);&#xA;duża objętość tekstu (tłumaczenie na język polski naturalnie &#34;puchnie&#34; i wymaga mnóstwo wprawy i kombinowania, by zdania nie wyszły dłuższe niż oryginał).&#xA;słowa w języku oryginalnym, które nie mają naturalnego odpowiednika w języku polskim, np. japońskie 先輩 (&#34;senpai&#34; - starszy kolega, osoba wyższa stażem). Tak, patrzę na Was czytelnicy Nagatoro!&#xA;różne akcenty i gwary, które nie mają odpowiedników w języku polskim (a nawet jeśli są, to nie jest zalecane ich używanie w tłumaczeniach).&#xA;różnice kulturowe oraz żarty słowne, których w języku japońskim oraz angielskim jest mnóstwo, a w języku polskim są względnie niewskazane (czy serio wszystko musi mieć przypiętą łatkę &#34;suchara?)&#xA;&#xA;Nie każdy z powyższych problemów nie jest możliwy do rozwiązania, ale wymaga to mnóstwa kombinowania oraz bardzo często mniejszych lub większych kompromisów. I dyskusje odnośnie metod tłumaczenia, często nawet pojedynczych słów, toczone są bardzo często czy to w środowisku akademickim, czy wśród samych tłumaczy. Największy problem jest taki, że żadna z metod nie odda w całości myśli oryginału. O ile nie pracowałem nigdy w wydawnictwie, nie wierzę, że nie ma w nich dyskusji na ten temat.&#xA;&#xA;Kolejnym problemem jest odbiorca danego tłumaczenia. Zależnie o tego, kto jest odbiorcą danego medium, pod niego dostosowuje się metody tłumaczenia tekstu. Jakkolwiek kontrowersyjnie to nie zabrzmi, mangi wydawane na polski rynek nie są tworzone pod kątem fanów, znających w mniejszym lub większym stopniu kulturę japońską. Zawsze będą tłumaczone tak, żeby osoba totalnie niezaznajomiona z tą kulturą mogła dobrze się przy niej bawić i zrozumieć co najmniej większość dialogów oraz odniesień. Tłumaczeń tworzonych pod kątem miłośników Japonii raczej bym szukał właśnie w tłumaczeniach fanowskich, które z reguły nie są wcale gorsze czy lepsze (poza oczywistymi sprawami jak potrójne tłumaczenie japoński-  angielski-  polski) od tych robionych przez wydawnictwa. Ot, kierowane są do innego odbiorcy.&#xA;&#xA;W przypadku firm wydających mangi trzeba mieć na uwadze, że te działają z faktycznymi wydawnictwami (albo częściej licencjodawcami) japońskimi, które też w przypadku wydawania tytułów mają dość konkretne wymagania co do ich wydania. Gotowe i przetłumaczone mangi to efekt kilku, o ile nie kilkunastu audytów zgodności z wytycznymi narzuconymi przez wydawnictwo albo pośredników. Przez to istnieje bardzo niewielka szansa, że jakieś tłumaczenie wyjdzie nie tak jak ktoś sobie zażyczył. Oczywiście szansa jest, błędy ludzkie się zdarzają, ale nie jest tak, że mangi te są wydawane bezmyślnie.&#xA;&#xA;Pobawiłem się w adwokata diabła, czas więc na odbicie piłeczki. Czy uważam, że tłumaczenia mang na polski rynek są dobre? Pomimo opinii negatywnych fandomu mangowego, uważam, że nie są złe, ale jest faktycznie jeden aspekt, który czasami sprawia niesmak. Są to tłumaczenia ze wciskanymi na siłę odniesieniami do popkultury. Faktycznie jestem zdania, że tłumaczenia powinny być jak najbardziej ponadczasowe, a odniesienia będące rezultatem memów bardzo szybko się zestarzeją. Czy o &#34;horej curce&#34; będą wiedziały osoby za 15-20 lat? Część starszych roczników na pewno tak, ale pytanie co z osobami młodymi? Przyznaję, jest to tłumaczenie wymuszone i zbędne.&#xA;&#xA;Mój przekaz jest bardzo prosty: weryfikujmy tłumaczenia, jednak starajmy się przeanalizować, dlaczego dany tłumacz przetłumaczył daną rzecz tak, a nie inaczej. Bądźmy bardziej świadomi narzędzi, których używają tłumacze. Szanujmy ich pracę. I co najważniejsze: doceniajmy, że mamy dostęp do legalnych i względnie tanich mang w Polsce, i że ten rynek w porównaniu z anime rozwija się u nas dość prężnie. Krytykujcie konstruktywnie, ale nie hejtujcie dla hejtu.&#xA;&#xA;Róbcie rzeczy, dbajcie o siebie i do następnego!&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Kupując co jakiś czas mangi wydane na rynek polski liczę się z tym, że ich tłumaczenie może być często kontrowersyjne w niektórych miejscach. Jest to temat, który jest poruszany dość często przez fanów mangi i anime w Polsce, a do wychwytywania takich fragmentów powstały nawet specjalne strony, takie jak PolskieMangi. O ile jest tam sporo przykładów nietypowych tłumaczeń i szanuję sam projekt za to, że mówi wprost o tym problemie i stara się przy tym konstruktywnie uargumentować niektóre przykłady, tak reakcja ludzi w stylu “osoba co to zatwierdzała czy tłumaczyła powinna wylecieć z roboty” jest nieco przesadzona. Odnoszę wrażenie, jakby wiele osób komentując w ten sposób, nie znało się absolutnie na realiach tłumaczeń. Dzisiaj porozmawiamy sobie o tym temacie.

Na wstępie powiem, że konstruktywna krytyka jak najbardziej jest pożądana i doceniam wszystkie osoby wyrażające swoje opinie. Niestety, o ile krytyka jest okej, nie pochwalam żadnych przejawów hejtu (przez hejt mam na myśli krytykę, która nie zawiera żadnych elementów konstruktywnych i ma na celu jedynie wbijać szpile w ludzi). Niech krytyka pozwala innym poprawić swoje błędy, a nie dodawać jadu.</p>

<p>Jeśli chodzi o moje doświadczenia z tłumaczeniem, to miałem co jakiś czas przyjemność przełożyć część tekstów z języka angielskiego na polski. Były to głównie gry lub programy. Miałem również moduł tłumaczeniowy na moich studiach magisterskich. I powiem prosto z mostu: tłumaczenie tekstów z języków stosunkowo prostych gramatycznie (angielskiego oraz japońskiego) na niewiarygodnie kwiecisty język polski jest bardzo trudne. Wiąże się to z mnóstwem problemów. Część z nich to:
* słowa klucze w języku oryginalnym, które są bardzo ogólne (np. angielskie “to go”, które może oznaczać przeróżne formy ruchu, z najbardziej neutralnym tłumaczeniem “udawać się do...”);
* duża objętość tekstu (tłumaczenie na język polski naturalnie “puchnie” i wymaga mnóstwo wprawy i kombinowania, by zdania nie wyszły dłuższe niż oryginał).
* słowa w języku oryginalnym, które nie mają naturalnego odpowiednika w języku polskim, np. japońskie 先輩 (“senpai” – starszy kolega, osoba wyższa stażem). Tak, patrzę na Was czytelnicy Nagatoro!
* różne akcenty i gwary, które nie mają odpowiedników w języku polskim (a nawet jeśli są, to nie jest zalecane ich używanie w tłumaczeniach).
* różnice kulturowe oraz żarty słowne, których w języku japońskim oraz angielskim jest mnóstwo, a w języku polskim są względnie niewskazane (czy serio wszystko musi mieć przypiętą łatkę “suchara?)</p>

<p>Nie każdy z powyższych problemów nie jest możliwy do rozwiązania, ale wymaga to mnóstwa kombinowania oraz bardzo często mniejszych lub większych kompromisów. I dyskusje odnośnie metod tłumaczenia, często nawet pojedynczych słów, toczone są bardzo często czy to w środowisku akademickim, czy wśród samych tłumaczy. Największy problem jest taki, że żadna z metod nie odda w całości myśli oryginału. O ile nie pracowałem nigdy w wydawnictwie, nie wierzę, że nie ma w nich dyskusji na ten temat.</p>

<p>Kolejnym problemem jest odbiorca danego tłumaczenia. Zależnie o tego, kto jest odbiorcą danego medium, pod niego dostosowuje się metody tłumaczenia tekstu. Jakkolwiek kontrowersyjnie to nie zabrzmi, mangi wydawane na polski rynek nie są tworzone pod kątem fanów, znających w mniejszym lub większym stopniu kulturę japońską. Zawsze będą tłumaczone tak, żeby osoba totalnie niezaznajomiona z tą kulturą mogła dobrze się przy niej bawić i zrozumieć co najmniej większość dialogów oraz odniesień. Tłumaczeń tworzonych pod kątem miłośników Japonii raczej bym szukał właśnie w tłumaczeniach fanowskich, które z reguły nie są wcale gorsze czy lepsze (poza oczywistymi sprawami jak potrójne tłumaczenie japoński-&gt;angielski-&gt;polski) od tych robionych przez wydawnictwa. Ot, kierowane są do innego odbiorcy.</p>

<p>W przypadku firm wydających mangi trzeba mieć na uwadze, że te działają z faktycznymi wydawnictwami (albo częściej licencjodawcami) japońskimi, które też w przypadku wydawania tytułów mają dość konkretne wymagania co do ich wydania. Gotowe i przetłumaczone mangi to efekt kilku, o ile nie kilkunastu audytów zgodności z wytycznymi narzuconymi przez wydawnictwo albo pośredników. Przez to istnieje bardzo niewielka szansa, że jakieś tłumaczenie wyjdzie nie tak jak ktoś sobie zażyczył. Oczywiście szansa jest, błędy ludzkie się zdarzają, ale nie jest tak, że mangi te są wydawane bezmyślnie.</p>

<p>Pobawiłem się w adwokata diabła, czas więc na odbicie piłeczki. Czy uważam, że tłumaczenia mang na polski rynek są dobre? Pomimo opinii negatywnych fandomu mangowego, uważam, że nie są złe, ale jest faktycznie jeden aspekt, który czasami sprawia niesmak. Są to tłumaczenia ze wciskanymi na siłę odniesieniami do popkultury. Faktycznie jestem zdania, że tłumaczenia powinny być jak najbardziej ponadczasowe, a odniesienia będące rezultatem memów bardzo szybko się zestarzeją. Czy o “horej curce” będą wiedziały osoby za 15-20 lat? Część starszych roczników na pewno tak, ale pytanie co z osobami młodymi? Przyznaję, jest to tłumaczenie wymuszone i zbędne.</p>

<p>Mój przekaz jest bardzo prosty: weryfikujmy tłumaczenia, jednak starajmy się przeanalizować, dlaczego dany tłumacz przetłumaczył daną rzecz tak, a nie inaczej. Bądźmy bardziej świadomi narzędzi, których używają tłumacze. Szanujmy ich pracę. I co najważniejsze: doceniajmy, że mamy dostęp do legalnych i względnie tanich mang w Polsce, i że ten rynek w porównaniu z anime rozwija się u nas dość prężnie. Krytykujcie konstruktywnie, ale nie hejtujcie dla hejtu.</p>

<p>Róbcie rzeczy, dbajcie o siebie i do następnego!</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/porozmawiajmy-o-tlumaczeniach-mang-na-polski</guid>
      <pubDate>Mon, 20 Oct 2025 11:30:27 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Rawikon 2025 - komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/rawikon-2025-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[Zarówno moi znajomi, jak i czytelnicy mojego bloga wiedzą pewnie, że Rawikon jest jednym z najważniejszych konwentów na mojej osobistej mapie konwentowej. Miałem okazję obserwować rozwój tej imprezy od jej skromnych początków aż po niewiarygodnie udaną drugą edycję więc oczywistym było, że przyjdzie mi ponownie odwiedzić Rawicz.&#xA;!--more--&#xA;W tym roku wybrałem się na wszystkie dwa dni z opcją nocowania w hotelu oddalonym o około dwa kilometry od miejsca wydarzenia. Tak jak wcześniej na konwent pojechałem prywatnym autem i byłem dosłownie od początku aż do końca na terenie imprezy (a przynajmniej w jego najbliższym promieniu). Ponieważ jednak sama impreza była na tyle rozbudowana, że trudno byłoby mi rozpisać ją w moim tradycyjnym stylu na zasadzie &#34;zalety i wady&#34;, tak w przypadku tej relacji opiszę moje wrażenia z wyszczególnieniem na różne elementy konwentu.&#xA;&#xA;Przygotowania do Rawikonu&#xA;&#xA;O ile mnie konwentu nie potrzeba było przedstawiać, Rawikon jak każdy konwent musiał się też promować wśród osób, które są mniej konwentowe i kręcą się raczej wokół większych imprez, lub nie interesują się konwentami wcale. I chociaż nie jest to sama właściwa część konwentu, chciałem się też nad tym pochylić.&#xA;Ekipa Rawikonu była dostępna na Pyrkonie z niewielkim stoiskiem w strefie inicjatyw fanowskich. Z tego co jedynie kojarzę to była na nim możliwość pogrania w planszówki oraz warsztaty. Chociaż nie oczekiwałem zbyt wiele będąc osobą, która i tak zdecydowała się jechać na ten konwent, w moim odczuciu nie było to typowe stoisko każdego konwentu. Brak konkursów, brak questów oraz brak jakiegoś merchu konwentowego. Ale nie samym stoiskiem na Pyrkonie konwent żyje.&#xA;Dalej czas na social media: tutaj cała informacja skupiona na Facebooku. A kiedy mam na myśli cała, mam na myśli... praktycznie całą. Strona internetowa, chociaż ze zmienioną oprawą na motyw główny tegorocznego konwentu (fantastyczne zwierzęta), nie miała najświeższych informacji. Discord? Zaledwie z kilkoma kanałami, ale też praktycznie zero aktualizacji. Problem narodził się w momencie, w którym zainteresowałem się nocowaniem na sleeproomie. Ten nie tylko nie został na Discordzie ogłoszony, ale wręcz okazało się, że zapisy na sleeproom ruszyły już dawno i było już dostępne zaledwie ostatnie miejsce. Dopiero po moim wyraźnym feedbacku do Discorda został dodany bot działający jak mirror wpisów z Facebooka. Minimum, ale chociaż tyle.&#xA;Doceniam jednak konwenty, które nie lekceważą też stron internetowych, jak robi to chociażby Pyrkon czy Fantasmagoria. Pomyślcie o osobach bez Facebooka, proszę.&#xA;Tak czy siak, nadszedł czas konwentu...&#xA;&#xA;Co po przyjeździe?&#xA;&#xA;Pierwszym krokiem na każdym konwencie jest akredytacja. Rawikon jako wydarzenie bezpłatne wymagał od uczestników jedynie odebrania opaski i podania kodu pocztowego miejscowości, z której przyjechali. Ot, statystyka. Żaden problem. Dla tych, co mieli już odebrane opaski, punkt akredytacyjny służył też jako swego rodzaju punkt informacji, gdzie można było uzyskać informacje dotyczące dostępnych punktów programu.&#xA;Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, tegoroczny Rawikon postanowił wrócić do pomysłu papierowego informatora konwentowego. Ten zawierał zarówno cały dostępny program, jak i również niewielką, średnio czytelną mapkę pokazującą, gdzie znaleźć określone atrakcje. O ile wnętrze biblioteki było doskonale oznaczone, tak sama mapka otoczenia była w moim odczuciu średnio czytelna, bez jednoznacznej skali odległości. Problemem u mnie było rozszyfrowanie, jak daleko od Biblioteki znajduje się Centrum Kultury i Sztuki, w którym odbywała się część programu. Chociaż to okazało się być zaledwie półtorej minuty drogi piechotą od Biblioteki, musiałem się o tym dowiedzieć z map w telefonie.&#xA;Przy obecnych możliwościach, jakie daje OpenStreetMap, oraz narzędziach je wykorzystujących, na pewno da się stworzyć mapkę, która będzie dużo czytelniejsza.&#xA;Pewną kością niezgody również była kwestia limitowanych materiałowych opasek z grafiką z tegorocznego konwentu. Pomimo, że przybyliśmy na teren konwentu nieco przed godziną 11.00, opasek materiałowych już nie było, a zamiast tego rozdawano zwykłe, papierowe. Wielka szkoda, bo wbrew pozorom była to jedna z cenniejszych pamiątek, jaką można było wynieść z wydarzenia.&#xA;Nie mieliśmy jednak zbyt wiele czasu, by się zastanawiać. Czas było skorzystać z konwentu. Pierwszym przystankiem były...&#xA;&#xA;Prelekcje&#xA;&#xA;Udało nam się przyjechać względnie na styk, żeby zdążyć na naszą pierwszą prelekcję. Sekcję tę chciałem jednak zacząć od ogólnego opisania Rawikonu pod kątem prelekcji.&#xA;W tym roku były do dyspozycji trzy sale prelekcyjne. Jest to o jedną salę mniej niż rok temu (odpadła sekcja anime, która według moich informacji była bardziej winą niedotrzymania terminu zgłoszenia atrakcji na konwent, niż winą organizatorów), ale te jednak całkowicie wystarczyły. Wszystkie salki były klimatyzowane i było dosyć miejsca dla każdego. To zawsze ogromna odmiana po przeludnionym Pyrkonie.&#xA;Jeśli chodzi o same prelekcje, udało nam się z Michałem wziąć udział w czterech z nich, po dwie w sobotę i niedzielę.&#xA;Na sam początek panel o grach planszowych w sobotę o 11.00. Powiem krótko: był przyjemny, z czego zabrakło mi w nim większej interakcji z uczestnikami. Mając na względzie to, że był to stosunkowo kameralny punkt programu, można było dać się wypowiedzieć kilku osobom. Zabrakło mi tutaj networkingu między twórcami różnych imprez planszówkowych, a trochę się na to nastawiłem.&#xA;Rant na bóstwa Słowiańskie o godzinie 16.00 był w porządku. O ile prowadzący miał swój dość specyficzny styl, nie bawiłem się źle na tym punkcie programu.&#xA;W niedzielę hitami dnia były dla mnie dwie prelekcje: o Satanic Panic oraz o analizie filmu Epoka Lodowcowa pod kątem naukowym. Obie prelki były niezwykle merytorycznie przygotowane, a sale prelekcyjne były wypełnione prawie po brzegi. Obaj prelegenci mieli doświadczenie po Pyrkonie, i było to widać. Doskonałe punkty programu, i trochę szkoda mi było, że zwłaszcza ta druga prelekcja została wciśnięta na sam koniec konwentu. Tak czy siak, było w czym wybierać! Same salki też były klimatyzowane, więc był to przyjemny dodatek, zwłaszcza w tak upalne dni.&#xA;Następny punkt programu...&#xA;&#xA;Strefa gier RPG&#xA;&#xA;Jak co roku, Rawikon oferował kilka kameralnych salek do grania w gry RPG. Te były dostępne na najwyższym piętrze i oferowały wszystko to, co byłoby potrzebne do prowadzenia sesji RPG, a nawet więcej.&#xA;W celu zagrania sesji RPG, konieczne było zarejestrowanie się na sesję online przez platformę Evenea, oraz okazanie obsłudze konwentu kodu QR jako potwierdzenia obecności. Ja sam, wraz z moim towarzyszem Michałem, zapisaliśmy się na jedną sesję RPG w Fabula Ultima.&#xA;Sama sesja była przygotowana z mojej perspektywy doskonale, więc nie mam się do czego w tej kwestii doczepić.&#xA;Pod samym kątem organizacyjnym, osoby odpowiedzialne za strefę były absolutnie cudowne. Na żadnym innym konwencie nie widziałem, by uczestnikom była oferowana kawa lub herbata. Jest to jeden z tych smaczków Rawikonu, który zawsze będę wspominał. Ale o rodzinnej atmosferze konwentu jeszcze wspomnę nie raz w ramach tej relacji.&#xA;Jedyna rzecz, do której jestem sceptyczny to biletowanie tej atrakcji online. Miejsca na sesje było sporo, i na moje oko nie było to potrzebne. Zamiast biletowania sesji RPG online, postawiłbym za rok na zapisy na sesję na miejscu, jak również udostępnienie możliwości poprowadzenia sesji samemu, bądź przez dyżurnych Mistrzów Gry. Chociaż sale były tutaj ograniczeniem (o ile się orientuję, tych było 4 czy 5), warto się zastanowić w przyszłości nad tą kwestią.&#xA;Z pokrzepionymi umysłami, udaliśmy się pod bibliotekę, ulżyć naszym sakiewkom...&#xA;&#xA;Strefa wystawców&#xA;&#xA;Tegoroczna strefa wystawców niezmiennie została umieszczona wzdłuż ścian budynku biblioteki, jak również na placu tuż obok. Na co warto zwrócić uwagę, to że o ile rok temu wystawcy narzekali na mnóstwo pyłu osadzającego się na sprzedawanym przez nich towarze (plac nie był ugruntowany), w tym roku widać było, że ten przeszedł remont. Obecnie strefa wystawców znalazła się na nowoczesnym i pięknie wykończonym parkingu z kostki brukowej. Problem z kurzem został rozwiązany.&#xA;Jak sami wystawcy? Tutaj mam mieszane opinie. O ile rok temu było mnóstwo pisarzy czy wydawnictw, tak w tym roku było tylko jedno. Większość stoisk to były rękodzieła, grafiki lub bibeloty z Chin. Nie było najgorzej, ale mogło być lepiej. Miejmy nadzieję, że za rok więcej wystawców będzie skłonnych przyjechać na wydarzenie. Na całe szczęście porzucono też pomysł umieszczania niektórych wystawców na tarasie.&#xA;Jeśli chodzi o stoisko z gadżetami z Rawikonu: tutaj był krok do przodu kosztem kroku wstecz. Oferowane były koszulki, torby oraz kubki. Wszystko w ramach losowania kołem. Bardzo fajny pomysł, który zawsze na tego typu wydarzeniach kusi tę część mnie, która lubi odrobinę hazardu. Z drugiej strony oferowanego merchu było zauważalnie mniej niż rok temu. Próźno było szukać breloczków czy innych tego typu bibelotów. Same wzory na koszulkach też zdawały się momentami oderwane od identyfikacji wizualnej konwentu. Napis Rawikon i... ikona smoka lub gryfa z kilkoma głowami? Gdzie koszulka z tą przecudowną grafiką z tegorocznej edycji? Gdzie możliwość sprawienia sobie tej grafiki w innej formie (poza materiałową opaską, o której wspomniałem wyżej)?&#xA;Pod kątem gastronomii było nieźle. Bardzo duży wybór jedzenia z food trucków, od frytek belgijskich aż po Pasibusa czy lody z miejscowej spółdzielni mleczarskiej. Jeśli to nie pasowało, zawsze była możliwość pójścia do centrum miasta, oddalonego o niecałe trzy minuty drogi piechotą.&#xA;&#xA;Strefa gier retro&#xA;&#xA;Skuszony moim zeszłorocznym zwycięstwem w turnieju Mario Kart 64, chciałem poszukać wyzwań na tegorocznej strefie gier retro. Ta mogę stwierdzić, że była, i to w tym samym miejscu co poprzednio. Niestety już od razu rzuciła mi się w oczy niewiarygodnie mała liczba sprzętów retro oraz zupełnie inna ekipa odpowiadająca za ten punkt programu. Strefa ta przypominała bardziej mikro-muzeum gier retro, niż faktyczne miejsce, gdzie można spróbować różnych konsol do grania. Na pytanie o konkursy czy turnieje, jedna z organizatorek strefy spojrzała na mnie wzrokiem jakbym był jednym z tytułowych fantastycznych zwierząt. Brak turniejów. Bardzo, bardzo kiepsko. Strefa retro w trakcie pierwszej edycji była przeciętna, jednak tutaj udało się ją przebić. W negatywnym sensie. Zawiedziony poszedłem próbować innych atrakcji konwentu.&#xA;&#xA;Strefa chillu&#xA;&#xA;Rawikon, podobnie jak DFy, uważam za konwent, w którym doświadczenie konwentowe wynika ze zbalansowanej mieszanki brania udziału w atrakcjach konwentu, i odpoczynku w strefach chillu.&#xA;W tym roku strefy chillu ponownie były rozrzucone po całym konwencie. Leżaki pod sceną, wraz z dużą ilością namiotów chroniących przed słońcem, jak również taras.&#xA;Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, taras biblioteki został przerobiony w całości na strefę chillu. I chociaż problem niewystarczającego zadaszenia dalej pozostał, uważam to posunięcie za bardzo dobre. Zero prelekcji na słońcu, zero stoisk z wystawcami. Ot, gigantyczny balkon, kilka baldachimów, mnóstwo foteli i odpoczynek. Bardzo przyjemnie.&#xA;&#xA;Strefa &#34;gier bez prądu&#34;&#xA;&#xA;Pomysłodawca pierwszej edycji Rawikonu jest zapalonym planszówkowiczem. W związku z tym oczywistym było, że na Rawikonie nie mogło zabraknąć dobrze zaopatrzonej strefy z grami planszowymi.&#xA;W tym roku zrezygnowano z niewielkiego games roomu na najwyższym piętrze (w tym roku pokój ten był jedną z trzech sal prelekcyjnych), by dla odmiany pójść z rozmachem i przerobić na planszówkową strefę cały budynek Centrum Kultury i Sztuki. Tegoroczny games room był gigantyczny pod względem skali. Planszówek było również sporo do wypożyczenia. Udało się nawet gdzie niegdzie zmieścić kilku wystawców z planszówkami.&#xA;Mimo to, strefa świeciła praktycznie pustkami. Ponieważ Centrum Kultury było nieco oddalone od Biblioteki, czuję jakby do tej strefy nie dotarł każdy, kto chciałby do niej dotrzeć. Z zewnątrz jedyne, co zdradzało ten budynek to wiszące wokół flagi Rawikonu. O ile games room był reklamowany zarówno na strefie informacji, czy w formie gry konwentowej, było mocno czuć, że jest to strefa trochę izolująca część uczestników. W Centrum Kultury upchnięto trzy dość mocno zbliżone do siebie strefy: gry bitewne, planszówki oraz bardzo nieoczywistą strefę... graczy grających w Star Wars The Old Republic (w sporym skrócie byli tam gracze, którzy grali na rzutniku w SWOTORa, by reszta mogła się temu przyglądać). Trzy społeczności growe odizolowane od reszty uczestników konwentu.&#xA;Co bym widział w przyszłości? Być może większe wymieszanie atrakcji między Biblioteką a Centrum Kultury? Być może lepsze oznaczenie drogi, poza mało oczywistą mapką? Pomysły zostawiam organizatorom.&#xA;Wartoby też pomyśleć o przylegającym do Centrum Kultury parku, który mógłby być promowany jako fajna strefa do sesji zdjęciowych dla cosplayerów (może promocja lokalnych fotografów? Więcej wiosek?).&#xA;&#xA;Koncerty&#xA;&#xA;Tak samo jak rok temu, Rawikon był doskonałą okazją, by poznać wielu niezwykle ciekawych muzyków. W tym roku wziąłem udział w koncercie zespołu Joanny Lacher, znanej głównie z jej śpiewu w soundtracku do Wiedźmina 3. Koncert przecudowny, na najwyższym poziomie. Bawiłem się wyśmienicie...&#xA;Jednak zastanowiło mnie jedno. Tuż przed koncertem pojawiło się kilka problemów technicznych, co sprawiło, że sam koncert był mocno opóźniony. Jak pamiętam z zeszłego roku, podobna sytuacja była w przypadku koncertu Jeremiah Kane. Też odrobina opóźnień.&#xA;O ile nie znam się na muzyce i akustyce, nawet ja zauważyłem, że drugi rok z rzędu pojawiły się problemy w przypadku przygotowań do koncertu tych nieco ambitniejszych zespołów. Ocenę jednak zostawię tym, którzy znają się na tym temacie. Niemniej jednak koncert doszedł do skutku i było to wydarzenie istnie magiczne.&#xA;&#xA;Kino plenerowe&#xA;&#xA;W tym roku również odbyło się kino plenerowe. Film? &#34;Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć?&#34;. Klasycznie i zgodnie z tegorocznym motywem przewodnim konwentu. W tym roku nie było ulewy, więc seans się udał. Leżaków nie brakowało. Co na pewno mógłbym zasugerować organizatorom to żeby pomyśleć nad ewentualną opcją wypożyczenia kocy. Ja sam też będę musiał się w takowy zaopatrzyć przy okazji kolejnego konwentu.&#xA;&#xA;Ogólna atmosfera konwentu&#xA;&#xA;Każdy z nas jedzie na dany konwent z konkretnym celem i konkretnymi oczekiwaniami. Dla mnie takimi oczekiwaniami była właśnie jedyna w swoim rodzaju ciepła atmosfera wydarzenia. Nie zawiodłem się w żaden sposób.&#xA;Wszystkie osoby, które napotkałem były absolutnie przecudowne, od pomocników, aż po organizatorów. Było też mnóstwo znajomych twarzy, które miło mi było spotkać ponownie. Było dzielenie się jedzeniem i kawą (pozdrawiam szczególnie pomocników ze strefy RPG). I mnie samemu było miło dorzucić kilka groszy do atmosfery konwentu i rozdać kilkanaście kostek RPG wybranym jej uczestnikom. Mam nadzieję, że Wasze rzuty będą udane!&#xA;Podobała mi się też oprawa wizualna konwentu w postaci porastających poręcze schodów roślin, czy właśnie poukrywane czasami sekrety. Dobrze, jakby te jeszcze może poszerzono o tereny na zewnątrz od Biblioteki. Może jakieś dodatkowe pomniki? Konkursy na cosplay nawiązujący bezpośrednio do tematyki konwentu?&#xA;Ponownie, warto o tym pomyśleć na przyszły rok.&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Rawicon 2025 nie zawiódł mnie jako uczestnika. Wiedziałem, czego się spodziewać po imprezie, i zostało mi to dostarczone (no, może poza strefą retro i brakiem strefy anime). W związku z tym chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować Michałowi, który towarzyszył mi przez cały mój pobyt na Rawikonie, jak również wszystkim organizatorom, których mogłem poznać, wymienić kilka zdań (i wręczyć kostki) i podziękować za ich ciężką pracę.&#xA;&#xA;Do zobaczenia za rok! A tymczasem idę pomału szykować się do Gniezna...&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Zarówno moi znajomi, jak i czytelnicy mojego bloga wiedzą pewnie, że Rawikon jest jednym z najważniejszych konwentów na mojej osobistej mapie konwentowej. Miałem okazję obserwować rozwój tej imprezy od jej <a href="https://write.szkod.ovh/rawikon-2023-komentarz">skromnych początków</a> aż po <a href="https://write.szkod.ovh/rawikon-2024-komentarz">niewiarygodnie udaną drugą edycję</a> więc oczywistym było, że przyjdzie mi ponownie odwiedzić Rawicz.

W tym roku wybrałem się na wszystkie dwa dni z opcją nocowania w hotelu oddalonym o około dwa kilometry od miejsca wydarzenia. Tak jak wcześniej na konwent pojechałem prywatnym autem i byłem dosłownie od początku aż do końca na terenie imprezy (a przynajmniej w jego najbliższym promieniu). Ponieważ jednak sama impreza była na tyle rozbudowana, że trudno byłoby mi rozpisać ją w moim tradycyjnym stylu na zasadzie “zalety i wady”, tak w przypadku tej relacji opiszę moje wrażenia z wyszczególnieniem na różne elementy konwentu.</p>

<h2 id="przygotowania-do-rawikonu">Przygotowania do Rawikonu</h2>

<p>O ile mnie konwentu nie potrzeba było przedstawiać, Rawikon jak każdy konwent musiał się też promować wśród osób, które są mniej konwentowe i kręcą się raczej wokół większych imprez, lub nie interesują się konwentami wcale. I chociaż nie jest to sama właściwa część konwentu, chciałem się też nad tym pochylić.
Ekipa Rawikonu była dostępna na Pyrkonie z niewielkim stoiskiem w strefie inicjatyw fanowskich. Z tego co jedynie kojarzę to była na nim możliwość pogrania w planszówki oraz warsztaty. Chociaż nie oczekiwałem zbyt wiele będąc osobą, która i tak zdecydowała się jechać na ten konwent, w moim odczuciu nie było to typowe stoisko każdego konwentu. Brak konkursów, brak questów oraz brak jakiegoś merchu konwentowego. Ale nie samym stoiskiem na Pyrkonie konwent żyje.
Dalej czas na social media: tutaj cała informacja skupiona na Facebooku. A kiedy mam na myśli cała, mam na myśli... praktycznie całą. Strona internetowa, chociaż ze zmienioną oprawą na motyw główny tegorocznego konwentu (fantastyczne zwierzęta), nie miała najświeższych informacji. Discord? Zaledwie z kilkoma kanałami, ale też praktycznie zero aktualizacji. Problem narodził się w momencie, w którym zainteresowałem się nocowaniem na sleeproomie. Ten nie tylko nie został na Discordzie ogłoszony, ale wręcz okazało się, że zapisy na sleeproom ruszyły już dawno i było już dostępne zaledwie ostatnie miejsce. Dopiero po moim wyraźnym feedbacku do Discorda został dodany bot działający jak mirror wpisów z Facebooka. Minimum, ale chociaż tyle.
Doceniam jednak konwenty, które nie lekceważą też stron internetowych, jak robi to chociażby Pyrkon czy Fantasmagoria. Pomyślcie o osobach bez Facebooka, proszę.
Tak czy siak, nadszedł czas konwentu...</p>

<h2 id="co-po-przyjeździe">Co po przyjeździe?</h2>

<p>Pierwszym krokiem na każdym konwencie jest akredytacja. Rawikon jako wydarzenie bezpłatne wymagał od uczestników jedynie odebrania opaski i podania kodu pocztowego miejscowości, z której przyjechali. Ot, statystyka. Żaden problem. Dla tych, co mieli już odebrane opaski, punkt akredytacyjny służył też jako swego rodzaju punkt informacji, gdzie można było uzyskać informacje dotyczące dostępnych punktów programu.
Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, tegoroczny Rawikon postanowił wrócić do pomysłu papierowego informatora konwentowego. Ten zawierał zarówno cały dostępny program, jak i również niewielką, średnio czytelną mapkę pokazującą, gdzie znaleźć określone atrakcje. O ile wnętrze biblioteki było doskonale oznaczone, tak sama mapka otoczenia była w moim odczuciu średnio czytelna, bez jednoznacznej skali odległości. Problemem u mnie było rozszyfrowanie, jak daleko od Biblioteki znajduje się Centrum Kultury i Sztuki, w którym odbywała się część programu. Chociaż to okazało się być zaledwie półtorej minuty drogi piechotą od Biblioteki, musiałem się o tym dowiedzieć z map w telefonie.
Przy obecnych możliwościach, jakie daje OpenStreetMap, oraz narzędziach je wykorzystujących, na pewno da się stworzyć mapkę, która będzie dużo czytelniejsza.
Pewną kością niezgody również była kwestia limitowanych materiałowych opasek z grafiką z tegorocznego konwentu. Pomimo, że przybyliśmy na teren konwentu nieco przed godziną 11.00, opasek materiałowych już nie było, a zamiast tego rozdawano zwykłe, papierowe. Wielka szkoda, bo wbrew pozorom była to jedna z cenniejszych pamiątek, jaką można było wynieść z wydarzenia.
Nie mieliśmy jednak zbyt wiele czasu, by się zastanawiać. Czas było skorzystać z konwentu. Pierwszym przystankiem były...</p>

<h3 id="prelekcje">Prelekcje</h3>

<p>Udało nam się przyjechać względnie na styk, żeby zdążyć na naszą pierwszą prelekcję. Sekcję tę chciałem jednak zacząć od ogólnego opisania Rawikonu pod kątem prelekcji.
W tym roku były do dyspozycji trzy sale prelekcyjne. Jest to o jedną salę mniej niż rok temu (odpadła sekcja anime, która według moich informacji była bardziej winą niedotrzymania terminu zgłoszenia atrakcji na konwent, niż winą organizatorów), ale te jednak całkowicie wystarczyły. Wszystkie salki były klimatyzowane i było dosyć miejsca dla każdego. To zawsze ogromna odmiana po przeludnionym Pyrkonie.
Jeśli chodzi o same prelekcje, udało nam się z Michałem wziąć udział w czterech z nich, po dwie w sobotę i niedzielę.
Na sam początek panel o grach planszowych w sobotę o 11.00. Powiem krótko: był przyjemny, z czego zabrakło mi w nim większej interakcji z uczestnikami. Mając na względzie to, że był to stosunkowo kameralny punkt programu, można było dać się wypowiedzieć kilku osobom. Zabrakło mi tutaj networkingu między twórcami różnych imprez planszówkowych, a trochę się na to nastawiłem.
Rant na bóstwa Słowiańskie o godzinie 16.00 był w porządku. O ile prowadzący miał swój dość specyficzny styl, nie bawiłem się źle na tym punkcie programu.
W niedzielę hitami dnia były dla mnie dwie prelekcje: o Satanic Panic oraz o analizie filmu Epoka Lodowcowa pod kątem naukowym. Obie prelki były niezwykle merytorycznie przygotowane, a sale prelekcyjne były wypełnione prawie po brzegi. Obaj prelegenci mieli doświadczenie po Pyrkonie, i było to widać. Doskonałe punkty programu, i trochę szkoda mi było, że zwłaszcza ta druga prelekcja została wciśnięta na sam koniec konwentu. Tak czy siak, było w czym wybierać! Same salki też były klimatyzowane, więc był to przyjemny dodatek, zwłaszcza w tak upalne dni.
Następny punkt programu...</p>

<h3 id="strefa-gier-rpg">Strefa gier RPG</h3>

<p>Jak co roku, Rawikon oferował kilka kameralnych salek do grania w gry RPG. Te były dostępne na najwyższym piętrze i oferowały wszystko to, co byłoby potrzebne do prowadzenia sesji RPG, a nawet więcej.
W celu zagrania sesji RPG, konieczne było zarejestrowanie się na sesję online przez platformę Evenea, oraz okazanie obsłudze konwentu kodu QR jako potwierdzenia obecności. Ja sam, wraz z moim towarzyszem Michałem, zapisaliśmy się na jedną sesję RPG w Fabula Ultima.
Sama sesja była przygotowana z mojej perspektywy doskonale, więc nie mam się do czego w tej kwestii doczepić.
Pod samym kątem organizacyjnym, osoby odpowiedzialne za strefę były absolutnie cudowne. Na żadnym innym konwencie nie widziałem, by uczestnikom była oferowana kawa lub herbata. Jest to jeden z tych smaczków Rawikonu, który zawsze będę wspominał. Ale o rodzinnej atmosferze konwentu jeszcze wspomnę nie raz w ramach tej relacji.
Jedyna rzecz, do której jestem sceptyczny to biletowanie tej atrakcji online. Miejsca na sesje było sporo, i na moje oko nie było to potrzebne. Zamiast biletowania sesji RPG online, postawiłbym za rok na zapisy na sesję na miejscu, jak również udostępnienie możliwości poprowadzenia sesji samemu, bądź przez dyżurnych Mistrzów Gry. Chociaż sale były tutaj ograniczeniem (o ile się orientuję, tych było 4 czy 5), warto się zastanowić w przyszłości nad tą kwestią.
Z pokrzepionymi umysłami, udaliśmy się pod bibliotekę, ulżyć naszym sakiewkom...</p>

<h3 id="strefa-wystawców">Strefa wystawców</h3>

<p>Tegoroczna strefa wystawców niezmiennie została umieszczona wzdłuż ścian budynku biblioteki, jak również na placu tuż obok. Na co warto zwrócić uwagę, to że o ile rok temu wystawcy narzekali na mnóstwo pyłu osadzającego się na sprzedawanym przez nich towarze (plac nie był ugruntowany), w tym roku widać było, że ten przeszedł remont. Obecnie strefa wystawców znalazła się na nowoczesnym i pięknie wykończonym parkingu z kostki brukowej. Problem z kurzem został rozwiązany.
Jak sami wystawcy? Tutaj mam mieszane opinie. O ile rok temu było mnóstwo pisarzy czy wydawnictw, tak w tym roku było tylko jedno. Większość stoisk to były rękodzieła, grafiki lub bibeloty z Chin. Nie było najgorzej, ale mogło być lepiej. Miejmy nadzieję, że za rok więcej wystawców będzie skłonnych przyjechać na wydarzenie. Na całe szczęście porzucono też pomysł umieszczania niektórych wystawców na tarasie.
Jeśli chodzi o stoisko z gadżetami z Rawikonu: tutaj był krok do przodu kosztem kroku wstecz. Oferowane były koszulki, torby oraz kubki. Wszystko w ramach losowania kołem. Bardzo fajny pomysł, który zawsze na tego typu wydarzeniach kusi tę część mnie, która lubi odrobinę hazardu. Z drugiej strony oferowanego merchu było zauważalnie mniej niż rok temu. Próźno było szukać breloczków czy innych tego typu bibelotów. Same wzory na koszulkach też zdawały się momentami oderwane od identyfikacji wizualnej konwentu. Napis Rawikon i... ikona smoka lub gryfa z kilkoma głowami? Gdzie koszulka z tą przecudowną grafiką z tegorocznej edycji? Gdzie możliwość sprawienia sobie tej grafiki w innej formie (poza materiałową opaską, o której wspomniałem wyżej)?
Pod kątem gastronomii było nieźle. Bardzo duży wybór jedzenia z food trucków, od frytek belgijskich aż po Pasibusa czy lody z miejscowej spółdzielni mleczarskiej. Jeśli to nie pasowało, zawsze była możliwość pójścia do centrum miasta, oddalonego o niecałe trzy minuty drogi piechotą.</p>

<h3 id="strefa-gier-retro">Strefa gier retro</h3>

<p>Skuszony moim zeszłorocznym zwycięstwem w turnieju Mario Kart 64, chciałem poszukać wyzwań na tegorocznej strefie gier retro. Ta mogę stwierdzić, że była, i to w tym samym miejscu co poprzednio. Niestety już od razu rzuciła mi się w oczy niewiarygodnie mała liczba sprzętów retro oraz zupełnie inna ekipa odpowiadająca za ten punkt programu. Strefa ta przypominała bardziej mikro-muzeum gier retro, niż faktyczne miejsce, gdzie można spróbować różnych konsol do grania. Na pytanie o konkursy czy turnieje, jedna z organizatorek strefy spojrzała na mnie wzrokiem jakbym był jednym z tytułowych fantastycznych zwierząt. Brak turniejów. Bardzo, bardzo kiepsko. Strefa retro w trakcie pierwszej edycji była przeciętna, jednak tutaj udało się ją przebić. W negatywnym sensie. Zawiedziony poszedłem próbować innych atrakcji konwentu.</p>

<h3 id="strefa-chillu">Strefa chillu</h3>

<p>Rawikon, podobnie jak DFy, uważam za konwent, w którym doświadczenie konwentowe wynika ze zbalansowanej mieszanki brania udziału w atrakcjach konwentu, i odpoczynku w strefach chillu.
W tym roku strefy chillu ponownie były rozrzucone po całym konwencie. Leżaki pod sceną, wraz z dużą ilością namiotów chroniących przed słońcem, jak również taras.
Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, taras biblioteki został przerobiony w całości na strefę chillu. I chociaż problem niewystarczającego zadaszenia dalej pozostał, uważam to posunięcie za bardzo dobre. Zero prelekcji na słońcu, zero stoisk z wystawcami. Ot, gigantyczny balkon, kilka baldachimów, mnóstwo foteli i odpoczynek. Bardzo przyjemnie.</p>

<h3 id="strefa-gier-bez-prądu">Strefa “gier bez prądu”</h3>

<p>Pomysłodawca pierwszej edycji Rawikonu jest zapalonym planszówkowiczem. W związku z tym oczywistym było, że na Rawikonie nie mogło zabraknąć dobrze zaopatrzonej strefy z grami planszowymi.
W tym roku zrezygnowano z niewielkiego games roomu na najwyższym piętrze (w tym roku pokój ten był jedną z trzech sal prelekcyjnych), by dla odmiany pójść z rozmachem i przerobić na planszówkową strefę cały budynek Centrum Kultury i Sztuki. Tegoroczny games room był gigantyczny pod względem skali. Planszówek było również sporo do wypożyczenia. Udało się nawet gdzie niegdzie zmieścić kilku wystawców z planszówkami.
Mimo to, strefa świeciła praktycznie pustkami. Ponieważ Centrum Kultury było nieco oddalone od Biblioteki, czuję jakby do tej strefy nie dotarł każdy, kto chciałby do niej dotrzeć. Z zewnątrz jedyne, co zdradzało ten budynek to wiszące wokół flagi Rawikonu. O ile games room był reklamowany zarówno na strefie informacji, czy w formie gry konwentowej, było mocno czuć, że jest to strefa trochę izolująca część uczestników. W Centrum Kultury upchnięto trzy dość mocno zbliżone do siebie strefy: gry bitewne, planszówki oraz bardzo nieoczywistą strefę... graczy grających w Star Wars The Old Republic (w sporym skrócie byli tam gracze, którzy grali na rzutniku w SWOTORa, by reszta mogła się temu przyglądać). Trzy społeczności growe odizolowane od reszty uczestników konwentu.
Co bym widział w przyszłości? Być może większe wymieszanie atrakcji między Biblioteką a Centrum Kultury? Być może lepsze oznaczenie drogi, poza mało oczywistą mapką? Pomysły zostawiam organizatorom.
Wartoby też pomyśleć o przylegającym do Centrum Kultury parku, który mógłby być promowany jako fajna strefa do sesji zdjęciowych dla cosplayerów (może promocja lokalnych fotografów? Więcej wiosek?).</p>

<h3 id="koncerty">Koncerty</h3>

<p>Tak samo jak rok temu, Rawikon był doskonałą okazją, by poznać wielu niezwykle ciekawych muzyków. W tym roku wziąłem udział w koncercie zespołu Joanny Lacher, znanej głównie z jej śpiewu w soundtracku do Wiedźmina 3. Koncert przecudowny, na najwyższym poziomie. Bawiłem się wyśmienicie...
Jednak zastanowiło mnie jedno. Tuż przed koncertem pojawiło się kilka problemów technicznych, co sprawiło, że sam koncert był mocno opóźniony. Jak pamiętam z zeszłego roku, podobna sytuacja była w przypadku koncertu Jeremiah Kane. Też odrobina opóźnień.
O ile nie znam się na muzyce i akustyce, nawet ja zauważyłem, że drugi rok z rzędu pojawiły się problemy w przypadku przygotowań do koncertu tych nieco ambitniejszych zespołów. Ocenę jednak zostawię tym, którzy znają się na tym temacie. Niemniej jednak koncert doszedł do skutku i było to wydarzenie istnie magiczne.</p>

<h3 id="kino-plenerowe">Kino plenerowe</h3>

<p>W tym roku również odbyło się kino plenerowe. Film? “Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć?”. Klasycznie i zgodnie z tegorocznym motywem przewodnim konwentu. W tym roku nie było ulewy, więc seans się udał. Leżaków nie brakowało. Co na pewno mógłbym zasugerować organizatorom to żeby pomyśleć nad ewentualną opcją wypożyczenia kocy. Ja sam też będę musiał się w takowy zaopatrzyć przy okazji kolejnego konwentu.</p>

<h3 id="ogólna-atmosfera-konwentu">Ogólna atmosfera konwentu</h3>

<p>Każdy z nas jedzie na dany konwent z konkretnym celem i konkretnymi oczekiwaniami. Dla mnie takimi oczekiwaniami była właśnie jedyna w swoim rodzaju ciepła atmosfera wydarzenia. Nie zawiodłem się w żaden sposób.
Wszystkie osoby, które napotkałem były absolutnie przecudowne, od pomocników, aż po organizatorów. Było też mnóstwo znajomych twarzy, które miło mi było spotkać ponownie. Było dzielenie się jedzeniem i kawą (pozdrawiam szczególnie pomocników ze strefy RPG). I mnie samemu było miło dorzucić kilka groszy do atmosfery konwentu i rozdać kilkanaście kostek RPG wybranym jej uczestnikom. Mam nadzieję, że Wasze rzuty będą udane!
Podobała mi się też oprawa wizualna konwentu w postaci porastających poręcze schodów roślin, czy właśnie poukrywane czasami sekrety. Dobrze, jakby te jeszcze może poszerzono o tereny na zewnątrz od Biblioteki. Może jakieś dodatkowe pomniki? Konkursy na cosplay nawiązujący bezpośrednio do tematyki konwentu?
Ponownie, warto o tym pomyśleć na przyszły rok.</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Rawicon 2025 nie zawiódł mnie jako uczestnika. Wiedziałem, czego się spodziewać po imprezie, i zostało mi to dostarczone (no, może poza strefą retro i brakiem strefy anime). W związku z tym chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować Michałowi, który towarzyszył mi przez cały mój pobyt na Rawikonie, jak również wszystkim organizatorom, których mogłem poznać, wymienić kilka zdań (i wręczyć kostki) i podziękować za ich ciężką pracę.</p>

<p>Do zobaczenia za rok! A tymczasem idę pomału szykować się do Gniezna...</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/rawikon-2025-komentarz</guid>
      <pubDate>Sun, 06 Jul 2025 21:33:22 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>6 Festiwal Gier Planszowych OSTROwPLANSZE 2025 – komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/6-festiwal-gier-planszowych-ostrowplansze-2025-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[Jak co roku, i w tym postanowiłem na jeden dzień pojechać na tegoroczną edycję OSTROwPLANSZE do Ostrowa Wielkopolskiego. I jak co roku czas na moje podsumowanie wydarzenia.&#xA;!--more--&#xA;Jeśli czytaliście przy tym mój komentarz dotyczący edycji 2023 (nie mam pojęcia, co się stało z moim wpisem co do edycji z 2024 - czy była przerwa?), większość z moich pozytywnych komentarzy była dalej aktualna i w tegorocznej edycji. Wciąż można tutaj mówić o solidnym wydarzeniu w klasycznej lokalizacji, ze sporą liczbą planszówek, równie dużą liczbą pomocników oraz repertuarem nieco wykraczającym poza planszówki.&#xA;&#xA;Nie będę jednak ukrywał, że tegoroczna edycja OSTROwPLANSZE była dla mnie w kilku aspektach zawodem. Ale po kolei.&#xA;&#xA;Jeszcze uboższy program&#xA;&#xA;Moim zarzutem co do poprzednich edycji było to, że program był ubogawy w atrakcje. W tym roku muszę już powiedzieć, o ogromnym regresie pod tym kątem.&#xA;Zacznę jednak tutaj mój wywód od plusów: pojawiło się zdecydowanie więcej turniejów planszówkowych, w tym nawet jeden oficjalny, w którym nagrodą było miejsce na Mistrzostwach Polski w Catana. OSTROwPLANSZE pod tym kątem bardzo dobrze wymyślił, zgłaszając swoją kandydaturę na organizatora oficjalnych eliminacji. Lokalizacja oraz renoma wydarzenia na pewno w tym mocno pomogła. Turniejów też było całkiem sporo jak na sobotę. Tutaj niestety kończą się moje pozytywne słowa.&#xA;Przy wejściu na teren szkoły poza standardową akredytacją i opaską nie otrzymujemy żadnego programu. Jako cały program służyła biała tablica wystawiona przy wejściu na salę ze stołami. Na tablicy tylko turnieje planszówkowe oraz dopisane nieco później turnieje e-sportowe (a konkretnie całe dwa, jeden na sobotę, drugi na niedzielę). Brak prelekcji oraz brak wydarzeń związanych ze strefą retro. Trudno było również o informacje odnośnie sekcji warsztatowej oraz sekcji z grami RPG (o czym wspomnę później). W praktyce (w teorii niestety też) wyglądało na to, jakby na wydarzeniu poza standardowymi planszówkami do wypożyczenia oraz ogrania turniejowo nie działo się nic.&#xA;Trudni jest mi określić, czy był to wynik tego, że wydarzenie było robione w pewnych aspektach &#34;na szybko&#34;, czy po prostu zabrakło chętnych do organizacji niektórych rzeczy. Tak czy siak, tegoroczne OSTROwPLANSZE było wydarzeniem niewiele różniącym się od eventów robionych z mniejszym rozmachem. Szkoda.&#xA;&#xA;Braki wystawców&#xA;&#xA;Chociaż regres pod kątem ilości wystawców już dało się odczuć na poprzednich edycjach wydarzeń, mimo wszystko jeszcze wtedy wciąż na konwentach gościło kilka wydawnictw. W tym roku z powodu sąsiadowania OSTROwPLANSZE z innymi dużymi imprezami planszówkowymi wystawców było około 5 lub 6, w tym jedno niewielkie wydawnictwo. Nastawiony na ogranie nowości wydawniczych oraz ewentualne zakupy, wróciłem z wydarzenia zaledwie z kilkoma drobiazgami.&#xA;Największym problemem jednak było samo ich umiejscowienie. &#34;Strefa&#34; z wystawcami była w praktyce na samym końcu sali, wzdłuż prawej ściany. Mamy powtórkę sprzed trzech lat, gdzie wystawcy zostali upchnięci w najmniej widoczne miejsce, zamiast zdecydować się na postawienie ich bardziej od frontu. Patrząc na to, że już wtedy z mojej rozmowy z pewnym większym wydawnictwem planszówkowym czuć było, że widoczność nie była najwyższa, obawiam się, że OSTROwPLANSZE tym gorszą opinię może otrzymać teraz, i na kolejnej edycji pojawi się w najlepszym razie podobna ilość wystawców co w tym roku&#xA;&#xA;Nieistniejące oznaczenia sal z atrakcjami&#xA;&#xA;Chociaż co roku OSTROwPLANSZE cierpiał na dolegliwości związane z kiepskimi oznaczeniami, w tym roku było to szczególnie odczuwalne. Żeby dowiedzieć się, co znajdowało się w danej sali, trzeba było po prostu... zajrzeć do środka. W połączeniu z brakiem planu i mapki nie było tutaj mowy o tym, żeby się rozeznać, jakie dokładnie atrakcje oferuje konwent. W skrajnym przypadku ekipa odpowiedzialna za prowadzenie RPG prowadziła dwie sesje, w których brało udział 5 osób... łącznie. Ich stanowiska były upchnięte tuż za wypożyczalnią w małym korytarzu po prawej stronie (rok temu mieli podobną odnogę, ale tuż przy wejściu na wydarzenie po prawej stronie). Tak samo z salą e-sportową czy strefą warsztatową. OSTROwPLANSZE to brak oznaczeń atrakcji i pójście w absolutnie nieznane (niestety w negatywnym sensie).&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Spędziłem na wydarzeniu prawie 8 godzin i chociaż nie mogę narzekać na to, że ograłem mało gier, czuję duży zawód, że wydarzenie zaliczyło niewiarygodny regres, chociaż zawsze była dla mnie synonimem niewiarygodnie dobrze przemyślanej imprezy planszówkowej. W tym roku czułem, jakbym pojechał na wydarzenie, które robi zaledwie minimum, przez co jest tylko i wyłącznie poprawną imprezą planszówkową. Trudno mi tu określić, czy była to kwestia marketingu, czy po prostu tego, że termin wydarzenia został określony dość późno. Ja sam bawiłem się tylko dobrze, i to głównie za sprawą mojej ekipy.&#xA;Jeśli macie blisko do Ostrowa, wciąż polecam OSTROwPLANSZE jako mimo wszystko niezłą imprezę, ale jeśli macie tam nieco dalej, trzymajcie się wydarzeń lokalnych. Będziecie się bawić podobnie, o ile nie lepiej.&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Jak co roku, i w tym postanowiłem na jeden dzień pojechać na tegoroczną edycję OSTROwPLANSZE do Ostrowa Wielkopolskiego. I jak co roku czas na moje podsumowanie wydarzenia.

Jeśli czytaliście przy tym mój komentarz dotyczący <a href="https://write.szkod.ovh/4-festiwal-gier-planszowych-ostrowplansze-2023-komentarz">edycji 2023</a> (nie mam pojęcia, co się stało z moim wpisem co do edycji z 2024 – czy była przerwa?), większość z moich pozytywnych komentarzy była dalej aktualna i w tegorocznej edycji. Wciąż można tutaj mówić o solidnym wydarzeniu w klasycznej lokalizacji, ze sporą liczbą planszówek, równie dużą liczbą pomocników oraz repertuarem nieco wykraczającym poza planszówki.</p>

<p>Nie będę jednak ukrywał, że tegoroczna edycja OSTROwPLANSZE była dla mnie w kilku aspektach zawodem. Ale po kolei.</p>

<h2 id="jeszcze-uboższy-program">Jeszcze uboższy program</h2>

<p>Moim zarzutem co do poprzednich edycji było to, że program był ubogawy w atrakcje. W tym roku muszę już powiedzieć, o ogromnym regresie pod tym kątem.
Zacznę jednak tutaj mój wywód od plusów: pojawiło się zdecydowanie więcej turniejów planszówkowych, w tym nawet jeden oficjalny, w którym nagrodą było miejsce na Mistrzostwach Polski w Catana. OSTROwPLANSZE pod tym kątem bardzo dobrze wymyślił, zgłaszając swoją kandydaturę na organizatora oficjalnych eliminacji. Lokalizacja oraz renoma wydarzenia na pewno w tym mocno pomogła. Turniejów też było całkiem sporo jak na sobotę. Tutaj niestety kończą się moje pozytywne słowa.
Przy wejściu na teren szkoły poza standardową akredytacją i opaską nie otrzymujemy żadnego programu. Jako cały program służyła biała tablica wystawiona przy wejściu na salę ze stołami. Na tablicy tylko turnieje planszówkowe oraz dopisane nieco później turnieje e-sportowe (a konkretnie całe dwa, jeden na sobotę, drugi na niedzielę). Brak prelekcji oraz brak wydarzeń związanych ze strefą retro. Trudno było również o informacje odnośnie sekcji warsztatowej oraz sekcji z grami RPG (o czym wspomnę później). W praktyce (w teorii niestety też) wyglądało na to, jakby na wydarzeniu poza standardowymi planszówkami do wypożyczenia oraz ogrania turniejowo nie działo się nic.
Trudni jest mi określić, czy był to wynik tego, że wydarzenie było robione w pewnych aspektach “na szybko”, czy po prostu zabrakło chętnych do organizacji niektórych rzeczy. Tak czy siak, tegoroczne OSTROwPLANSZE było wydarzeniem niewiele różniącym się od eventów robionych z mniejszym rozmachem. Szkoda.</p>

<h2 id="braki-wystawców">Braki wystawców</h2>

<p>Chociaż regres pod kątem ilości wystawców już dało się odczuć na poprzednich edycjach wydarzeń, mimo wszystko jeszcze wtedy wciąż na konwentach gościło kilka wydawnictw. W tym roku z powodu sąsiadowania OSTROwPLANSZE z innymi dużymi imprezami planszówkowymi wystawców było około 5 lub 6, w tym jedno niewielkie wydawnictwo. Nastawiony na ogranie nowości wydawniczych oraz ewentualne zakupy, wróciłem z wydarzenia zaledwie z kilkoma drobiazgami.
Największym problemem jednak było samo ich umiejscowienie. “Strefa” z wystawcami była w praktyce na samym końcu sali, wzdłuż prawej ściany. Mamy powtórkę sprzed trzech lat, gdzie wystawcy zostali upchnięci w najmniej widoczne miejsce, zamiast zdecydować się na postawienie ich bardziej od frontu. Patrząc na to, że już wtedy z mojej rozmowy z pewnym większym wydawnictwem planszówkowym czuć było, że widoczność nie była najwyższa, obawiam się, że OSTROwPLANSZE tym gorszą opinię może otrzymać teraz, i na kolejnej edycji pojawi się w najlepszym razie podobna ilość wystawców co w tym roku</p>

<h2 id="nieistniejące-oznaczenia-sal-z-atrakcjami">Nieistniejące oznaczenia sal z atrakcjami</h2>

<p>Chociaż co roku OSTROwPLANSZE cierpiał na dolegliwości związane z kiepskimi oznaczeniami, w tym roku było to szczególnie odczuwalne. Żeby dowiedzieć się, co znajdowało się w danej sali, trzeba było po prostu... zajrzeć do środka. W połączeniu z brakiem planu i mapki nie było tutaj mowy o tym, żeby się rozeznać, jakie dokładnie atrakcje oferuje konwent. W skrajnym przypadku ekipa odpowiedzialna za prowadzenie RPG prowadziła dwie sesje, w których brało udział 5 osób... łącznie. Ich stanowiska były upchnięte tuż za wypożyczalnią w małym korytarzu po prawej stronie (rok temu mieli podobną odnogę, ale tuż przy wejściu na wydarzenie po prawej stronie). Tak samo z salą e-sportową czy strefą warsztatową. OSTROwPLANSZE to brak oznaczeń atrakcji i pójście w absolutnie nieznane (niestety w negatywnym sensie).</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Spędziłem na wydarzeniu prawie 8 godzin i chociaż nie mogę narzekać na to, że ograłem mało gier, czuję duży zawód, że wydarzenie zaliczyło niewiarygodny regres, chociaż zawsze była dla mnie synonimem niewiarygodnie dobrze przemyślanej imprezy planszówkowej. W tym roku czułem, jakbym pojechał na wydarzenie, które robi zaledwie minimum, przez co jest tylko i wyłącznie poprawną imprezą planszówkową. Trudno mi tu określić, czy była to kwestia marketingu, czy po prostu tego, że termin wydarzenia został określony dość późno. Ja sam bawiłem się tylko dobrze, i to głównie za sprawą mojej ekipy.
Jeśli macie blisko do Ostrowa, wciąż polecam OSTROwPLANSZE jako mimo wszystko niezłą imprezę, ale jeśli macie tam nieco dalej, trzymajcie się wydarzeń lokalnych. Będziecie się bawić podobnie, o ile nie lepiej.</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/6-festiwal-gier-planszowych-ostrowplansze-2025-komentarz</guid>
      <pubDate>Sat, 29 Mar 2025 20:05:56 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Dlaczego uwielbiam piątą edycję Talisman: Magia i Miecz?</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/dlaczego-uwielbiam-piata-edycje-talisman-magia-i-miecz</link>
      <description>&lt;![CDATA[W drugiej połowie lutego 2024 została ogłoszona piąta edycja klasycznej gry planszowej Talisman: Magia i Miecz, która u nas znana była przez lata po prostu jako Magia i Miecz. Od wydania bardzo udanej czwartej edycji minęło już siedemnaście lat, a więc najwyższy był czas, żeby w końcu pojawił się jej następca. I mimo wielu niepochlebnych opinii krążących zarówno po anglojęzycznym internecie, jak i tym polskim (zwłaszcza polskim), wszedłem w posiadanie nowego Talismana. Mówiąc krótko: jestem zachwycony!&#xA;!--more--&#xA;Warto zaznaczyć, że sam osobiście uważam Magię i Miecz za bardzo specjalną planszówkę, która towarzyszyła mi przez większość mojego okresu dorosłości. Była to moja pierwsza planszówka, którą nabyłem w okolicach roku 2011 i do dzisiaj jestem posiadaczem pierwszego jej wydania. Poza licznymi organizowanymi rozgrywkami w czasach liceum, gra pozwoliła mi też wkupić się w pewnym sensie w łaski mojego klubu fantastyki.&#xA;Jakkolwiek nie kochałbym Magii i Miecza, nie będę ukrywał, że pomimo niewiarygodnego klimatu przygody i magii, planszówka miała swoje wady. Największą był czas. Klasyczny Talisman to gra, w której gracze spędzają od 6 do 8 godzin, a i tak gra może zakończyć się na utknięciu graczy w Środkowej Krainie (czyli mniej więcej w 66% gry) bez wyłonienia jednoznacznego zwycięzcy. Nieco bardziej uciążliwych mechanik oczywiście było nieco więcej i o ile dawniej nie zwracałem na nich zbyt dużej uwagi, wraz z ograniem setek różnych planszówek zacząłem patrzeć na Talismana z trochę innej strony. Gra w pewnych aspektach zaczynała się starzeć. Dalej była świetna, ale już zaczynała być planszówką, z której rezygnowałem na rzecz nieco mniej czasochłonnych, a jednocześnie bardziej strategicznych tytułów.&#xA;W międzyczasie jednak wyszła piąta edycja Talismana, a ta namieszała mocno w moich obecnych planszówkowych preferencjach.&#xA;&#xA;Zmiany zasad&#xA;&#xA;Główną rzeczą, która wyróżnia nowego Talismana od pozostałych edycji są zmiany w kilku mechanikach. Są one na tyle znaczące, że rozpiszę je po kolei wraz z moim komentarzem odnośnie każdej z nich:&#xA;&#xA;Punkty Losu jako możliwość ruchu o dowolną liczbę pól — od momentu wprowadzenia w czwartej edycji Punktów Losu, które pozwalały przerzucać dowolną kość, zmieniła się mechanika gry, która dawała teraz graczom możliwość uniknięcia niekorzystnej sytuacji wynikającej ze złego rzutu. Sama mechanika Losu była w czwartej edycji przyjemna, ale ograniczała się głównie do przerzutu.&#xA;W piątej edycji Los otrzymał również dodatkową właściwość, jaką jest możliwość przesunięcia się do 6 pól na pole, na którym nie stoi inny gracz. Zmiana ta dodatkowo rozszerza możliwości graczy, by wybierać pola, które są bardziej korzystne w danej chwili (np. karty pozwalające pozyskać dodatkowe współczynniki siły i mocy), co uważam za bardzo przyjemną zmianę. Talisman dzięki temu niweluje element losowości w postaci rzutu kością, jak również dodaje aspekt bardziej przemyślanego zarządzania punktami losu oraz decyzji, czy opłacalne będzie wykorzystanie losu teraz, czy później, oraz w jakim stopniu opłacalne będzie zaatakowanie innego poszukiwacza, który w razie porażki dostanie jeden punkt losu. Ot, fajny dodatek, który niespodziewanie poszerza aspekt zarządzania dostępnymi zasobami w grze.&#xA;Zmiana wartości wymiany trofeów na punkty siły czy mocy — w poprzednich edycjach Talismana w celu otrzymania dodatkowego punktu siły lub mocy, wymagane było odrzucenie kart pokonanych wrogów o łącznej wartości większej lub równej 7. Konsekwencją tej mechaniki była niezwykle mozolna droga do podbicia wartości siły i/lub mocy naszej postaci do poziomu akceptowalnego, by zaryzykować wyprawę do Korony Władzy.&#xA;Nowa edycja Talismana przyjęła o wiele przyjemniejsze podejście, w którym w celu uzyskania znacznika siły lub mocy wystarczy nam wymiana trofeów o łącznej wartości co najmniej... naszego aktualnego poziomu siły lub mocy. Jest to jedna ze zmian, która diametralnie przyspiesza grę. Nasze statystyki rozwijają się bardzo szybko i o wiele bardziej równomiernie niż w starszych edycjach, gdzie w zasadzie końcowy etap gry i tak wymagał od nas posiadania jakichkolwiek akceptowalnych wartości siły, przez co nawet w przypadku dużej ilości mocy, musieliśmy uwzględniać rozwój tej pierwszej wartości. Zdecydowanie zmiana na plus, bez której stare edycje w moich oczach tracą sporo.&#xA;Osłabiona mechanika Ropuchy — ogromna kość niezgody między fanami różnych wersji. Ropucha w klasycznym Talismanie była sporą mechaniką kary, w której poza sporym ograniczeniem naszej mobilności na trzy tury, od razu traciliśmy całość naszego wyposażenia, który później mógł zostać łatwo rozkradziony przez innych graczy. &#xA;Najnowsza edycja w podstawowych zasadach oferuje jej łagodniejszy wariant, gdzie gracze zamieniają się w ropuchę na zaledwie jedną turę, przy czym poza zmniejszeniem statystyk na ten czas, dalej zachowują wszystkie swoje przedmioty. Po ograniu kilku rozgrywek uważam, że w nowej edycji mechanika ta z największej kary zamieniła się w zwykłego spowalniacza. Gracz zamieniony w ropuchę jest tylko bardziej podatniejszy na próby ataku w ciągu najbliższej jego tury, co wymaga od graczy bardzo dużego szczęścia w kościach. Chociaż przez wielu oceniana jako ogromną wadę nowej edycji, dla mnie zmiana jest bardzo neutralna. Nie szkodzi, ale też nie poprawia w znacznym stopniu gry. Jej sens bardziej jest widoczny w ogólnym designie gry, o którym rozpiszę się nieco dalej.&#xA;Opcja zmiany charakteru postaci na początku gry — w przypadku starej wersji Talismana, do każdej postaci przypisany był charakter dobry, neutralny bądź zły, który dawał graczom korzyści lub straty w zależności od kart. Główna zasada była jednak, że postać z danym charakterem musiała trzymać się kurczowo go trzymać i nie było możliwości zmienić charakteru w inny sposób jak tylko wydarzeniami na planszy (wyjątkiem był Druid). &#xA;W nowej edycji gracze mają swobodę w wyborze charakteru startowego postaci. O ile sama zmiana pozwala graczom na dostosowanie swojego bohatera na początek, drobnym problemem pozostaje fakt, że gra poprzez zmiany mechaniczne faworyzuje postacie neutralne, które mają na przykład łatwiejszy dostęp do punktów losu na polu Cmentarza. Na chwilę obecną zmiana raczej na plus, ale nie zmienia ona mocno mechaniki gry i widzę w niej raczej dobrą szansę na stworzenie czegoś fajnego w zbliżających się dodatkach do gry.&#xA;Śmierć postaci - podstawowy Talisman w przypadku śmierci postaci powodował, że dany gracz tracił wszystkie przedmioty i musiał zaczynać od nowa, z całkowicie nową postacią (albo starą, ale bez dotychczasowych zdobyczy). &#xA;W nowej edycji śmierć polega na przeniesieniu się do obszaru Wioski w Zewnętrznej Krainie i utracie następnej tury w celu wyleczenia się za złoto (w przypadku braku złota nasza postać leczona jest tylko o jeden punkt). Ponownie, oburzenia na forach ze strony fanów oryginału, niesmak, chęć spalenia piątej edycji na stosie. Ja sam uważam jednak, że zmiana jest na plus. Wraz ze zmianą dynamiki gry, zwykła śmierć wykluczyłaby całkowicie gracza z rozgrywki. W obecnej edycji i przy tych wszystkich zmianach, które zostały wprowadzone, i ta poprawka musiała wejść w życie.&#xA;Pomniejsze zmiany na planszy — nowa edycja to też zmiany w obszarach. Te na ogół są bardzo ciekawe i również dodają do gry sporo dynamiki. Dodanie pola Pieczary, w której przy rzucie kością możemy się przenieść na różne miejsca na planszy, dodaje nową opcję przejścia do Krainy Środkowej, co zawsze jest na plus. Alternatywna akcja Gospody, gdzie za dwie sztuki złota możemy przenieść się w naszej następnej turze do Świątyni, też przyspiesza rozgrywkę i niweluje efekt trudności z przedostaniem się do Środkowej Krainy w poprzednich edycjach (miewałem rozgrywki, gdzie przez bite 2 godziny żaden z graczy nie był w stanie tam wejść, a to z powodu kart, a to z powodu zwykle kiepsko rozwiniętej postaci). Z gry wyleciała też większość kart oraz obszarów, gdzie możemy stracić turę — ten &#34;przywilej&#34; zostawiono tylko dla graczy zamienionych w Ropuchę (co jest w sumie bardziej pasywnym &#34;utraceniem tury&#34;) oraz graczy, którzy zginą. Doceniam też bardzo tak subtelne zmiany jak to, że nie tracimy punktów siły czy mocy przy próbie forsowania wrót. Usunięcie ryzyka w jednym miejscu sprawia, że chętniej podejmujemy ryzyko w dalszym etapie gry.&#xA;Talizman jako przedmiot, który nie liczy się do limitu czterech kart — w podstawowej wersji gry karta Talizmanu, która służy jako przepustka do Korony Władzy, była zwykłym przedmiotem, który musieliśmy uwzględnić przy okazji zdobywania nowych przedmiotów. Mogliśmy mieć ich kilka sztuk, jak również mogliśmy go wyrzucać lub np. przetapiać przy pomocy Alchemika w złoto. W nowej edycji Talizman jest przedmiotem, który nie zajmuje nam miejsca w ekwipunku (twórcy postarali się nawet o fabularne wytłumaczenie, że ten łączy się z duszą naszego poszukiwacza) i też sami gracze nie mogą sami z siebie się go pozbyć (wciąż jednak w grę wchodzi przywłaszczenie sobie naszego Talizmanu przez innego gracza przy okazji walki). W moim odczuciu zmiana jest co najwyżej neutralna i bardziej służy temu, by zmniejszyć prawdopodobieństwo zabrania zbyt wielkiej ilości Talizmanów przez jednego gracza. Niemniej jednak nie wpływa to zbytnio na tempo rozgrywki, co bardziej sprzyja wyrównaniu szans między graczami. Może być, zmiana ani ziębi, ani grzeje.&#xA;Zmiana mechaniki Czaru Rozkaz na walkę z bossem — mamy również zmianę zakończenia Magii i Miecza. Tak jak w poprzednich edycjach gra miała mechanikę polegającą na rzutu kością by pomału wykrwawiać pozostałych przy życiu graczy, tak w nowej wersji mamy po prostu głównego bossa do zbicia, po którym gra automatycznie się kończy.&#xA;Chociaż Czar Rozkaz to był nieodzowny element gry, który nakładał na graczy więcej presji, by ruszyć w pościg za postacią, która dotarła do Korony Władzy, po moich ostatnich rozgrywkach w czwartą edycję powiem wprost: nie znoszę tej mechaniki. W większości moich gier była ona jedynie sztucznym przedłużeniem gry, która dodatkowo potrafiła jeszcze się wydłużyć kiedy inni gracze korzystali z leczenia, chociaż nie zmieniło to rezultatu gry. Ciekawym kompromisem było dodanie alternatywnych zakończeń w dodatku Podziemia do pierwszej i czwartej edycji, ale był to zaledwie jeden sposób rozwiązania problemu. W piątej edycji mamy do zbicia bossa o sile lub mocy 10 (możemy wybrać na co walczymy) i po pokonaniu go gra się kończy. Tyle. Koniec. Finito. Krótko i na temat. I na całe szczęście.&#xA;&#xA;Talisman inny, ale ten sam&#xA;&#xA;Po omówieniu konkretnych zmian, trzeba poruszyć kwestię samej rozgrywki. Po ograniu nowej wersji kilkukrotnie i przejrzeniu zasad nie mam wątpliwości, że każda z tych zmian była podyktowana konkretną wizją gry. Nowy Talisman to przede wszystkim o wiele szybsza wersja klasycznej gry. Poprzez wprowadzenie zaledwie kilku zmian, tempo rozgrywki gwałtownie wzrosło do tego stopnia, że z 6-8 godzin, grę można rozegrać od początku do końca w przeciągu 1,5-2 godzin (w przypadku początkujących lub nieco pasywniejszych graczy nie wykluczam rozgrywki trwającej do 4 godzin). Nowa wersja pod tym kątem przypomina trochę wyścig, w którym Magia i Miecz dzieli się na dwa etapy: przygody, w której rozbudowujemy naszą postać i staramy się przy okazji złapać Talizman oraz sprintu, w którym podejmujemy ryzyko przejścia przez Krainę Środkową. Nie uda nam się? Wrócimy do punktu wyjścia ze wszystkim, co do tej pory zdobyliśmy. I nic nie stanie na przeszkodzie by zadecydować o dodatkowym dozbrojeniu się w kolejne punkty siły lub mocy, czy dodatkowe punkty Losu. Albo próbować pędzić dalej. Zostaliśmy zamienieni w Ropuchę? Nie tracimy nic, tylko i aż po prostu jedną turę (która to też może z mojego doświadczenia przeważyć o wygranej bądź nie!). Wyścig trwa dalej.&#xA;Czy taka formuła Talismana jako gry przygodowo-wyścigowej ma sens? Ku mojemu zaskoczeniu... ma sens, i to nawet momentami większy niż mozolna rozgrywka w starsze edycje. O ile gra oferuje alternatywne reguły, które przywracają mechanikę Ropuchy ze starej edycji czy opcję wybrania permanentnej śmierci, po moich obserwacjach widzę, że wykorzystanie ich zaburzyłoby dynamikę tej gry. Dobrze że są i jak najbardziej nie widzę problemów by bardziej świadomi gracze z nich korzystali, ale ja sam nie mam zamiaru ich stosować na stole.&#xA;Czy gra ma klimat Talismanu? Oczywiście, że ma. To jest wciąż Magia i Miecz. Czuć to w kartach, czuć to w opisach i czuć to w emocjach, które towarzyszą graczom. Wciąż to jest.&#xA;&#xA;Kto będzie zawiedziony?&#xA;&#xA;Chociaż moim dotychczasowym wywodem ujawniłem się jako fan piątej edycji gry, nie będe ukrywał, że grze obrywa się za mnóstwo elementów i jest bardzo mocno krytykowana przez zagorzałych fanów poprzednich edycji. W większości jest to krytyka moim zdaniem niesłuszna, która zdaje się pomijać ogólny obraz gry, by doczepić się do pojedynczych elementów, ale nawet ja nie będę ukrywał, że piąta edycja nie zadowoli każdego.&#xA;Talisman: Magia i Miecz edycja 5 nie podejdzie zagorzałym fanom edycji czwartej, którzy zebrali kompletne wydanie wraz ze wszystkimi dodatkami i spodziewają się, że kolejny Talisman będzie taką samą grą. Dla tych osób czwarta edycja będzie najlepszą edycją Talismana i zmiany w piątej edycji raczej ich nie przekonają. I nie muszą. Czwarta edycja pomimo leciwości dalej jest doskonała, a ogrom dodatków zarówno oficjalnych jak i fanowskich sprawi, że gra ta będzie cieszyć przez lata.&#xA;Nowa edycja dostaje też mnóstwo krytyki w związku z nową szatą graficzną oraz grafikami na planszy, które są odwrócone stroną do środka planszy. Mnie to nie przeszkadza, komuś innemu będzie. Przeszkadza? Nie kupujcie.&#xA;Tak samo sprawa tyczy się zasad. O ile nowa edycja podąża wyraźną wizją, ponownie, jeśli nie jesteście do niej przekonani albo uważacie grę za zwykły skok na kasę, omijajcie zakup.&#xA;Jeśli jednak brakowało wam czegoś w starej edycji Talismana, albo nigdy w grę nie graliście, nie widzę powodu, żeby się w nową Magię i Miecz nie zaopatrzyć. Gry planszowe muszą się zmieniać, nawet te stare tytuły. Nie bójmy się zmian. Do zobaczenia przy stole!&#xA;&#xA;Chociaż wpis nie jest sponsorowany, chciałem podziękować ekipie Rebela z Pyrkonu, którzy dali mi możliwość przetestować grę na kilka miesięcy przed premierą i zainspirowali mnie do stworzenia tego wpisu. Jesteście cudowni. Do zobaczenia na Koronie Władzy!&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>W drugiej połowie lutego 2024 została ogłoszona piąta edycja klasycznej gry planszowej Talisman: Magia i Miecz, która u nas znana była przez lata po prostu jako Magia i Miecz. Od wydania bardzo udanej czwartej edycji minęło już siedemnaście lat, a więc najwyższy był czas, żeby w końcu pojawił się jej następca. I mimo wielu niepochlebnych opinii krążących zarówno po anglojęzycznym internecie, jak i tym polskim (zwłaszcza polskim), wszedłem w posiadanie nowego Talismana. Mówiąc krótko: jestem zachwycony!

Warto zaznaczyć, że sam osobiście uważam Magię i Miecz za bardzo specjalną planszówkę, która towarzyszyła mi przez większość mojego okresu dorosłości. Była to moja pierwsza planszówka, którą nabyłem w okolicach roku 2011 i do dzisiaj jestem posiadaczem pierwszego jej wydania. Poza licznymi organizowanymi rozgrywkami w czasach liceum, gra pozwoliła mi też wkupić się w pewnym sensie w łaski mojego klubu fantastyki.
Jakkolwiek nie kochałbym Magii i Miecza, nie będę ukrywał, że pomimo niewiarygodnego klimatu przygody i magii, planszówka miała swoje wady. Największą był czas. Klasyczny Talisman to gra, w której gracze spędzają od 6 do 8 godzin, a i tak gra może zakończyć się na utknięciu graczy w Środkowej Krainie (czyli mniej więcej w 66% gry) bez wyłonienia jednoznacznego zwycięzcy. Nieco bardziej uciążliwych mechanik oczywiście było nieco więcej i o ile dawniej nie zwracałem na nich zbyt dużej uwagi, wraz z ograniem setek różnych planszówek zacząłem patrzeć na Talismana z trochę innej strony. Gra w pewnych aspektach zaczynała się starzeć. Dalej była świetna, ale już zaczynała być planszówką, z której rezygnowałem na rzecz nieco mniej czasochłonnych, a jednocześnie bardziej strategicznych tytułów.
W międzyczasie jednak wyszła piąta edycja Talismana, a ta namieszała mocno w moich obecnych planszówkowych preferencjach.</p>

<h2 id="zmiany-zasad">Zmiany zasad</h2>

<p>Główną rzeczą, która wyróżnia nowego Talismana od pozostałych edycji są zmiany w kilku mechanikach. Są one na tyle znaczące, że rozpiszę je po kolei wraz z moim komentarzem odnośnie każdej z nich:</p>
<ul><li><strong>Punkty Losu jako możliwość ruchu o dowolną liczbę pól</strong> — od momentu wprowadzenia w czwartej edycji Punktów Losu, które pozwalały przerzucać dowolną kość, zmieniła się mechanika gry, która dawała teraz graczom możliwość uniknięcia niekorzystnej sytuacji wynikającej ze złego rzutu. Sama mechanika Losu była w czwartej edycji przyjemna, ale ograniczała się głównie do przerzutu.
W piątej edycji Los otrzymał również dodatkową właściwość, jaką jest możliwość przesunięcia się do 6 pól na pole, na którym nie stoi inny gracz. Zmiana ta dodatkowo rozszerza możliwości graczy, by wybierać pola, które są bardziej korzystne w danej chwili (np. karty pozwalające pozyskać dodatkowe współczynniki siły i mocy), co uważam za bardzo przyjemną zmianę. Talisman dzięki temu niweluje element losowości w postaci rzutu kością, jak również dodaje aspekt bardziej przemyślanego zarządzania punktami losu oraz decyzji, czy opłacalne będzie wykorzystanie losu teraz, czy później, oraz w jakim stopniu opłacalne będzie zaatakowanie innego poszukiwacza, który w razie porażki dostanie jeden punkt losu. Ot, fajny dodatek, który niespodziewanie poszerza aspekt zarządzania dostępnymi zasobami w grze.</li>
<li><strong>Zmiana wartości wymiany trofeów na punkty siły czy mocy</strong> — w poprzednich edycjach Talismana w celu otrzymania dodatkowego punktu siły lub mocy, wymagane było odrzucenie kart pokonanych wrogów o łącznej wartości większej lub równej 7. Konsekwencją tej mechaniki była niezwykle mozolna droga do podbicia wartości siły i/lub mocy naszej postaci do poziomu akceptowalnego, by zaryzykować wyprawę do Korony Władzy.
Nowa edycja Talismana przyjęła o wiele przyjemniejsze podejście, w którym w celu uzyskania znacznika siły lub mocy wystarczy nam wymiana trofeów o łącznej wartości co najmniej... naszego aktualnego poziomu siły lub mocy. Jest to jedna ze zmian, która diametralnie przyspiesza grę. Nasze statystyki rozwijają się bardzo szybko i o wiele bardziej równomiernie niż w starszych edycjach, gdzie w zasadzie końcowy etap gry i tak wymagał od nas posiadania jakichkolwiek akceptowalnych wartości siły, przez co nawet w przypadku dużej ilości mocy, musieliśmy uwzględniać rozwój tej pierwszej wartości. Zdecydowanie zmiana na plus, bez której stare edycje w moich oczach tracą sporo.</li>
<li><strong>Osłabiona mechanika Ropuchy</strong> — ogromna kość niezgody między fanami różnych wersji. Ropucha w klasycznym Talismanie była sporą mechaniką kary, w której poza sporym ograniczeniem naszej mobilności na trzy tury, od razu traciliśmy całość naszego wyposażenia, który później mógł zostać łatwo rozkradziony przez innych graczy.
Najnowsza edycja w podstawowych zasadach oferuje jej łagodniejszy wariant, gdzie gracze zamieniają się w ropuchę na zaledwie jedną turę, przy czym poza zmniejszeniem statystyk na ten czas, dalej zachowują wszystkie swoje przedmioty. Po ograniu kilku rozgrywek uważam, że w nowej edycji mechanika ta z największej kary zamieniła się w zwykłego spowalniacza. Gracz zamieniony w ropuchę jest tylko bardziej podatniejszy na próby ataku w ciągu najbliższej jego tury, co wymaga od graczy bardzo dużego szczęścia w kościach. Chociaż przez wielu oceniana jako ogromną wadę nowej edycji, dla mnie zmiana jest bardzo neutralna. Nie szkodzi, ale też nie poprawia w znacznym stopniu gry. Jej sens bardziej jest widoczny w ogólnym designie gry, o którym rozpiszę się nieco dalej.</li>
<li><strong>Opcja zmiany charakteru postaci na początku gry</strong> — w przypadku starej wersji Talismana, do każdej postaci przypisany był charakter dobry, neutralny bądź zły, który dawał graczom korzyści lub straty w zależności od kart. Główna zasada była jednak, że postać z danym charakterem musiała trzymać się kurczowo go trzymać i nie było możliwości zmienić charakteru w inny sposób jak tylko wydarzeniami na planszy (wyjątkiem był Druid).
W nowej edycji gracze mają swobodę w wyborze charakteru startowego postaci. O ile sama zmiana pozwala graczom na dostosowanie swojego bohatera na początek, drobnym problemem pozostaje fakt, że gra poprzez zmiany mechaniczne faworyzuje postacie neutralne, które mają na przykład łatwiejszy dostęp do punktów losu na polu Cmentarza. Na chwilę obecną zmiana raczej na plus, ale nie zmienia ona mocno mechaniki gry i widzę w niej raczej dobrą szansę na stworzenie czegoś fajnego w zbliżających się dodatkach do gry.</li>
<li><strong>Śmierć postaci</strong> – podstawowy Talisman w przypadku śmierci postaci powodował, że dany gracz tracił wszystkie przedmioty i musiał zaczynać od nowa, z całkowicie nową postacią (albo starą, ale bez dotychczasowych zdobyczy).
W nowej edycji śmierć polega na przeniesieniu się do obszaru Wioski w Zewnętrznej Krainie i utracie następnej tury w celu wyleczenia się za złoto (w przypadku braku złota nasza postać leczona jest tylko o jeden punkt). Ponownie, oburzenia na forach ze strony fanów oryginału, niesmak, chęć spalenia piątej edycji na stosie. Ja sam uważam jednak, że zmiana jest na plus. Wraz ze zmianą dynamiki gry, zwykła śmierć wykluczyłaby całkowicie gracza z rozgrywki. W obecnej edycji i przy tych wszystkich zmianach, które zostały wprowadzone, i ta poprawka musiała wejść w życie.</li>
<li><strong>Pomniejsze zmiany na planszy</strong> — nowa edycja to też zmiany w obszarach. Te na ogół są bardzo ciekawe i również dodają do gry sporo dynamiki. Dodanie pola Pieczary, w której przy rzucie kością możemy się przenieść na różne miejsca na planszy, dodaje nową opcję przejścia do Krainy Środkowej, co zawsze jest na plus. Alternatywna akcja Gospody, gdzie za dwie sztuki złota możemy przenieść się w naszej następnej turze do Świątyni, też przyspiesza rozgrywkę i niweluje efekt trudności z przedostaniem się do Środkowej Krainy w poprzednich edycjach (miewałem rozgrywki, gdzie przez bite 2 godziny żaden z graczy nie był w stanie tam wejść, a to z powodu kart, a to z powodu zwykle kiepsko rozwiniętej postaci). Z gry wyleciała też większość kart oraz obszarów, gdzie możemy stracić turę — ten “przywilej” zostawiono tylko dla graczy zamienionych w Ropuchę (co jest w sumie bardziej pasywnym “utraceniem tury”) oraz graczy, którzy zginą. Doceniam też bardzo tak subtelne zmiany jak to, że nie tracimy punktów siły czy mocy przy próbie forsowania wrót. Usunięcie ryzyka w jednym miejscu sprawia, że chętniej podejmujemy ryzyko w dalszym etapie gry.</li>
<li><strong>Talizman jako przedmiot, który nie liczy się do limitu czterech kart</strong> — w podstawowej wersji gry karta Talizmanu, która służy jako przepustka do Korony Władzy, była zwykłym przedmiotem, który musieliśmy uwzględnić przy okazji zdobywania nowych przedmiotów. Mogliśmy mieć ich kilka sztuk, jak również mogliśmy go wyrzucać lub np. przetapiać przy pomocy Alchemika w złoto. W nowej edycji Talizman jest przedmiotem, który nie zajmuje nam miejsca w ekwipunku (twórcy postarali się nawet o fabularne wytłumaczenie, że ten łączy się z duszą naszego poszukiwacza) i też sami gracze nie mogą sami z siebie się go pozbyć (wciąż jednak w grę wchodzi przywłaszczenie sobie naszego Talizmanu przez innego gracza przy okazji walki). W moim odczuciu zmiana jest co najwyżej neutralna i bardziej służy temu, by zmniejszyć prawdopodobieństwo zabrania zbyt wielkiej ilości Talizmanów przez jednego gracza. Niemniej jednak nie wpływa to zbytnio na tempo rozgrywki, co bardziej sprzyja wyrównaniu szans między graczami. Może być, zmiana ani ziębi, ani grzeje.</li>
<li><strong>Zmiana mechaniki Czaru Rozkaz na walkę z bossem</strong> — mamy również zmianę zakończenia Magii i Miecza. Tak jak w poprzednich edycjach gra miała mechanikę polegającą na rzutu kością by pomału wykrwawiać pozostałych przy życiu graczy, tak w nowej wersji mamy po prostu głównego bossa do zbicia, po którym gra automatycznie się kończy.
Chociaż Czar Rozkaz to był nieodzowny element gry, który nakładał na graczy więcej presji, by ruszyć w pościg za postacią, która dotarła do Korony Władzy, po moich ostatnich rozgrywkach w czwartą edycję powiem wprost: nie znoszę tej mechaniki. W większości moich gier była ona jedynie sztucznym przedłużeniem gry, która dodatkowo potrafiła jeszcze się wydłużyć kiedy inni gracze korzystali z leczenia, chociaż nie zmieniło to rezultatu gry. Ciekawym kompromisem było dodanie alternatywnych zakończeń w dodatku Podziemia do pierwszej i czwartej edycji, ale był to zaledwie jeden sposób rozwiązania problemu. W piątej edycji mamy do zbicia bossa o sile lub mocy 10 (możemy wybrać na co walczymy) i po pokonaniu go gra się kończy. Tyle. Koniec. Finito. Krótko i na temat. I na całe szczęście.</li></ul>

<h2 id="talisman-inny-ale-ten-sam">Talisman inny, ale ten sam</h2>

<p>Po omówieniu konkretnych zmian, trzeba poruszyć kwestię samej rozgrywki. Po ograniu nowej wersji kilkukrotnie i przejrzeniu zasad nie mam wątpliwości, że każda z tych zmian była podyktowana konkretną wizją gry. Nowy Talisman to przede wszystkim o wiele szybsza wersja klasycznej gry. Poprzez wprowadzenie zaledwie kilku zmian, tempo rozgrywki gwałtownie wzrosło do tego stopnia, że z 6-8 godzin, grę można rozegrać od początku do końca w przeciągu 1,5-2 godzin (w przypadku początkujących lub nieco pasywniejszych graczy nie wykluczam rozgrywki trwającej do 4 godzin). Nowa wersja pod tym kątem przypomina trochę wyścig, w którym Magia i Miecz dzieli się na dwa etapy: przygody, w której rozbudowujemy naszą postać i staramy się przy okazji złapać Talizman oraz sprintu, w którym podejmujemy ryzyko przejścia przez Krainę Środkową. Nie uda nam się? Wrócimy do punktu wyjścia ze wszystkim, co do tej pory zdobyliśmy. I nic nie stanie na przeszkodzie by zadecydować o dodatkowym dozbrojeniu się w kolejne punkty siły lub mocy, czy dodatkowe punkty Losu. Albo próbować pędzić dalej. Zostaliśmy zamienieni w Ropuchę? Nie tracimy nic, tylko i aż po prostu jedną turę (która to też może z mojego doświadczenia przeważyć o wygranej bądź nie!). Wyścig trwa dalej.
Czy taka formuła Talismana jako gry przygodowo-wyścigowej ma sens? Ku mojemu zaskoczeniu... ma sens, i to nawet momentami większy niż mozolna rozgrywka w starsze edycje. O ile gra oferuje alternatywne reguły, które przywracają mechanikę Ropuchy ze starej edycji czy opcję wybrania permanentnej śmierci, po moich obserwacjach widzę, że wykorzystanie ich zaburzyłoby dynamikę tej gry. Dobrze że są i jak najbardziej nie widzę problemów by bardziej świadomi gracze z nich korzystali, ale ja sam nie mam zamiaru ich stosować na stole.
Czy gra ma klimat Talismanu? Oczywiście, że ma. To jest wciąż Magia i Miecz. Czuć to w kartach, czuć to w opisach i czuć to w emocjach, które towarzyszą graczom. Wciąż to jest.</p>

<h2 id="kto-będzie-zawiedziony">Kto będzie zawiedziony?</h2>

<p>Chociaż moim dotychczasowym wywodem ujawniłem się jako fan piątej edycji gry, nie będe ukrywał, że grze obrywa się za mnóstwo elementów i jest bardzo mocno krytykowana przez zagorzałych fanów poprzednich edycji. W większości jest to krytyka moim zdaniem niesłuszna, która zdaje się pomijać ogólny obraz gry, by doczepić się do pojedynczych elementów, ale nawet ja nie będę ukrywał, że piąta edycja nie zadowoli każdego.
Talisman: Magia i Miecz edycja 5 nie podejdzie zagorzałym fanom edycji czwartej, którzy zebrali kompletne wydanie wraz ze wszystkimi dodatkami i spodziewają się, że kolejny Talisman będzie taką samą grą. Dla tych osób czwarta edycja będzie najlepszą edycją Talismana i zmiany w piątej edycji raczej ich nie przekonają. I nie muszą. Czwarta edycja pomimo leciwości dalej jest doskonała, a ogrom dodatków zarówno oficjalnych jak i fanowskich sprawi, że gra ta będzie cieszyć przez lata.
Nowa edycja dostaje też mnóstwo krytyki w związku z nową szatą graficzną oraz grafikami na planszy, które są odwrócone stroną do środka planszy. Mnie to nie przeszkadza, komuś innemu będzie. Przeszkadza? Nie kupujcie.
Tak samo sprawa tyczy się zasad. O ile nowa edycja podąża wyraźną wizją, ponownie, jeśli nie jesteście do niej przekonani albo uważacie grę za zwykły skok na kasę, omijajcie zakup.
Jeśli jednak brakowało wam czegoś w starej edycji Talismana, albo nigdy w grę nie graliście, nie widzę powodu, żeby się w nową Magię i Miecz nie zaopatrzyć. Gry planszowe muszą się zmieniać, nawet te stare tytuły. Nie bójmy się zmian. Do zobaczenia przy stole!</p>

<p><em>Chociaż wpis nie jest sponsorowany, chciałem podziękować ekipie Rebela z Pyrkonu, którzy dali mi możliwość przetestować grę na kilka miesięcy przed premierą i zainspirowali mnie do stworzenia tego wpisu. Jesteście cudowni. Do zobaczenia na Koronie Władzy!</em></p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/dlaczego-uwielbiam-piata-edycje-talisman-magia-i-miecz</guid>
      <pubDate>Thu, 08 Aug 2024 19:38:12 +0000</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>