<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
  <channel>
    <title>Szkodnix Write</title>
    <link>https://write.szkod.ovh/</link>
    <description>Prywatna instancja WriteFreely na wypociny Roberta na tematy fandomowe, nerdowskie, geekowe i czasami może informatyczne.</description>
    <pubDate>Fri, 03 Apr 2026 21:11:04 +0000</pubDate>
    <item>
      <title>Kurismasu 2025 - komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/kurismasu-2025-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[Chociaż miałem sobie odpuścić już konwenty na ten rok, złapał mnie trochę głód tego typu wydarzeń. Postanowiłem wobec tego nie przerywać mojej dobrej passy i znowu postawić na nowe wydarzenie. Dostałem od przyjaciółki informację, że ciekawym wydarzeniem może być Kurismasu 2025, reaktywowany po niemal ośmiu latach niewielki konwent dla fanów mangi i anime. Ponieważ ten odbywa się w Łodzi, nie myślałem długo.&#xA;!--more--&#xA;Ponieważ Kurismasu jest konwentem jednodniowym (sobotnim), wybrałem się wraz z moim konwentowym towarzyszem Michałem na cały dzień trwania wydarzenia. Jak w przypadku większości takich wyjazdów, postawiłem na podróż samochodem. Żeby nie ominąć przy tym ani jednej minuty konwentu (no może poza pierwszym pół godziny wydarzenia, gdzie jeszcze mogą trwać ostatnie szlify), wyjechaliśmy z Kalisza tak, żeby dojechać mniej więcej na godzinę 10.30. Wydarzenie odbywało się w głębi osiedla na Bałutach, więc nie było problemu z parkowaniem. I chociaż z powodu zimy zaczęło mnie męczyć przeziębienie, mój osobisty KatarKon musiał się odbyć!&#xA;&#xA;Przygotowania do Kurismasu&#xA;&#xA;Przyznam szczerze, że o Kurismasu dowiedziałem się od innych osób, a konkretnie przyjaciółki, która obecnie studiuje w Łodzi. Promocja całego wydarzenia, jak również aktualizacje i newsy co do przebiegu konwentu, odbywały się w zdecydowanej większości na Facebooku/Instagramie, do którego potem dołączył również program na będącej obecnie standardem konwentowania aplikacji Konwencik. Wydarzenie promowano również na kilku serwerach Discord Łódzkiej społeczności fanów mangi i anime, pojedynczych stronach fanowskich, portalach lokalnych, streamach czy mediach fundacji Majime Yunikoon będącej organizatorami. Na stronach typu konwenty.info czy Konwentach Południowych niestety informacji o Kurismasu próżno było szukać. A szkoda. Są to portale, które zawierają wygodną rozpiskę większości konwentów w Polsce i zdecydowanie przyniosłoby to wydarzeniu jeszcze więcej rozgłosu.&#xA;&#xA;Jeśli chodzi o same wejściówki to te możliwe były do zakupienia jedynie na miejscu w cenie 30 zł (albo 10 zł, jeśli przyszliśmy na zaledwie jedną, ostatnią godzinę wydarzenia). Nie było więc opcji, żeby wejściówkę zamówić online. Bardzo miłe nawiązanie do czasów mniejszych, staroszkolnych konwentów tworzonych od fanów dla fanów.&#xA;&#xA;Jedyne, do czego mogę się doczepić to właśnie opieranie wszystkich informacji o konwencie na fanpage&#39;u na Facebooku lub Instagramie. Dla mnie jako osoby, która z Facebooka zrezygnowała kilka lat temu, pozyskiwanie nowych informacji o konwencie było bardzo mocno utrudnione (strona wymusza zalogowanie się po obejrzeniu dwóch najnowszych wpisów) i musiałem w większości polegać na udostępnionym w wydarzeniu regulaminie. Instagram działa tutaj niewiele lepiej, ale też w pewnym momencie wymusza logowanie. Serwer Discord, o ile istnieje, również nie jest dostępny publicznie.&#xA;&#xA;Jestem zdania, że każdy konwent powinien dysponować własną stroną, nawet jeśli będzie to zwykła strona postawiona na darmowym Wordpressie bez własnej witryny. I tutaj na pewno organizatorów gorąco zachęcam do tego. Miejcie co najmniej jedno medium, na którym macie kontrolę nad informacjami, które wrzucacie.&#xA;Wróćmy jednak do mojego Katarkonu, Kurismasu...&#xA;&#xA;Co po przyjeździe?&#xA;&#xA;Kurismasu odbywał się w tym roku w budynku szkoły Akademii Techników Medycznych (a przynajmniej tak podaje OpenStreetMap) przy ulicy Żubardzkiej 26 w Łodzi. Mamy więc klasyczny konwent w klasycznym budynku jeszcze bardziej klasycznej szkoły. Po przyjeździe na miejsce szybko znaleźliśmy wejście. Chociaż na zewnątrz szkoły poza kilkoma banerami fundacji Majime Yunikoon nie było żadnych oznaczeń, szybko nas pokierowano do odpowiedniego wejścia. Na miejscu po opłaceniu akredytacji (możliwa była płatność kartą, chociaż zalecana była płatność gotówką) otrzymaliśmy identyfikator zawieszony na rzemyku oraz swego rodzaju &#34;bilet&#34; wielkości wizytówki na potrzeby wyboru Miss oraz Mistera Świąt. O samym bilecie wspomnę nieco później.&#xA;&#xA;Uwielbiam trend powrotu konwentów do faktycznych identyfikatorów i stopniowe porzucanie papierowych opasek. Mało tego! Identy na Kurismasu nie tylko służyły do rozróżnienia uczestników, ale również miały na odwrotach miejsca na stempelki. Można było je uzyskać poprzez wykonywanie różnych &#34;questów&#34; na terenie wydarzenia. O ile o samych questach mam mieszaną opinię (wyrażę ją w dalszej części wpisu) to sam pomysł takiego wykorzystania identów zasługuje na sporą pochwałę.&#xA;Po otrzymaniu niezbędnego pakietu oddaliśmy kurtki do szatni i poszliśmy sprawdzić, co Kurismasu ma do zaoferowania.&#xA;&#xA;Chociaż na właściwy teren konwentu wpuszczono wszystkich uczestników bliżej godziny 11.00, czyli około 15 minut po naszym zaakredytowaniu, nie było to dla nas problemem. Mieliśmy chwilę, by zapoznać się z programem i poczuć atmosferę Kurismasu. Tę mogę określić jako połączenie dwóch rzeczy: faktycznie ciepłego, rodzinnego konwentu z wydarzeniem fanowskim stworzonym w bardzo staroszkolnym stylu. Był to event dla niewielkiej grupy uczestników (chociaż nie mam dokładnych statystyk, obstawiałbym tutaj na oko ilość od 150 do 250 uczestników) stworzony przez faktycznych fanów. &#xA;&#xA;Teren konwentu składał się z:&#xA;&#xA;szatni w podziemiach szkoły;&#xA;parterze mieszczącym punkt informacyjny, strefę gastronomiczną z udonem oraz salą gimnastyczną zwaną &#34;Main Roomem&#34; (na większe atrakcje);&#xA;pierwszym piętrem ze strefami muzycznymi (DDR oraz Sing Star), stoiskiem gry konwentowej oraz pierwszą częścią wystawców;&#xA;drugim piętrem mieszczącym dwie salki prelekcyjne, strefę gier retro, foto ściankę, planszówkowy gamesroom i resztę wystawców, którzy nie zmieścili się piętro niżej.&#xA;&#xA;Wszystkie korytarze umieszczone były w jednym skrzydle budynku i jednej linii, a co za tym idzie niezwykle trudno było się pogubić. Ułożenie konwentu było jednym z plusów wydarzenia. Całość pomogła ogarnąć również niezwykle czytelna mapka, którą znaleźć można było przyklejoną na ścianach w różnych częściach szkoły. Nie potrzebowaliśmy więcej niż 30 sekund, żeby zlokalizować na mapkach nasze położenie, jak również nie minęły dwie minuty, żebyśmy byli w stanie zapamiętać, gdzie odbywa się jaki punkt programu.&#xA;&#xA;Jedyna drobna sugestia co do mam to dodanie ewentualnych kropek, służących jako punkt odniesienia, gdzie znajdują się uczestnicy konwentu, którzy stoją przy konkretnej mapce. Jest to jednak zaledwie sugestia, bez której również nie było większych problemów.&#xA;&#xA;Punkty programu&#xA;&#xA;Kurismasu jako niewielkie wydarzenie, nie szalał mocno z ilością punktów programu, by zamiast tego pójść bardziej w jakość. Sprawa z atrakcjami była prosta: były trzy miejsca, w których o konkretnych godzinach odbywały się prelekcje, warsztaty czy pokazy. Był to wyżej wspomniany Main Room na pokazy wymagające większej sceny (w końcu była to sala gimnastyczna) oraz dwie salki prelekcyjne będące zwykłymi klasami szkolnymi. Zwieńczeniem całego konwentu był &#34;Wieczorek Wigilijny&#34; odbywający się w Main Roomie w ostatniej godzinie wydarzenia, czyli od godziny 18.00 do 19.00.&#xA;&#xA;Ponieważ na mniejszych wydarzeniach nie wypada wręcz wybrzydzać, bardzo chętnie wybrałem się na mnóstwo punktów programu. O 12.00 postawiłem na prelekcję o magii świąt w anime, w Japonii oraz w Polsce. Punkt programu pomimo sporawych problemów technicznych dostarczył mi fajnej wiedzy, której potrzebowałem. Doceniam też to, że prowadzące dały możliwość wypowiedzi się w temacie prelekcji, co też jest przyjemnym dodatkiem, który zwłaszcza w tego typu wydarzeniach dodaje rodzinności i miłości fanów do fanów. Jestem pewny, że nie było to sztuczne zapchanie zbyt dużego bloku czasu, co dziewczyny? ;)&#xA;Po przerwie obiadowej jako zapychacz czasu dołączyliśmy również na spontanie do LARPa w stylu Mangowej Kolacji Wigilijnej prowadzonej przez te same prowadzące. Było przyjemnie, było śmiesznie, było mangowo. Ponownie, rodzinna atmosfera pełną gębą.&#xA;&#xA;Następnie prelekcja o AI niszczącym święta. Przygotowana niezwykle merytorycznie, chociaż nie dowiedziałem się z niej więcej, niż już wiedziałem. Bawiłem się jednak przy niej nieźle.&#xA;Następnie kilka godzin później zakończyłem dzień prezentacją o Świątecznych Odcinkach anime oraz zachodnich animacji. Prelekcja w stylu typowych prelek z bloku anime, czyli przyjemna, całkiem nieźle zrobiona merytorycznie i dość lekka. Ponownie, nie mam na co narzekać.&#xA;&#xA;Co mi się podobało w tych punktach programu, że rzeczywiście starano się trzymać tematyki świątecznej, i wyszło to nieźle. Chciałbym, żeby takie święta organizowano co roku dla każdego fana mangi i anime w Polsce.&#xA;&#xA;Strefa wystawców&#xA;&#xA;Impreza może być od fanów dla fanów, ale kapitalizm trzeba czasami pouprawiać. Kurismasu nie było tutaj wyjątkiem. Na konwencie dominowały stoiska mniejszych artystów z brelokami, naklejkami, przypinkami, biżuterią i drukiem 3D. Innymi słowy: wszystko to, czego nie może zabraknąć na żadnym konwencie. Ruch był jak na to wydarzenie sporawy, a sama strefa była stworzona tak, żeby żadne stoisko nie narzekało na kiepską widoczność. W osobnych częściach szkoły można było również znaleźć jedno stoisko ze słodyczami z Japonii, a w strefie gastronomicznej obok Main Roomu można było zamówić sycący yaki udon, którym żywiłem się w tym roku na DFach.&#xA;&#xA;Czego mi brakowało? Może nie jest to stricte związane z wystawcami, ale warto pomyśleć o jakimś sklepiku konwentowym, który będzie sprzedawał coś więcej niż tylko kubki. Ja sam uwielbiam kolekcjonować koszulki, i nie pogardziłbym tego typu merchem na konwencie, nawet jeśli byłby na zamówienie. Większość merchu Kurismasu rozdawana była jednak jako część atrakcji, więc udało mi się, chociaż wrócić z kilkoma naklejkami oraz Kurismasową przypinką. Zawsze to jakaś pamiątka.&#xA;&#xA;Strefa retro&#xA;&#xA;Za Strefę Retro odpowiedzialna jest znana mi grupa z Fundacji Dawne Komputery i Gry, która tworzyła strefę retro między innymi na Pyrkonie czy OSTROwPLANSZE kilka lat temu. Panowie i na tej imprezie byli nieźle przygotowani i zaopatrzeni w sporo fajnych sprzętów. Było w co grać, i na czym grać. Pozdrawiam pozostałych graczy Quake 3 Arena, którzy mieli kiedykolwiek okazję zagrać w Quake&#39;a na... telefonie z przyciskami.&#xA;&#xA;Questy i gra konwentowa&#xA;&#xA;Jedną z głównych atrakcji ciągłych na Kurismasu była możliwość wzięcia udziału w polowaniu na pieczątki. Te otrzymywaliśmy za questy polegające na odwiedzaniu konkretnych stref oraz ukańczanie stawianie przez nich wyzwań. Za zebranie odpowiedniej ilości pieczątek otrzymywaliśmy drobne upominki w postaci pamiątkowych naklejek czy magnesów.&#xA;Podobało mi się, że questy domyślnie zachęcały do faktycznym chodzeniu po konwencie i próbowania każdej dostępnej atrakcji. Wyzwania nie były duże (np. w Strefie Retro wyzwaniem było przejście co najmniej jednego poziomu Super Mario Bros na klasycznym NESie) i wymagały bardziej asertywności niż sporych umiejętności. Były też stempelki za atrakcje okazjonalne, jak np. zrobienie sobie zdjęcia ze Świętym Mikołajem chodzącym tylko o określonej godzinie.&#xA;&#xA;O ile sama idea questów była względnie oczywista, czuliśmy, że nie do końca dobrze było wyjaśnione, za co się dostaje pieczątki i ile. Chociaż była konkretna lista, niektóre podpunkty nie były wyjaśnione wystarczająco jasno, i gdyby nie pomoc obsługi ze strefy gry konwentowej, przegapilibyśmy co najmniej dwie pieczątki za stosunkowo proste zadania. Warto może tutaj rozpisać te zadania bardziej, albo dać więcej informacji punktowi informacyjnemu.&#xA;&#xA;Inną kwestią była gra konwentowa, polegająca na odnajdywaniu poprzyklejanych po całym konwencie kartek ze wskazówkami, które naprowadzą nas na konkretne hasło. Pomimo naszych prób, nie byliśmy w stanie jej wykonać. Gra konwentowa nie była wyjaśniona w naszym odczuciu wystarczająco jasno i nie wiedzieliśmy, że ostatecznym celem było odgadnięcie hasła, na które naprowadzić nas miały podane wskazówki. Byliśmy przekonani, że kiedy wskazówka mówiła o pudle z napisem &#34;dla Ciebie&#34; mieliśmy szukać faktycznego pudła, a nie, że była to podpowiedź dla hasła &#34;prezent&#34;. Sam szyfr do odgadnięcia wymagał ułożenia hasła z liter w konkretnym kolorze i w konkretnej kolejności. Mając na uwadze, że literki były niewiarygodnie małe, a co za tym idzie trudno było rozróżnić kolor (zadanie byłoby niemożliwe dla osób z zaburzeniami postrzegania kolorów), to jeszcze nie byliśmy w stanie wydedukować, które znalezione wskazówki były pierwsze, a które kolejne. Było to zdecydowanie bardziej frustrujące doświadczenie niż miało być. Zrezygnowaliśmy po pierwszej nieudanej próbie odgadnięcia hasła. Bardzo szkoda, że gra konwentowa nie została opracowana lepiej i w mardziej dostępnej formie. Jest to koniecznie do poprawy przy kolejnej edycji.&#xA;&#xA;Słyszeliśmy również o atrakcji w postaci Secret Santa, czyli wymiany losowych prezentów w stylu znanym nam ze szkół. Tutaj według moich ustaleń z organizatorami wydarzenie się odbyło, ale w nieco bardziej kameralnej formie z powodu niższego zainteresowania konwentowiczów. Bardzo doceniam, że twórcy konwentu mieli w przypadku tej atrakcji plan awaryjny.&#xA;&#xA;Świąteczny Wieczorek i BarszczyKon&#xA;&#xA;Punktem kulminacyjnym konwentu był Świąteczny Wieczorek, odbywający się o godzinie 18.00, czyli na godzinę przed zakończeniem wydarzenia. Na miejscu poza otrzymaniem pamiątkowej przypinki czekało kilka atrakcji.&#xA;&#xA;Na wstępie każdy uczestnik mógł bezpłatnie dostać darmowy barszczyk do picia. Ku mojemu zdziwieniu nie był to jednak tani barszcz z papierka, a faktycznie porządnie ugotowana zupa. Barszcz był wyśmienity (nie przesadzę, gdy powiem, że był najlepszy, jaki kiedykolwiek piłem!) i był dla mnie fajnym powrotem do czasów współorganizowanego przeze mnie Arkhamera, w którym była tradycja organizowania śniadania dla uczestników konwentu. Było bardzo, bardzo rodzinnie.&#xA;&#xA;Następnie była kwestia wyboru Miss oraz Mistera Świąt, czyli osoby z najlepszym cosplayem lub strojem świątecznym. Tutaj sprawa była prosta. Jak wspominałem na wstępie niniejszej recenzji, każdy uczestnik konwentu otrzymywał poza identyfikatorem bilet. Miał on konkretną instrukcję: należało go zachować lub osobiście podarować osobie, która w naszej opinii miała najlepsze przebranie lub cosplay. W konkursie wyboru Miss oraz Mistera Świąt wygrywała osoba, która takowych biletów otrzymała najwięcej. I chociaż mogło to być sporym polem do nadużyć (otrzymaliśmy losowo od jednej cosplayerki sugestię wręczenia jej takowego biletu, chociaż w jej przypadku było to zasłużone - niemniej jednak pozbyliśmy się już wcześniej naszych biletów), w praktyce dało uczestnikom sporo sprawczości. Każdy mógł wpłynąć na zwycięstwo każdego cosplayera, jak również miał specjalną moc powiedzenia komuś &#34;zrobiłeś/aś cudowny cosplay&#34;. I to było piękne. Mój bilet otrzymała uczestniczka, która jako jedyna przyszła w mundurku z serii Umamusume. Serdecznie pozdrawiam!&#xA;&#xA;Następnie przyszła pora do wspólnego śpiewania kolęd w wielu językach, z pomocą wydrukowanych śpiewników. Czas był pomału jechać do domu.&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Mój kalendarz konwentowy jest już wystarczająco wypełniony po brzegi, ale bez wątpienia znajdzie się w nim miejsce również na Kurismasu. Wydarzenie to było dla mnie bardzo odświeżające. I nie tylko była tutaj mowa o atmosferze świąt. Był to przede wszystkim bardzo staroszkolny konwent, który od A do Z został stworzony od fanów dla fanów. Dało się odczuć drobne opóźnienia, problemy i fuckupy, jak również kilka wyżej wspomnianych przeze mnie niedociągnięć. Są to jednak rzeczy, które sprawiły, że Kurismasu był konwentem doskonałym w swoim braku doskonałości. Konwentem stworzony z miłości łódzkiego fandomu mangi i anime do reszty fanów z Łodzi i pozostałej części kraju. I z całego serca liczę, że na mojej mapie konwentowej pojawi się o wiele więcej takich wydarzeń. Dalej róbcie rzeczy! Chcę więcej Kurismasu z jego BarszczyKonem. Mam tylko nadzieję, że los oszczędzi mi za rok KatarKonu...&#xA;&#xA;(Aktualizacja 14.12.2025 Jeden z organizatorów zauważył, że pominałem tutaj w sporej mierze promocję w innych mediach. W związku z tym doprecyzowałem nieco wpis żeby wspomnieć też te aspekty, i rozwinąć odrobinę sugestię co do portalu konwenty.info. Odpowiednio zmieniłem również adnotację co do Secret Santa. Musiałem źle zinterpretować słowa osoby organizującej wydarzenie przy stoisku gry konwentowej. Przepraszam za niedoprecyzowanie)&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Chociaż miałem sobie odpuścić już konwenty na ten rok, złapał mnie trochę głód tego typu wydarzeń. Postanowiłem wobec tego nie przerywać mojej dobrej passy i znowu postawić na nowe wydarzenie. Dostałem od przyjaciółki informację, że ciekawym wydarzeniem może być Kurismasu 2025, reaktywowany po niemal ośmiu latach niewielki konwent dla fanów mangi i anime. Ponieważ ten odbywa się w Łodzi, nie myślałem długo.

Ponieważ Kurismasu jest konwentem jednodniowym (sobotnim), wybrałem się wraz z moim konwentowym towarzyszem Michałem na cały dzień trwania wydarzenia. Jak w przypadku większości takich wyjazdów, postawiłem na podróż samochodem. Żeby nie ominąć przy tym ani jednej minuty konwentu (no może poza pierwszym pół godziny wydarzenia, gdzie jeszcze mogą trwać ostatnie szlify), wyjechaliśmy z Kalisza tak, żeby dojechać mniej więcej na godzinę 10.30. Wydarzenie odbywało się w głębi osiedla na Bałutach, więc nie było problemu z parkowaniem. I chociaż z powodu zimy zaczęło mnie męczyć przeziębienie, mój osobisty KatarKon musiał się odbyć!</p>

<h2 id="przygotowania-do-kurismasu">Przygotowania do Kurismasu</h2>

<p>Przyznam szczerze, że o Kurismasu dowiedziałem się od innych osób, a konkretnie przyjaciółki, która obecnie studiuje w Łodzi. Promocja całego wydarzenia, jak również aktualizacje i newsy co do przebiegu konwentu, odbywały się w zdecydowanej większości na Facebooku/Instagramie, do którego potem dołączył również program na będącej obecnie standardem konwentowania aplikacji Konwencik. Wydarzenie promowano również na kilku serwerach Discord Łódzkiej społeczności fanów mangi i anime, pojedynczych stronach fanowskich, portalach lokalnych, streamach czy mediach fundacji Majime Yunikoon będącej organizatorami. Na stronach typu konwenty.info czy Konwentach Południowych niestety informacji o Kurismasu próżno było szukać. A szkoda. Są to portale, które zawierają wygodną rozpiskę większości konwentów w Polsce i zdecydowanie przyniosłoby to wydarzeniu jeszcze więcej rozgłosu.</p>

<p>Jeśli chodzi o same wejściówki to te możliwe były do zakupienia jedynie na miejscu w cenie 30 zł (albo 10 zł, jeśli przyszliśmy na zaledwie jedną, ostatnią godzinę wydarzenia). Nie było więc opcji, żeby wejściówkę zamówić online. Bardzo miłe nawiązanie do czasów mniejszych, staroszkolnych konwentów tworzonych od fanów dla fanów.</p>

<p>Jedyne, do czego mogę się doczepić to właśnie opieranie wszystkich informacji o konwencie na fanpage&#39;u na Facebooku lub Instagramie. Dla mnie jako osoby, która z Facebooka zrezygnowała kilka lat temu, pozyskiwanie nowych informacji o konwencie było bardzo mocno utrudnione (strona wymusza zalogowanie się po obejrzeniu dwóch najnowszych wpisów) i musiałem w większości polegać na udostępnionym w wydarzeniu regulaminie. Instagram działa tutaj niewiele lepiej, ale też w pewnym momencie wymusza logowanie. Serwer Discord, o ile istnieje, również nie jest dostępny publicznie.</p>

<p>Jestem zdania, że każdy konwent powinien dysponować własną stroną, nawet jeśli będzie to zwykła strona postawiona na darmowym Wordpressie bez własnej witryny. I tutaj na pewno organizatorów gorąco zachęcam do tego. Miejcie co najmniej jedno medium, na którym macie kontrolę nad informacjami, które wrzucacie.
Wróćmy jednak do mojego Katarkonu, Kurismasu...</p>

<h2 id="co-po-przyjeździe">Co po przyjeździe?</h2>

<p>Kurismasu odbywał się w tym roku w budynku szkoły Akademii Techników Medycznych (a przynajmniej tak podaje OpenStreetMap) przy ulicy Żubardzkiej 26 w Łodzi. Mamy więc klasyczny konwent w klasycznym budynku jeszcze bardziej klasycznej szkoły. Po przyjeździe na miejsce szybko znaleźliśmy wejście. Chociaż na zewnątrz szkoły poza kilkoma banerami fundacji Majime Yunikoon nie było żadnych oznaczeń, szybko nas pokierowano do odpowiedniego wejścia. Na miejscu po opłaceniu akredytacji (możliwa była płatność kartą, chociaż zalecana była płatność gotówką) otrzymaliśmy identyfikator zawieszony na rzemyku oraz swego rodzaju “bilet” wielkości wizytówki na potrzeby wyboru Miss oraz Mistera Świąt. O samym bilecie wspomnę nieco później.</p>

<p>Uwielbiam trend powrotu konwentów do faktycznych identyfikatorów i stopniowe porzucanie papierowych opasek. Mało tego! Identy na Kurismasu nie tylko służyły do rozróżnienia uczestników, ale również miały na odwrotach miejsca na stempelki. Można było je uzyskać poprzez wykonywanie różnych “questów” na terenie wydarzenia. O ile o samych questach mam mieszaną opinię (wyrażę ją w dalszej części wpisu) to sam pomysł takiego wykorzystania identów zasługuje na sporą pochwałę.
Po otrzymaniu niezbędnego pakietu oddaliśmy kurtki do szatni i poszliśmy sprawdzić, co Kurismasu ma do zaoferowania.</p>

<p>Chociaż na właściwy teren konwentu wpuszczono wszystkich uczestników bliżej godziny 11.00, czyli około 15 minut po naszym zaakredytowaniu, nie było to dla nas problemem. Mieliśmy chwilę, by zapoznać się z programem i poczuć atmosferę Kurismasu. Tę mogę określić jako połączenie dwóch rzeczy: faktycznie ciepłego, rodzinnego konwentu z wydarzeniem fanowskim stworzonym w bardzo staroszkolnym stylu. Był to event dla niewielkiej grupy uczestników (chociaż nie mam dokładnych statystyk, obstawiałbym tutaj na oko ilość od 150 do 250 uczestników) stworzony przez faktycznych fanów.</p>

<p>Teren konwentu składał się z:</p>
<ul><li>szatni w podziemiach szkoły;</li>
<li>parterze mieszczącym punkt informacyjny, strefę gastronomiczną z udonem oraz salą gimnastyczną zwaną “Main Roomem” (na większe atrakcje);</li>
<li>pierwszym piętrem ze strefami muzycznymi (DDR oraz Sing Star), stoiskiem gry konwentowej oraz pierwszą częścią wystawców;</li>
<li>drugim piętrem mieszczącym dwie salki prelekcyjne, strefę gier retro, foto ściankę, planszówkowy gamesroom i resztę wystawców, którzy nie zmieścili się piętro niżej.</li></ul>

<p>Wszystkie korytarze umieszczone były w jednym skrzydle budynku i jednej linii, a co za tym idzie niezwykle trudno było się pogubić. Ułożenie konwentu było jednym z plusów wydarzenia. Całość pomogła ogarnąć również niezwykle czytelna mapka, którą znaleźć można było przyklejoną na ścianach w różnych częściach szkoły. Nie potrzebowaliśmy więcej niż 30 sekund, żeby zlokalizować na mapkach nasze położenie, jak również nie minęły dwie minuty, żebyśmy byli w stanie zapamiętać, gdzie odbywa się jaki punkt programu.</p>

<p>Jedyna drobna sugestia co do mam to dodanie ewentualnych kropek, służących jako punkt odniesienia, gdzie znajdują się uczestnicy konwentu, którzy stoją przy konkretnej mapce. Jest to jednak zaledwie sugestia, bez której również nie było większych problemów.</p>

<h2 id="punkty-programu">Punkty programu</h2>

<p>Kurismasu jako niewielkie wydarzenie, nie szalał mocno z ilością punktów programu, by zamiast tego pójść bardziej w jakość. Sprawa z atrakcjami była prosta: były trzy miejsca, w których o konkretnych godzinach odbywały się prelekcje, warsztaty czy pokazy. Był to wyżej wspomniany Main Room na pokazy wymagające większej sceny (w końcu była to sala gimnastyczna) oraz dwie salki prelekcyjne będące zwykłymi klasami szkolnymi. Zwieńczeniem całego konwentu był “Wieczorek Wigilijny” odbywający się w Main Roomie w ostatniej godzinie wydarzenia, czyli od godziny 18.00 do 19.00.</p>

<p>Ponieważ na mniejszych wydarzeniach nie wypada wręcz wybrzydzać, bardzo chętnie wybrałem się na mnóstwo punktów programu. O 12.00 postawiłem na prelekcję o magii świąt w anime, w Japonii oraz w Polsce. Punkt programu pomimo sporawych problemów technicznych dostarczył mi fajnej wiedzy, której potrzebowałem. Doceniam też to, że prowadzące dały możliwość wypowiedzi się w temacie prelekcji, co też jest przyjemnym dodatkiem, który zwłaszcza w tego typu wydarzeniach dodaje rodzinności i miłości fanów do fanów. Jestem pewny, że nie było to sztuczne zapchanie zbyt dużego bloku czasu, co dziewczyny? ;)
Po przerwie obiadowej jako zapychacz czasu dołączyliśmy również na spontanie do LARPa w stylu Mangowej Kolacji Wigilijnej prowadzonej przez te same prowadzące. Było przyjemnie, było śmiesznie, było mangowo. Ponownie, rodzinna atmosfera pełną gębą.</p>

<p>Następnie prelekcja o AI niszczącym święta. Przygotowana niezwykle merytorycznie, chociaż nie dowiedziałem się z niej więcej, niż już wiedziałem. Bawiłem się jednak przy niej nieźle.
Następnie kilka godzin później zakończyłem dzień prezentacją o Świątecznych Odcinkach anime oraz zachodnich animacji. Prelekcja w stylu typowych prelek z bloku anime, czyli przyjemna, całkiem nieźle zrobiona merytorycznie i dość lekka. Ponownie, nie mam na co narzekać.</p>

<p>Co mi się podobało w tych punktach programu, że rzeczywiście starano się trzymać tematyki świątecznej, i wyszło to nieźle. Chciałbym, żeby takie święta organizowano co roku dla każdego fana mangi i anime w Polsce.</p>

<h2 id="strefa-wystawców">Strefa wystawców</h2>

<p>Impreza może być od fanów dla fanów, ale kapitalizm trzeba czasami pouprawiać. Kurismasu nie było tutaj wyjątkiem. Na konwencie dominowały stoiska mniejszych artystów z brelokami, naklejkami, przypinkami, biżuterią i drukiem 3D. Innymi słowy: wszystko to, czego nie może zabraknąć na żadnym konwencie. Ruch był jak na to wydarzenie sporawy, a sama strefa była stworzona tak, żeby żadne stoisko nie narzekało na kiepską widoczność. W osobnych częściach szkoły można było również znaleźć jedno stoisko ze słodyczami z Japonii, a w strefie gastronomicznej obok Main Roomu można było zamówić sycący yaki udon, którym żywiłem się w tym roku na DFach.</p>

<p>Czego mi brakowało? Może nie jest to stricte związane z wystawcami, ale warto pomyśleć o jakimś sklepiku konwentowym, który będzie sprzedawał coś więcej niż tylko kubki. Ja sam uwielbiam kolekcjonować koszulki, i nie pogardziłbym tego typu merchem na konwencie, nawet jeśli byłby na zamówienie. Większość merchu Kurismasu rozdawana była jednak jako część atrakcji, więc udało mi się, chociaż wrócić z kilkoma naklejkami oraz Kurismasową przypinką. Zawsze to jakaś pamiątka.</p>

<h2 id="strefa-retro">Strefa retro</h2>

<p>Za Strefę Retro odpowiedzialna jest znana mi grupa z Fundacji Dawne Komputery i Gry, która tworzyła strefę retro między innymi na Pyrkonie czy OSTROwPLANSZE kilka lat temu. Panowie i na tej imprezie byli nieźle przygotowani i zaopatrzeni w sporo fajnych sprzętów. Było w co grać, i na czym grać. Pozdrawiam pozostałych graczy Quake 3 Arena, którzy mieli kiedykolwiek okazję zagrać w Quake&#39;a na... telefonie z przyciskami.</p>

<h2 id="questy-i-gra-konwentowa">Questy i gra konwentowa</h2>

<p>Jedną z głównych atrakcji ciągłych na Kurismasu była możliwość wzięcia udziału w polowaniu na pieczątki. Te otrzymywaliśmy za questy polegające na odwiedzaniu konkretnych stref oraz ukańczanie stawianie przez nich wyzwań. Za zebranie odpowiedniej ilości pieczątek otrzymywaliśmy drobne upominki w postaci pamiątkowych naklejek czy magnesów.
Podobało mi się, że questy domyślnie zachęcały do faktycznym chodzeniu po konwencie i próbowania każdej dostępnej atrakcji. Wyzwania nie były duże (np. w Strefie Retro wyzwaniem było przejście co najmniej jednego poziomu Super Mario Bros na klasycznym NESie) i wymagały bardziej asertywności niż sporych umiejętności. Były też stempelki za atrakcje okazjonalne, jak np. zrobienie sobie zdjęcia ze Świętym Mikołajem chodzącym tylko o określonej godzinie.</p>

<p>O ile sama idea questów była względnie oczywista, czuliśmy, że nie do końca dobrze było wyjaśnione, za co się dostaje pieczątki i ile. Chociaż była konkretna lista, niektóre podpunkty nie były wyjaśnione wystarczająco jasno, i gdyby nie pomoc obsługi ze strefy gry konwentowej, przegapilibyśmy co najmniej dwie pieczątki za stosunkowo proste zadania. Warto może tutaj rozpisać te zadania bardziej, albo dać więcej informacji punktowi informacyjnemu.</p>

<p>Inną kwestią była gra konwentowa, polegająca na odnajdywaniu poprzyklejanych po całym konwencie kartek ze wskazówkami, które naprowadzą nas na konkretne hasło. Pomimo naszych prób, nie byliśmy w stanie jej wykonać. Gra konwentowa nie była wyjaśniona w naszym odczuciu wystarczająco jasno i nie wiedzieliśmy, że ostatecznym celem było odgadnięcie hasła, na które naprowadzić nas miały podane wskazówki. Byliśmy przekonani, że kiedy wskazówka mówiła o pudle z napisem “dla Ciebie” mieliśmy szukać faktycznego pudła, a nie, że była to podpowiedź dla hasła “prezent”. Sam szyfr do odgadnięcia wymagał ułożenia hasła z liter w konkretnym kolorze i w konkretnej kolejności. Mając na uwadze, że literki były niewiarygodnie małe, a co za tym idzie trudno było rozróżnić kolor (zadanie byłoby niemożliwe dla osób z zaburzeniami postrzegania kolorów), to jeszcze nie byliśmy w stanie wydedukować, które znalezione wskazówki były pierwsze, a które kolejne. Było to zdecydowanie bardziej frustrujące doświadczenie niż miało być. Zrezygnowaliśmy po pierwszej nieudanej próbie odgadnięcia hasła. Bardzo szkoda, że gra konwentowa nie została opracowana lepiej i w mardziej dostępnej formie. Jest to koniecznie do poprawy przy kolejnej edycji.</p>

<p>Słyszeliśmy również o atrakcji w postaci Secret Santa, czyli wymiany losowych prezentów w stylu znanym nam ze szkół. Tutaj według moich ustaleń z organizatorami wydarzenie się odbyło, ale w nieco bardziej kameralnej formie z powodu niższego zainteresowania konwentowiczów. Bardzo doceniam, że twórcy konwentu mieli w przypadku tej atrakcji plan awaryjny.</p>

<h2 id="świąteczny-wieczorek-i-barszczykon">Świąteczny Wieczorek i BarszczyKon</h2>

<p>Punktem kulminacyjnym konwentu był Świąteczny Wieczorek, odbywający się o godzinie 18.00, czyli na godzinę przed zakończeniem wydarzenia. Na miejscu poza otrzymaniem pamiątkowej przypinki czekało kilka atrakcji.</p>

<p>Na wstępie każdy uczestnik mógł bezpłatnie dostać darmowy barszczyk do picia. Ku mojemu zdziwieniu nie był to jednak tani barszcz z papierka, a faktycznie porządnie ugotowana zupa. Barszcz był wyśmienity (nie przesadzę, gdy powiem, że był najlepszy, jaki kiedykolwiek piłem!) i był dla mnie fajnym powrotem do czasów współorganizowanego przeze mnie Arkhamera, w którym była tradycja organizowania śniadania dla uczestników konwentu. Było bardzo, bardzo rodzinnie.</p>

<p>Następnie była kwestia wyboru Miss oraz Mistera Świąt, czyli osoby z najlepszym cosplayem lub strojem świątecznym. Tutaj sprawa była prosta. Jak wspominałem na wstępie niniejszej recenzji, każdy uczestnik konwentu otrzymywał poza identyfikatorem bilet. Miał on konkretną instrukcję: należało go zachować lub osobiście podarować osobie, która w naszej opinii miała najlepsze przebranie lub cosplay. W konkursie wyboru Miss oraz Mistera Świąt wygrywała osoba, która takowych biletów otrzymała najwięcej. I chociaż mogło to być sporym polem do nadużyć (otrzymaliśmy losowo od jednej cosplayerki sugestię wręczenia jej takowego biletu, chociaż w jej przypadku było to zasłużone – niemniej jednak pozbyliśmy się już wcześniej naszych biletów), w praktyce dało uczestnikom sporo sprawczości. Każdy mógł wpłynąć na zwycięstwo każdego cosplayera, jak również miał specjalną moc powiedzenia komuś “zrobiłeś/aś cudowny cosplay”. I to było piękne. Mój bilet otrzymała uczestniczka, która jako jedyna przyszła w mundurku z serii Umamusume. Serdecznie pozdrawiam!</p>

<p>Następnie przyszła pora do wspólnego śpiewania kolęd w wielu językach, z pomocą wydrukowanych śpiewników. Czas był pomału jechać do domu.</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Mój kalendarz konwentowy jest już wystarczająco wypełniony po brzegi, ale bez wątpienia znajdzie się w nim miejsce również na Kurismasu. Wydarzenie to było dla mnie bardzo odświeżające. I nie tylko była tutaj mowa o atmosferze świąt. Był to przede wszystkim bardzo staroszkolny konwent, który od A do Z został stworzony od fanów dla fanów. Dało się odczuć drobne opóźnienia, problemy i fuckupy, jak również kilka wyżej wspomnianych przeze mnie niedociągnięć. Są to jednak rzeczy, które sprawiły, że Kurismasu był konwentem doskonałym w swoim braku doskonałości. Konwentem stworzony z miłości łódzkiego fandomu mangi i anime do reszty fanów z Łodzi i pozostałej części kraju. I z całego serca liczę, że na mojej mapie konwentowej pojawi się o wiele więcej takich wydarzeń. Dalej róbcie rzeczy! Chcę więcej Kurismasu z jego BarszczyKonem. Mam tylko nadzieję, że los oszczędzi mi za rok KatarKonu...</p>

<p><em>(Aktualizacja 14.12.2025 Jeden z organizatorów zauważył, że pominałem tutaj w sporej mierze promocję w innych mediach. W związku z tym doprecyzowałem nieco wpis żeby wspomnieć też te aspekty, i rozwinąć odrobinę sugestię co do portalu konwenty.info. Odpowiednio zmieniłem również adnotację co do Secret Santa. Musiałem źle zinterpretować słowa osoby organizującej wydarzenie przy stoisku gry konwentowej. Przepraszam za niedoprecyzowanie)</em></p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/kurismasu-2025-komentarz</guid>
      <pubDate>Sat, 13 Dec 2025 22:31:14 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Dni Fantastyki 2025 - komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/dni-fantastyki-2025-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[W ramach nadrabiania moich zaległości związanych z relacjami z konwentów czas porozmawiać o jednym z najważniejszych dla mnie konwentów: wrocławskich DFach. O edycjach 2022 oraz 2023 rozpisałem się już dawno temu. Jak jednak było w tym roku?&#xA;!--more--&#xA;&#xA;Przygotowania do konwentu&#xA;&#xA;Wrocławskie DFy są imprezą mającą już 20 lat tradycji, więc jest to wydarzenie, które kojarzy większość fandomu jako swoisty &#34;nieco mniejszy Pyrkon, który robi lepszą robotę od faktycznego Pyrkonu&#34;. Widać to też po kontakcie: bardzo schludna strona internetowa ze wszystkimi niezbędnymi informacjami, programami, mapkami oraz newsami. Serwer Discord, chociaż minimalistyczny też służy jako niezłe miejsce kontaktu z organizatorami. Dla osób korzystających z korpo-mediów Instagram oraz Facebook.&#xA;Nie miałem żadnych problemów, żeby znaleźć wszystko, czego bym potrzebował. Bardzo duży plus za komunikację! Po zaopatrzeniu się w niezbędne informacje czas było jechać w drogę.&#xA;&#xA;Co po przyjeździe?&#xA;&#xA;Jak co roku (poza poprzednim rokiem, w którym DFy tymczasowo zmieniły lokalizację) DFy są imprezą, na którą jeżdżę na pełne trzy dni, od piątku do niedzieli oraz akredytacją zakupioną przed wydarzeniem. Standardowo proces akredytacyjny przebiegł bez problemu i otrzymałem pełną wejściówkę na wszystkie dni trwania konwentu w formie plastikowej opaski oraz... faktycznej wejściówki na smyczy. Bardzo doceniam, że konwenty wracają do tego trendu, ponieważ taki identyfikator jest zawsze niezłą pamiątką samą w sobie.&#xA;Tak jak w przypadku poprzednich lat, na DFy składała się sekcja bezpłatna w parku wokół Zamku oraz płatna strefa atrakcji w samym budynku. Podobnie jak w tamtym roku, zdecydowano się na zmiany jeśli chodzi o kwestię zakupu biletów. Te można było kupić albo na pojedyncze dni, albo na wszystkie trzy, albo na wstęp wyłącznie do planszówkowego gamesroomu. Zrezygnowano z wolnego wstępu do Zamku i możliwości zakupu biletów na konkretne prelekcje. Zdecydowanie zmiana na plus, tym bardziej że rok temu właśnie skorzystałem z opcji jednodniowego biletu i nie musiałem biegać co chwila do kasy na zakup pojedynczych wejściówek na dane punkty programu.&#xA;Dla osób preferujących papierowy plan, ten był dostępny dla każdego zainteresowanego do wzięcia. Ponownie, bardzo przyjemny ukłon w stronę osób, które nie chcą się uzależniać od Konwencika.&#xA;Z planem w ręku wyruszyłem pokorzystać z konwentu.&#xA;&#xA;Atmosfera konwentu&#xA;&#xA;Atmosferę DFów wypracowano już na przestrzeni ostatnich wielu lat. Ta pozostała niezmienna. DFy dalej są konwentem, na którym jest naprzemiennie odpoczynek, uczestnictwo w punkcie programu, odpoczynek, okazjonalna wizyta na strefie wystawców, odpoczynek itd.&#xA;Jest to dalej jedna z najlepszych cech konwentu, i nawet w tym roku nie byłem pod tym kątem zawiedziony.&#xA;&#xA;Strefa wystawców&#xA;&#xA;DFy z roku na rok trzymają wysoki poziom jeśli chodzi o wystawców. Ten rok nie był wcale wyjątkiem. Mieszanka stoisk mniejszych artystów z większymi stoiskami oferującymi przeróżny merch. Od mniej znanych, aż po gigantów pokroju Black Monka czy wydawnictwa Insignis. Pod kątem zakupowym, było w czym przebierać, i chyba jedyna oferta planszówkowa była nieco uboga. Znając realia rynku planszówkowego wiem jednak, że nie jest to absolutnie winą organizatorów. DFy to zdecydowanie doskonałe miejsce do uprawiania fandomowego kapitalizmu.&#xA;&#xA;Wioski&#xA;&#xA;Leśnicki park wręcz prosi się o zapełnienie go różnego rodzaju wioskami. I tak też było w tym roku. DFy ponownie mnie pod tym kątem nie zawiodły. I chociaż nie jestem uczestnikiem, który dużo czasu spędza w fanowskich wioskach (chyba że powstanie wioska Umamusume, o ile sam jej kiedyś nie zorganizuję), doceniam ich obecność na konwencie. Jak co roku, było w czym przebierać. Ponownie jak w przypadku poprzedniego punktu, poziom utrzymany!&#xA;&#xA;Blok anime/mangi oraz prelekcje&#xA;&#xA;Przez wiele lat na DFach ciążyła klątwa, która sprawiała, że Dni Fantastyki były imprezą z góry spaloną jeśli chodzi o program związany z mangą i anime. Klątwą tą było Hikari, czyli odbywający się w Poznaniu jeden z największych konwentów poświęcony kulturze kraju kwitnącej wiśni. W tym roku klątwa została przełamana, a Hikari (o którym opowiem przy okazji osobnego wpisu) odbyło się tydzień po DFach. Była to na pewno szansa, z której trzeba było skorzystać.&#xA;Po raz pierwszy od dawna wrocławskie Dni Fantastyki oferowały niezwykle soczysty blok mangi i anime.&#xA;W piątek postawiłem na dwa punkty programu: prelekcję o pielgrzymkach do miejsc z anime (prelekcja bardzo merytoryczna i profesjonalna) oraz magii ochronnej w kulturze Słowian (niestety najsłabsza prelekcja, na jakiej byłem jeśli chodzi o tematykę Słowian — zbyt ogólna przedstawiona okiem badacza niż osoby, która faktycznie tym tematem żyje).&#xA;W sobotę były to kolejne prelekcje z bloku mangi/anime: o świętych miejscach w japońskim folklorze (prowadząca nieco się niepotrzebnie stresowała, ale temat był przedstawiony super!) oraz śladach japońskiego komiksu (ponownie, bardzo merytorycznie — moje osobiste top 3 wszystkich prelekcji konwentowych ogółem).&#xA;Niedzielę zakończyłem prelekcją od prowadzącego kanał Azjatycka Karczma o anime związanym z kosmosem (znam tego prowadzącego z wielu prelekcji na różnych konwentach i nie byłem zawiedziony) oraz pokazem tańca Sakuramai.&#xA;Dlaczego wspominam głównie o programie anime? Bo moim zdaniem jest to niewiarygodnie imponujące, że DFy od konwentu, którego nie kojarzyłem zupełnie z anime, przerósł pod kątem bloku anime Fantasmagorię. Doskonały dobór programu oraz prowadzących. Oby to nie był ostatni raz!&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Ponieważ wpis ten już dosyć był odwlekany i moją pamięć zakrywa mgła, powiem tylko tyle: moje wspomnienia z tegorocznych DFów pozostają bardzo pozytywne. Poza incydentem związanym z brakiem kurtki (bluza nie pomogła...) i niewiarygodnie zimnym wieczorem z soboty na niedzielę, nie miałem z imprezą absolutnie żadnych złych wspomnień. Bardzo mnie cieszy, że DFy dalej to co mają robić, robią doskonale. Cieszy mnie również to, że klątwa związana z programem anime została złamana.&#xA;&#xA;Do zobaczenia za rok!&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>W ramach nadrabiania moich zaległości związanych z relacjami z konwentów czas porozmawiać o jednym z najważniejszych dla mnie konwentów: wrocławskich DFach. O edycjach <a href="https://write.szkod.ovh/df2020">2022</a> oraz <a href="https://write.szkod.ovh/dni-fantastyki-2023-komentarz">2023</a> rozpisałem się już dawno temu. Jak jednak było w tym roku?
</p>

<h2 id="przygotowania-do-konwentu">Przygotowania do konwentu</h2>

<p>Wrocławskie DFy są imprezą mającą już 20 lat tradycji, więc jest to wydarzenie, które kojarzy większość fandomu jako swoisty “nieco mniejszy Pyrkon, który robi lepszą robotę od faktycznego Pyrkonu”. Widać to też po kontakcie: bardzo schludna strona internetowa ze wszystkimi niezbędnymi informacjami, programami, mapkami oraz newsami. Serwer Discord, chociaż minimalistyczny też służy jako niezłe miejsce kontaktu z organizatorami. Dla osób korzystających z korpo-mediów Instagram oraz Facebook.
Nie miałem żadnych problemów, żeby znaleźć wszystko, czego bym potrzebował. Bardzo duży plus za komunikację! Po zaopatrzeniu się w niezbędne informacje czas było jechać w drogę.</p>

<h2 id="co-po-przyjeździe">Co po przyjeździe?</h2>

<p>Jak co roku (poza poprzednim rokiem, w którym DFy tymczasowo zmieniły lokalizację) DFy są imprezą, na którą jeżdżę na pełne trzy dni, od piątku do niedzieli oraz akredytacją zakupioną przed wydarzeniem. Standardowo proces akredytacyjny przebiegł bez problemu i otrzymałem pełną wejściówkę na wszystkie dni trwania konwentu w formie plastikowej opaski oraz... faktycznej wejściówki na smyczy. Bardzo doceniam, że konwenty wracają do tego trendu, ponieważ taki identyfikator jest zawsze niezłą pamiątką samą w sobie.
Tak jak w przypadku poprzednich lat, na DFy składała się sekcja bezpłatna w parku wokół Zamku oraz płatna strefa atrakcji w samym budynku. Podobnie jak w tamtym roku, zdecydowano się na zmiany jeśli chodzi o kwestię zakupu biletów. Te można było kupić albo na pojedyncze dni, albo na wszystkie trzy, albo na wstęp wyłącznie do planszówkowego gamesroomu. Zrezygnowano z wolnego wstępu do Zamku i możliwości zakupu biletów na konkretne prelekcje. Zdecydowanie zmiana na plus, tym bardziej że rok temu właśnie skorzystałem z opcji jednodniowego biletu i nie musiałem biegać co chwila do kasy na zakup pojedynczych wejściówek na dane punkty programu.
Dla osób preferujących papierowy plan, ten był dostępny dla każdego zainteresowanego do wzięcia. Ponownie, bardzo przyjemny ukłon w stronę osób, które nie chcą się uzależniać od Konwencika.
Z planem w ręku wyruszyłem pokorzystać z konwentu.</p>

<h2 id="atmosfera-konwentu">Atmosfera konwentu</h2>

<p>Atmosferę DFów wypracowano już na przestrzeni ostatnich wielu lat. Ta pozostała niezmienna. DFy dalej są konwentem, na którym jest naprzemiennie odpoczynek, uczestnictwo w punkcie programu, odpoczynek, okazjonalna wizyta na strefie wystawców, odpoczynek itd.
Jest to dalej jedna z najlepszych cech konwentu, i nawet w tym roku nie byłem pod tym kątem zawiedziony.</p>

<h2 id="strefa-wystawców">Strefa wystawców</h2>

<p>DFy z roku na rok trzymają wysoki poziom jeśli chodzi o wystawców. Ten rok nie był wcale wyjątkiem. Mieszanka stoisk mniejszych artystów z większymi stoiskami oferującymi przeróżny merch. Od mniej znanych, aż po gigantów pokroju Black Monka czy wydawnictwa Insignis. Pod kątem zakupowym, było w czym przebierać, i chyba jedyna oferta planszówkowa była nieco uboga. Znając realia rynku planszówkowego wiem jednak, że nie jest to absolutnie winą organizatorów. DFy to zdecydowanie doskonałe miejsce do uprawiania fandomowego kapitalizmu.</p>

<h2 id="wioski">Wioski</h2>

<p>Leśnicki park wręcz prosi się o zapełnienie go różnego rodzaju wioskami. I tak też było w tym roku. DFy ponownie mnie pod tym kątem nie zawiodły. I chociaż nie jestem uczestnikiem, który dużo czasu spędza w fanowskich wioskach (chyba że powstanie wioska Umamusume, o ile sam jej kiedyś nie zorganizuję), doceniam ich obecność na konwencie. Jak co roku, było w czym przebierać. Ponownie jak w przypadku poprzedniego punktu, poziom utrzymany!</p>

<h2 id="blok-anime-mangi-oraz-prelekcje">Blok anime/mangi oraz prelekcje</h2>

<p>Przez wiele lat na DFach ciążyła klątwa, która sprawiała, że Dni Fantastyki były imprezą z góry spaloną jeśli chodzi o program związany z mangą i anime. Klątwą tą było Hikari, czyli odbywający się w Poznaniu jeden z największych konwentów poświęcony kulturze kraju kwitnącej wiśni. W tym roku klątwa została przełamana, a Hikari (o którym opowiem przy okazji osobnego wpisu) odbyło się tydzień po DFach. Była to na pewno szansa, z której trzeba było skorzystać.
Po raz pierwszy od dawna wrocławskie Dni Fantastyki oferowały niezwykle soczysty blok mangi i anime.
W piątek postawiłem na dwa punkty programu: prelekcję o pielgrzymkach do miejsc z anime (prelekcja bardzo merytoryczna i profesjonalna) oraz magii ochronnej w kulturze Słowian (niestety najsłabsza prelekcja, na jakiej byłem jeśli chodzi o tematykę Słowian — zbyt ogólna przedstawiona okiem badacza niż osoby, która faktycznie tym tematem żyje).
W sobotę były to kolejne prelekcje z bloku mangi/anime: o świętych miejscach w japońskim folklorze (prowadząca nieco się niepotrzebnie stresowała, ale temat był przedstawiony super!) oraz śladach japońskiego komiksu (ponownie, bardzo merytorycznie — moje osobiste top 3 wszystkich prelekcji konwentowych ogółem).
Niedzielę zakończyłem prelekcją od prowadzącego kanał Azjatycka Karczma o anime związanym z kosmosem (znam tego prowadzącego z wielu prelekcji na różnych konwentach i nie byłem zawiedziony) oraz pokazem tańca Sakuramai.
Dlaczego wspominam głównie o programie anime? Bo moim zdaniem jest to niewiarygodnie imponujące, że DFy od konwentu, którego nie kojarzyłem zupełnie z anime, przerósł pod kątem bloku anime Fantasmagorię. Doskonały dobór programu oraz prowadzących. Oby to nie był ostatni raz!</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Ponieważ wpis ten już dosyć był odwlekany i moją pamięć zakrywa mgła, powiem tylko tyle: moje wspomnienia z tegorocznych DFów pozostają bardzo pozytywne. Poza incydentem związanym z brakiem kurtki (bluza nie pomogła...) i niewiarygodnie zimnym wieczorem z soboty na niedzielę, nie miałem z imprezą absolutnie żadnych złych wspomnień. Bardzo mnie cieszy, że DFy dalej to co mają robić, robią doskonale. Cieszy mnie również to, że klątwa związana z programem anime została złamana.</p>

<p>Do zobaczenia za rok!</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/dni-fantastyki-2025-komentarz</guid>
      <pubDate>Tue, 28 Oct 2025 23:12:48 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Porozmawiajmy o tłumaczeniach mang na polski</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/porozmawiajmy-o-tlumaczeniach-mang-na-polski</link>
      <description>&lt;![CDATA[Kupując co jakiś czas mangi wydane na rynek polski liczę się z tym, że ich tłumaczenie może być często kontrowersyjne w niektórych miejscach. Jest to temat, który jest poruszany dość często przez fanów mangi i anime w Polsce, a do wychwytywania takich fragmentów powstały nawet specjalne strony, takie jak PolskieMangi. O ile jest tam sporo przykładów nietypowych tłumaczeń i szanuję sam projekt za to, że mówi wprost o tym problemie i stara się przy tym konstruktywnie uargumentować niektóre przykłady, tak reakcja ludzi w stylu &#34;osoba co to zatwierdzała czy tłumaczyła powinna wylecieć z roboty&#34; jest nieco przesadzona. Odnoszę wrażenie, jakby wiele osób komentując w ten sposób, nie znało się absolutnie na realiach tłumaczeń. Dzisiaj porozmawiamy sobie o tym temacie.&#xA;!--more--&#xA;Na wstępie powiem, że konstruktywna krytyka jak najbardziej jest pożądana i doceniam wszystkie osoby wyrażające swoje opinie. Niestety, o ile krytyka jest okej, nie pochwalam żadnych przejawów hejtu (przez hejt mam na myśli krytykę, która nie zawiera żadnych elementów konstruktywnych i ma na celu jedynie wbijać szpile w ludzi). Niech krytyka pozwala innym poprawić swoje błędy, a nie dodawać jadu.&#xA;&#xA;Jeśli chodzi o moje doświadczenia z tłumaczeniem, to miałem co jakiś czas przyjemność przełożyć część tekstów z języka angielskiego na polski. Były to głównie gry lub programy. Miałem również moduł tłumaczeniowy na moich studiach magisterskich. I powiem prosto z mostu: tłumaczenie tekstów z języków stosunkowo prostych gramatycznie (angielskiego oraz japońskiego) na niewiarygodnie kwiecisty język polski jest bardzo trudne. Wiąże się to z mnóstwem problemów. Część z nich to: &#xA;słowa klucze w języku oryginalnym, które są bardzo ogólne (np. angielskie &#34;to go&#34;, które może oznaczać przeróżne formy ruchu, z najbardziej neutralnym tłumaczeniem &#34;udawać się do...&#34;);&#xA;duża objętość tekstu (tłumaczenie na język polski naturalnie &#34;puchnie&#34; i wymaga mnóstwo wprawy i kombinowania, by zdania nie wyszły dłuższe niż oryginał).&#xA;słowa w języku oryginalnym, które nie mają naturalnego odpowiednika w języku polskim, np. japońskie 先輩 (&#34;senpai&#34; - starszy kolega, osoba wyższa stażem). Tak, patrzę na Was czytelnicy Nagatoro!&#xA;różne akcenty i gwary, które nie mają odpowiedników w języku polskim (a nawet jeśli są, to nie jest zalecane ich używanie w tłumaczeniach).&#xA;różnice kulturowe oraz żarty słowne, których w języku japońskim oraz angielskim jest mnóstwo, a w języku polskim są względnie niewskazane (czy serio wszystko musi mieć przypiętą łatkę &#34;suchara?)&#xA;&#xA;Nie każdy z powyższych problemów nie jest możliwy do rozwiązania, ale wymaga to mnóstwa kombinowania oraz bardzo często mniejszych lub większych kompromisów. I dyskusje odnośnie metod tłumaczenia, często nawet pojedynczych słów, toczone są bardzo często czy to w środowisku akademickim, czy wśród samych tłumaczy. Największy problem jest taki, że żadna z metod nie odda w całości myśli oryginału. O ile nie pracowałem nigdy w wydawnictwie, nie wierzę, że nie ma w nich dyskusji na ten temat.&#xA;&#xA;Kolejnym problemem jest odbiorca danego tłumaczenia. Zależnie o tego, kto jest odbiorcą danego medium, pod niego dostosowuje się metody tłumaczenia tekstu. Jakkolwiek kontrowersyjnie to nie zabrzmi, mangi wydawane na polski rynek nie są tworzone pod kątem fanów, znających w mniejszym lub większym stopniu kulturę japońską. Zawsze będą tłumaczone tak, żeby osoba totalnie niezaznajomiona z tą kulturą mogła dobrze się przy niej bawić i zrozumieć co najmniej większość dialogów oraz odniesień. Tłumaczeń tworzonych pod kątem miłośników Japonii raczej bym szukał właśnie w tłumaczeniach fanowskich, które z reguły nie są wcale gorsze czy lepsze (poza oczywistymi sprawami jak potrójne tłumaczenie japoński-  angielski-  polski) od tych robionych przez wydawnictwa. Ot, kierowane są do innego odbiorcy.&#xA;&#xA;W przypadku firm wydających mangi trzeba mieć na uwadze, że te działają z faktycznymi wydawnictwami (albo częściej licencjodawcami) japońskimi, które też w przypadku wydawania tytułów mają dość konkretne wymagania co do ich wydania. Gotowe i przetłumaczone mangi to efekt kilku, o ile nie kilkunastu audytów zgodności z wytycznymi narzuconymi przez wydawnictwo albo pośredników. Przez to istnieje bardzo niewielka szansa, że jakieś tłumaczenie wyjdzie nie tak jak ktoś sobie zażyczył. Oczywiście szansa jest, błędy ludzkie się zdarzają, ale nie jest tak, że mangi te są wydawane bezmyślnie.&#xA;&#xA;Pobawiłem się w adwokata diabła, czas więc na odbicie piłeczki. Czy uważam, że tłumaczenia mang na polski rynek są dobre? Pomimo opinii negatywnych fandomu mangowego, uważam, że nie są złe, ale jest faktycznie jeden aspekt, który czasami sprawia niesmak. Są to tłumaczenia ze wciskanymi na siłę odniesieniami do popkultury. Faktycznie jestem zdania, że tłumaczenia powinny być jak najbardziej ponadczasowe, a odniesienia będące rezultatem memów bardzo szybko się zestarzeją. Czy o &#34;horej curce&#34; będą wiedziały osoby za 15-20 lat? Część starszych roczników na pewno tak, ale pytanie co z osobami młodymi? Przyznaję, jest to tłumaczenie wymuszone i zbędne.&#xA;&#xA;Mój przekaz jest bardzo prosty: weryfikujmy tłumaczenia, jednak starajmy się przeanalizować, dlaczego dany tłumacz przetłumaczył daną rzecz tak, a nie inaczej. Bądźmy bardziej świadomi narzędzi, których używają tłumacze. Szanujmy ich pracę. I co najważniejsze: doceniajmy, że mamy dostęp do legalnych i względnie tanich mang w Polsce, i że ten rynek w porównaniu z anime rozwija się u nas dość prężnie. Krytykujcie konstruktywnie, ale nie hejtujcie dla hejtu.&#xA;&#xA;Róbcie rzeczy, dbajcie o siebie i do następnego!&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Kupując co jakiś czas mangi wydane na rynek polski liczę się z tym, że ich tłumaczenie może być często kontrowersyjne w niektórych miejscach. Jest to temat, który jest poruszany dość często przez fanów mangi i anime w Polsce, a do wychwytywania takich fragmentów powstały nawet specjalne strony, takie jak PolskieMangi. O ile jest tam sporo przykładów nietypowych tłumaczeń i szanuję sam projekt za to, że mówi wprost o tym problemie i stara się przy tym konstruktywnie uargumentować niektóre przykłady, tak reakcja ludzi w stylu “osoba co to zatwierdzała czy tłumaczyła powinna wylecieć z roboty” jest nieco przesadzona. Odnoszę wrażenie, jakby wiele osób komentując w ten sposób, nie znało się absolutnie na realiach tłumaczeń. Dzisiaj porozmawiamy sobie o tym temacie.

Na wstępie powiem, że konstruktywna krytyka jak najbardziej jest pożądana i doceniam wszystkie osoby wyrażające swoje opinie. Niestety, o ile krytyka jest okej, nie pochwalam żadnych przejawów hejtu (przez hejt mam na myśli krytykę, która nie zawiera żadnych elementów konstruktywnych i ma na celu jedynie wbijać szpile w ludzi). Niech krytyka pozwala innym poprawić swoje błędy, a nie dodawać jadu.</p>

<p>Jeśli chodzi o moje doświadczenia z tłumaczeniem, to miałem co jakiś czas przyjemność przełożyć część tekstów z języka angielskiego na polski. Były to głównie gry lub programy. Miałem również moduł tłumaczeniowy na moich studiach magisterskich. I powiem prosto z mostu: tłumaczenie tekstów z języków stosunkowo prostych gramatycznie (angielskiego oraz japońskiego) na niewiarygodnie kwiecisty język polski jest bardzo trudne. Wiąże się to z mnóstwem problemów. Część z nich to:
* słowa klucze w języku oryginalnym, które są bardzo ogólne (np. angielskie “to go”, które może oznaczać przeróżne formy ruchu, z najbardziej neutralnym tłumaczeniem “udawać się do...”);
* duża objętość tekstu (tłumaczenie na język polski naturalnie “puchnie” i wymaga mnóstwo wprawy i kombinowania, by zdania nie wyszły dłuższe niż oryginał).
* słowa w języku oryginalnym, które nie mają naturalnego odpowiednika w języku polskim, np. japońskie 先輩 (“senpai” – starszy kolega, osoba wyższa stażem). Tak, patrzę na Was czytelnicy Nagatoro!
* różne akcenty i gwary, które nie mają odpowiedników w języku polskim (a nawet jeśli są, to nie jest zalecane ich używanie w tłumaczeniach).
* różnice kulturowe oraz żarty słowne, których w języku japońskim oraz angielskim jest mnóstwo, a w języku polskim są względnie niewskazane (czy serio wszystko musi mieć przypiętą łatkę “suchara?)</p>

<p>Nie każdy z powyższych problemów nie jest możliwy do rozwiązania, ale wymaga to mnóstwa kombinowania oraz bardzo często mniejszych lub większych kompromisów. I dyskusje odnośnie metod tłumaczenia, często nawet pojedynczych słów, toczone są bardzo często czy to w środowisku akademickim, czy wśród samych tłumaczy. Największy problem jest taki, że żadna z metod nie odda w całości myśli oryginału. O ile nie pracowałem nigdy w wydawnictwie, nie wierzę, że nie ma w nich dyskusji na ten temat.</p>

<p>Kolejnym problemem jest odbiorca danego tłumaczenia. Zależnie o tego, kto jest odbiorcą danego medium, pod niego dostosowuje się metody tłumaczenia tekstu. Jakkolwiek kontrowersyjnie to nie zabrzmi, mangi wydawane na polski rynek nie są tworzone pod kątem fanów, znających w mniejszym lub większym stopniu kulturę japońską. Zawsze będą tłumaczone tak, żeby osoba totalnie niezaznajomiona z tą kulturą mogła dobrze się przy niej bawić i zrozumieć co najmniej większość dialogów oraz odniesień. Tłumaczeń tworzonych pod kątem miłośników Japonii raczej bym szukał właśnie w tłumaczeniach fanowskich, które z reguły nie są wcale gorsze czy lepsze (poza oczywistymi sprawami jak potrójne tłumaczenie japoński-&gt;angielski-&gt;polski) od tych robionych przez wydawnictwa. Ot, kierowane są do innego odbiorcy.</p>

<p>W przypadku firm wydających mangi trzeba mieć na uwadze, że te działają z faktycznymi wydawnictwami (albo częściej licencjodawcami) japońskimi, które też w przypadku wydawania tytułów mają dość konkretne wymagania co do ich wydania. Gotowe i przetłumaczone mangi to efekt kilku, o ile nie kilkunastu audytów zgodności z wytycznymi narzuconymi przez wydawnictwo albo pośredników. Przez to istnieje bardzo niewielka szansa, że jakieś tłumaczenie wyjdzie nie tak jak ktoś sobie zażyczył. Oczywiście szansa jest, błędy ludzkie się zdarzają, ale nie jest tak, że mangi te są wydawane bezmyślnie.</p>

<p>Pobawiłem się w adwokata diabła, czas więc na odbicie piłeczki. Czy uważam, że tłumaczenia mang na polski rynek są dobre? Pomimo opinii negatywnych fandomu mangowego, uważam, że nie są złe, ale jest faktycznie jeden aspekt, który czasami sprawia niesmak. Są to tłumaczenia ze wciskanymi na siłę odniesieniami do popkultury. Faktycznie jestem zdania, że tłumaczenia powinny być jak najbardziej ponadczasowe, a odniesienia będące rezultatem memów bardzo szybko się zestarzeją. Czy o “horej curce” będą wiedziały osoby za 15-20 lat? Część starszych roczników na pewno tak, ale pytanie co z osobami młodymi? Przyznaję, jest to tłumaczenie wymuszone i zbędne.</p>

<p>Mój przekaz jest bardzo prosty: weryfikujmy tłumaczenia, jednak starajmy się przeanalizować, dlaczego dany tłumacz przetłumaczył daną rzecz tak, a nie inaczej. Bądźmy bardziej świadomi narzędzi, których używają tłumacze. Szanujmy ich pracę. I co najważniejsze: doceniajmy, że mamy dostęp do legalnych i względnie tanich mang w Polsce, i że ten rynek w porównaniu z anime rozwija się u nas dość prężnie. Krytykujcie konstruktywnie, ale nie hejtujcie dla hejtu.</p>

<p>Róbcie rzeczy, dbajcie o siebie i do następnego!</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/porozmawiajmy-o-tlumaczeniach-mang-na-polski</guid>
      <pubDate>Mon, 20 Oct 2025 11:30:27 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Rawikon 2025 - komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/rawikon-2025-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[Zarówno moi znajomi, jak i czytelnicy mojego bloga wiedzą pewnie, że Rawikon jest jednym z najważniejszych konwentów na mojej osobistej mapie konwentowej. Miałem okazję obserwować rozwój tej imprezy od jej skromnych początków aż po niewiarygodnie udaną drugą edycję więc oczywistym było, że przyjdzie mi ponownie odwiedzić Rawicz.&#xA;!--more--&#xA;W tym roku wybrałem się na wszystkie dwa dni z opcją nocowania w hotelu oddalonym o około dwa kilometry od miejsca wydarzenia. Tak jak wcześniej na konwent pojechałem prywatnym autem i byłem dosłownie od początku aż do końca na terenie imprezy (a przynajmniej w jego najbliższym promieniu). Ponieważ jednak sama impreza była na tyle rozbudowana, że trudno byłoby mi rozpisać ją w moim tradycyjnym stylu na zasadzie &#34;zalety i wady&#34;, tak w przypadku tej relacji opiszę moje wrażenia z wyszczególnieniem na różne elementy konwentu.&#xA;&#xA;Przygotowania do Rawikonu&#xA;&#xA;O ile mnie konwentu nie potrzeba było przedstawiać, Rawikon jak każdy konwent musiał się też promować wśród osób, które są mniej konwentowe i kręcą się raczej wokół większych imprez, lub nie interesują się konwentami wcale. I chociaż nie jest to sama właściwa część konwentu, chciałem się też nad tym pochylić.&#xA;Ekipa Rawikonu była dostępna na Pyrkonie z niewielkim stoiskiem w strefie inicjatyw fanowskich. Z tego co jedynie kojarzę to była na nim możliwość pogrania w planszówki oraz warsztaty. Chociaż nie oczekiwałem zbyt wiele będąc osobą, która i tak zdecydowała się jechać na ten konwent, w moim odczuciu nie było to typowe stoisko każdego konwentu. Brak konkursów, brak questów oraz brak jakiegoś merchu konwentowego. Ale nie samym stoiskiem na Pyrkonie konwent żyje.&#xA;Dalej czas na social media: tutaj cała informacja skupiona na Facebooku. A kiedy mam na myśli cała, mam na myśli... praktycznie całą. Strona internetowa, chociaż ze zmienioną oprawą na motyw główny tegorocznego konwentu (fantastyczne zwierzęta), nie miała najświeższych informacji. Discord? Zaledwie z kilkoma kanałami, ale też praktycznie zero aktualizacji. Problem narodził się w momencie, w którym zainteresowałem się nocowaniem na sleeproomie. Ten nie tylko nie został na Discordzie ogłoszony, ale wręcz okazało się, że zapisy na sleeproom ruszyły już dawno i było już dostępne zaledwie ostatnie miejsce. Dopiero po moim wyraźnym feedbacku do Discorda został dodany bot działający jak mirror wpisów z Facebooka. Minimum, ale chociaż tyle.&#xA;Doceniam jednak konwenty, które nie lekceważą też stron internetowych, jak robi to chociażby Pyrkon czy Fantasmagoria. Pomyślcie o osobach bez Facebooka, proszę.&#xA;Tak czy siak, nadszedł czas konwentu...&#xA;&#xA;Co po przyjeździe?&#xA;&#xA;Pierwszym krokiem na każdym konwencie jest akredytacja. Rawikon jako wydarzenie bezpłatne wymagał od uczestników jedynie odebrania opaski i podania kodu pocztowego miejscowości, z której przyjechali. Ot, statystyka. Żaden problem. Dla tych, co mieli już odebrane opaski, punkt akredytacyjny służył też jako swego rodzaju punkt informacji, gdzie można było uzyskać informacje dotyczące dostępnych punktów programu.&#xA;Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, tegoroczny Rawikon postanowił wrócić do pomysłu papierowego informatora konwentowego. Ten zawierał zarówno cały dostępny program, jak i również niewielką, średnio czytelną mapkę pokazującą, gdzie znaleźć określone atrakcje. O ile wnętrze biblioteki było doskonale oznaczone, tak sama mapka otoczenia była w moim odczuciu średnio czytelna, bez jednoznacznej skali odległości. Problemem u mnie było rozszyfrowanie, jak daleko od Biblioteki znajduje się Centrum Kultury i Sztuki, w którym odbywała się część programu. Chociaż to okazało się być zaledwie półtorej minuty drogi piechotą od Biblioteki, musiałem się o tym dowiedzieć z map w telefonie.&#xA;Przy obecnych możliwościach, jakie daje OpenStreetMap, oraz narzędziach je wykorzystujących, na pewno da się stworzyć mapkę, która będzie dużo czytelniejsza.&#xA;Pewną kością niezgody również była kwestia limitowanych materiałowych opasek z grafiką z tegorocznego konwentu. Pomimo, że przybyliśmy na teren konwentu nieco przed godziną 11.00, opasek materiałowych już nie było, a zamiast tego rozdawano zwykłe, papierowe. Wielka szkoda, bo wbrew pozorom była to jedna z cenniejszych pamiątek, jaką można było wynieść z wydarzenia.&#xA;Nie mieliśmy jednak zbyt wiele czasu, by się zastanawiać. Czas było skorzystać z konwentu. Pierwszym przystankiem były...&#xA;&#xA;Prelekcje&#xA;&#xA;Udało nam się przyjechać względnie na styk, żeby zdążyć na naszą pierwszą prelekcję. Sekcję tę chciałem jednak zacząć od ogólnego opisania Rawikonu pod kątem prelekcji.&#xA;W tym roku były do dyspozycji trzy sale prelekcyjne. Jest to o jedną salę mniej niż rok temu (odpadła sekcja anime, która według moich informacji była bardziej winą niedotrzymania terminu zgłoszenia atrakcji na konwent, niż winą organizatorów), ale te jednak całkowicie wystarczyły. Wszystkie salki były klimatyzowane i było dosyć miejsca dla każdego. To zawsze ogromna odmiana po przeludnionym Pyrkonie.&#xA;Jeśli chodzi o same prelekcje, udało nam się z Michałem wziąć udział w czterech z nich, po dwie w sobotę i niedzielę.&#xA;Na sam początek panel o grach planszowych w sobotę o 11.00. Powiem krótko: był przyjemny, z czego zabrakło mi w nim większej interakcji z uczestnikami. Mając na względzie to, że był to stosunkowo kameralny punkt programu, można było dać się wypowiedzieć kilku osobom. Zabrakło mi tutaj networkingu między twórcami różnych imprez planszówkowych, a trochę się na to nastawiłem.&#xA;Rant na bóstwa Słowiańskie o godzinie 16.00 był w porządku. O ile prowadzący miał swój dość specyficzny styl, nie bawiłem się źle na tym punkcie programu.&#xA;W niedzielę hitami dnia były dla mnie dwie prelekcje: o Satanic Panic oraz o analizie filmu Epoka Lodowcowa pod kątem naukowym. Obie prelki były niezwykle merytorycznie przygotowane, a sale prelekcyjne były wypełnione prawie po brzegi. Obaj prelegenci mieli doświadczenie po Pyrkonie, i było to widać. Doskonałe punkty programu, i trochę szkoda mi było, że zwłaszcza ta druga prelekcja została wciśnięta na sam koniec konwentu. Tak czy siak, było w czym wybierać! Same salki też były klimatyzowane, więc był to przyjemny dodatek, zwłaszcza w tak upalne dni.&#xA;Następny punkt programu...&#xA;&#xA;Strefa gier RPG&#xA;&#xA;Jak co roku, Rawikon oferował kilka kameralnych salek do grania w gry RPG. Te były dostępne na najwyższym piętrze i oferowały wszystko to, co byłoby potrzebne do prowadzenia sesji RPG, a nawet więcej.&#xA;W celu zagrania sesji RPG, konieczne było zarejestrowanie się na sesję online przez platformę Evenea, oraz okazanie obsłudze konwentu kodu QR jako potwierdzenia obecności. Ja sam, wraz z moim towarzyszem Michałem, zapisaliśmy się na jedną sesję RPG w Fabula Ultima.&#xA;Sama sesja była przygotowana z mojej perspektywy doskonale, więc nie mam się do czego w tej kwestii doczepić.&#xA;Pod samym kątem organizacyjnym, osoby odpowiedzialne za strefę były absolutnie cudowne. Na żadnym innym konwencie nie widziałem, by uczestnikom była oferowana kawa lub herbata. Jest to jeden z tych smaczków Rawikonu, który zawsze będę wspominał. Ale o rodzinnej atmosferze konwentu jeszcze wspomnę nie raz w ramach tej relacji.&#xA;Jedyna rzecz, do której jestem sceptyczny to biletowanie tej atrakcji online. Miejsca na sesje było sporo, i na moje oko nie było to potrzebne. Zamiast biletowania sesji RPG online, postawiłbym za rok na zapisy na sesję na miejscu, jak również udostępnienie możliwości poprowadzenia sesji samemu, bądź przez dyżurnych Mistrzów Gry. Chociaż sale były tutaj ograniczeniem (o ile się orientuję, tych było 4 czy 5), warto się zastanowić w przyszłości nad tą kwestią.&#xA;Z pokrzepionymi umysłami, udaliśmy się pod bibliotekę, ulżyć naszym sakiewkom...&#xA;&#xA;Strefa wystawców&#xA;&#xA;Tegoroczna strefa wystawców niezmiennie została umieszczona wzdłuż ścian budynku biblioteki, jak również na placu tuż obok. Na co warto zwrócić uwagę, to że o ile rok temu wystawcy narzekali na mnóstwo pyłu osadzającego się na sprzedawanym przez nich towarze (plac nie był ugruntowany), w tym roku widać było, że ten przeszedł remont. Obecnie strefa wystawców znalazła się na nowoczesnym i pięknie wykończonym parkingu z kostki brukowej. Problem z kurzem został rozwiązany.&#xA;Jak sami wystawcy? Tutaj mam mieszane opinie. O ile rok temu było mnóstwo pisarzy czy wydawnictw, tak w tym roku było tylko jedno. Większość stoisk to były rękodzieła, grafiki lub bibeloty z Chin. Nie było najgorzej, ale mogło być lepiej. Miejmy nadzieję, że za rok więcej wystawców będzie skłonnych przyjechać na wydarzenie. Na całe szczęście porzucono też pomysł umieszczania niektórych wystawców na tarasie.&#xA;Jeśli chodzi o stoisko z gadżetami z Rawikonu: tutaj był krok do przodu kosztem kroku wstecz. Oferowane były koszulki, torby oraz kubki. Wszystko w ramach losowania kołem. Bardzo fajny pomysł, który zawsze na tego typu wydarzeniach kusi tę część mnie, która lubi odrobinę hazardu. Z drugiej strony oferowanego merchu było zauważalnie mniej niż rok temu. Próźno było szukać breloczków czy innych tego typu bibelotów. Same wzory na koszulkach też zdawały się momentami oderwane od identyfikacji wizualnej konwentu. Napis Rawikon i... ikona smoka lub gryfa z kilkoma głowami? Gdzie koszulka z tą przecudowną grafiką z tegorocznej edycji? Gdzie możliwość sprawienia sobie tej grafiki w innej formie (poza materiałową opaską, o której wspomniałem wyżej)?&#xA;Pod kątem gastronomii było nieźle. Bardzo duży wybór jedzenia z food trucków, od frytek belgijskich aż po Pasibusa czy lody z miejscowej spółdzielni mleczarskiej. Jeśli to nie pasowało, zawsze była możliwość pójścia do centrum miasta, oddalonego o niecałe trzy minuty drogi piechotą.&#xA;&#xA;Strefa gier retro&#xA;&#xA;Skuszony moim zeszłorocznym zwycięstwem w turnieju Mario Kart 64, chciałem poszukać wyzwań na tegorocznej strefie gier retro. Ta mogę stwierdzić, że była, i to w tym samym miejscu co poprzednio. Niestety już od razu rzuciła mi się w oczy niewiarygodnie mała liczba sprzętów retro oraz zupełnie inna ekipa odpowiadająca za ten punkt programu. Strefa ta przypominała bardziej mikro-muzeum gier retro, niż faktyczne miejsce, gdzie można spróbować różnych konsol do grania. Na pytanie o konkursy czy turnieje, jedna z organizatorek strefy spojrzała na mnie wzrokiem jakbym był jednym z tytułowych fantastycznych zwierząt. Brak turniejów. Bardzo, bardzo kiepsko. Strefa retro w trakcie pierwszej edycji była przeciętna, jednak tutaj udało się ją przebić. W negatywnym sensie. Zawiedziony poszedłem próbować innych atrakcji konwentu.&#xA;&#xA;Strefa chillu&#xA;&#xA;Rawikon, podobnie jak DFy, uważam za konwent, w którym doświadczenie konwentowe wynika ze zbalansowanej mieszanki brania udziału w atrakcjach konwentu, i odpoczynku w strefach chillu.&#xA;W tym roku strefy chillu ponownie były rozrzucone po całym konwencie. Leżaki pod sceną, wraz z dużą ilością namiotów chroniących przed słońcem, jak również taras.&#xA;Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, taras biblioteki został przerobiony w całości na strefę chillu. I chociaż problem niewystarczającego zadaszenia dalej pozostał, uważam to posunięcie za bardzo dobre. Zero prelekcji na słońcu, zero stoisk z wystawcami. Ot, gigantyczny balkon, kilka baldachimów, mnóstwo foteli i odpoczynek. Bardzo przyjemnie.&#xA;&#xA;Strefa &#34;gier bez prądu&#34;&#xA;&#xA;Pomysłodawca pierwszej edycji Rawikonu jest zapalonym planszówkowiczem. W związku z tym oczywistym było, że na Rawikonie nie mogło zabraknąć dobrze zaopatrzonej strefy z grami planszowymi.&#xA;W tym roku zrezygnowano z niewielkiego games roomu na najwyższym piętrze (w tym roku pokój ten był jedną z trzech sal prelekcyjnych), by dla odmiany pójść z rozmachem i przerobić na planszówkową strefę cały budynek Centrum Kultury i Sztuki. Tegoroczny games room był gigantyczny pod względem skali. Planszówek było również sporo do wypożyczenia. Udało się nawet gdzie niegdzie zmieścić kilku wystawców z planszówkami.&#xA;Mimo to, strefa świeciła praktycznie pustkami. Ponieważ Centrum Kultury było nieco oddalone od Biblioteki, czuję jakby do tej strefy nie dotarł każdy, kto chciałby do niej dotrzeć. Z zewnątrz jedyne, co zdradzało ten budynek to wiszące wokół flagi Rawikonu. O ile games room był reklamowany zarówno na strefie informacji, czy w formie gry konwentowej, było mocno czuć, że jest to strefa trochę izolująca część uczestników. W Centrum Kultury upchnięto trzy dość mocno zbliżone do siebie strefy: gry bitewne, planszówki oraz bardzo nieoczywistą strefę... graczy grających w Star Wars The Old Republic (w sporym skrócie byli tam gracze, którzy grali na rzutniku w SWOTORa, by reszta mogła się temu przyglądać). Trzy społeczności growe odizolowane od reszty uczestników konwentu.&#xA;Co bym widział w przyszłości? Być może większe wymieszanie atrakcji między Biblioteką a Centrum Kultury? Być może lepsze oznaczenie drogi, poza mało oczywistą mapką? Pomysły zostawiam organizatorom.&#xA;Wartoby też pomyśleć o przylegającym do Centrum Kultury parku, który mógłby być promowany jako fajna strefa do sesji zdjęciowych dla cosplayerów (może promocja lokalnych fotografów? Więcej wiosek?).&#xA;&#xA;Koncerty&#xA;&#xA;Tak samo jak rok temu, Rawikon był doskonałą okazją, by poznać wielu niezwykle ciekawych muzyków. W tym roku wziąłem udział w koncercie zespołu Joanny Lacher, znanej głównie z jej śpiewu w soundtracku do Wiedźmina 3. Koncert przecudowny, na najwyższym poziomie. Bawiłem się wyśmienicie...&#xA;Jednak zastanowiło mnie jedno. Tuż przed koncertem pojawiło się kilka problemów technicznych, co sprawiło, że sam koncert był mocno opóźniony. Jak pamiętam z zeszłego roku, podobna sytuacja była w przypadku koncertu Jeremiah Kane. Też odrobina opóźnień.&#xA;O ile nie znam się na muzyce i akustyce, nawet ja zauważyłem, że drugi rok z rzędu pojawiły się problemy w przypadku przygotowań do koncertu tych nieco ambitniejszych zespołów. Ocenę jednak zostawię tym, którzy znają się na tym temacie. Niemniej jednak koncert doszedł do skutku i było to wydarzenie istnie magiczne.&#xA;&#xA;Kino plenerowe&#xA;&#xA;W tym roku również odbyło się kino plenerowe. Film? &#34;Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć?&#34;. Klasycznie i zgodnie z tegorocznym motywem przewodnim konwentu. W tym roku nie było ulewy, więc seans się udał. Leżaków nie brakowało. Co na pewno mógłbym zasugerować organizatorom to żeby pomyśleć nad ewentualną opcją wypożyczenia kocy. Ja sam też będę musiał się w takowy zaopatrzyć przy okazji kolejnego konwentu.&#xA;&#xA;Ogólna atmosfera konwentu&#xA;&#xA;Każdy z nas jedzie na dany konwent z konkretnym celem i konkretnymi oczekiwaniami. Dla mnie takimi oczekiwaniami była właśnie jedyna w swoim rodzaju ciepła atmosfera wydarzenia. Nie zawiodłem się w żaden sposób.&#xA;Wszystkie osoby, które napotkałem były absolutnie przecudowne, od pomocników, aż po organizatorów. Było też mnóstwo znajomych twarzy, które miło mi było spotkać ponownie. Było dzielenie się jedzeniem i kawą (pozdrawiam szczególnie pomocników ze strefy RPG). I mnie samemu było miło dorzucić kilka groszy do atmosfery konwentu i rozdać kilkanaście kostek RPG wybranym jej uczestnikom. Mam nadzieję, że Wasze rzuty będą udane!&#xA;Podobała mi się też oprawa wizualna konwentu w postaci porastających poręcze schodów roślin, czy właśnie poukrywane czasami sekrety. Dobrze, jakby te jeszcze może poszerzono o tereny na zewnątrz od Biblioteki. Może jakieś dodatkowe pomniki? Konkursy na cosplay nawiązujący bezpośrednio do tematyki konwentu?&#xA;Ponownie, warto o tym pomyśleć na przyszły rok.&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Rawicon 2025 nie zawiódł mnie jako uczestnika. Wiedziałem, czego się spodziewać po imprezie, i zostało mi to dostarczone (no, może poza strefą retro i brakiem strefy anime). W związku z tym chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować Michałowi, który towarzyszył mi przez cały mój pobyt na Rawikonie, jak również wszystkim organizatorom, których mogłem poznać, wymienić kilka zdań (i wręczyć kostki) i podziękować za ich ciężką pracę.&#xA;&#xA;Do zobaczenia za rok! A tymczasem idę pomału szykować się do Gniezna...&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Zarówno moi znajomi, jak i czytelnicy mojego bloga wiedzą pewnie, że Rawikon jest jednym z najważniejszych konwentów na mojej osobistej mapie konwentowej. Miałem okazję obserwować rozwój tej imprezy od jej <a href="https://write.szkod.ovh/rawikon-2023-komentarz">skromnych początków</a> aż po <a href="https://write.szkod.ovh/rawikon-2024-komentarz">niewiarygodnie udaną drugą edycję</a> więc oczywistym było, że przyjdzie mi ponownie odwiedzić Rawicz.

W tym roku wybrałem się na wszystkie dwa dni z opcją nocowania w hotelu oddalonym o około dwa kilometry od miejsca wydarzenia. Tak jak wcześniej na konwent pojechałem prywatnym autem i byłem dosłownie od początku aż do końca na terenie imprezy (a przynajmniej w jego najbliższym promieniu). Ponieważ jednak sama impreza była na tyle rozbudowana, że trudno byłoby mi rozpisać ją w moim tradycyjnym stylu na zasadzie “zalety i wady”, tak w przypadku tej relacji opiszę moje wrażenia z wyszczególnieniem na różne elementy konwentu.</p>

<h2 id="przygotowania-do-rawikonu">Przygotowania do Rawikonu</h2>

<p>O ile mnie konwentu nie potrzeba było przedstawiać, Rawikon jak każdy konwent musiał się też promować wśród osób, które są mniej konwentowe i kręcą się raczej wokół większych imprez, lub nie interesują się konwentami wcale. I chociaż nie jest to sama właściwa część konwentu, chciałem się też nad tym pochylić.
Ekipa Rawikonu była dostępna na Pyrkonie z niewielkim stoiskiem w strefie inicjatyw fanowskich. Z tego co jedynie kojarzę to była na nim możliwość pogrania w planszówki oraz warsztaty. Chociaż nie oczekiwałem zbyt wiele będąc osobą, która i tak zdecydowała się jechać na ten konwent, w moim odczuciu nie było to typowe stoisko każdego konwentu. Brak konkursów, brak questów oraz brak jakiegoś merchu konwentowego. Ale nie samym stoiskiem na Pyrkonie konwent żyje.
Dalej czas na social media: tutaj cała informacja skupiona na Facebooku. A kiedy mam na myśli cała, mam na myśli... praktycznie całą. Strona internetowa, chociaż ze zmienioną oprawą na motyw główny tegorocznego konwentu (fantastyczne zwierzęta), nie miała najświeższych informacji. Discord? Zaledwie z kilkoma kanałami, ale też praktycznie zero aktualizacji. Problem narodził się w momencie, w którym zainteresowałem się nocowaniem na sleeproomie. Ten nie tylko nie został na Discordzie ogłoszony, ale wręcz okazało się, że zapisy na sleeproom ruszyły już dawno i było już dostępne zaledwie ostatnie miejsce. Dopiero po moim wyraźnym feedbacku do Discorda został dodany bot działający jak mirror wpisów z Facebooka. Minimum, ale chociaż tyle.
Doceniam jednak konwenty, które nie lekceważą też stron internetowych, jak robi to chociażby Pyrkon czy Fantasmagoria. Pomyślcie o osobach bez Facebooka, proszę.
Tak czy siak, nadszedł czas konwentu...</p>

<h2 id="co-po-przyjeździe">Co po przyjeździe?</h2>

<p>Pierwszym krokiem na każdym konwencie jest akredytacja. Rawikon jako wydarzenie bezpłatne wymagał od uczestników jedynie odebrania opaski i podania kodu pocztowego miejscowości, z której przyjechali. Ot, statystyka. Żaden problem. Dla tych, co mieli już odebrane opaski, punkt akredytacyjny służył też jako swego rodzaju punkt informacji, gdzie można było uzyskać informacje dotyczące dostępnych punktów programu.
Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, tegoroczny Rawikon postanowił wrócić do pomysłu papierowego informatora konwentowego. Ten zawierał zarówno cały dostępny program, jak i również niewielką, średnio czytelną mapkę pokazującą, gdzie znaleźć określone atrakcje. O ile wnętrze biblioteki było doskonale oznaczone, tak sama mapka otoczenia była w moim odczuciu średnio czytelna, bez jednoznacznej skali odległości. Problemem u mnie było rozszyfrowanie, jak daleko od Biblioteki znajduje się Centrum Kultury i Sztuki, w którym odbywała się część programu. Chociaż to okazało się być zaledwie półtorej minuty drogi piechotą od Biblioteki, musiałem się o tym dowiedzieć z map w telefonie.
Przy obecnych możliwościach, jakie daje OpenStreetMap, oraz narzędziach je wykorzystujących, na pewno da się stworzyć mapkę, która będzie dużo czytelniejsza.
Pewną kością niezgody również była kwestia limitowanych materiałowych opasek z grafiką z tegorocznego konwentu. Pomimo, że przybyliśmy na teren konwentu nieco przed godziną 11.00, opasek materiałowych już nie było, a zamiast tego rozdawano zwykłe, papierowe. Wielka szkoda, bo wbrew pozorom była to jedna z cenniejszych pamiątek, jaką można było wynieść z wydarzenia.
Nie mieliśmy jednak zbyt wiele czasu, by się zastanawiać. Czas było skorzystać z konwentu. Pierwszym przystankiem były...</p>

<h3 id="prelekcje">Prelekcje</h3>

<p>Udało nam się przyjechać względnie na styk, żeby zdążyć na naszą pierwszą prelekcję. Sekcję tę chciałem jednak zacząć od ogólnego opisania Rawikonu pod kątem prelekcji.
W tym roku były do dyspozycji trzy sale prelekcyjne. Jest to o jedną salę mniej niż rok temu (odpadła sekcja anime, która według moich informacji była bardziej winą niedotrzymania terminu zgłoszenia atrakcji na konwent, niż winą organizatorów), ale te jednak całkowicie wystarczyły. Wszystkie salki były klimatyzowane i było dosyć miejsca dla każdego. To zawsze ogromna odmiana po przeludnionym Pyrkonie.
Jeśli chodzi o same prelekcje, udało nam się z Michałem wziąć udział w czterech z nich, po dwie w sobotę i niedzielę.
Na sam początek panel o grach planszowych w sobotę o 11.00. Powiem krótko: był przyjemny, z czego zabrakło mi w nim większej interakcji z uczestnikami. Mając na względzie to, że był to stosunkowo kameralny punkt programu, można było dać się wypowiedzieć kilku osobom. Zabrakło mi tutaj networkingu między twórcami różnych imprez planszówkowych, a trochę się na to nastawiłem.
Rant na bóstwa Słowiańskie o godzinie 16.00 był w porządku. O ile prowadzący miał swój dość specyficzny styl, nie bawiłem się źle na tym punkcie programu.
W niedzielę hitami dnia były dla mnie dwie prelekcje: o Satanic Panic oraz o analizie filmu Epoka Lodowcowa pod kątem naukowym. Obie prelki były niezwykle merytorycznie przygotowane, a sale prelekcyjne były wypełnione prawie po brzegi. Obaj prelegenci mieli doświadczenie po Pyrkonie, i było to widać. Doskonałe punkty programu, i trochę szkoda mi było, że zwłaszcza ta druga prelekcja została wciśnięta na sam koniec konwentu. Tak czy siak, było w czym wybierać! Same salki też były klimatyzowane, więc był to przyjemny dodatek, zwłaszcza w tak upalne dni.
Następny punkt programu...</p>

<h3 id="strefa-gier-rpg">Strefa gier RPG</h3>

<p>Jak co roku, Rawikon oferował kilka kameralnych salek do grania w gry RPG. Te były dostępne na najwyższym piętrze i oferowały wszystko to, co byłoby potrzebne do prowadzenia sesji RPG, a nawet więcej.
W celu zagrania sesji RPG, konieczne było zarejestrowanie się na sesję online przez platformę Evenea, oraz okazanie obsłudze konwentu kodu QR jako potwierdzenia obecności. Ja sam, wraz z moim towarzyszem Michałem, zapisaliśmy się na jedną sesję RPG w Fabula Ultima.
Sama sesja była przygotowana z mojej perspektywy doskonale, więc nie mam się do czego w tej kwestii doczepić.
Pod samym kątem organizacyjnym, osoby odpowiedzialne za strefę były absolutnie cudowne. Na żadnym innym konwencie nie widziałem, by uczestnikom była oferowana kawa lub herbata. Jest to jeden z tych smaczków Rawikonu, który zawsze będę wspominał. Ale o rodzinnej atmosferze konwentu jeszcze wspomnę nie raz w ramach tej relacji.
Jedyna rzecz, do której jestem sceptyczny to biletowanie tej atrakcji online. Miejsca na sesje było sporo, i na moje oko nie było to potrzebne. Zamiast biletowania sesji RPG online, postawiłbym za rok na zapisy na sesję na miejscu, jak również udostępnienie możliwości poprowadzenia sesji samemu, bądź przez dyżurnych Mistrzów Gry. Chociaż sale były tutaj ograniczeniem (o ile się orientuję, tych było 4 czy 5), warto się zastanowić w przyszłości nad tą kwestią.
Z pokrzepionymi umysłami, udaliśmy się pod bibliotekę, ulżyć naszym sakiewkom...</p>

<h3 id="strefa-wystawców">Strefa wystawców</h3>

<p>Tegoroczna strefa wystawców niezmiennie została umieszczona wzdłuż ścian budynku biblioteki, jak również na placu tuż obok. Na co warto zwrócić uwagę, to że o ile rok temu wystawcy narzekali na mnóstwo pyłu osadzającego się na sprzedawanym przez nich towarze (plac nie był ugruntowany), w tym roku widać było, że ten przeszedł remont. Obecnie strefa wystawców znalazła się na nowoczesnym i pięknie wykończonym parkingu z kostki brukowej. Problem z kurzem został rozwiązany.
Jak sami wystawcy? Tutaj mam mieszane opinie. O ile rok temu było mnóstwo pisarzy czy wydawnictw, tak w tym roku było tylko jedno. Większość stoisk to były rękodzieła, grafiki lub bibeloty z Chin. Nie było najgorzej, ale mogło być lepiej. Miejmy nadzieję, że za rok więcej wystawców będzie skłonnych przyjechać na wydarzenie. Na całe szczęście porzucono też pomysł umieszczania niektórych wystawców na tarasie.
Jeśli chodzi o stoisko z gadżetami z Rawikonu: tutaj był krok do przodu kosztem kroku wstecz. Oferowane były koszulki, torby oraz kubki. Wszystko w ramach losowania kołem. Bardzo fajny pomysł, który zawsze na tego typu wydarzeniach kusi tę część mnie, która lubi odrobinę hazardu. Z drugiej strony oferowanego merchu było zauważalnie mniej niż rok temu. Próźno było szukać breloczków czy innych tego typu bibelotów. Same wzory na koszulkach też zdawały się momentami oderwane od identyfikacji wizualnej konwentu. Napis Rawikon i... ikona smoka lub gryfa z kilkoma głowami? Gdzie koszulka z tą przecudowną grafiką z tegorocznej edycji? Gdzie możliwość sprawienia sobie tej grafiki w innej formie (poza materiałową opaską, o której wspomniałem wyżej)?
Pod kątem gastronomii było nieźle. Bardzo duży wybór jedzenia z food trucków, od frytek belgijskich aż po Pasibusa czy lody z miejscowej spółdzielni mleczarskiej. Jeśli to nie pasowało, zawsze była możliwość pójścia do centrum miasta, oddalonego o niecałe trzy minuty drogi piechotą.</p>

<h3 id="strefa-gier-retro">Strefa gier retro</h3>

<p>Skuszony moim zeszłorocznym zwycięstwem w turnieju Mario Kart 64, chciałem poszukać wyzwań na tegorocznej strefie gier retro. Ta mogę stwierdzić, że była, i to w tym samym miejscu co poprzednio. Niestety już od razu rzuciła mi się w oczy niewiarygodnie mała liczba sprzętów retro oraz zupełnie inna ekipa odpowiadająca za ten punkt programu. Strefa ta przypominała bardziej mikro-muzeum gier retro, niż faktyczne miejsce, gdzie można spróbować różnych konsol do grania. Na pytanie o konkursy czy turnieje, jedna z organizatorek strefy spojrzała na mnie wzrokiem jakbym był jednym z tytułowych fantastycznych zwierząt. Brak turniejów. Bardzo, bardzo kiepsko. Strefa retro w trakcie pierwszej edycji była przeciętna, jednak tutaj udało się ją przebić. W negatywnym sensie. Zawiedziony poszedłem próbować innych atrakcji konwentu.</p>

<h3 id="strefa-chillu">Strefa chillu</h3>

<p>Rawikon, podobnie jak DFy, uważam za konwent, w którym doświadczenie konwentowe wynika ze zbalansowanej mieszanki brania udziału w atrakcjach konwentu, i odpoczynku w strefach chillu.
W tym roku strefy chillu ponownie były rozrzucone po całym konwencie. Leżaki pod sceną, wraz z dużą ilością namiotów chroniących przed słońcem, jak również taras.
Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, taras biblioteki został przerobiony w całości na strefę chillu. I chociaż problem niewystarczającego zadaszenia dalej pozostał, uważam to posunięcie za bardzo dobre. Zero prelekcji na słońcu, zero stoisk z wystawcami. Ot, gigantyczny balkon, kilka baldachimów, mnóstwo foteli i odpoczynek. Bardzo przyjemnie.</p>

<h3 id="strefa-gier-bez-prądu">Strefa “gier bez prądu”</h3>

<p>Pomysłodawca pierwszej edycji Rawikonu jest zapalonym planszówkowiczem. W związku z tym oczywistym było, że na Rawikonie nie mogło zabraknąć dobrze zaopatrzonej strefy z grami planszowymi.
W tym roku zrezygnowano z niewielkiego games roomu na najwyższym piętrze (w tym roku pokój ten był jedną z trzech sal prelekcyjnych), by dla odmiany pójść z rozmachem i przerobić na planszówkową strefę cały budynek Centrum Kultury i Sztuki. Tegoroczny games room był gigantyczny pod względem skali. Planszówek było również sporo do wypożyczenia. Udało się nawet gdzie niegdzie zmieścić kilku wystawców z planszówkami.
Mimo to, strefa świeciła praktycznie pustkami. Ponieważ Centrum Kultury było nieco oddalone od Biblioteki, czuję jakby do tej strefy nie dotarł każdy, kto chciałby do niej dotrzeć. Z zewnątrz jedyne, co zdradzało ten budynek to wiszące wokół flagi Rawikonu. O ile games room był reklamowany zarówno na strefie informacji, czy w formie gry konwentowej, było mocno czuć, że jest to strefa trochę izolująca część uczestników. W Centrum Kultury upchnięto trzy dość mocno zbliżone do siebie strefy: gry bitewne, planszówki oraz bardzo nieoczywistą strefę... graczy grających w Star Wars The Old Republic (w sporym skrócie byli tam gracze, którzy grali na rzutniku w SWOTORa, by reszta mogła się temu przyglądać). Trzy społeczności growe odizolowane od reszty uczestników konwentu.
Co bym widział w przyszłości? Być może większe wymieszanie atrakcji między Biblioteką a Centrum Kultury? Być może lepsze oznaczenie drogi, poza mało oczywistą mapką? Pomysły zostawiam organizatorom.
Wartoby też pomyśleć o przylegającym do Centrum Kultury parku, który mógłby być promowany jako fajna strefa do sesji zdjęciowych dla cosplayerów (może promocja lokalnych fotografów? Więcej wiosek?).</p>

<h3 id="koncerty">Koncerty</h3>

<p>Tak samo jak rok temu, Rawikon był doskonałą okazją, by poznać wielu niezwykle ciekawych muzyków. W tym roku wziąłem udział w koncercie zespołu Joanny Lacher, znanej głównie z jej śpiewu w soundtracku do Wiedźmina 3. Koncert przecudowny, na najwyższym poziomie. Bawiłem się wyśmienicie...
Jednak zastanowiło mnie jedno. Tuż przed koncertem pojawiło się kilka problemów technicznych, co sprawiło, że sam koncert był mocno opóźniony. Jak pamiętam z zeszłego roku, podobna sytuacja była w przypadku koncertu Jeremiah Kane. Też odrobina opóźnień.
O ile nie znam się na muzyce i akustyce, nawet ja zauważyłem, że drugi rok z rzędu pojawiły się problemy w przypadku przygotowań do koncertu tych nieco ambitniejszych zespołów. Ocenę jednak zostawię tym, którzy znają się na tym temacie. Niemniej jednak koncert doszedł do skutku i było to wydarzenie istnie magiczne.</p>

<h3 id="kino-plenerowe">Kino plenerowe</h3>

<p>W tym roku również odbyło się kino plenerowe. Film? “Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć?”. Klasycznie i zgodnie z tegorocznym motywem przewodnim konwentu. W tym roku nie było ulewy, więc seans się udał. Leżaków nie brakowało. Co na pewno mógłbym zasugerować organizatorom to żeby pomyśleć nad ewentualną opcją wypożyczenia kocy. Ja sam też będę musiał się w takowy zaopatrzyć przy okazji kolejnego konwentu.</p>

<h3 id="ogólna-atmosfera-konwentu">Ogólna atmosfera konwentu</h3>

<p>Każdy z nas jedzie na dany konwent z konkretnym celem i konkretnymi oczekiwaniami. Dla mnie takimi oczekiwaniami była właśnie jedyna w swoim rodzaju ciepła atmosfera wydarzenia. Nie zawiodłem się w żaden sposób.
Wszystkie osoby, które napotkałem były absolutnie przecudowne, od pomocników, aż po organizatorów. Było też mnóstwo znajomych twarzy, które miło mi było spotkać ponownie. Było dzielenie się jedzeniem i kawą (pozdrawiam szczególnie pomocników ze strefy RPG). I mnie samemu było miło dorzucić kilka groszy do atmosfery konwentu i rozdać kilkanaście kostek RPG wybranym jej uczestnikom. Mam nadzieję, że Wasze rzuty będą udane!
Podobała mi się też oprawa wizualna konwentu w postaci porastających poręcze schodów roślin, czy właśnie poukrywane czasami sekrety. Dobrze, jakby te jeszcze może poszerzono o tereny na zewnątrz od Biblioteki. Może jakieś dodatkowe pomniki? Konkursy na cosplay nawiązujący bezpośrednio do tematyki konwentu?
Ponownie, warto o tym pomyśleć na przyszły rok.</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Rawicon 2025 nie zawiódł mnie jako uczestnika. Wiedziałem, czego się spodziewać po imprezie, i zostało mi to dostarczone (no, może poza strefą retro i brakiem strefy anime). W związku z tym chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować Michałowi, który towarzyszył mi przez cały mój pobyt na Rawikonie, jak również wszystkim organizatorom, których mogłem poznać, wymienić kilka zdań (i wręczyć kostki) i podziękować za ich ciężką pracę.</p>

<p>Do zobaczenia za rok! A tymczasem idę pomału szykować się do Gniezna...</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/rawikon-2025-komentarz</guid>
      <pubDate>Sun, 06 Jul 2025 21:33:22 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>6 Festiwal Gier Planszowych OSTROwPLANSZE 2025 – komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/6-festiwal-gier-planszowych-ostrowplansze-2025-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[Jak co roku, i w tym postanowiłem na jeden dzień pojechać na tegoroczną edycję OSTROwPLANSZE do Ostrowa Wielkopolskiego. I jak co roku czas na moje podsumowanie wydarzenia.&#xA;!--more--&#xA;Jeśli czytaliście przy tym mój komentarz dotyczący edycji 2023 (nie mam pojęcia, co się stało z moim wpisem co do edycji z 2024 - czy była przerwa?), większość z moich pozytywnych komentarzy była dalej aktualna i w tegorocznej edycji. Wciąż można tutaj mówić o solidnym wydarzeniu w klasycznej lokalizacji, ze sporą liczbą planszówek, równie dużą liczbą pomocników oraz repertuarem nieco wykraczającym poza planszówki.&#xA;&#xA;Nie będę jednak ukrywał, że tegoroczna edycja OSTROwPLANSZE była dla mnie w kilku aspektach zawodem. Ale po kolei.&#xA;&#xA;Jeszcze uboższy program&#xA;&#xA;Moim zarzutem co do poprzednich edycji było to, że program był ubogawy w atrakcje. W tym roku muszę już powiedzieć, o ogromnym regresie pod tym kątem.&#xA;Zacznę jednak tutaj mój wywód od plusów: pojawiło się zdecydowanie więcej turniejów planszówkowych, w tym nawet jeden oficjalny, w którym nagrodą było miejsce na Mistrzostwach Polski w Catana. OSTROwPLANSZE pod tym kątem bardzo dobrze wymyślił, zgłaszając swoją kandydaturę na organizatora oficjalnych eliminacji. Lokalizacja oraz renoma wydarzenia na pewno w tym mocno pomogła. Turniejów też było całkiem sporo jak na sobotę. Tutaj niestety kończą się moje pozytywne słowa.&#xA;Przy wejściu na teren szkoły poza standardową akredytacją i opaską nie otrzymujemy żadnego programu. Jako cały program służyła biała tablica wystawiona przy wejściu na salę ze stołami. Na tablicy tylko turnieje planszówkowe oraz dopisane nieco później turnieje e-sportowe (a konkretnie całe dwa, jeden na sobotę, drugi na niedzielę). Brak prelekcji oraz brak wydarzeń związanych ze strefą retro. Trudno było również o informacje odnośnie sekcji warsztatowej oraz sekcji z grami RPG (o czym wspomnę później). W praktyce (w teorii niestety też) wyglądało na to, jakby na wydarzeniu poza standardowymi planszówkami do wypożyczenia oraz ogrania turniejowo nie działo się nic.&#xA;Trudni jest mi określić, czy był to wynik tego, że wydarzenie było robione w pewnych aspektach &#34;na szybko&#34;, czy po prostu zabrakło chętnych do organizacji niektórych rzeczy. Tak czy siak, tegoroczne OSTROwPLANSZE było wydarzeniem niewiele różniącym się od eventów robionych z mniejszym rozmachem. Szkoda.&#xA;&#xA;Braki wystawców&#xA;&#xA;Chociaż regres pod kątem ilości wystawców już dało się odczuć na poprzednich edycjach wydarzeń, mimo wszystko jeszcze wtedy wciąż na konwentach gościło kilka wydawnictw. W tym roku z powodu sąsiadowania OSTROwPLANSZE z innymi dużymi imprezami planszówkowymi wystawców było około 5 lub 6, w tym jedno niewielkie wydawnictwo. Nastawiony na ogranie nowości wydawniczych oraz ewentualne zakupy, wróciłem z wydarzenia zaledwie z kilkoma drobiazgami.&#xA;Największym problemem jednak było samo ich umiejscowienie. &#34;Strefa&#34; z wystawcami była w praktyce na samym końcu sali, wzdłuż prawej ściany. Mamy powtórkę sprzed trzech lat, gdzie wystawcy zostali upchnięci w najmniej widoczne miejsce, zamiast zdecydować się na postawienie ich bardziej od frontu. Patrząc na to, że już wtedy z mojej rozmowy z pewnym większym wydawnictwem planszówkowym czuć było, że widoczność nie była najwyższa, obawiam się, że OSTROwPLANSZE tym gorszą opinię może otrzymać teraz, i na kolejnej edycji pojawi się w najlepszym razie podobna ilość wystawców co w tym roku&#xA;&#xA;Nieistniejące oznaczenia sal z atrakcjami&#xA;&#xA;Chociaż co roku OSTROwPLANSZE cierpiał na dolegliwości związane z kiepskimi oznaczeniami, w tym roku było to szczególnie odczuwalne. Żeby dowiedzieć się, co znajdowało się w danej sali, trzeba było po prostu... zajrzeć do środka. W połączeniu z brakiem planu i mapki nie było tutaj mowy o tym, żeby się rozeznać, jakie dokładnie atrakcje oferuje konwent. W skrajnym przypadku ekipa odpowiedzialna za prowadzenie RPG prowadziła dwie sesje, w których brało udział 5 osób... łącznie. Ich stanowiska były upchnięte tuż za wypożyczalnią w małym korytarzu po prawej stronie (rok temu mieli podobną odnogę, ale tuż przy wejściu na wydarzenie po prawej stronie). Tak samo z salą e-sportową czy strefą warsztatową. OSTROwPLANSZE to brak oznaczeń atrakcji i pójście w absolutnie nieznane (niestety w negatywnym sensie).&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Spędziłem na wydarzeniu prawie 8 godzin i chociaż nie mogę narzekać na to, że ograłem mało gier, czuję duży zawód, że wydarzenie zaliczyło niewiarygodny regres, chociaż zawsze była dla mnie synonimem niewiarygodnie dobrze przemyślanej imprezy planszówkowej. W tym roku czułem, jakbym pojechał na wydarzenie, które robi zaledwie minimum, przez co jest tylko i wyłącznie poprawną imprezą planszówkową. Trudno mi tu określić, czy była to kwestia marketingu, czy po prostu tego, że termin wydarzenia został określony dość późno. Ja sam bawiłem się tylko dobrze, i to głównie za sprawą mojej ekipy.&#xA;Jeśli macie blisko do Ostrowa, wciąż polecam OSTROwPLANSZE jako mimo wszystko niezłą imprezę, ale jeśli macie tam nieco dalej, trzymajcie się wydarzeń lokalnych. Będziecie się bawić podobnie, o ile nie lepiej.&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Jak co roku, i w tym postanowiłem na jeden dzień pojechać na tegoroczną edycję OSTROwPLANSZE do Ostrowa Wielkopolskiego. I jak co roku czas na moje podsumowanie wydarzenia.

Jeśli czytaliście przy tym mój komentarz dotyczący <a href="https://write.szkod.ovh/4-festiwal-gier-planszowych-ostrowplansze-2023-komentarz">edycji 2023</a> (nie mam pojęcia, co się stało z moim wpisem co do edycji z 2024 – czy była przerwa?), większość z moich pozytywnych komentarzy była dalej aktualna i w tegorocznej edycji. Wciąż można tutaj mówić o solidnym wydarzeniu w klasycznej lokalizacji, ze sporą liczbą planszówek, równie dużą liczbą pomocników oraz repertuarem nieco wykraczającym poza planszówki.</p>

<p>Nie będę jednak ukrywał, że tegoroczna edycja OSTROwPLANSZE była dla mnie w kilku aspektach zawodem. Ale po kolei.</p>

<h2 id="jeszcze-uboższy-program">Jeszcze uboższy program</h2>

<p>Moim zarzutem co do poprzednich edycji było to, że program był ubogawy w atrakcje. W tym roku muszę już powiedzieć, o ogromnym regresie pod tym kątem.
Zacznę jednak tutaj mój wywód od plusów: pojawiło się zdecydowanie więcej turniejów planszówkowych, w tym nawet jeden oficjalny, w którym nagrodą było miejsce na Mistrzostwach Polski w Catana. OSTROwPLANSZE pod tym kątem bardzo dobrze wymyślił, zgłaszając swoją kandydaturę na organizatora oficjalnych eliminacji. Lokalizacja oraz renoma wydarzenia na pewno w tym mocno pomogła. Turniejów też było całkiem sporo jak na sobotę. Tutaj niestety kończą się moje pozytywne słowa.
Przy wejściu na teren szkoły poza standardową akredytacją i opaską nie otrzymujemy żadnego programu. Jako cały program służyła biała tablica wystawiona przy wejściu na salę ze stołami. Na tablicy tylko turnieje planszówkowe oraz dopisane nieco później turnieje e-sportowe (a konkretnie całe dwa, jeden na sobotę, drugi na niedzielę). Brak prelekcji oraz brak wydarzeń związanych ze strefą retro. Trudno było również o informacje odnośnie sekcji warsztatowej oraz sekcji z grami RPG (o czym wspomnę później). W praktyce (w teorii niestety też) wyglądało na to, jakby na wydarzeniu poza standardowymi planszówkami do wypożyczenia oraz ogrania turniejowo nie działo się nic.
Trudni jest mi określić, czy był to wynik tego, że wydarzenie było robione w pewnych aspektach “na szybko”, czy po prostu zabrakło chętnych do organizacji niektórych rzeczy. Tak czy siak, tegoroczne OSTROwPLANSZE było wydarzeniem niewiele różniącym się od eventów robionych z mniejszym rozmachem. Szkoda.</p>

<h2 id="braki-wystawców">Braki wystawców</h2>

<p>Chociaż regres pod kątem ilości wystawców już dało się odczuć na poprzednich edycjach wydarzeń, mimo wszystko jeszcze wtedy wciąż na konwentach gościło kilka wydawnictw. W tym roku z powodu sąsiadowania OSTROwPLANSZE z innymi dużymi imprezami planszówkowymi wystawców było około 5 lub 6, w tym jedno niewielkie wydawnictwo. Nastawiony na ogranie nowości wydawniczych oraz ewentualne zakupy, wróciłem z wydarzenia zaledwie z kilkoma drobiazgami.
Największym problemem jednak było samo ich umiejscowienie. “Strefa” z wystawcami była w praktyce na samym końcu sali, wzdłuż prawej ściany. Mamy powtórkę sprzed trzech lat, gdzie wystawcy zostali upchnięci w najmniej widoczne miejsce, zamiast zdecydować się na postawienie ich bardziej od frontu. Patrząc na to, że już wtedy z mojej rozmowy z pewnym większym wydawnictwem planszówkowym czuć było, że widoczność nie była najwyższa, obawiam się, że OSTROwPLANSZE tym gorszą opinię może otrzymać teraz, i na kolejnej edycji pojawi się w najlepszym razie podobna ilość wystawców co w tym roku</p>

<h2 id="nieistniejące-oznaczenia-sal-z-atrakcjami">Nieistniejące oznaczenia sal z atrakcjami</h2>

<p>Chociaż co roku OSTROwPLANSZE cierpiał na dolegliwości związane z kiepskimi oznaczeniami, w tym roku było to szczególnie odczuwalne. Żeby dowiedzieć się, co znajdowało się w danej sali, trzeba było po prostu... zajrzeć do środka. W połączeniu z brakiem planu i mapki nie było tutaj mowy o tym, żeby się rozeznać, jakie dokładnie atrakcje oferuje konwent. W skrajnym przypadku ekipa odpowiedzialna za prowadzenie RPG prowadziła dwie sesje, w których brało udział 5 osób... łącznie. Ich stanowiska były upchnięte tuż za wypożyczalnią w małym korytarzu po prawej stronie (rok temu mieli podobną odnogę, ale tuż przy wejściu na wydarzenie po prawej stronie). Tak samo z salą e-sportową czy strefą warsztatową. OSTROwPLANSZE to brak oznaczeń atrakcji i pójście w absolutnie nieznane (niestety w negatywnym sensie).</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Spędziłem na wydarzeniu prawie 8 godzin i chociaż nie mogę narzekać na to, że ograłem mało gier, czuję duży zawód, że wydarzenie zaliczyło niewiarygodny regres, chociaż zawsze była dla mnie synonimem niewiarygodnie dobrze przemyślanej imprezy planszówkowej. W tym roku czułem, jakbym pojechał na wydarzenie, które robi zaledwie minimum, przez co jest tylko i wyłącznie poprawną imprezą planszówkową. Trudno mi tu określić, czy była to kwestia marketingu, czy po prostu tego, że termin wydarzenia został określony dość późno. Ja sam bawiłem się tylko dobrze, i to głównie za sprawą mojej ekipy.
Jeśli macie blisko do Ostrowa, wciąż polecam OSTROwPLANSZE jako mimo wszystko niezłą imprezę, ale jeśli macie tam nieco dalej, trzymajcie się wydarzeń lokalnych. Będziecie się bawić podobnie, o ile nie lepiej.</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/6-festiwal-gier-planszowych-ostrowplansze-2025-komentarz</guid>
      <pubDate>Sat, 29 Mar 2025 20:05:56 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Dlaczego uwielbiam piątą edycję Talisman: Magia i Miecz?</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/dlaczego-uwielbiam-piata-edycje-talisman-magia-i-miecz</link>
      <description>&lt;![CDATA[W drugiej połowie lutego 2024 została ogłoszona piąta edycja klasycznej gry planszowej Talisman: Magia i Miecz, która u nas znana była przez lata po prostu jako Magia i Miecz. Od wydania bardzo udanej czwartej edycji minęło już siedemnaście lat, a więc najwyższy był czas, żeby w końcu pojawił się jej następca. I mimo wielu niepochlebnych opinii krążących zarówno po anglojęzycznym internecie, jak i tym polskim (zwłaszcza polskim), wszedłem w posiadanie nowego Talismana. Mówiąc krótko: jestem zachwycony!&#xA;!--more--&#xA;Warto zaznaczyć, że sam osobiście uważam Magię i Miecz za bardzo specjalną planszówkę, która towarzyszyła mi przez większość mojego okresu dorosłości. Była to moja pierwsza planszówka, którą nabyłem w okolicach roku 2011 i do dzisiaj jestem posiadaczem pierwszego jej wydania. Poza licznymi organizowanymi rozgrywkami w czasach liceum, gra pozwoliła mi też wkupić się w pewnym sensie w łaski mojego klubu fantastyki.&#xA;Jakkolwiek nie kochałbym Magii i Miecza, nie będę ukrywał, że pomimo niewiarygodnego klimatu przygody i magii, planszówka miała swoje wady. Największą był czas. Klasyczny Talisman to gra, w której gracze spędzają od 6 do 8 godzin, a i tak gra może zakończyć się na utknięciu graczy w Środkowej Krainie (czyli mniej więcej w 66% gry) bez wyłonienia jednoznacznego zwycięzcy. Nieco bardziej uciążliwych mechanik oczywiście było nieco więcej i o ile dawniej nie zwracałem na nich zbyt dużej uwagi, wraz z ograniem setek różnych planszówek zacząłem patrzeć na Talismana z trochę innej strony. Gra w pewnych aspektach zaczynała się starzeć. Dalej była świetna, ale już zaczynała być planszówką, z której rezygnowałem na rzecz nieco mniej czasochłonnych, a jednocześnie bardziej strategicznych tytułów.&#xA;W międzyczasie jednak wyszła piąta edycja Talismana, a ta namieszała mocno w moich obecnych planszówkowych preferencjach.&#xA;&#xA;Zmiany zasad&#xA;&#xA;Główną rzeczą, która wyróżnia nowego Talismana od pozostałych edycji są zmiany w kilku mechanikach. Są one na tyle znaczące, że rozpiszę je po kolei wraz z moim komentarzem odnośnie każdej z nich:&#xA;&#xA;Punkty Losu jako możliwość ruchu o dowolną liczbę pól — od momentu wprowadzenia w czwartej edycji Punktów Losu, które pozwalały przerzucać dowolną kość, zmieniła się mechanika gry, która dawała teraz graczom możliwość uniknięcia niekorzystnej sytuacji wynikającej ze złego rzutu. Sama mechanika Losu była w czwartej edycji przyjemna, ale ograniczała się głównie do przerzutu.&#xA;W piątej edycji Los otrzymał również dodatkową właściwość, jaką jest możliwość przesunięcia się do 6 pól na pole, na którym nie stoi inny gracz. Zmiana ta dodatkowo rozszerza możliwości graczy, by wybierać pola, które są bardziej korzystne w danej chwili (np. karty pozwalające pozyskać dodatkowe współczynniki siły i mocy), co uważam za bardzo przyjemną zmianę. Talisman dzięki temu niweluje element losowości w postaci rzutu kością, jak również dodaje aspekt bardziej przemyślanego zarządzania punktami losu oraz decyzji, czy opłacalne będzie wykorzystanie losu teraz, czy później, oraz w jakim stopniu opłacalne będzie zaatakowanie innego poszukiwacza, który w razie porażki dostanie jeden punkt losu. Ot, fajny dodatek, który niespodziewanie poszerza aspekt zarządzania dostępnymi zasobami w grze.&#xA;Zmiana wartości wymiany trofeów na punkty siły czy mocy — w poprzednich edycjach Talismana w celu otrzymania dodatkowego punktu siły lub mocy, wymagane było odrzucenie kart pokonanych wrogów o łącznej wartości większej lub równej 7. Konsekwencją tej mechaniki była niezwykle mozolna droga do podbicia wartości siły i/lub mocy naszej postaci do poziomu akceptowalnego, by zaryzykować wyprawę do Korony Władzy.&#xA;Nowa edycja Talismana przyjęła o wiele przyjemniejsze podejście, w którym w celu uzyskania znacznika siły lub mocy wystarczy nam wymiana trofeów o łącznej wartości co najmniej... naszego aktualnego poziomu siły lub mocy. Jest to jedna ze zmian, która diametralnie przyspiesza grę. Nasze statystyki rozwijają się bardzo szybko i o wiele bardziej równomiernie niż w starszych edycjach, gdzie w zasadzie końcowy etap gry i tak wymagał od nas posiadania jakichkolwiek akceptowalnych wartości siły, przez co nawet w przypadku dużej ilości mocy, musieliśmy uwzględniać rozwój tej pierwszej wartości. Zdecydowanie zmiana na plus, bez której stare edycje w moich oczach tracą sporo.&#xA;Osłabiona mechanika Ropuchy — ogromna kość niezgody między fanami różnych wersji. Ropucha w klasycznym Talismanie była sporą mechaniką kary, w której poza sporym ograniczeniem naszej mobilności na trzy tury, od razu traciliśmy całość naszego wyposażenia, który później mógł zostać łatwo rozkradziony przez innych graczy. &#xA;Najnowsza edycja w podstawowych zasadach oferuje jej łagodniejszy wariant, gdzie gracze zamieniają się w ropuchę na zaledwie jedną turę, przy czym poza zmniejszeniem statystyk na ten czas, dalej zachowują wszystkie swoje przedmioty. Po ograniu kilku rozgrywek uważam, że w nowej edycji mechanika ta z największej kary zamieniła się w zwykłego spowalniacza. Gracz zamieniony w ropuchę jest tylko bardziej podatniejszy na próby ataku w ciągu najbliższej jego tury, co wymaga od graczy bardzo dużego szczęścia w kościach. Chociaż przez wielu oceniana jako ogromną wadę nowej edycji, dla mnie zmiana jest bardzo neutralna. Nie szkodzi, ale też nie poprawia w znacznym stopniu gry. Jej sens bardziej jest widoczny w ogólnym designie gry, o którym rozpiszę się nieco dalej.&#xA;Opcja zmiany charakteru postaci na początku gry — w przypadku starej wersji Talismana, do każdej postaci przypisany był charakter dobry, neutralny bądź zły, który dawał graczom korzyści lub straty w zależności od kart. Główna zasada była jednak, że postać z danym charakterem musiała trzymać się kurczowo go trzymać i nie było możliwości zmienić charakteru w inny sposób jak tylko wydarzeniami na planszy (wyjątkiem był Druid). &#xA;W nowej edycji gracze mają swobodę w wyborze charakteru startowego postaci. O ile sama zmiana pozwala graczom na dostosowanie swojego bohatera na początek, drobnym problemem pozostaje fakt, że gra poprzez zmiany mechaniczne faworyzuje postacie neutralne, które mają na przykład łatwiejszy dostęp do punktów losu na polu Cmentarza. Na chwilę obecną zmiana raczej na plus, ale nie zmienia ona mocno mechaniki gry i widzę w niej raczej dobrą szansę na stworzenie czegoś fajnego w zbliżających się dodatkach do gry.&#xA;Śmierć postaci - podstawowy Talisman w przypadku śmierci postaci powodował, że dany gracz tracił wszystkie przedmioty i musiał zaczynać od nowa, z całkowicie nową postacią (albo starą, ale bez dotychczasowych zdobyczy). &#xA;W nowej edycji śmierć polega na przeniesieniu się do obszaru Wioski w Zewnętrznej Krainie i utracie następnej tury w celu wyleczenia się za złoto (w przypadku braku złota nasza postać leczona jest tylko o jeden punkt). Ponownie, oburzenia na forach ze strony fanów oryginału, niesmak, chęć spalenia piątej edycji na stosie. Ja sam uważam jednak, że zmiana jest na plus. Wraz ze zmianą dynamiki gry, zwykła śmierć wykluczyłaby całkowicie gracza z rozgrywki. W obecnej edycji i przy tych wszystkich zmianach, które zostały wprowadzone, i ta poprawka musiała wejść w życie.&#xA;Pomniejsze zmiany na planszy — nowa edycja to też zmiany w obszarach. Te na ogół są bardzo ciekawe i również dodają do gry sporo dynamiki. Dodanie pola Pieczary, w której przy rzucie kością możemy się przenieść na różne miejsca na planszy, dodaje nową opcję przejścia do Krainy Środkowej, co zawsze jest na plus. Alternatywna akcja Gospody, gdzie za dwie sztuki złota możemy przenieść się w naszej następnej turze do Świątyni, też przyspiesza rozgrywkę i niweluje efekt trudności z przedostaniem się do Środkowej Krainy w poprzednich edycjach (miewałem rozgrywki, gdzie przez bite 2 godziny żaden z graczy nie był w stanie tam wejść, a to z powodu kart, a to z powodu zwykle kiepsko rozwiniętej postaci). Z gry wyleciała też większość kart oraz obszarów, gdzie możemy stracić turę — ten &#34;przywilej&#34; zostawiono tylko dla graczy zamienionych w Ropuchę (co jest w sumie bardziej pasywnym &#34;utraceniem tury&#34;) oraz graczy, którzy zginą. Doceniam też bardzo tak subtelne zmiany jak to, że nie tracimy punktów siły czy mocy przy próbie forsowania wrót. Usunięcie ryzyka w jednym miejscu sprawia, że chętniej podejmujemy ryzyko w dalszym etapie gry.&#xA;Talizman jako przedmiot, który nie liczy się do limitu czterech kart — w podstawowej wersji gry karta Talizmanu, która służy jako przepustka do Korony Władzy, była zwykłym przedmiotem, który musieliśmy uwzględnić przy okazji zdobywania nowych przedmiotów. Mogliśmy mieć ich kilka sztuk, jak również mogliśmy go wyrzucać lub np. przetapiać przy pomocy Alchemika w złoto. W nowej edycji Talizman jest przedmiotem, który nie zajmuje nam miejsca w ekwipunku (twórcy postarali się nawet o fabularne wytłumaczenie, że ten łączy się z duszą naszego poszukiwacza) i też sami gracze nie mogą sami z siebie się go pozbyć (wciąż jednak w grę wchodzi przywłaszczenie sobie naszego Talizmanu przez innego gracza przy okazji walki). W moim odczuciu zmiana jest co najwyżej neutralna i bardziej służy temu, by zmniejszyć prawdopodobieństwo zabrania zbyt wielkiej ilości Talizmanów przez jednego gracza. Niemniej jednak nie wpływa to zbytnio na tempo rozgrywki, co bardziej sprzyja wyrównaniu szans między graczami. Może być, zmiana ani ziębi, ani grzeje.&#xA;Zmiana mechaniki Czaru Rozkaz na walkę z bossem — mamy również zmianę zakończenia Magii i Miecza. Tak jak w poprzednich edycjach gra miała mechanikę polegającą na rzutu kością by pomału wykrwawiać pozostałych przy życiu graczy, tak w nowej wersji mamy po prostu głównego bossa do zbicia, po którym gra automatycznie się kończy.&#xA;Chociaż Czar Rozkaz to był nieodzowny element gry, który nakładał na graczy więcej presji, by ruszyć w pościg za postacią, która dotarła do Korony Władzy, po moich ostatnich rozgrywkach w czwartą edycję powiem wprost: nie znoszę tej mechaniki. W większości moich gier była ona jedynie sztucznym przedłużeniem gry, która dodatkowo potrafiła jeszcze się wydłużyć kiedy inni gracze korzystali z leczenia, chociaż nie zmieniło to rezultatu gry. Ciekawym kompromisem było dodanie alternatywnych zakończeń w dodatku Podziemia do pierwszej i czwartej edycji, ale był to zaledwie jeden sposób rozwiązania problemu. W piątej edycji mamy do zbicia bossa o sile lub mocy 10 (możemy wybrać na co walczymy) i po pokonaniu go gra się kończy. Tyle. Koniec. Finito. Krótko i na temat. I na całe szczęście.&#xA;&#xA;Talisman inny, ale ten sam&#xA;&#xA;Po omówieniu konkretnych zmian, trzeba poruszyć kwestię samej rozgrywki. Po ograniu nowej wersji kilkukrotnie i przejrzeniu zasad nie mam wątpliwości, że każda z tych zmian była podyktowana konkretną wizją gry. Nowy Talisman to przede wszystkim o wiele szybsza wersja klasycznej gry. Poprzez wprowadzenie zaledwie kilku zmian, tempo rozgrywki gwałtownie wzrosło do tego stopnia, że z 6-8 godzin, grę można rozegrać od początku do końca w przeciągu 1,5-2 godzin (w przypadku początkujących lub nieco pasywniejszych graczy nie wykluczam rozgrywki trwającej do 4 godzin). Nowa wersja pod tym kątem przypomina trochę wyścig, w którym Magia i Miecz dzieli się na dwa etapy: przygody, w której rozbudowujemy naszą postać i staramy się przy okazji złapać Talizman oraz sprintu, w którym podejmujemy ryzyko przejścia przez Krainę Środkową. Nie uda nam się? Wrócimy do punktu wyjścia ze wszystkim, co do tej pory zdobyliśmy. I nic nie stanie na przeszkodzie by zadecydować o dodatkowym dozbrojeniu się w kolejne punkty siły lub mocy, czy dodatkowe punkty Losu. Albo próbować pędzić dalej. Zostaliśmy zamienieni w Ropuchę? Nie tracimy nic, tylko i aż po prostu jedną turę (która to też może z mojego doświadczenia przeważyć o wygranej bądź nie!). Wyścig trwa dalej.&#xA;Czy taka formuła Talismana jako gry przygodowo-wyścigowej ma sens? Ku mojemu zaskoczeniu... ma sens, i to nawet momentami większy niż mozolna rozgrywka w starsze edycje. O ile gra oferuje alternatywne reguły, które przywracają mechanikę Ropuchy ze starej edycji czy opcję wybrania permanentnej śmierci, po moich obserwacjach widzę, że wykorzystanie ich zaburzyłoby dynamikę tej gry. Dobrze że są i jak najbardziej nie widzę problemów by bardziej świadomi gracze z nich korzystali, ale ja sam nie mam zamiaru ich stosować na stole.&#xA;Czy gra ma klimat Talismanu? Oczywiście, że ma. To jest wciąż Magia i Miecz. Czuć to w kartach, czuć to w opisach i czuć to w emocjach, które towarzyszą graczom. Wciąż to jest.&#xA;&#xA;Kto będzie zawiedziony?&#xA;&#xA;Chociaż moim dotychczasowym wywodem ujawniłem się jako fan piątej edycji gry, nie będe ukrywał, że grze obrywa się za mnóstwo elementów i jest bardzo mocno krytykowana przez zagorzałych fanów poprzednich edycji. W większości jest to krytyka moim zdaniem niesłuszna, która zdaje się pomijać ogólny obraz gry, by doczepić się do pojedynczych elementów, ale nawet ja nie będę ukrywał, że piąta edycja nie zadowoli każdego.&#xA;Talisman: Magia i Miecz edycja 5 nie podejdzie zagorzałym fanom edycji czwartej, którzy zebrali kompletne wydanie wraz ze wszystkimi dodatkami i spodziewają się, że kolejny Talisman będzie taką samą grą. Dla tych osób czwarta edycja będzie najlepszą edycją Talismana i zmiany w piątej edycji raczej ich nie przekonają. I nie muszą. Czwarta edycja pomimo leciwości dalej jest doskonała, a ogrom dodatków zarówno oficjalnych jak i fanowskich sprawi, że gra ta będzie cieszyć przez lata.&#xA;Nowa edycja dostaje też mnóstwo krytyki w związku z nową szatą graficzną oraz grafikami na planszy, które są odwrócone stroną do środka planszy. Mnie to nie przeszkadza, komuś innemu będzie. Przeszkadza? Nie kupujcie.&#xA;Tak samo sprawa tyczy się zasad. O ile nowa edycja podąża wyraźną wizją, ponownie, jeśli nie jesteście do niej przekonani albo uważacie grę za zwykły skok na kasę, omijajcie zakup.&#xA;Jeśli jednak brakowało wam czegoś w starej edycji Talismana, albo nigdy w grę nie graliście, nie widzę powodu, żeby się w nową Magię i Miecz nie zaopatrzyć. Gry planszowe muszą się zmieniać, nawet te stare tytuły. Nie bójmy się zmian. Do zobaczenia przy stole!&#xA;&#xA;Chociaż wpis nie jest sponsorowany, chciałem podziękować ekipie Rebela z Pyrkonu, którzy dali mi możliwość przetestować grę na kilka miesięcy przed premierą i zainspirowali mnie do stworzenia tego wpisu. Jesteście cudowni. Do zobaczenia na Koronie Władzy!&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>W drugiej połowie lutego 2024 została ogłoszona piąta edycja klasycznej gry planszowej Talisman: Magia i Miecz, która u nas znana była przez lata po prostu jako Magia i Miecz. Od wydania bardzo udanej czwartej edycji minęło już siedemnaście lat, a więc najwyższy był czas, żeby w końcu pojawił się jej następca. I mimo wielu niepochlebnych opinii krążących zarówno po anglojęzycznym internecie, jak i tym polskim (zwłaszcza polskim), wszedłem w posiadanie nowego Talismana. Mówiąc krótko: jestem zachwycony!

Warto zaznaczyć, że sam osobiście uważam Magię i Miecz za bardzo specjalną planszówkę, która towarzyszyła mi przez większość mojego okresu dorosłości. Była to moja pierwsza planszówka, którą nabyłem w okolicach roku 2011 i do dzisiaj jestem posiadaczem pierwszego jej wydania. Poza licznymi organizowanymi rozgrywkami w czasach liceum, gra pozwoliła mi też wkupić się w pewnym sensie w łaski mojego klubu fantastyki.
Jakkolwiek nie kochałbym Magii i Miecza, nie będę ukrywał, że pomimo niewiarygodnego klimatu przygody i magii, planszówka miała swoje wady. Największą był czas. Klasyczny Talisman to gra, w której gracze spędzają od 6 do 8 godzin, a i tak gra może zakończyć się na utknięciu graczy w Środkowej Krainie (czyli mniej więcej w 66% gry) bez wyłonienia jednoznacznego zwycięzcy. Nieco bardziej uciążliwych mechanik oczywiście było nieco więcej i o ile dawniej nie zwracałem na nich zbyt dużej uwagi, wraz z ograniem setek różnych planszówek zacząłem patrzeć na Talismana z trochę innej strony. Gra w pewnych aspektach zaczynała się starzeć. Dalej była świetna, ale już zaczynała być planszówką, z której rezygnowałem na rzecz nieco mniej czasochłonnych, a jednocześnie bardziej strategicznych tytułów.
W międzyczasie jednak wyszła piąta edycja Talismana, a ta namieszała mocno w moich obecnych planszówkowych preferencjach.</p>

<h2 id="zmiany-zasad">Zmiany zasad</h2>

<p>Główną rzeczą, która wyróżnia nowego Talismana od pozostałych edycji są zmiany w kilku mechanikach. Są one na tyle znaczące, że rozpiszę je po kolei wraz z moim komentarzem odnośnie każdej z nich:</p>
<ul><li><strong>Punkty Losu jako możliwość ruchu o dowolną liczbę pól</strong> — od momentu wprowadzenia w czwartej edycji Punktów Losu, które pozwalały przerzucać dowolną kość, zmieniła się mechanika gry, która dawała teraz graczom możliwość uniknięcia niekorzystnej sytuacji wynikającej ze złego rzutu. Sama mechanika Losu była w czwartej edycji przyjemna, ale ograniczała się głównie do przerzutu.
W piątej edycji Los otrzymał również dodatkową właściwość, jaką jest możliwość przesunięcia się do 6 pól na pole, na którym nie stoi inny gracz. Zmiana ta dodatkowo rozszerza możliwości graczy, by wybierać pola, które są bardziej korzystne w danej chwili (np. karty pozwalające pozyskać dodatkowe współczynniki siły i mocy), co uważam za bardzo przyjemną zmianę. Talisman dzięki temu niweluje element losowości w postaci rzutu kością, jak również dodaje aspekt bardziej przemyślanego zarządzania punktami losu oraz decyzji, czy opłacalne będzie wykorzystanie losu teraz, czy później, oraz w jakim stopniu opłacalne będzie zaatakowanie innego poszukiwacza, który w razie porażki dostanie jeden punkt losu. Ot, fajny dodatek, który niespodziewanie poszerza aspekt zarządzania dostępnymi zasobami w grze.</li>
<li><strong>Zmiana wartości wymiany trofeów na punkty siły czy mocy</strong> — w poprzednich edycjach Talismana w celu otrzymania dodatkowego punktu siły lub mocy, wymagane było odrzucenie kart pokonanych wrogów o łącznej wartości większej lub równej 7. Konsekwencją tej mechaniki była niezwykle mozolna droga do podbicia wartości siły i/lub mocy naszej postaci do poziomu akceptowalnego, by zaryzykować wyprawę do Korony Władzy.
Nowa edycja Talismana przyjęła o wiele przyjemniejsze podejście, w którym w celu uzyskania znacznika siły lub mocy wystarczy nam wymiana trofeów o łącznej wartości co najmniej... naszego aktualnego poziomu siły lub mocy. Jest to jedna ze zmian, która diametralnie przyspiesza grę. Nasze statystyki rozwijają się bardzo szybko i o wiele bardziej równomiernie niż w starszych edycjach, gdzie w zasadzie końcowy etap gry i tak wymagał od nas posiadania jakichkolwiek akceptowalnych wartości siły, przez co nawet w przypadku dużej ilości mocy, musieliśmy uwzględniać rozwój tej pierwszej wartości. Zdecydowanie zmiana na plus, bez której stare edycje w moich oczach tracą sporo.</li>
<li><strong>Osłabiona mechanika Ropuchy</strong> — ogromna kość niezgody między fanami różnych wersji. Ropucha w klasycznym Talismanie była sporą mechaniką kary, w której poza sporym ograniczeniem naszej mobilności na trzy tury, od razu traciliśmy całość naszego wyposażenia, który później mógł zostać łatwo rozkradziony przez innych graczy.
Najnowsza edycja w podstawowych zasadach oferuje jej łagodniejszy wariant, gdzie gracze zamieniają się w ropuchę na zaledwie jedną turę, przy czym poza zmniejszeniem statystyk na ten czas, dalej zachowują wszystkie swoje przedmioty. Po ograniu kilku rozgrywek uważam, że w nowej edycji mechanika ta z największej kary zamieniła się w zwykłego spowalniacza. Gracz zamieniony w ropuchę jest tylko bardziej podatniejszy na próby ataku w ciągu najbliższej jego tury, co wymaga od graczy bardzo dużego szczęścia w kościach. Chociaż przez wielu oceniana jako ogromną wadę nowej edycji, dla mnie zmiana jest bardzo neutralna. Nie szkodzi, ale też nie poprawia w znacznym stopniu gry. Jej sens bardziej jest widoczny w ogólnym designie gry, o którym rozpiszę się nieco dalej.</li>
<li><strong>Opcja zmiany charakteru postaci na początku gry</strong> — w przypadku starej wersji Talismana, do każdej postaci przypisany był charakter dobry, neutralny bądź zły, który dawał graczom korzyści lub straty w zależności od kart. Główna zasada była jednak, że postać z danym charakterem musiała trzymać się kurczowo go trzymać i nie było możliwości zmienić charakteru w inny sposób jak tylko wydarzeniami na planszy (wyjątkiem był Druid).
W nowej edycji gracze mają swobodę w wyborze charakteru startowego postaci. O ile sama zmiana pozwala graczom na dostosowanie swojego bohatera na początek, drobnym problemem pozostaje fakt, że gra poprzez zmiany mechaniczne faworyzuje postacie neutralne, które mają na przykład łatwiejszy dostęp do punktów losu na polu Cmentarza. Na chwilę obecną zmiana raczej na plus, ale nie zmienia ona mocno mechaniki gry i widzę w niej raczej dobrą szansę na stworzenie czegoś fajnego w zbliżających się dodatkach do gry.</li>
<li><strong>Śmierć postaci</strong> – podstawowy Talisman w przypadku śmierci postaci powodował, że dany gracz tracił wszystkie przedmioty i musiał zaczynać od nowa, z całkowicie nową postacią (albo starą, ale bez dotychczasowych zdobyczy).
W nowej edycji śmierć polega na przeniesieniu się do obszaru Wioski w Zewnętrznej Krainie i utracie następnej tury w celu wyleczenia się za złoto (w przypadku braku złota nasza postać leczona jest tylko o jeden punkt). Ponownie, oburzenia na forach ze strony fanów oryginału, niesmak, chęć spalenia piątej edycji na stosie. Ja sam uważam jednak, że zmiana jest na plus. Wraz ze zmianą dynamiki gry, zwykła śmierć wykluczyłaby całkowicie gracza z rozgrywki. W obecnej edycji i przy tych wszystkich zmianach, które zostały wprowadzone, i ta poprawka musiała wejść w życie.</li>
<li><strong>Pomniejsze zmiany na planszy</strong> — nowa edycja to też zmiany w obszarach. Te na ogół są bardzo ciekawe i również dodają do gry sporo dynamiki. Dodanie pola Pieczary, w której przy rzucie kością możemy się przenieść na różne miejsca na planszy, dodaje nową opcję przejścia do Krainy Środkowej, co zawsze jest na plus. Alternatywna akcja Gospody, gdzie za dwie sztuki złota możemy przenieść się w naszej następnej turze do Świątyni, też przyspiesza rozgrywkę i niweluje efekt trudności z przedostaniem się do Środkowej Krainy w poprzednich edycjach (miewałem rozgrywki, gdzie przez bite 2 godziny żaden z graczy nie był w stanie tam wejść, a to z powodu kart, a to z powodu zwykle kiepsko rozwiniętej postaci). Z gry wyleciała też większość kart oraz obszarów, gdzie możemy stracić turę — ten “przywilej” zostawiono tylko dla graczy zamienionych w Ropuchę (co jest w sumie bardziej pasywnym “utraceniem tury”) oraz graczy, którzy zginą. Doceniam też bardzo tak subtelne zmiany jak to, że nie tracimy punktów siły czy mocy przy próbie forsowania wrót. Usunięcie ryzyka w jednym miejscu sprawia, że chętniej podejmujemy ryzyko w dalszym etapie gry.</li>
<li><strong>Talizman jako przedmiot, który nie liczy się do limitu czterech kart</strong> — w podstawowej wersji gry karta Talizmanu, która służy jako przepustka do Korony Władzy, była zwykłym przedmiotem, który musieliśmy uwzględnić przy okazji zdobywania nowych przedmiotów. Mogliśmy mieć ich kilka sztuk, jak również mogliśmy go wyrzucać lub np. przetapiać przy pomocy Alchemika w złoto. W nowej edycji Talizman jest przedmiotem, który nie zajmuje nam miejsca w ekwipunku (twórcy postarali się nawet o fabularne wytłumaczenie, że ten łączy się z duszą naszego poszukiwacza) i też sami gracze nie mogą sami z siebie się go pozbyć (wciąż jednak w grę wchodzi przywłaszczenie sobie naszego Talizmanu przez innego gracza przy okazji walki). W moim odczuciu zmiana jest co najwyżej neutralna i bardziej służy temu, by zmniejszyć prawdopodobieństwo zabrania zbyt wielkiej ilości Talizmanów przez jednego gracza. Niemniej jednak nie wpływa to zbytnio na tempo rozgrywki, co bardziej sprzyja wyrównaniu szans między graczami. Może być, zmiana ani ziębi, ani grzeje.</li>
<li><strong>Zmiana mechaniki Czaru Rozkaz na walkę z bossem</strong> — mamy również zmianę zakończenia Magii i Miecza. Tak jak w poprzednich edycjach gra miała mechanikę polegającą na rzutu kością by pomału wykrwawiać pozostałych przy życiu graczy, tak w nowej wersji mamy po prostu głównego bossa do zbicia, po którym gra automatycznie się kończy.
Chociaż Czar Rozkaz to był nieodzowny element gry, który nakładał na graczy więcej presji, by ruszyć w pościg za postacią, która dotarła do Korony Władzy, po moich ostatnich rozgrywkach w czwartą edycję powiem wprost: nie znoszę tej mechaniki. W większości moich gier była ona jedynie sztucznym przedłużeniem gry, która dodatkowo potrafiła jeszcze się wydłużyć kiedy inni gracze korzystali z leczenia, chociaż nie zmieniło to rezultatu gry. Ciekawym kompromisem było dodanie alternatywnych zakończeń w dodatku Podziemia do pierwszej i czwartej edycji, ale był to zaledwie jeden sposób rozwiązania problemu. W piątej edycji mamy do zbicia bossa o sile lub mocy 10 (możemy wybrać na co walczymy) i po pokonaniu go gra się kończy. Tyle. Koniec. Finito. Krótko i na temat. I na całe szczęście.</li></ul>

<h2 id="talisman-inny-ale-ten-sam">Talisman inny, ale ten sam</h2>

<p>Po omówieniu konkretnych zmian, trzeba poruszyć kwestię samej rozgrywki. Po ograniu nowej wersji kilkukrotnie i przejrzeniu zasad nie mam wątpliwości, że każda z tych zmian była podyktowana konkretną wizją gry. Nowy Talisman to przede wszystkim o wiele szybsza wersja klasycznej gry. Poprzez wprowadzenie zaledwie kilku zmian, tempo rozgrywki gwałtownie wzrosło do tego stopnia, że z 6-8 godzin, grę można rozegrać od początku do końca w przeciągu 1,5-2 godzin (w przypadku początkujących lub nieco pasywniejszych graczy nie wykluczam rozgrywki trwającej do 4 godzin). Nowa wersja pod tym kątem przypomina trochę wyścig, w którym Magia i Miecz dzieli się na dwa etapy: przygody, w której rozbudowujemy naszą postać i staramy się przy okazji złapać Talizman oraz sprintu, w którym podejmujemy ryzyko przejścia przez Krainę Środkową. Nie uda nam się? Wrócimy do punktu wyjścia ze wszystkim, co do tej pory zdobyliśmy. I nic nie stanie na przeszkodzie by zadecydować o dodatkowym dozbrojeniu się w kolejne punkty siły lub mocy, czy dodatkowe punkty Losu. Albo próbować pędzić dalej. Zostaliśmy zamienieni w Ropuchę? Nie tracimy nic, tylko i aż po prostu jedną turę (która to też może z mojego doświadczenia przeważyć o wygranej bądź nie!). Wyścig trwa dalej.
Czy taka formuła Talismana jako gry przygodowo-wyścigowej ma sens? Ku mojemu zaskoczeniu... ma sens, i to nawet momentami większy niż mozolna rozgrywka w starsze edycje. O ile gra oferuje alternatywne reguły, które przywracają mechanikę Ropuchy ze starej edycji czy opcję wybrania permanentnej śmierci, po moich obserwacjach widzę, że wykorzystanie ich zaburzyłoby dynamikę tej gry. Dobrze że są i jak najbardziej nie widzę problemów by bardziej świadomi gracze z nich korzystali, ale ja sam nie mam zamiaru ich stosować na stole.
Czy gra ma klimat Talismanu? Oczywiście, że ma. To jest wciąż Magia i Miecz. Czuć to w kartach, czuć to w opisach i czuć to w emocjach, które towarzyszą graczom. Wciąż to jest.</p>

<h2 id="kto-będzie-zawiedziony">Kto będzie zawiedziony?</h2>

<p>Chociaż moim dotychczasowym wywodem ujawniłem się jako fan piątej edycji gry, nie będe ukrywał, że grze obrywa się za mnóstwo elementów i jest bardzo mocno krytykowana przez zagorzałych fanów poprzednich edycji. W większości jest to krytyka moim zdaniem niesłuszna, która zdaje się pomijać ogólny obraz gry, by doczepić się do pojedynczych elementów, ale nawet ja nie będę ukrywał, że piąta edycja nie zadowoli każdego.
Talisman: Magia i Miecz edycja 5 nie podejdzie zagorzałym fanom edycji czwartej, którzy zebrali kompletne wydanie wraz ze wszystkimi dodatkami i spodziewają się, że kolejny Talisman będzie taką samą grą. Dla tych osób czwarta edycja będzie najlepszą edycją Talismana i zmiany w piątej edycji raczej ich nie przekonają. I nie muszą. Czwarta edycja pomimo leciwości dalej jest doskonała, a ogrom dodatków zarówno oficjalnych jak i fanowskich sprawi, że gra ta będzie cieszyć przez lata.
Nowa edycja dostaje też mnóstwo krytyki w związku z nową szatą graficzną oraz grafikami na planszy, które są odwrócone stroną do środka planszy. Mnie to nie przeszkadza, komuś innemu będzie. Przeszkadza? Nie kupujcie.
Tak samo sprawa tyczy się zasad. O ile nowa edycja podąża wyraźną wizją, ponownie, jeśli nie jesteście do niej przekonani albo uważacie grę za zwykły skok na kasę, omijajcie zakup.
Jeśli jednak brakowało wam czegoś w starej edycji Talismana, albo nigdy w grę nie graliście, nie widzę powodu, żeby się w nową Magię i Miecz nie zaopatrzyć. Gry planszowe muszą się zmieniać, nawet te stare tytuły. Nie bójmy się zmian. Do zobaczenia przy stole!</p>

<p><em>Chociaż wpis nie jest sponsorowany, chciałem podziękować ekipie Rebela z Pyrkonu, którzy dali mi możliwość przetestować grę na kilka miesięcy przed premierą i zainspirowali mnie do stworzenia tego wpisu. Jesteście cudowni. Do zobaczenia na Koronie Władzy!</em></p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/dlaczego-uwielbiam-piata-edycje-talisman-magia-i-miecz</guid>
      <pubDate>Thu, 08 Aug 2024 19:38:12 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Fantasmagoria 2024 - komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/fantasmagoria-2024-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[Już po raz trzeci (albo nawet czwarty) postanowiłem odwiedzić kolejny konwent, z którym wiążę niezwykle ciepłe uczucia. Jest nim Fantasmagoria, odbywająca się niezmiennie w Gnieźnie. Dwie poprzednie edycje oceniłem jednoznacznie pozytywnie. Z niewiarygodnie ciężkim sercem powiem, że w tym roku moje doświadczenia były zupełnie inne i o wiele bardziej na minus.&#xA;!--more--&#xA;W tym roku tak samo jak poprzednio wybrałem się na konwent samochodem wraz z dwójką moich przyjaciół na jeden dzień, mianowicie w sobotę. Ponieważ sobota zawsze była najbardziej treściwa pod kątem atrakcji, i w tym roku założyliśmy plan przyjazdu późnym rankiem i powrotu wieczorem. W związku z tym ocena wydarzenia będzie się tyczyła tylko jednego dnia.&#xA;Na samym wstępie będę chciał zacząć od negatywów, które sprawiły, że tegoroczną Fantasmagorię uważam za konwent w większości nieudany.&#xA;&#xA;Omówmy wady Fantasmagorii 2024&#xA;&#xA;Brak zgłoszenia wydarzenia jako imprezy masowej lub podjęcia działań mających umożliwić wszystkim chętnym wzięcie udziału w konwencie&#xA;&#xA;Uczestnicy ostatniej edycji Pixel Heaven po przyjeździe na Fantasmagorię z pewnością nabawili się kolejnej traumy. Po przyjeździe na miejsce w sobotę zostaliśmy powiadomieni, że wstęp na konwent został ograniczony tylko do osób, które zaakredytowały się odpowiednio wcześniej i nie ma możliwości zaakredytowania się na miejscu z powodu przekroczenia liczby tysiąca uczestników. Wszystko to z powodu, jak później się okazało, braku zgłoszenia wydarzenia jako imprezy masowej albo przekroczeniem limitu osób... dzień wcześniej. W związku z tym wstęp na teren konwentu ograniczał się tylko do strefy z wystawcami oraz &#34;Zielonego Zaplecza&#34;, pomijając &#34;strefę konwentową&#34;, do której wstęp mieli tylko wcześniej zaakredytowani.&#xA;Chociaż ja dokonałem akredytacji odpowiednio wcześniej, w przypadku moich pasażerów wiązało się to po prostu z koniecznością błąkania się po mieście kiedy ja jakkolwiek próbowałem dobrze się bawić na konwencie.&#xA;Jest to już czternasta edycja Fantasmagorii, a samo wydarzenie uzyskało renomę klasycznego konwentu w starym stylu. Jest to swego rodzaju stary Pyrkon. Oczywiste było, że ilość uczestników się zwiększy z roku na rok. Brak przeciwdziałania tego typu sytuacji jest błędem absolutnie karygodnym i z automatu ustawia wydarzenie na spalonej pozycji. Tym bardziej że jeszcze ledwie kilka tygodni temu identyczny błąd popełniła inna wspomniana wyżej impreza. Ile jeszcze konwentów będzie musiało wpaść w tę samą pułapkę?&#xA;O ile całość starano się uratować całkiem niezłą strefą wystawców i klimatycznym zielonym zapleczem, nie jest to rozwiązanie problemu na dłuższą metę. Osoby, które chciały wejść na konwent z ulicy, zostali odesłani z kwitkiem.&#xA;AKTUALIZACJA 14.07.2024: Doprecyzowałem wpis, żeby było jasne, że wydarzenie po prostu nie było przygotowane na przyjęcie wystarczającej liczby uczestników.&#xA;&#xA;Kiepska komunikacja oraz generyczny PR&#xA;&#xA;W pewnym sensie powiązane z poprzednim, ale trzeba o tym wspomnieć. Komunikacja na Fantasmagorii ograniczała się głównie do Ogłoszeń na aplikacji Konwencik oraz do fanpage&#39;a na Facebooku. Strona konwentu dalej zawierała tylko pojedyncze wpisy, a Discord świeci pustkami.&#xA;Mamy kolejną sytuację, gdzie takie lekceważące podejście do mediów zawaliło sprawę. Aplikacja Konwencik, chociaż jest niezłą opcją, jest ona sprawdzana z reguły dokładnie w momencie przyjazdu na konwent. O Facebooku i idei informowania tylko i wyłącznie na tym medium nawet nie będę się wypowiadał.&#xA;Jakakolwiek informacja na pozostałych mediach pomogłaby w sposób znaczący w podjęciu lub niepodjęciu decyzji o wyjeździe na konwent.&#xA;Próba wyjaśnienia sytuacji braku wejścia jako, tutaj zacytuję odpowiedź na Facebooku, kwestii &#34;przepustowości budynku oraz względów bezpieczeństwa&#34; też była raczej sklejonym na szybko PRowym bełkotem, przekazującym tylko ćwierć-prawdę o całej sytuacji. Spodziewałbym się więcej po imprezach od fanów dla fanów. Komentarz w stylu &#34;możliwość rejestracji była otwarta już od paru miesięcy&#34;, chociaż ma w sobie o wiele więcej prawdy niż ten poprzedni, mogli również zachować dla siebie.&#xA;Moje clue jest jednak proste: lepsza komunikacja, nazywanie rzeczy po imieniu i uwzględnienie też opcji innych niż Facebook do komunikowania uczestników przed konwentem jak sprawa wygląda.&#xA;AKTUALIZACJA 14.07.2024: został tutaj wytknięty pewien błąd w moim rozumowaniu, że przepustowość budynku oraz względy bezpieczeństwa faktycznie są tutaj pewnym czynnikiem, i wciąż zgłoszenie imprezy jako masowej nie jest uniwersalnym rozwiązaniem. W związku z tym po prostu jedyny mój zarzut to, że kiepsko było to zakomunikowane.&#xA;&#xA;Nieco klaustrofobiczna strefa gamingowa&#xA;&#xA;Przechodząc już do lżejszej krytyki, strefa gamingowa i z retro sprzętami była stosunkowo ciasno upchnięta w niewielkiej salce tuż obok szkoły. Mimo że bardzo doceniam, że na tegorocznej Fantasmagorii rozbudowano nieco te sekcje, to jednak preferowałbym, by otrzymały one więcej miejsca. Albo większa sala lekcyjna, albo podobnie jak RawiKon przeznaczenie jakiegoś korytarza na tego typu sprzęty. Niemniej jednak rozumiem, że organizatorzy mieli ograniczoną przestrzeń, więc nie wyszło najgorzej.&#xA;&#xA;Powody do pochwalenia Fantasmagorii też są&#xA;&#xA;Przeniesienie konwentu do budynku MOKu&#xA;&#xA;Tegoroczna Fantasmagoria wróciła do swojej pierwotnej miejscówki w Miejskim Ośrodku Kultury w Gnieźnie. O ile obawiałem się tej zmiany, okazało się, że miejscówka ta ma sporo uroku. Wciąż mamy ciasne korytarze podobnie jak w szkole oraz bardzo pogmatwany układ budynku, ale konwent już nas do tego przyzwyczaił gdy odbywał się w szkole. Poza tym Fantasmagoria jak co roku spisała się wzorowo jeśli chodzi o oznaczenia w budynkach. Było wszystko czarno na białym i ani razu się nie zgubiłem.&#xA;Widziałbym jednak w przyszłej edycji pójście o krok dalej i zaaranżowanie zarówno budynku MOKu jak i szkoły. Miejmy nadzieję, że organizatorzy uwzględnią tę opcję.&#xA;&#xA;Doskonała strefa wystawców&#xA;&#xA;Fantasmagoria imponuje mi z roku na rok tym, że starają się rozwijać strefę wystawców. W tym roku było bardzo dobrze. Mieszanka mniejszych twórców, jak również większych wystawców z figurkami, słodyczami azjatyckimi, jak również stoisko wydawnictwa Black Monk.&#xA;Tym razem wystawcy otrzymali całą galerię do swojej dyspozycji. Miejsca było wystarczająco dla każdego i był łatwy dostęp do wystawców. Na podstawie moich rozmów z kilkoma znajomymi, którzy się wystawiali ze swoimi stoiskami, pod kątem zainteresowania i sprzedaży szło doskonale.&#xA;Jedyne moje zdziwienie to co do stoiska Black Monk, którego nie byłem w stanie znaleźć. Poza informacją, że zostało przeniesione obok sali z figurkami, nie wiedziałem za bardzo gdzie ich szukać. Obawiam się, że ze wszystkich wystawców to oni mogli być najbardziej poszkodowani na tym interesie. Poza tym jednak uważam, że Fantasmagoria powinna utrzymać ten trend i dalej stawiać na rozwój strefy wystawców.&#xA;&#xA;Program i więcej stref prelekcyjnych&#xA;&#xA;Tegoroczny program Fantasmagorii miał rozmach. Z powodu przeniesienia wydarzenia do budynku MOKu, organizatorzy poszerzyli repertuar konwentu o dodatkowe sale prelekcyjne oraz panele, nie ograniczając się jak dotychczas do jednej sali przeznaczonej na wszystkie prelekcje nie-anime, jak również sali prelekcyjnej dotyczącej kultury azjatyckiej. Pod względem ilości ciekawych prelekcji Fantasmagoria w mojej opinii przebiła nawet Pyrkon. Chociaż odwiedziłem całą jedną prelekcję w trakcie mojego dnia na konwencie, mój trzydniowy pobyt zakończyłby się zapewne sporą ilością główkowania i podejmowania trudnych decyzji co do wyboru punktów programu. Oby i za rok udało się utrzymać tak wysoki poziom wartościowych prelekcji i tak dużą różnorodność punktów programu.&#xA;&#xA;Możliwość wzięcia papierowego programu&#xA;&#xA;Fantasmagoria w swoim bardzo konserwatywnym (w pozytywnym sensie!) podejściu i w tym roku oferowała papierowe plany oraz mapki dla osób, które preferowały mieć je na papierze i nie chciały lub nie mogły polegać na aplikacji Konwencik. Bardzo to doceniam i jak najbardziej pochwalam udostępnianie takiej możliwości uczestnikom wydarzenia.&#xA;&#xA;Atmosfera konwentu&#xA;&#xA;Fantasmagoria pomimo wyżej wspomnianych problemów wciąż ma reputację konwentu o atmosferze zbliżonej do czasów świetności Pyrkonu. Mnóstwo cosplayerów, stref chillu, obecność sleeproomu. Czuć było wyraźnie pozytywną energię uczestników. I chociaż nie bawiłem się aż tak dobrze jak na tegorocznym RawiKonie (co i tak może wynikać albo z mojego jednodniowego pobytu, albo przyjazdu ze znajomymi) to jednak miło było spotkać się z tak wieloma cudownymi osobami. Niech Fantasmagoria dalej będzie wzorem fajnego konwentu w starym stylu.&#xA;&#xA;I oto cała Fantasmagoria. Konwent, który złamał mi serce jednym gigantycznym problemem, który pogrzebał to wydarzenie w oczach wielu. Impreza, która jednocześnie pod wszystkimi innymi względami jest kolejnym krokiem do przodu w porównaniu z każdą poprzednią edycją.&#xA;Mam jednak nadzieję, że będzie to pierwsza i ostatnia edycja z tego typu problemami. Niech pomimo ogólnego pozytywnego wydźwięku konwentu Fantasmagoria wciąż pokaże fandomowi, jak poważne konsekwencje może mieć jeden, duży fuck up. Mam nadzieję, że temat zgłaszania imprez jako masowych zostanie poruszony nie tylko wśród organizatorów Fantasmagorii, ale również u pozostałych osób chcących zorganizować własne wydarzenie.&#xA;Mimo to widzimy się na Fantasmagorii 2025!&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Już po raz trzeci (albo nawet czwarty) postanowiłem odwiedzić kolejny konwent, z którym wiążę niezwykle ciepłe uczucia. Jest nim Fantasmagoria, odbywająca się niezmiennie w Gnieźnie. Dwie poprzednie edycje oceniłem jednoznacznie pozytywnie. Z niewiarygodnie ciężkim sercem powiem, że w tym roku moje doświadczenia były zupełnie inne i o wiele bardziej na minus.

W tym roku tak samo jak poprzednio wybrałem się na konwent samochodem wraz z dwójką moich przyjaciół na jeden dzień, mianowicie w sobotę. Ponieważ sobota zawsze była najbardziej treściwa pod kątem atrakcji, i w tym roku założyliśmy plan przyjazdu późnym rankiem i powrotu wieczorem. W związku z tym ocena wydarzenia będzie się tyczyła tylko jednego dnia.
Na samym wstępie będę chciał zacząć od negatywów, które sprawiły, że tegoroczną Fantasmagorię uważam za konwent w większości nieudany.</p>

<h2 id="omówmy-wady-fantasmagorii-2024">Omówmy wady Fantasmagorii 2024</h2>

<h3 id="brak-zgłoszenia-wydarzenia-jako-imprezy-masowej-lub-podjęcia-działań-mających-umożliwić-wszystkim-chętnym-wzięcie-udziału-w-konwencie">Brak zgłoszenia wydarzenia jako imprezy masowej lub podjęcia działań mających umożliwić wszystkim chętnym wzięcie udziału w konwencie</h3>

<p>Uczestnicy ostatniej edycji Pixel Heaven po przyjeździe na Fantasmagorię z pewnością nabawili się kolejnej traumy. Po przyjeździe na miejsce w sobotę zostaliśmy powiadomieni, że wstęp na konwent został ograniczony tylko do osób, które zaakredytowały się odpowiednio wcześniej i nie ma możliwości zaakredytowania się na miejscu z powodu przekroczenia liczby tysiąca uczestników. Wszystko to z powodu, jak później się okazało, braku zgłoszenia wydarzenia jako imprezy masowej albo przekroczeniem limitu osób... dzień wcześniej. W związku z tym wstęp na teren konwentu ograniczał się tylko do strefy z wystawcami oraz “Zielonego Zaplecza”, pomijając “strefę konwentową”, do której wstęp mieli tylko wcześniej zaakredytowani.
Chociaż ja dokonałem akredytacji odpowiednio wcześniej, w przypadku moich pasażerów wiązało się to po prostu z koniecznością błąkania się po mieście kiedy ja jakkolwiek próbowałem dobrze się bawić na konwencie.
Jest to już czternasta edycja Fantasmagorii, a samo wydarzenie uzyskało renomę klasycznego konwentu w starym stylu. Jest to swego rodzaju stary Pyrkon. Oczywiste było, że ilość uczestników się zwiększy z roku na rok. Brak przeciwdziałania tego typu sytuacji jest błędem absolutnie karygodnym i z automatu ustawia wydarzenie na spalonej pozycji. Tym bardziej że jeszcze ledwie kilka tygodni temu identyczny błąd popełniła inna wspomniana wyżej impreza. Ile jeszcze konwentów będzie musiało wpaść w tę samą pułapkę?
O ile całość starano się uratować całkiem niezłą strefą wystawców i klimatycznym zielonym zapleczem, nie jest to rozwiązanie problemu na dłuższą metę. Osoby, które chciały wejść na konwent z ulicy, zostali odesłani z kwitkiem.
<em>AKTUALIZACJA 14.07.2024: Doprecyzowałem wpis, żeby było jasne, że wydarzenie po prostu nie było przygotowane na przyjęcie wystarczającej liczby uczestników.</em></p>

<h3 id="kiepska-komunikacja-oraz-generyczny-pr">Kiepska komunikacja oraz generyczny PR</h3>

<p>W pewnym sensie powiązane z poprzednim, ale trzeba o tym wspomnieć. Komunikacja na Fantasmagorii ograniczała się głównie do Ogłoszeń na aplikacji Konwencik oraz do fanpage&#39;a na Facebooku. Strona konwentu dalej zawierała tylko pojedyncze wpisy, a Discord świeci pustkami.
Mamy kolejną sytuację, gdzie takie lekceważące podejście do mediów zawaliło sprawę. Aplikacja Konwencik, chociaż jest niezłą opcją, jest ona sprawdzana z reguły dokładnie w momencie przyjazdu na konwent. O Facebooku i idei informowania tylko i wyłącznie na tym medium nawet nie będę się wypowiadał.
Jakakolwiek informacja na pozostałych mediach pomogłaby w sposób znaczący w podjęciu lub niepodjęciu decyzji o wyjeździe na konwent.
Próba wyjaśnienia sytuacji braku wejścia jako, tutaj zacytuję odpowiedź na Facebooku, kwestii <em>“przepustowości budynku oraz względów bezpieczeństwa”</em> też była raczej sklejonym na szybko PRowym bełkotem, przekazującym tylko ćwierć-prawdę o całej sytuacji. Spodziewałbym się więcej po imprezach od fanów dla fanów. Komentarz w stylu <em>“możliwość rejestracji była otwarta już od paru miesięcy”</em>, chociaż ma w sobie o wiele więcej prawdy niż ten poprzedni, mogli również zachować dla siebie.
Moje clue jest jednak proste: lepsza komunikacja, nazywanie rzeczy po imieniu i uwzględnienie też opcji innych niż Facebook do komunikowania uczestników przed konwentem jak sprawa wygląda.
<em>AKTUALIZACJA 14.07.2024: został tutaj wytknięty pewien błąd w moim rozumowaniu, że przepustowość budynku oraz względy bezpieczeństwa faktycznie są tutaj pewnym czynnikiem, i wciąż zgłoszenie imprezy jako masowej nie jest uniwersalnym rozwiązaniem. W związku z tym po prostu jedyny mój zarzut to, że kiepsko było to zakomunikowane.</em></p>

<h3 id="nieco-klaustrofobiczna-strefa-gamingowa">Nieco klaustrofobiczna strefa gamingowa</h3>

<p>Przechodząc już do lżejszej krytyki, strefa gamingowa i z retro sprzętami była stosunkowo ciasno upchnięta w niewielkiej salce tuż obok szkoły. Mimo że bardzo doceniam, że na tegorocznej Fantasmagorii rozbudowano nieco te sekcje, to jednak preferowałbym, by otrzymały one więcej miejsca. Albo większa sala lekcyjna, albo podobnie jak RawiKon przeznaczenie jakiegoś korytarza na tego typu sprzęty. Niemniej jednak rozumiem, że organizatorzy mieli ograniczoną przestrzeń, więc nie wyszło najgorzej.</p>

<h2 id="powody-do-pochwalenia-fantasmagorii-też-są">Powody do pochwalenia Fantasmagorii też są</h2>

<h3 id="przeniesienie-konwentu-do-budynku-moku">Przeniesienie konwentu do budynku MOKu</h3>

<p>Tegoroczna Fantasmagoria wróciła do swojej pierwotnej miejscówki w Miejskim Ośrodku Kultury w Gnieźnie. O ile obawiałem się tej zmiany, okazało się, że miejscówka ta ma sporo uroku. Wciąż mamy ciasne korytarze podobnie jak w szkole oraz bardzo pogmatwany układ budynku, ale konwent już nas do tego przyzwyczaił gdy odbywał się w szkole. Poza tym Fantasmagoria jak co roku spisała się wzorowo jeśli chodzi o oznaczenia w budynkach. Było wszystko czarno na białym i ani razu się nie zgubiłem.
Widziałbym jednak w przyszłej edycji pójście o krok dalej i zaaranżowanie zarówno budynku MOKu jak i szkoły. Miejmy nadzieję, że organizatorzy uwzględnią tę opcję.</p>

<h3 id="doskonała-strefa-wystawców">Doskonała strefa wystawców</h3>

<p>Fantasmagoria imponuje mi z roku na rok tym, że starają się rozwijać strefę wystawców. W tym roku było bardzo dobrze. Mieszanka mniejszych twórców, jak również większych wystawców z figurkami, słodyczami azjatyckimi, jak również stoisko wydawnictwa Black Monk.
Tym razem wystawcy otrzymali całą galerię do swojej dyspozycji. Miejsca było wystarczająco dla każdego i był łatwy dostęp do wystawców. Na podstawie moich rozmów z kilkoma znajomymi, którzy się wystawiali ze swoimi stoiskami, pod kątem zainteresowania i sprzedaży szło doskonale.
Jedyne moje zdziwienie to co do stoiska Black Monk, którego nie byłem w stanie znaleźć. Poza informacją, że zostało przeniesione obok sali z figurkami, nie wiedziałem za bardzo gdzie ich szukać. Obawiam się, że ze wszystkich wystawców to oni mogli być najbardziej poszkodowani na tym interesie. Poza tym jednak uważam, że Fantasmagoria powinna utrzymać ten trend i dalej stawiać na rozwój strefy wystawców.</p>

<h3 id="program-i-więcej-stref-prelekcyjnych">Program i więcej stref prelekcyjnych</h3>

<p>Tegoroczny program Fantasmagorii miał rozmach. Z powodu przeniesienia wydarzenia do budynku MOKu, organizatorzy poszerzyli repertuar konwentu o dodatkowe sale prelekcyjne oraz panele, nie ograniczając się jak dotychczas do jednej sali przeznaczonej na wszystkie prelekcje nie-anime, jak również sali prelekcyjnej dotyczącej kultury azjatyckiej. Pod względem ilości ciekawych prelekcji Fantasmagoria w mojej opinii przebiła nawet Pyrkon. Chociaż odwiedziłem całą jedną prelekcję w trakcie mojego dnia na konwencie, mój trzydniowy pobyt zakończyłby się zapewne sporą ilością główkowania i podejmowania trudnych decyzji co do wyboru punktów programu. Oby i za rok udało się utrzymać tak wysoki poziom wartościowych prelekcji i tak dużą różnorodność punktów programu.</p>

<h3 id="możliwość-wzięcia-papierowego-programu">Możliwość wzięcia papierowego programu</h3>

<p>Fantasmagoria w swoim bardzo konserwatywnym (w pozytywnym sensie!) podejściu i w tym roku oferowała papierowe plany oraz mapki dla osób, które preferowały mieć je na papierze i nie chciały lub nie mogły polegać na aplikacji Konwencik. Bardzo to doceniam i jak najbardziej pochwalam udostępnianie takiej możliwości uczestnikom wydarzenia.</p>

<h3 id="atmosfera-konwentu">Atmosfera konwentu</h3>

<p>Fantasmagoria pomimo wyżej wspomnianych problemów wciąż ma reputację konwentu o atmosferze zbliżonej do czasów świetności Pyrkonu. Mnóstwo cosplayerów, stref chillu, obecność sleeproomu. Czuć było wyraźnie pozytywną energię uczestników. I chociaż nie bawiłem się aż tak dobrze jak na tegorocznym RawiKonie (co i tak może wynikać albo z mojego jednodniowego pobytu, albo przyjazdu ze znajomymi) to jednak miło było spotkać się z tak wieloma cudownymi osobami. Niech Fantasmagoria dalej będzie wzorem fajnego konwentu w starym stylu.</p>

<p>I oto cała Fantasmagoria. Konwent, który złamał mi serce jednym gigantycznym problemem, który pogrzebał to wydarzenie w oczach wielu. Impreza, która jednocześnie pod wszystkimi innymi względami jest kolejnym krokiem do przodu w porównaniu z każdą poprzednią edycją.
Mam jednak nadzieję, że będzie to pierwsza i ostatnia edycja z tego typu problemami. Niech pomimo ogólnego pozytywnego wydźwięku konwentu Fantasmagoria wciąż pokaże fandomowi, jak poważne konsekwencje może mieć jeden, duży fuck up. Mam nadzieję, że temat zgłaszania imprez jako masowych zostanie poruszony nie tylko wśród organizatorów Fantasmagorii, ale również u pozostałych osób chcących zorganizować własne wydarzenie.
Mimo to widzimy się na Fantasmagorii 2025!</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/fantasmagoria-2024-komentarz</guid>
      <pubDate>Sat, 13 Jul 2024 20:02:11 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>RawiKon 2024 - komentarz</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/rawikon-2024-komentarz</link>
      <description>&lt;![CDATA[Po całkiem udanym, lecz nie pozbawionym wad debiucie RawiKonu na mapie konwentowej rok temu, nie było żadnych wątpliwości, że i w tym roku na niego pojadę. To, co przeżyłem na najnowszej edycji RawiKonu było jednym z najlepszych (o ile nie najlepszym!) dotychczasowym doświadczeniem konwentowym. Ale po kolei.&#xA;!--more--&#xA;Na tegoroczny Rawikon wybrałem się samochodem z opcją nocowania w sleeproomie, dzięki czemu mogłem doświadczyć konwentu przez wszystkie dwa dni jego trwania. W związku z tym ocena wydarzenia będzie wynikała z mojego pobytu przez niemal całość trwania imprezy. Będę również się odnosił do mojego komentarza dotyczącego poprzedniej edycji konwentu.&#xA;&#xA;Co RawiKon 2024 zrobił dobrze?&#xA;&#xA;Naprawienie większości błędów z poprzedniej edycji&#xA;&#xA;Jeśli miałbym jednym słowem porównać tegoroczną edycję w stosunku do poprzedniej, użyłbym określenia &#34;sprawdzian poprawiony na ocenę bardzo dobrą z plusem&#34;. Chodząc po konwencie, z radością zauważyłem, że zdecydowana większość bolączek została rozwiązana. Strefa wystawców oraz wioski postapo zostały przekształcone w jedną ciągłą strefę bez rozbijania ich na różne części. Wolontariuszy było sporo i byli względnie widoczni (w większości, ale rozwinę myśl w sekcji rzeczy &#34;do poprawy&#34;). Tak samo straż tworząca punkt medyczny, czy osoby techniczne.&#xA;Bardzo doceniam też to, że problemy, których nie dało się rozwiązać, zostały zniwelowane. Strefa naukowa, przy której tłoczyli się rok temu ludzie, teraz miała pojedyncze osoby, które też nie zajmowały mnóstwa miejsca. Czy to kwestia otwartego dodatkowego wejścia, czy po prostu powtarzalnością strefy, trudno jest mi oszacować. Tak czy siak, tłoku nie było.&#xA;Samo oznaczenie sal oraz miejsc, gdzie odbywają się punkty programu również było lepsze. Zdecydowano się tutaj zarówno na tabliczki, jak również ozdobienie drzwi matami oraz łańcuszkami w klimatach postapo/cyberpunk, zgodnie z motywem tegorocznej edycji konwentu.&#xA;Edycja 2023 i 2024 to pod niemal wszystkimi względami niebo a ziemia.&#xA;&#xA;Solidna wizja co do strefy wystawców i promowanie pisarzy&#xA;&#xA;Chociaż strefa wystawców w pewnym sensie była mniej różnorodna niż rok temu (co może być po prostu przyczyną wielu imprez odbywających się w podobnym czasie), zaczynam dostrzegać trend RawiKonu do skupiania się głównie na stoiskach pisarzy fantastyki. Te stanowiły zdecydowaną większość wystawców. Pozostałe, pomniejsze stoiska to były głównie innego rodzaju rękodzieła, naklejki czy gadżety do cosplayu lub biżuteria. Nic wymyślnego i faktycznie wiele osób z RawiKonu mogła wrócić bez większych zakupów, to jednak widać w tym wyraźną wizję, żeby konwent był imprezą promującą nowych pisarzy fantasy.&#xA;Mam tylko nadzieję, że do kompletu twórcy konwentu pokuszą się również o nieco agresywniejszą promocję konkursu literackiego. O ile ten był zorganizowany, był on promowany stosunkowo po cichu, a samo ogłoszenie wyników odbywało się stosunkowo wcześnie w sobotę. Brakowało mi też wydanie zwycięskich opowiadań w antologii do zakupienia w sklepiku konwentowym. Nie zmienia to jednak faktu, że wizja RawiKonu jest pod tym kątem wyraźna i trzeba tylko ją rozwijać.&#xA;Bardzo doceniam też współpracę z lokalnymi przedsiębiorstwami, np. Mleczarnią w Rawiczu, która serwowała przepyszne lody. Wspierajcie dalej lokalne firmy tworzące fantastyczne rzeczy!&#xA;&#xA;Wybór prelekcji&#xA;&#xA;Od niewielkiego nacisku na prelekcje rok temu, aż po wypełniony po brzegi tegoroczny program. Na tegorocznym RawiKonie amatorzy chodzenia na prelekcje mieli do dyspozycji aż cztery sale plus taras. Same prelekcje też były na tyle różnorodne, że wiele z interesujących mnie spotkań odbywało się w tym samym czasie. Jest to zaskakująca ewolucja, która ma szansę przebić nawet stojącą i tak mocno prelekcjami Fantasmagorię z marnymi dwoma salkami. Jest doskonale.&#xA;Jedyne niewielkie zgrzyty związane z prelekcjami związane są z kilkoma prelegentami, którzy nie mogli dotrzeć na miejsce, a zmiany nie były wszędzie ogłoszone (o ile plan i mapki były aktualizowane dość sprawnie, aplikacja &#34;Konwencik&#34; nie miała tego faktu odnotowanego. Jest to jednak przypadłość wielu konwentów).&#xA;Sugestią na przyszłość jest też pilnowanie czasu prelekcji. O ile w tym roku prelegenci zdawali się mocno zwracać uwagę na czas i dość jasno informować, kiedy jakie prelekcje się odbędą, w miarę kolejny edycji i większej liczby uczestników może się przydać dodatkowy minionek/pomocnik do pilnowania tej kwestii. Prelegency lubią się rozgadywać. Kto był na Pyrkonie, wie o czym mówię.&#xA;Śmiesznym akcentem było też stworzenie sali prelekcji o anime i mandze upchniętej za salą gamingową. Ot, zabawny fakt.&#xA;&#xA;Solidne pozostałe punkty programu&#xA;&#xA;Turnieje w strefie retro (pozdrawiam moich współzwycięzców turnieju w Mario Kart 64 z pierwszym i drugim miejscem), koncerty w sobotę wieczorem (Incsydent oraz Jeremiah Kane) oraz kino plenerowe (częściowo w deszczu, ale powiedzmy szczerze: gry bez mutatorów utrudniających rozgrywkę to nie gry) to były pozostałe atrakcje, w których wziąłem udział. Tak jak w przypadku różnych prelek, bawiłem się na nich doskonale i nie mam żadnych zastrzeżeń. Oczywiście nie tylko na tych atrakcjach stał konwent.&#xA;Nie zabrakło jednak również warsztatów, stref z prototypami, stref gier bitewnych (dla wygody grających umieszczony w budynku obok biblioteki), stref dla dzieci, jak również spotkań autorskich. Ponownie, wybór ogromny i każdy mógł znaleźć coś dla siebie.&#xA;Nieco zawodu mogli doznać jednak fani anime, których sekcja sprowadzała się tylko do prelekcji oraz konkursów. Za rok pokusiłbym się o dodanie większej ilości gier muzycznych, jak również sprowadzenia też kilku wystawców z merchem dla fanów anime.&#xA;&#xA;Atmosfera konwentu&#xA;&#xA;Z całą odpowiedzialnością powiem, że tegoroczny RawiKon wylądował w moim ścisłym Top 3 (o ile nie Top 1) imprez z najbardziej konwentową atmosferą. Chociaż trudno jest mi wymienić konkrety, byłem szczerze wkręcony w imprezę. Strefa mangi i anime tworzona przez absolutnych maniaków anime, twórcy strefy gamingowej z mega poczuciem humoru, przyjazna obsługa na games roomie, atmosfera na sleep roomie (plus samo jego istnienie!), strefa postapo żyjąca swoim życiem czy niezwykle festiwalowy klimat pełen muzyki. Zdarzało się mówienie na &#34;Ty&#34;, ale nie miało to znaczenia.&#xA;RawiKonowi udało się stworzyć fajną imprezę z niepowtarzalną atmosferą. I ja sam nie mogłem się powstrzymać, by go utrzymać. Pozdrawiam autorkę, która pomogła mi zjeść moją niezjedzoną pizzę oraz organizatorów, którzy o ósmej rano w niedzielę poczęstowali mnie na 75% żywego z powodu 2-3-godzinnego snu na sleep roomie kawą (bez obaw! odpracowałem, ją pomagając rozłożyć krzesła!). Mam również nadzieję, że organizatorka odpowiedzialna za sleep room ukończyła pomyślnie quest na znalezienie jej zaginionego kubka. Z pewnością wypiję jej zdrowie — oczywiście piwem bezalkoholowym!&#xA;Konwent był dla mnie niewyobrażalną przygodą i wspomnienia z niego, jak również wiele anegdot, które mam w związku z RawiKonem zostaną u mnie na długo. Możliwe, że zrobię jeszcze mniej formalny wpis na blogu, by je spisać.&#xA;O RawiKonie mogę powiedzieć tyle: o ile na Pyrkonie można znaleźć mnóstwo znajomych, na RawiKonie znajdziemy mnóstwo przyjaciół.&#xA;&#xA;Doskonale zaopatrzony sklepik konwentowy&#xA;&#xA;Kto mnie zna, wie, że zbieram koszulki z odwiedzonych konwentów i moim osobistym memem jest to, że od trzech lat nie jestem w stanie dostać koszulki z Pyrkonu. Mając to na uwadze, bardzo doceniam, że sklepik konwentowy na RawiKonie miał koszulki w sprzedaży. Doceniam też o wiele większy asortyment w postaci kubków, breloczków, toreb, zakładek czy nawet... skarpet z logo konwentu. Wszystko dostępne w dużych ilościach i w wielu wariantach. To się bardzo ceni!&#xA;&#xA;Wszystko to, co wyszło dobrze rok temu&#xA;&#xA;Wszystkie moje pozostałe pozytywy, które wymieniłem w relacji z zeszłorocznego RawiKonu odnoszą się również do tego roku. Były niezłe strefy chillu, zaopatrzony planszówkowy games room, sporo sesji RPG do ogrania. Zmiany też dotknęły sleep room. Ten był dostępny bezwzględnie bez opłat i zmienił lokalizację na tradycyjną salę gimnastyczną w oddalonej o około 10 minut (według pieszej nawigacji OSRM) spacerem szkole.&#xA;&#xA;Co warto poprawić?&#xA;&#xA;O ile zazwyczaj podaję tutaj wyraźne wady konkretnych imprez, w tej sekcji zamiast takowych wad psujących całe wydarzenie, chcę przekazać tutaj bardziej rozbudowane sugestie.&#xA;&#xA;Czarne koszulki u pomocników&#xA;&#xA;Kiedy z dowolnego względu na konwentach szuka się Gżdaczy/Minionków/Helperów czy Organizatorów, rozglądamy się za osobami w koszulkach o jednolitej barwie. W przypadku RawiKonu zdecydowano się postawić na czarne koszulki z logiem konwentu dla większości osób, które działają jako współpraca. Problem polega na tym, że na konwencie nie do końca było wiadomo, kto był organizatorem, kto pomocnikiem, a kto twórcą programu. Osoba w czarnej koszulce i identyfikatorze (który był jeszcze większym wyznacznikiem niż koszulka) była &#34;osobą, która coś na konwencie robi&#34;. O ile na punktach takich jak akredytacja czy strefa wystawców było to wystarczające, nie w każdej sekcji to zadziała.&#xA;Preferowałbym, by RawiKon przyjął bardziej jednolity standard kolorów koszulek dla osób, które konwent organizują. Z pewnością ułatwi to wiele i oszczędzi wielu pytań.&#xA;&#xA;Parking-widmo&#xA;&#xA;Dla mnie jako osoby, która na konwent jechała samochodem osobowym, wizja parkingu była bardzo kusząca i byłem zadowolony z tego, że na stronie konwentu wspominano, że będzie dostępny parking dla uczestników konwentu. Na miejscu jednak zauważyłem, że nie było o nim nic wiadomo, a sama strona też podała mglistą wzmiankę o parkingu &#34;400m od Biblioteki&#34;. O ile tak jak rok temu nie miałem problemów, by zaparkować na znajdującym się dwie minuty drogi od konwentu Placu Wolności, to jednak sugerowałbym bardziej jasne zaznaczenie, gdzie ten parking się znajduje.&#xA;&#xA;Nieco słabe oznaczenie sleep roomu&#xA;&#xA;Moja podróż do sleep rooma spotkała się początkowo z drobnymi komplikacjami. Po pierwsze: pomocnicy przy akredytacji podali mi jedynie ogólne wskazówki, gdzie znajduje się ta szkoła, ale nie było szczegółów co do dotarcia tam. Obładowany poduszkami i śpiworem musiałem obejść szkołę dookoła, zanim znalazłem do niej wejście. Same zamknięte drzwi oraz zero banerów, strzałek ani oznaczeń, że w danej szkole znajduje się sleep room.&#xA;Sprawę załatwiłyby albo oznaczenia na płocie szkoły, albo mapka pokazująca optymalną drogę oraz konkretne wskazówki, gdzie znajduje się wejście. Wystarczyłaby mapka z OpenStreetMaps na stronie głównej, jak również wydrukowana na Akredytacji do wglądu zarówno przez uczestnika, jak i informację konwentową.&#xA;&#xA;Kurz na strefie wystawców oraz gastro&#xA;&#xA;Chociaż nie wpłynęło to na mnie jako na uczestnika bezpośrednio, widziałem, że kurz na parkingu obok biblioteki, który służył jako strefa wystawców, był sporym utrapieniem tamtejszych wystawców. Po zaledwie kilku godzinach wystawcy sprzedawali książki, które domyślnie były zakurzone. Problem rozwiązał się dopiero kolejnego dnia z powodu ulewy, która przeszła nad Rawiczem.&#xA;Warto na przyszłość pomyśleć, jak zabezpieczyć ten plac przed takim zjawiskiem, albo uprzedzić wystawców, by wiekszość oferowanych towarów przetrzymywali w hermetyczniejszych opakowaniach.&#xA;&#xA;Domyślnie brak drukowanego planu do ręki&#xA;&#xA;Należę do jednej z osób, którą rozleniwiła aplikacja Konwencik. Trzeba jednak mieć na uwadze, że brak nawet opcjonalnych kilku egzemplarzy planu konwentu może wykluczać cyfrowo część uczestników, którzy nie mają lub nie chcą mieć dostępu do smartfona.&#xA;Rozwieszenie planu w wielu miejscach w budynku było niezłym kompromisem, ale dodatkowo bym jednak uwzględnił możliwość wzięcia jednej kopii &#34;na wynos&#34;. Nie musi być ich sporo.&#xA;&#xA;I tak wyglądał RawiKon 2024. Impreza, która z roku na rok zrobiła gigantyczny krok naprzód, stając się bardzo ważnym punktem na mapie konwentowej. Jest jednym z niewielu przykładów, że człowiek może się bawić o wiele lepiej na imprezie domyślnie bezpłatnej niż na wydarzeniu z wejściówką w cenie dobrej gry planszowej. Wraz z końcem tegorocznej edycji imprezy, RawiKon 2024 ląduje w moim Top 2 najlepszych konwentów fantastycznych. Do zobaczenia na RawiKonie 2025.&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Po całkiem udanym, lecz nie pozbawionym wad debiucie RawiKonu na mapie konwentowej rok temu, nie było żadnych wątpliwości, że i w tym roku na niego pojadę. To, co przeżyłem na najnowszej edycji RawiKonu było jednym z najlepszych (o ile nie najlepszym!) dotychczasowym doświadczeniem konwentowym. Ale po kolei.

Na tegoroczny Rawikon wybrałem się samochodem z opcją nocowania w sleeproomie, dzięki czemu mogłem doświadczyć konwentu przez wszystkie dwa dni jego trwania. W związku z tym ocena wydarzenia będzie wynikała z mojego pobytu przez niemal całość trwania imprezy. Będę również się odnosił do <a href="https://write.szkod.ovh/rawikon-2023-komentarz">mojego komentarza dotyczącego poprzedniej edycji konwentu</a>.</p>

<h2 id="co-rawikon-2024-zrobił-dobrze">Co RawiKon 2024 zrobił dobrze?</h2>

<h3 id="naprawienie-większości-błędów-z-poprzedniej-edycji">Naprawienie większości błędów z poprzedniej edycji</h3>

<p>Jeśli miałbym jednym słowem porównać tegoroczną edycję w stosunku do poprzedniej, użyłbym określenia “sprawdzian poprawiony na ocenę bardzo dobrą z plusem”. Chodząc po konwencie, z radością zauważyłem, że zdecydowana większość bolączek została rozwiązana. Strefa wystawców oraz wioski postapo zostały przekształcone w jedną ciągłą strefę bez rozbijania ich na różne części. Wolontariuszy było sporo i byli względnie widoczni (w większości, ale rozwinę myśl w sekcji rzeczy “do poprawy”). Tak samo straż tworząca punkt medyczny, czy osoby techniczne.
Bardzo doceniam też to, że problemy, których nie dało się rozwiązać, zostały zniwelowane. Strefa naukowa, przy której tłoczyli się rok temu ludzie, teraz miała pojedyncze osoby, które też nie zajmowały mnóstwa miejsca. Czy to kwestia otwartego dodatkowego wejścia, czy po prostu powtarzalnością strefy, trudno jest mi oszacować. Tak czy siak, tłoku nie było.
Samo oznaczenie sal oraz miejsc, gdzie odbywają się punkty programu również było lepsze. Zdecydowano się tutaj zarówno na tabliczki, jak również ozdobienie drzwi matami oraz łańcuszkami w klimatach postapo/cyberpunk, zgodnie z motywem tegorocznej edycji konwentu.
Edycja 2023 i 2024 to pod niemal wszystkimi względami niebo a ziemia.</p>

<h3 id="solidna-wizja-co-do-strefy-wystawców-i-promowanie-pisarzy">Solidna wizja co do strefy wystawców i promowanie pisarzy</h3>

<p>Chociaż strefa wystawców w pewnym sensie była mniej różnorodna niż rok temu (co może być po prostu przyczyną wielu imprez odbywających się w podobnym czasie), zaczynam dostrzegać trend RawiKonu do skupiania się głównie na stoiskach pisarzy fantastyki. Te stanowiły zdecydowaną większość wystawców. Pozostałe, pomniejsze stoiska to były głównie innego rodzaju rękodzieła, naklejki czy gadżety do cosplayu lub biżuteria. Nic wymyślnego i faktycznie wiele osób z RawiKonu mogła wrócić bez większych zakupów, to jednak widać w tym wyraźną wizję, żeby konwent był imprezą promującą nowych pisarzy fantasy.
Mam tylko nadzieję, że do kompletu twórcy konwentu pokuszą się również o nieco agresywniejszą promocję konkursu literackiego. O ile ten był zorganizowany, był on promowany stosunkowo po cichu, a samo ogłoszenie wyników odbywało się stosunkowo wcześnie w sobotę. Brakowało mi też wydanie zwycięskich opowiadań w antologii do zakupienia w sklepiku konwentowym. Nie zmienia to jednak faktu, że wizja RawiKonu jest pod tym kątem wyraźna i trzeba tylko ją rozwijać.
Bardzo doceniam też współpracę z lokalnymi przedsiębiorstwami, np. Mleczarnią w Rawiczu, która serwowała przepyszne lody. Wspierajcie dalej lokalne firmy tworzące fantastyczne rzeczy!</p>

<h3 id="wybór-prelekcji">Wybór prelekcji</h3>

<p>Od niewielkiego nacisku na prelekcje rok temu, aż po wypełniony po brzegi tegoroczny program. Na tegorocznym RawiKonie amatorzy chodzenia na prelekcje mieli do dyspozycji aż cztery sale plus taras. Same prelekcje też były na tyle różnorodne, że wiele z interesujących mnie spotkań odbywało się w tym samym czasie. Jest to zaskakująca ewolucja, która ma szansę przebić nawet stojącą i tak mocno prelekcjami Fantasmagorię z marnymi dwoma salkami. Jest doskonale.
Jedyne niewielkie zgrzyty związane z prelekcjami związane są z kilkoma prelegentami, którzy nie mogli dotrzeć na miejsce, a zmiany nie były wszędzie ogłoszone (o ile plan i mapki były aktualizowane dość sprawnie, aplikacja “Konwencik” nie miała tego faktu odnotowanego. Jest to jednak przypadłość wielu konwentów).
Sugestią na przyszłość jest też pilnowanie czasu prelekcji. O ile w tym roku prelegenci zdawali się mocno zwracać uwagę na czas i dość jasno informować, kiedy jakie prelekcje się odbędą, w miarę kolejny edycji i większej liczby uczestników może się przydać dodatkowy minionek/pomocnik do pilnowania tej kwestii. Prelegency lubią się rozgadywać. Kto był na Pyrkonie, wie o czym mówię.
Śmiesznym akcentem było też stworzenie sali prelekcji o anime i mandze upchniętej za salą gamingową. Ot, zabawny fakt.</p>

<h3 id="solidne-pozostałe-punkty-programu">Solidne pozostałe punkty programu</h3>

<p>Turnieje w strefie retro (pozdrawiam moich współzwycięzców turnieju w Mario Kart 64 z pierwszym i drugim miejscem), koncerty w sobotę wieczorem (Incsydent oraz Jeremiah Kane) oraz kino plenerowe (częściowo w deszczu, ale powiedzmy szczerze: gry bez mutatorów utrudniających rozgrywkę to nie gry) to były pozostałe atrakcje, w których wziąłem udział. Tak jak w przypadku różnych prelek, bawiłem się na nich doskonale i nie mam żadnych zastrzeżeń. Oczywiście nie tylko na tych atrakcjach stał konwent.
Nie zabrakło jednak również warsztatów, stref z prototypami, stref gier bitewnych (dla wygody grających umieszczony w budynku obok biblioteki), stref dla dzieci, jak również spotkań autorskich. Ponownie, wybór ogromny i każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Nieco zawodu mogli doznać jednak fani anime, których sekcja sprowadzała się tylko do prelekcji oraz konkursów. Za rok pokusiłbym się o dodanie większej ilości gier muzycznych, jak również sprowadzenia też kilku wystawców z merchem dla fanów anime.</p>

<h3 id="atmosfera-konwentu">Atmosfera konwentu</h3>

<p>Z całą odpowiedzialnością powiem, że tegoroczny RawiKon wylądował w moim ścisłym Top 3 (o ile nie Top 1) imprez z najbardziej konwentową atmosferą. Chociaż trudno jest mi wymienić konkrety, byłem szczerze wkręcony w imprezę. Strefa mangi i anime tworzona przez absolutnych maniaków anime, twórcy strefy gamingowej z mega poczuciem humoru, przyjazna obsługa na games roomie, atmosfera na sleep roomie (plus samo jego istnienie!), strefa postapo żyjąca swoim życiem czy niezwykle festiwalowy klimat pełen muzyki. Zdarzało się mówienie na “Ty”, ale nie miało to znaczenia.
RawiKonowi udało się stworzyć fajną imprezę z niepowtarzalną atmosferą. I ja sam nie mogłem się powstrzymać, by go utrzymać. Pozdrawiam autorkę, która pomogła mi zjeść moją niezjedzoną pizzę oraz organizatorów, którzy o ósmej rano w niedzielę poczęstowali mnie na 75% żywego z powodu 2-3-godzinnego snu na sleep roomie kawą (bez obaw! odpracowałem, ją pomagając rozłożyć krzesła!). Mam również nadzieję, że organizatorka odpowiedzialna za sleep room ukończyła pomyślnie quest na znalezienie jej zaginionego kubka. Z pewnością wypiję jej zdrowie — oczywiście piwem bezalkoholowym!
Konwent był dla mnie niewyobrażalną przygodą i wspomnienia z niego, jak również wiele anegdot, które mam w związku z RawiKonem zostaną u mnie na długo. Możliwe, że zrobię jeszcze mniej formalny wpis na blogu, by je spisać.
O RawiKonie mogę powiedzieć tyle: o ile na Pyrkonie można znaleźć mnóstwo znajomych, na RawiKonie znajdziemy mnóstwo przyjaciół.</p>

<h3 id="doskonale-zaopatrzony-sklepik-konwentowy">Doskonale zaopatrzony sklepik konwentowy</h3>

<p>Kto mnie zna, wie, że zbieram koszulki z odwiedzonych konwentów i moim osobistym memem jest to, że od trzech lat nie jestem w stanie dostać koszulki z Pyrkonu. Mając to na uwadze, bardzo doceniam, że sklepik konwentowy na RawiKonie miał koszulki w sprzedaży. Doceniam też o wiele większy asortyment w postaci kubków, breloczków, toreb, zakładek czy nawet... skarpet z logo konwentu. Wszystko dostępne w dużych ilościach i w wielu wariantach. To się bardzo ceni!</p>

<h3 id="wszystko-to-co-wyszło-dobrze-rok-temu">Wszystko to, co wyszło dobrze rok temu</h3>

<p>Wszystkie moje pozostałe pozytywy, które wymieniłem w relacji z zeszłorocznego RawiKonu odnoszą się również do tego roku. Były niezłe strefy chillu, zaopatrzony planszówkowy games room, sporo sesji RPG do ogrania. Zmiany też dotknęły sleep room. Ten był dostępny bezwzględnie bez opłat i zmienił lokalizację na tradycyjną salę gimnastyczną w oddalonej o około 10 minut (według pieszej nawigacji OSRM) spacerem szkole.</p>

<h2 id="co-warto-poprawić">Co warto poprawić?</h2>

<p>O ile zazwyczaj podaję tutaj wyraźne wady konkretnych imprez, w tej sekcji zamiast takowych wad psujących całe wydarzenie, chcę przekazać tutaj bardziej rozbudowane sugestie.</p>

<h3 id="czarne-koszulki-u-pomocników">Czarne koszulki u pomocników</h3>

<p>Kiedy z dowolnego względu na konwentach szuka się Gżdaczy/Minionków/Helperów czy Organizatorów, rozglądamy się za osobami w koszulkach o jednolitej barwie. W przypadku RawiKonu zdecydowano się postawić na czarne koszulki z logiem konwentu dla większości osób, które działają jako współpraca. Problem polega na tym, że na konwencie nie do końca było wiadomo, kto był organizatorem, kto pomocnikiem, a kto twórcą programu. Osoba w czarnej koszulce i identyfikatorze (który był jeszcze większym wyznacznikiem niż koszulka) była “osobą, która coś na konwencie robi”. O ile na punktach takich jak akredytacja czy strefa wystawców było to wystarczające, nie w każdej sekcji to zadziała.
Preferowałbym, by RawiKon przyjął bardziej jednolity standard kolorów koszulek dla osób, które konwent organizują. Z pewnością ułatwi to wiele i oszczędzi wielu pytań.</p>

<h3 id="parking-widmo">Parking-widmo</h3>

<p>Dla mnie jako osoby, która na konwent jechała samochodem osobowym, wizja parkingu była bardzo kusząca i byłem zadowolony z tego, że na stronie konwentu wspominano, że będzie dostępny parking dla uczestników konwentu. Na miejscu jednak zauważyłem, że nie było o nim nic wiadomo, a sama strona też podała mglistą wzmiankę o parkingu “400m od Biblioteki”. O ile tak jak rok temu nie miałem problemów, by zaparkować na znajdującym się dwie minuty drogi od konwentu Placu Wolności, to jednak sugerowałbym bardziej jasne zaznaczenie, gdzie ten parking się znajduje.</p>

<h3 id="nieco-słabe-oznaczenie-sleep-roomu">Nieco słabe oznaczenie sleep roomu</h3>

<p>Moja podróż do sleep rooma spotkała się początkowo z drobnymi komplikacjami. Po pierwsze: pomocnicy przy akredytacji podali mi jedynie ogólne wskazówki, gdzie znajduje się ta szkoła, ale nie było szczegółów co do dotarcia tam. Obładowany poduszkami i śpiworem musiałem obejść szkołę dookoła, zanim znalazłem do niej wejście. Same zamknięte drzwi oraz zero banerów, strzałek ani oznaczeń, że w danej szkole znajduje się sleep room.
Sprawę załatwiłyby albo oznaczenia na płocie szkoły, albo mapka pokazująca optymalną drogę oraz konkretne wskazówki, gdzie znajduje się wejście. Wystarczyłaby mapka z OpenStreetMaps na stronie głównej, jak również wydrukowana na Akredytacji do wglądu zarówno przez uczestnika, jak i informację konwentową.</p>

<h3 id="kurz-na-strefie-wystawców-oraz-gastro">Kurz na strefie wystawców oraz gastro</h3>

<p>Chociaż nie wpłynęło to na mnie jako na uczestnika bezpośrednio, widziałem, że kurz na parkingu obok biblioteki, który służył jako strefa wystawców, był sporym utrapieniem tamtejszych wystawców. Po zaledwie kilku godzinach wystawcy sprzedawali książki, które domyślnie były zakurzone. Problem rozwiązał się dopiero kolejnego dnia z powodu ulewy, która przeszła nad Rawiczem.
Warto na przyszłość pomyśleć, jak zabezpieczyć ten plac przed takim zjawiskiem, albo uprzedzić wystawców, by wiekszość oferowanych towarów przetrzymywali w hermetyczniejszych opakowaniach.</p>

<h3 id="domyślnie-brak-drukowanego-planu-do-ręki">Domyślnie brak drukowanego planu do ręki</h3>

<p>Należę do jednej z osób, którą rozleniwiła aplikacja Konwencik. Trzeba jednak mieć na uwadze, że brak nawet opcjonalnych kilku egzemplarzy planu konwentu może wykluczać cyfrowo część uczestników, którzy nie mają lub nie chcą mieć dostępu do smartfona.
Rozwieszenie planu w wielu miejscach w budynku było niezłym kompromisem, ale dodatkowo bym jednak uwzględnił możliwość wzięcia jednej kopii “na wynos”. Nie musi być ich sporo.</p>

<p>I tak wyglądał RawiKon 2024. Impreza, która z roku na rok zrobiła gigantyczny krok naprzód, stając się bardzo ważnym punktem na mapie konwentowej. Jest jednym z niewielu przykładów, że człowiek może się bawić o wiele lepiej na imprezie domyślnie bezpłatnej niż na wydarzeniu z wejściówką w cenie dobrej gry planszowej. Wraz z końcem tegorocznej edycji imprezy, RawiKon 2024 ląduje w moim Top 2 najlepszych konwentów fantastycznych. Do zobaczenia na RawiKonie 2025.</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/rawikon-2024-komentarz</guid>
      <pubDate>Sun, 07 Jul 2024 15:53:00 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Saints Row (2022) - recenzja</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/saints-row-2022-recenzja</link>
      <description>&lt;![CDATA[Chociaż premiera gry odbyła się już kilka lat temu, dopiero teraz udało mi się zagrać w grę przy okazji ostatniego rozdawnictwa ze strony Epic Games Store. Ponieważ w internecie krąży już sporo wpisów, które nieco zniekształcają najnowszą i niestety ostatnią już produkcję studia Volition, zdecydowałem się dorzucić swoje trzy grosze co do gry.&#xA;!--more--&#xA;Na samym wstępie zaznaczę, że jestem ogromnym fanem serii Saints Row i ograłem w większym lub mniejszym stopniu wszystkie części poza dostępną wyłącznie na Xbox&#39;a jedynką. Jak większości fanów serii, moim absolutnym faworytem jest pod tym kątem trójka, która w pełni pokazała, czym seria Saints Row stoi i czym się różni od konkurencyjnego Grand Theft Auto. Receptura jest prosta: wziąć żywcem formułę GTA, wmieszać do niej szczyptę groteski, kilka łyżeczek łamania poprawności politycznej oraz dwie duże łyżki absurdalnego poczucia humoru. Pokochałem serię za całkowite odchodzenie od poważnego i ciężkiego gangsterskiego klimatu GTA na rzecz niezwykle prześmiewczej satyry, z nieszablonowymi misjami, zabawną fabułą oraz przerysowanymi przeciwnikami.&#xA;Wraz z końcem czwartej części, która również mi się podobała, przyszłość serii była niepewna. Wszystko aż do ogłoszenia nowego Saints Row, które służy jako całkowity reboot serii i powrót do korzeni.&#xA;Czy ten faktycznie był dobrym powrotem do świata gangu Świętych? W pewnym sensie. Ale od początku...&#xA;&#xA;Witamy w Santo Illeso&#xA;&#xA;Akcja Saints Row przenosi nas do fikcyjnego miasta Santo Illeso, w którym podobnie jak w poprzednich osłonach, jako szef nowego gangu Świętych będziemy musieli przejąć kontrolę nad miastem, wykonując przeróżne misje fabularne, budując przynoszące nam zyski interesy, czy odkrywając kolejne znajdźki na mapie, które zwiększają naszą kontrolę nad danymi dzielnicami miasta.&#xA;W porównaniu do znanych z poprzednich części Stilwater oraz Steelport, Santo Illeso wyróżnia odczuwalnie większy świat. O ile poprzednie miasta były wyspami w stylu konkurencyjnego GTA 3 i GTA Vice City, tak Santo Illeso wreszcie jest bardziej otwartym kawałkiem lądu, zbliżonym już klimatem do GTA San Andreas. Poza ogromną metropolią na środku, w skład mapy wchodzi sporo terenów pustynnych, na których również znajdziemy mnóstwo aktywności pobocznych.&#xA;Samo miasto, podobnie jak w poprzednich częściach, jest też całkiem różnorodne: od nieco uboższych getto-dzielnic na wschodzie, przez południowe części z kasynami, aż po rejon biznesowy z drapaczami chmur na północnym-zachodzie. Nie mam nic do zarzucenia samej scenerii, która również ma własny, niepowtarzalny charakter. Jest co odkrywać i jest gdzie rozbudowywać nasze imperium... o ile mówimy tylko o samym mieście. Niestety pustkowia wokół głównego miasta uważam za najnudniejszy element gry, którym zająłem się dopiero pod sam koniec gry (a i tego nie dokończyłem z nudy). W międzyczasie te albo omijałem całkowicie, bo nie miałem potrzeby nawet do nich jechać (te oferują tylko znajdźki i nowe elementy do odblokowania i... to tyle), ponieważ więcej akcji dzieje się tylko w głównym mieście.&#xA;Mieszane uczucia mam też wobec dwóch dzielnic dodanych na potrzeby fabularnych dodatków, które poszerzają nam mapę odpowiednio na południowy-wschód i południowy-zachód. Mimo fajnego klimatu, gdzie ta pierwsza jest dzielnicą gwiazd przypominającą Hollywood, a druga niewielką wioską stanowiącą serce LARPowców grających w klimatach postapo, dzielnice te są niewielkie i dzieli je ogromny dystans do głównego miasta. Poza odpowiadającymi im misjami fabularnymi (też niezbyt licznymi), każda z nich ma zawartość na około 30 minut rozgrywki. Szkoda.&#xA;&#xA;Szef&#xA;&#xA;Żeby zacząć grać, musimy oczywiście stworzyć naszą postać. W tym celu twórcy oddali nam faktycznie potężne narzędzie, z wieloma opcjami wyboru nie tylko wyglądu postaci, ale również ubrań. Ponieważ nie jestem typem spędzającym godziny w edytorze postaci, postanowiłem postawić na absurdalną postać rudego, szczupłego gościa z bródką, okularami przeciwsłonecznymi oraz... srebrną skórą. Opcji było sporo i jestem pewny, że każdy gracz będzie z nich zadowolony.&#xA;Ciekawą funkcją jest możliwość udostępnienia swojego &#34;Szefa&#34; innym graczom do przeglądania, głosowania oraz, oczywiście, pobrania do naszej gry. Patrząc po kreatywności graczy, nie mam wątpliwości, że w tym edytorze da się stworzyć cudowne dzieła.&#xA;&#xA;Fabuła&#xA;&#xA;Fabuła Saints Row pokazuje losy czterech mieszkających ze sobą przyjaciół: naszego protagonistę, mechaniczki Neenah, aspirującego inwestora Eli oraz DJa Kevina. Bohaterowie starają się związać jakoś koniec z końcem, mieszkając w niewielkim apartamencie na peryferiach Santo Illeso. Nasza postać zyskuje posadę w prywatnej armii Marshalla, gdzie jest częścią oddziału szturmowego, mającego na celu zaprowadzić w mieście porządek i zmniejszyć aktywność gangów. Razem z przyjaciółmi, pracującymi zresztą dla dwóch konkurencyjnych organizacji przestępczych (Neenah dla latynoskich Los Panteros a Kevin dla anarchistycznych Idoli) wplątują się w wojny prowadzone przez te trzy stronnictwa, by ostatecznie zdecydować się na założenie własnego gangu Świętych.&#xA;Fabuła nowego Saints Row chociaż stara się jak może dorównać absurdalności poprzednich osłon, jest bardzo nierówna. Chociaż potrafi w wielu aspektach zaskakiwać i nie mogłem narzekać na nudę, brakowało mi czegoś. Fabuła nowego Saints Row ma odrobinę szaleństwa i zdecydowanie zmierza do całkiem ciekawego finału, ale w międzyczasie oferuje stosunkowo nudne dialogi (zarówno w kontekście poprzednich części, jak i ogólnie), a same misje wydają się strasznie krótkie w wielu sytuacjach.&#xA;Misje poboczne trzymają często podobny poziom, chociaż tu zdarzają się zaskoczenia. Najciekawszym i najbardziej kreatywnym wątkiem wydaje się ten dotyczący LARPu, który w realiach Saints Row odnajduje się znakomicie. Jest groteskowo, jest absurdalnie i jest śmiesznie. Dodatek fabularny jeszcze dodatkowo rozwija ten wątek o nowe elementy, przez co jest tylko ciekawiej.&#xA;Odnoszę też wrażenie, że Saints Row nieco za bardzo przypomina opowieść o przyjaźni niż o rozwoju gangu. Nie byłoby z tym problemu gdyby nie to, że postacie wspierające służą w fabule bardziej jako bohater zbiorowy. Po przejściu całej kampanii trudno jest mi znaleźć cechy, które tych bohaterów wyróżniają, poza w zasadzie wyglądem. Ewentualne wątki osobiste, które mogły zostać rozwinięte, zostały tutaj spłycone. Ot, historia o przyjaźni z nijakimi osobami.&#xA;Tego mi właśnie zabrakło: wyraźniejszych postaci, o wiele większej ekspozycji, często wręcz przerysowania. Nie kupuję Kevina nienoszącego koszulki &#34;by pokazać swoją męskość&#34; jako charakterystyki postaci.&#xA;&#xA;Aktywności poboczne&#xA;&#xA;Tak jak w przypadku poprzedniej odsłony, aktywności pobocznych jest w Saints Row mnóstwo. Te podzielone są na dwie kategorie: związane z naszymi interesami oraz opcjonalne. O ile te pierwsze nagradzają nas wpływami, pieniędzmi oraz możliwością posuwania fabuły do przodu, ta druga kategoria to opcjonalne znajdźki nagradzające nas oficjalnym &#34;ukończeniem dzielnicy&#34;.&#xA;Najnowszy Saints Row oferuje zauważalnie więcej aktywności niż poprzednie odsłony, z czego wiele z nich jest stosunkowo powtarzalnych. Mamy powracające z poprzednich odsłon wymuszanie ubezpieczeń rzucaniem się pod samochody oraz rozwałki (tutaj rozbudowane o wszelakie eksperymentalne wyposażenie). Poza tym istnieje wiele nowych aktywności, które jednak nie wyróżniają się niczym specjalnym, ot zrobić zdjęcie, pokonać fale przeciwników, ukraść pojazd i dojechać nim do celu itp.&#xA;Powiem bez ogródek: aktywności są w większości nudne. Misje wymagające walki rzucają na nas te same grupki niewiarygodnie słabych przeciwników (jeszcze słabszych, jeśli wbijemy maksymalny poziom), kradnąc pojazdy, nie jesteśmy przez nikogo ścigani (albo goni nas tak marny pościg, że gubimy go po przejechaniu pół kilometra) a pościgi nie emocjonują.&#xA;Jest też kilka aktywności, które nie tylko nudzą, ale wręcz irytują. Takich znajdziek są dwa rodzaje: Tajemnicze miejsca oraz Strzelnice. Wkurzają one koniecznością bezproduktywnego biegania po określonym obszarze w poszukiwaniu odpowiednio tabliczek z nagranymi informacjami albo z celami do zastrzelenia. Pomijając absurdalność tych misji (w najnowszej odsłonie serii mamy szukanie tabliczek zawierających... informacje turystyczne na temat odwiedzanych miejsc... w serii, w której pojawiały się aktywności pokroju biegania nago i gorszenia przechodniów, czy jazdą szambowozem w celu spryskiwania nieruchomości, by obniżyć ich ceny) jest to po prostu pusty zapychacz.&#xA;Chociaż same aktywności były nijakie, stosunkowo chętnie je wykonywałem dla samego poczucia rozwoju gangsterskiego imperium. Pod tym kątem fajnym uczuciem było patrzeć na mapę, która zmieniała kolor na fioletowy.&#xA;Jedną z ciekawszych aktywności była aplikacja Wanted, która zawierała zadania zabójstwa. Mimo że nagrody za te misje były z czasem śmiesznie niskie, oferowały one najwięcej innowacyjności. Każdy cel do zabicia wymagał nieco innego podejścia, jak również zdarzały się w nich drobne plot twisty. Bardzo ubolewam, że jest to aktywność znacząca tak mało.&#xA;&#xA;Ogólna atmosfera gry&#xA;&#xA;Ku ubolewaniu mojemu i wielu fanów serii, najnowszy Saints Row to gra stosunkowo grzeczna, która nie ma na celu urazić nikogo. Gangi są kalkami gangów z trzeciej odsłony serii (przy drobnym liftingu), aktywności są generyczne, dialogi bezpłciowe albo niedojrzałe. Poczucie humoru w sporej mierze też zdaje się uderzać bardziej w Pokolenie Z niż w wieloletnich fanów serii.&#xA;Czy mimo miałkości samego klimatu, czuć, że jest to Saints Row? W pewnym sensie tak. Czuję, że twórcy chociaż w jakiś sposób starali się odnieść do tradycji. Mamy kościół jako siedzibę gangu, mamy poukrywane gdzie niegdzie easter eggi nawiązujące do poprzednich odsłon (np. makieta Profesora Genkiego czy tatuaż z wizerunkiem Johnego Gata) oraz ugrzecznione, ale i tak nieco głupkowate stroje dla naszego Szefa. Za grą stała jakaś wizja rebootu, z czego zabrakło ostrej papryki, by doprawić całość.&#xA;Na pewno doceniam, że twórcy wyciągnęli lekcję z tak sobie przyjętego Saints Row IV i nie zlekceważyli aspektu poruszania się głównie autami (model jazdy jest mega nierealistyczny i bywa zbugowany, ale pasuje do serii). Pojazdów jest sporo, mamy dalej opcję tuningu i dostosowania każdego jego elementu pod siebie. Są to wciąż Święci, chociaż nieco inni niż ich zapamiętaliśmy.&#xA;&#xA;Wydajność i bugi&#xA;&#xA;Ogrywając grę na Linuksie z najnowszą wersją GE-Protona na moim Radeonie RX 6600, gra miała wydajność doskonałą. Gra trzymała stabilny klatkarz na Ultra detalach. Nie napotkałem też problemów z crashami. Pod tym kątem jest bardzo dobrze.&#xA;W kwestii bugów: te w produkcji pojawiają się, lecz z intensywnością bugów w obecnej wersji Skyrima. Grę da się przejść od początku do końca i napotkałem cały jeden bug, który zablokował misję główną aż do jej restartu od checkpointa. Problemy mogą wynikać albo z drobnych gliczów graficznych, albo z nieco za bardzo uproszczonego modelu jazdy (np. wypadanie z auta po wjechaniu na niewidzialną skałę, która potem nie istnieje, albo brak możliwości zejścia z auta by wejść do pomieszczenia przed nami).&#xA;W kwestii modelu strzelania czy walki nie odczułem problemów z mojej strony. Ten też jest uproszczony i do tego ma włączone automatyczne wspomaganie celowania pod kątem konsolowców.&#xA;Gra zawiera możliwość gry w kooperacji, jednak nie wypowiem się w kwestii stabilności tego rozwiązania, ponieważ grę ogrywałem w 100% solo.&#xA;&#xA;A jak z konkurencyjnością do GTA?&#xA;&#xA;Jednym z aspektów który chciałem poruszyć jest to, czym Saints Row miał być od początku: konkurencją do GTA. W przypadku Saints Row da się odczuć, że gra zatrzymała się możliwościowo na trójce.&#xA;W przypadku Saints Row czuję spory niedosyt, ponieważ ta gra miała szansę być ciekawym konkurentem GTA. Niestety zaważył niższy budżet i kontrowersyjne decyzje o ugrzecznieniu pozycji. Budżet szczególnie widać po chociażby niewielkiej ilości budynków możliwych do odwiedzenia (w wiekszości te i tak mają krótki ekran ładowania, albo animację przesunięcia kamery). Zabrakło mi gdzieś tej swobody.&#xA;Wydaje mi się też, że Saints Row wiele by zyskał na odpowiedniku GTA Online, gdzie możliwe byłyby dodatkowe misje na więcej niż dwóch graczy, czy PvP. Byłoby to zdecydowanie coś. Szkoda, wielka szkoda. Ale mamy co mamy.&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Po latach otrzymaliśmy nową część Saints Rowa i szczerze powiem, nie spodziewałem się, że będzie to tak słodko-gorzka część. Z jednej strony było to ciekawe 30 godzin, z drugiej trochę przykro mi, że gra zakończyła żywot serii jak zakończyła, i nie powstanie więcej gier z tej serii (a przynajmniej nie od Volition, które niedługo po premierze Saints Row zostało rozwiązane). Nowy Saints Row ma gdzieś tam ukrytego ducha oryginału, lecz potrzeba nieco więcej wysiłku, by go znaleźć. Ale jeżeli lubicie gry akcji, jest to gra zdecydowanie warta wypróbowania. Jeszcze lepiej, jeżeli tak jak ja zgarnęliście grę za darmo z Epica w grudniu.&#xA;&#xA;Daję Saints Row takie 6,5 na 10. Bezpieczna ocena, dla równie bezpiecznej gry. To było ciekawe 30 godzin i nie wątpię, że do gry jeszcze powrócę, bo nie jest źle, ale mogło być dużo, dużo lepiej.&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Chociaż premiera gry odbyła się już kilka lat temu, dopiero teraz udało mi się zagrać w grę przy okazji ostatniego rozdawnictwa ze strony Epic Games Store. Ponieważ w internecie krąży już sporo wpisów, które nieco zniekształcają najnowszą i niestety ostatnią już produkcję studia Volition, zdecydowałem się dorzucić swoje trzy grosze co do gry.

Na samym wstępie zaznaczę, że jestem ogromnym fanem serii Saints Row i ograłem w większym lub mniejszym stopniu wszystkie części poza dostępną wyłącznie na Xbox&#39;a jedynką. Jak większości fanów serii, moim absolutnym faworytem jest pod tym kątem trójka, która w pełni pokazała, czym seria Saints Row stoi i czym się różni od konkurencyjnego Grand Theft Auto. Receptura jest prosta: wziąć żywcem formułę GTA, wmieszać do niej szczyptę groteski, kilka łyżeczek łamania poprawności politycznej oraz dwie duże łyżki absurdalnego poczucia humoru. Pokochałem serię za całkowite odchodzenie od poważnego i ciężkiego gangsterskiego klimatu GTA na rzecz niezwykle prześmiewczej satyry, z nieszablonowymi misjami, zabawną fabułą oraz przerysowanymi przeciwnikami.
Wraz z końcem czwartej części, która również mi się podobała, przyszłość serii była niepewna. Wszystko aż do ogłoszenia nowego Saints Row, które służy jako całkowity reboot serii i powrót do korzeni.
Czy ten faktycznie był dobrym powrotem do świata gangu Świętych? W pewnym sensie. Ale od początku...</p>

<h2 id="witamy-w-santo-illeso">Witamy w Santo Illeso</h2>

<p>Akcja Saints Row przenosi nas do fikcyjnego miasta Santo Illeso, w którym podobnie jak w poprzednich osłonach, jako szef nowego gangu Świętych będziemy musieli przejąć kontrolę nad miastem, wykonując przeróżne misje fabularne, budując przynoszące nam zyski interesy, czy odkrywając kolejne znajdźki na mapie, które zwiększają naszą kontrolę nad danymi dzielnicami miasta.
W porównaniu do znanych z poprzednich części Stilwater oraz Steelport, Santo Illeso wyróżnia odczuwalnie większy świat. O ile poprzednie miasta były wyspami w stylu konkurencyjnego GTA 3 i GTA Vice City, tak Santo Illeso wreszcie jest bardziej otwartym kawałkiem lądu, zbliżonym już klimatem do GTA San Andreas. Poza ogromną metropolią na środku, w skład mapy wchodzi sporo terenów pustynnych, na których również znajdziemy mnóstwo aktywności pobocznych.
Samo miasto, podobnie jak w poprzednich częściach, jest też całkiem różnorodne: od nieco uboższych getto-dzielnic na wschodzie, przez południowe części z kasynami, aż po rejon biznesowy z drapaczami chmur na północnym-zachodzie. Nie mam nic do zarzucenia samej scenerii, która również ma własny, niepowtarzalny charakter. Jest co odkrywać i jest gdzie rozbudowywać nasze imperium... o ile mówimy tylko o samym mieście. Niestety pustkowia wokół głównego miasta uważam za najnudniejszy element gry, którym zająłem się dopiero pod sam koniec gry (a i tego nie dokończyłem z nudy). W międzyczasie te albo omijałem całkowicie, bo nie miałem potrzeby nawet do nich jechać (te oferują tylko znajdźki i nowe elementy do odblokowania i... to tyle), ponieważ więcej akcji dzieje się tylko w głównym mieście.
Mieszane uczucia mam też wobec dwóch dzielnic dodanych na potrzeby fabularnych dodatków, które poszerzają nam mapę odpowiednio na południowy-wschód i południowy-zachód. Mimo fajnego klimatu, gdzie ta pierwsza jest dzielnicą gwiazd przypominającą Hollywood, a druga niewielką wioską stanowiącą serce LARPowców grających w klimatach postapo, dzielnice te są niewielkie i dzieli je ogromny dystans do głównego miasta. Poza odpowiadającymi im misjami fabularnymi (też niezbyt licznymi), każda z nich ma zawartość na około 30 minut rozgrywki. Szkoda.</p>

<h2 id="szef">Szef</h2>

<p>Żeby zacząć grać, musimy oczywiście stworzyć naszą postać. W tym celu twórcy oddali nam faktycznie potężne narzędzie, z wieloma opcjami wyboru nie tylko wyglądu postaci, ale również ubrań. Ponieważ nie jestem typem spędzającym godziny w edytorze postaci, postanowiłem postawić na absurdalną postać rudego, szczupłego gościa z bródką, okularami przeciwsłonecznymi oraz... srebrną skórą. Opcji było sporo i jestem pewny, że każdy gracz będzie z nich zadowolony.
Ciekawą funkcją jest możliwość udostępnienia swojego “Szefa” innym graczom do przeglądania, głosowania oraz, oczywiście, pobrania do naszej gry. Patrząc po kreatywności graczy, nie mam wątpliwości, że w tym edytorze da się stworzyć cudowne dzieła.</p>

<h2 id="fabuła">Fabuła</h2>

<p>Fabuła Saints Row pokazuje losy czterech mieszkających ze sobą przyjaciół: naszego protagonistę, mechaniczki Neenah, aspirującego inwestora Eli oraz DJa Kevina. Bohaterowie starają się związać jakoś koniec z końcem, mieszkając w niewielkim apartamencie na peryferiach Santo Illeso. Nasza postać zyskuje posadę w prywatnej armii Marshalla, gdzie jest częścią oddziału szturmowego, mającego na celu zaprowadzić w mieście porządek i zmniejszyć aktywność gangów. Razem z przyjaciółmi, pracującymi zresztą dla dwóch konkurencyjnych organizacji przestępczych (Neenah dla latynoskich Los Panteros a Kevin dla anarchistycznych Idoli) wplątują się w wojny prowadzone przez te trzy stronnictwa, by ostatecznie zdecydować się na założenie własnego gangu Świętych.
Fabuła nowego Saints Row chociaż stara się jak może dorównać absurdalności poprzednich osłon, jest bardzo nierówna. Chociaż potrafi w wielu aspektach zaskakiwać i nie mogłem narzekać na nudę, brakowało mi czegoś. Fabuła nowego Saints Row ma odrobinę szaleństwa i zdecydowanie zmierza do całkiem ciekawego finału, ale w międzyczasie oferuje stosunkowo nudne dialogi (zarówno w kontekście poprzednich części, jak i ogólnie), a same misje wydają się strasznie krótkie w wielu sytuacjach.
Misje poboczne trzymają często podobny poziom, chociaż tu zdarzają się zaskoczenia. Najciekawszym i najbardziej kreatywnym wątkiem wydaje się ten dotyczący LARPu, który w realiach Saints Row odnajduje się znakomicie. Jest groteskowo, jest absurdalnie i jest śmiesznie. Dodatek fabularny jeszcze dodatkowo rozwija ten wątek o nowe elementy, przez co jest tylko ciekawiej.
Odnoszę też wrażenie, że Saints Row nieco za bardzo przypomina opowieść o przyjaźni niż o rozwoju gangu. Nie byłoby z tym problemu gdyby nie to, że postacie wspierające służą w fabule bardziej jako bohater zbiorowy. Po przejściu całej kampanii trudno jest mi znaleźć cechy, które tych bohaterów wyróżniają, poza w zasadzie wyglądem. Ewentualne wątki osobiste, które mogły zostać rozwinięte, zostały tutaj spłycone. Ot, historia o przyjaźni z nijakimi osobami.
Tego mi właśnie zabrakło: wyraźniejszych postaci, o wiele większej ekspozycji, często wręcz przerysowania. Nie kupuję Kevina nienoszącego koszulki “by pokazać swoją męskość” jako charakterystyki postaci.</p>

<h2 id="aktywności-poboczne">Aktywności poboczne</h2>

<p>Tak jak w przypadku poprzedniej odsłony, aktywności pobocznych jest w Saints Row mnóstwo. Te podzielone są na dwie kategorie: związane z naszymi interesami oraz opcjonalne. O ile te pierwsze nagradzają nas wpływami, pieniędzmi oraz możliwością posuwania fabuły do przodu, ta druga kategoria to opcjonalne znajdźki nagradzające nas oficjalnym “ukończeniem dzielnicy”.
Najnowszy Saints Row oferuje zauważalnie więcej aktywności niż poprzednie odsłony, z czego wiele z nich jest stosunkowo powtarzalnych. Mamy powracające z poprzednich odsłon wymuszanie ubezpieczeń rzucaniem się pod samochody oraz rozwałki (tutaj rozbudowane o wszelakie eksperymentalne wyposażenie). Poza tym istnieje wiele nowych aktywności, które jednak nie wyróżniają się niczym specjalnym, ot zrobić zdjęcie, pokonać fale przeciwników, ukraść pojazd i dojechać nim do celu itp.
Powiem bez ogródek: aktywności są w większości nudne. Misje wymagające walki rzucają na nas te same grupki niewiarygodnie słabych przeciwników (jeszcze słabszych, jeśli wbijemy maksymalny poziom), kradnąc pojazdy, nie jesteśmy przez nikogo ścigani (albo goni nas tak marny pościg, że gubimy go po przejechaniu pół kilometra) a pościgi nie emocjonują.
Jest też kilka aktywności, które nie tylko nudzą, ale wręcz irytują. Takich znajdziek są dwa rodzaje: Tajemnicze miejsca oraz Strzelnice. Wkurzają one koniecznością bezproduktywnego biegania po określonym obszarze w poszukiwaniu odpowiednio tabliczek z nagranymi informacjami albo z celami do zastrzelenia. Pomijając absurdalność tych misji (w najnowszej odsłonie serii mamy szukanie tabliczek zawierających... informacje turystyczne na temat odwiedzanych miejsc... w serii, w której pojawiały się aktywności pokroju biegania nago i gorszenia przechodniów, czy jazdą szambowozem w celu spryskiwania nieruchomości, by obniżyć ich ceny) jest to po prostu pusty zapychacz.
Chociaż same aktywności były nijakie, stosunkowo chętnie je wykonywałem dla samego poczucia rozwoju gangsterskiego imperium. Pod tym kątem fajnym uczuciem było patrzeć na mapę, która zmieniała kolor na fioletowy.
Jedną z ciekawszych aktywności była aplikacja Wanted, która zawierała zadania zabójstwa. Mimo że nagrody za te misje były z czasem śmiesznie niskie, oferowały one najwięcej innowacyjności. Każdy cel do zabicia wymagał nieco innego podejścia, jak również zdarzały się w nich drobne plot twisty. Bardzo ubolewam, że jest to aktywność znacząca tak mało.</p>

<h2 id="ogólna-atmosfera-gry">Ogólna atmosfera gry</h2>

<p>Ku ubolewaniu mojemu i wielu fanów serii, najnowszy Saints Row to gra stosunkowo grzeczna, która nie ma na celu urazić nikogo. Gangi są kalkami gangów z trzeciej odsłony serii (przy drobnym liftingu), aktywności są generyczne, dialogi bezpłciowe albo niedojrzałe. Poczucie humoru w sporej mierze też zdaje się uderzać bardziej w Pokolenie Z niż w wieloletnich fanów serii.
Czy mimo miałkości samego klimatu, czuć, że jest to Saints Row? W pewnym sensie tak. Czuję, że twórcy chociaż w jakiś sposób starali się odnieść do tradycji. Mamy kościół jako siedzibę gangu, mamy poukrywane gdzie niegdzie easter eggi nawiązujące do poprzednich odsłon (np. makieta Profesora Genkiego czy tatuaż z wizerunkiem Johnego Gata) oraz ugrzecznione, ale i tak nieco głupkowate stroje dla naszego Szefa. Za grą stała jakaś wizja rebootu, z czego zabrakło ostrej papryki, by doprawić całość.
Na pewno doceniam, że twórcy wyciągnęli lekcję z tak sobie przyjętego Saints Row IV i nie zlekceważyli aspektu poruszania się głównie autami (model jazdy jest mega nierealistyczny i bywa zbugowany, ale pasuje do serii). Pojazdów jest sporo, mamy dalej opcję tuningu i dostosowania każdego jego elementu pod siebie. Są to wciąż Święci, chociaż nieco inni niż ich zapamiętaliśmy.</p>

<h2 id="wydajność-i-bugi">Wydajność i bugi</h2>

<p>Ogrywając grę na Linuksie z najnowszą wersją GE-Protona na moim Radeonie RX 6600, gra miała wydajność doskonałą. Gra trzymała stabilny klatkarz na Ultra detalach. Nie napotkałem też problemów z crashami. Pod tym kątem jest bardzo dobrze.
W kwestii bugów: te w produkcji pojawiają się, lecz z intensywnością bugów w obecnej wersji Skyrima. Grę da się przejść od początku do końca i napotkałem cały jeden bug, który zablokował misję główną aż do jej restartu od checkpointa. Problemy mogą wynikać albo z drobnych gliczów graficznych, albo z nieco za bardzo uproszczonego modelu jazdy (np. wypadanie z auta po wjechaniu na niewidzialną skałę, która potem nie istnieje, albo brak możliwości zejścia z auta by wejść do pomieszczenia przed nami).
W kwestii modelu strzelania czy walki nie odczułem problemów z mojej strony. Ten też jest uproszczony i do tego ma włączone automatyczne wspomaganie celowania pod kątem konsolowców.
Gra zawiera możliwość gry w kooperacji, jednak nie wypowiem się w kwestii stabilności tego rozwiązania, ponieważ grę ogrywałem w 100% solo.</p>

<h2 id="a-jak-z-konkurencyjnością-do-gta">A jak z konkurencyjnością do GTA?</h2>

<p>Jednym z aspektów który chciałem poruszyć jest to, czym Saints Row miał być od początku: konkurencją do GTA. W przypadku Saints Row da się odczuć, że gra zatrzymała się możliwościowo na trójce.
W przypadku Saints Row czuję spory niedosyt, ponieważ ta gra miała szansę być ciekawym konkurentem GTA. Niestety zaważył niższy budżet i kontrowersyjne decyzje o ugrzecznieniu pozycji. Budżet szczególnie widać po chociażby niewielkiej ilości budynków możliwych do odwiedzenia (w wiekszości te i tak mają krótki ekran ładowania, albo animację przesunięcia kamery). Zabrakło mi gdzieś tej swobody.
Wydaje mi się też, że Saints Row wiele by zyskał na odpowiedniku GTA Online, gdzie możliwe byłyby dodatkowe misje na więcej niż dwóch graczy, czy PvP. Byłoby to zdecydowanie coś. Szkoda, wielka szkoda. Ale mamy co mamy.</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Po latach otrzymaliśmy nową część Saints Rowa i szczerze powiem, nie spodziewałem się, że będzie to tak słodko-gorzka część. Z jednej strony było to ciekawe 30 godzin, z drugiej trochę przykro mi, że gra zakończyła żywot serii jak zakończyła, i nie powstanie więcej gier z tej serii (a przynajmniej nie od Volition, które niedługo po premierze Saints Row zostało rozwiązane). Nowy Saints Row ma gdzieś tam ukrytego ducha oryginału, lecz potrzeba nieco więcej wysiłku, by go znaleźć. Ale jeżeli lubicie gry akcji, jest to gra zdecydowanie warta wypróbowania. Jeszcze lepiej, jeżeli tak jak ja zgarnęliście grę za darmo z Epica w grudniu.</p>

<p>Daję Saints Row takie 6,5 na 10. Bezpieczna ocena, dla równie bezpiecznej gry. To było ciekawe 30 godzin i nie wątpię, że do gry jeszcze powrócę, bo nie jest źle, ale mogło być dużo, dużo lepiej.</p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/saints-row-2022-recenzja</guid>
      <pubDate>Mon, 08 Jan 2024 16:37:33 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Fedora Silverblue, czyli jak zrobiłem sobie nie-Chromebooka</title>
      <link>https://write.szkod.ovh/fedora-silverblue-czyli-jak-zrobilem-sobie-nie-chromebooka</link>
      <description>&lt;![CDATA[W czasach, kiedy jeszcze nauczałem, potrzebowałem małego i kompaktowego laptopa do pracy. Przez kilka tych lat, takim pomocniczym laptopem był używany Chromebook. Nadszedł jednak czas, by ze względów prywatności oddać go komuś innemu i stworzyć własnego prawie-Chromebooka.&#xA;!--more--&#xA;Nie będę ukrywał, Chromebooki to jeden z ciekawszych pomysłów Google. Stosunkowo mały, często niedrogi (od nowych laptopów w granicach 1000-2000 zł do używek za nawet 300 zł) laptop ze zintegrowanym systemem ChromeOS, który w zamyśle ma być lekki, wydajny i zawierać podstawy podstaw (przeglądarka plus aplikacje webowe lub na Androida). W połączeniu z niezłym zarządzaniu baterią takie laptopy są bliskie ideału sprzętów dla osób mniej wymagających, lub tych, które widzą w laptopie urządzenie pomocnicze do internetu czy multimediów, obok o wiele mocniejszej maszyny. Problem jest jednak jeden: Google.&#xA;Posiadanie laptopa, którego system jest wypełniony telemetrią po brzegi, nie jest moim szczytem marzeń, a instalacja alternatywnego systemu na niektórych modelach jest problematyczna. Tak było też z moim modelem HP 11 G7 EE, na którego z powodu nieobsługiwanego procesora, ciężko jest wgrać alternatywny system.&#xA;Na całe szczęście udało mi się wejść w posiadanie poleasingowego HP EliteBook Folio 9480m z 2015 roku. Za 400 zł udało mi się dostać całkiem sprawny laptop, który był wyprzedawany zaledwie z powodu wieku (w pewnej dużej firmie, której nazwy nie wspomnę, laptopy służbowe są wymieniane co dwa, trzy lata). Jedyny mankament to urwany trackball oraz bateria w kiepskim stanie, z czego ta jest bardzo łatwo wymienialna i bez wahania za kolejne 100 zł nabyłem nowy zamiennik.&#xA;Domyślnie laptop ten obsługiwał Windowsa 8, którego instalacja nie wchodziła w grę. Potrzebny był nowszy i bardziej szanujący prywatność zamiennik. A że zależało mi, by był to laptop pomocniczy, postanowiłem spróbować z systemem Fedora Silverblue 38 (w momencie pisania tego wpisu już podniesiony do 39).&#xA;&#xA;Czy jest Fedora Silverblue i dlaczego akurat ten system?&#xA;&#xA;Fedora Silverblue to jest system z rodziny GNU/Linux, który jest jednym z oficjalnych wariantów słynnego systemu od firmy Red Hat. Wersja &#34;Silverblue&#34; jest natomiast systemem immutable (ponieważ jest to nowe określenie i na chwilę obecną w słowniku języka polskiego nie ma oficjalnej nazwy, będę używał oryginału), a co za tym idzie, jest to system, który w zamyśle twórców wszystkie pliki systemowe ma w trybie tylko do odczytu. Do zapisu są tylko foldery użytkownika, do których też wrzucane są pliki konfiguracyjne programów; te pobierane wygodnie przez Flatpaka nie ingerują w system. System otrzymuje regularnie aktualizacje na zasadzie przebudowywania całego systemu co aktualizację. Dla oszczędności transferu jednak są pobierane tylko pakiety i programy, które otrzymały nowsze wersje, a stare są przenoszone żywcem ze starszej wersji systemu. Wariant Silverblue działa również w środowisku GNOME.&#xA;Poza samą ciekawością wariant ten wybrałem, żeby mieć właśnie ekosystem, który jest już kompletny i który działa na zasadzie &#34;zainstaluj i zostaw&#34;. Jako że jest to moje urządzenie pomocnicze, nie przewiduję grzebania w żadnych głębszych opcjach systemu poza tym, co oferuje mi samo środowisko GNOME czy aplikacje z Flathub, a system oferuje też opcję tworzenia &#34;kontenerów&#34; na pakiety z repozytoriów czystej Fedory, więc na moje potrzeby jest w pełni wystarczająca. Mam dzięki temu ekosystem przypominający właśnie Chromebooka, lecz z dużo większymi możliwościami.&#xA;&#xA;Co można na takim laptopie zainstalować?&#xA;&#xA;W moim przypadku, na laptopie poza przeglądarką, która była już dostępna domyślnie, postawiłem na centrum multimedialne, jak również kilka programów do pobierania plików czy awaryjny pakiet Office. Wszystko da się zainstalować, od VLC do oglądania filmów, pakietu LibreOffice, aż po Discorda i inne komunikatory.&#xA;Ponieważ system na bieżąco też otrzymuje aktualizacje sterowników Mesa czy Nvidia, nic nie stoi na przeszkodzie też, by zainstalować Steama i wykorzystać tego systemu do gier, o ile te nie wymagają modyfikacji plików systemowych albo właściwości jądra systemu (jak np. Hogwarts Legacy tuż po premierze, który wymagał zwiększenia limitu pamięci bezpośrednio w plikach konfiguracyjnych systemu).&#xA;Domyślnie poza Firefox&#39;em mamy podstawowe programy należące do środowiska GNOME, które obsługują otwieranie PDFów, przeglądanie zdjęć czy wygodne pobieranie pozostałych programów. Te normalnie możemy pobrać wraz z niezbędnymi aktualizacjami w GNOME Software.&#xA;Same aktualizacje można przeprowadzać zarówno z poziomu wyżej wspomnianego Software, jak i również komendami flatpak update oraz rpm-ostree update w Terminalu. Obie opcje są równoważne i efekt będzie identyczny.&#xA;&#xA;Doskonała okazja, by wypróbować GNOME.&#xA;&#xA;Tak jak wspominałem wcześniej, Fedora Silverblue instaluje się wraz z interfejsem graficznym GNOME, co też było moim świadomym wyborem. O ile Fedora oferuje wariant immutable z innymi środowiskami, postanowiłem właśnie wypróbować ten pulpit, skuszony opiniami o wiele lepszym wsparciu gestów w touchpadzie i skrótów klawiszowych niż ukochane przeze mnie KDE.&#xA;Postawiłem na czyste GNOME z zaledwie trzema wtyczkami, które jedynie minimalnie poprawiają mój komfort użytkowania: Dash to Dock, żeby przesunąć pasek podręczny z dołu na prawo, Tray Icons: Reloaded do ikonek w pasku zadań i GSConnect, by połączyć sobie telefon z aplikacją KDE Connect. Poza drobnymi zmianami przez GNOME Tweaks, jak dodanie przycisków do minimalizowania i maksymalizowania okien, czy wybraniem preferowanych ustawień co do obsługi touchpada, reszta to domyślne ustawienia i wygląd GNOME.&#xA;O ile w tym wpisie miałem poruszyć kwestię GNOME to uznałem, że omówienie tego środowiska wymaga osobnego wpisu. Skrócę więc moją myśl do krótkiego: obsługuje się go cudownie. Sterowanie laptopem przy pomocy samego touchpada sprawuje się doskonale (i uprzedzę pytanie linuksiarzy: tak, używam domyślnej sesji z Waylandem i nie, nie mam problemów na mojej konfiguracji). Sam pulpit też chodzi płynnie i o ile laptop uruchamia się średnio 15-20 sekund (na oko, nie liczyłem dokładnie) to po załadowaniu się chodzi bez zająknięcia.&#xA;&#xA;Podsumowanie&#xA;&#xA;Używam mojego nowego laptopa już jakiś czas między pracą czy w podróży i wszystko działa w jak najlepszym porządku. Samą Fedorę Silverblue mogę też bardzo gorąco zachęcić każdej osobie, która oczekuje systemu na zasadzie &#34;zainstaluj i zapomnij&#34;, gdzie aplikacje można na spokojnie wyklikać, a aktualizacje robi się po prostu raz na jakiś czas. Dla zainteresowanych link: https://fedoraproject.org/silverblue/&#xA;&#xA;---&#xD;&#xA;O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.&#xD;&#xA;Ikona licencji]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>W czasach, kiedy jeszcze nauczałem, potrzebowałem małego i kompaktowego laptopa do pracy. Przez kilka tych lat, takim pomocniczym laptopem był używany Chromebook. Nadszedł jednak czas, by ze względów prywatności oddać go komuś innemu i stworzyć własnego prawie-Chromebooka.

Nie będę ukrywał, Chromebooki to jeden z ciekawszych pomysłów Google. Stosunkowo mały, często niedrogi (od nowych laptopów w granicach 1000-2000 zł do używek za nawet 300 zł) laptop ze zintegrowanym systemem ChromeOS, który w zamyśle ma być lekki, wydajny i zawierać podstawy podstaw (przeglądarka plus aplikacje webowe lub na Androida). W połączeniu z niezłym zarządzaniu baterią takie laptopy są bliskie ideału sprzętów dla osób mniej wymagających, lub tych, które widzą w laptopie urządzenie pomocnicze do internetu czy multimediów, obok o wiele mocniejszej maszyny. Problem jest jednak jeden: Google.
Posiadanie laptopa, którego system jest wypełniony telemetrią po brzegi, nie jest moim szczytem marzeń, a instalacja alternatywnego systemu na niektórych modelach jest problematyczna. Tak było też z moim modelem HP 11 G7 EE, na którego z powodu nieobsługiwanego procesora, ciężko jest wgrać alternatywny system.
Na całe szczęście udało mi się wejść w posiadanie poleasingowego <strong>HP EliteBook Folio 9480m</strong> z 2015 roku. Za 400 zł udało mi się dostać całkiem sprawny laptop, który był wyprzedawany zaledwie z powodu wieku (w pewnej dużej firmie, której nazwy nie wspomnę, laptopy służbowe są wymieniane co dwa, trzy lata). Jedyny mankament to urwany trackball oraz bateria w kiepskim stanie, z czego ta jest bardzo łatwo wymienialna i bez wahania za kolejne 100 zł nabyłem nowy zamiennik.
Domyślnie laptop ten obsługiwał Windowsa 8, którego instalacja nie wchodziła w grę. Potrzebny był nowszy i bardziej szanujący prywatność zamiennik. A że zależało mi, by był to laptop pomocniczy, postanowiłem spróbować z systemem Fedora Silverblue 38 (w momencie pisania tego wpisu już podniesiony do 39).</p>

<h2 id="czy-jest-fedora-silverblue-i-dlaczego-akurat-ten-system">Czy jest Fedora Silverblue i dlaczego akurat ten system?</h2>

<p>Fedora Silverblue to jest system z rodziny GNU/Linux, który jest jednym z oficjalnych wariantów słynnego systemu od firmy Red Hat. Wersja “Silverblue” jest natomiast systemem immutable (ponieważ jest to nowe określenie i na chwilę obecną w słowniku języka polskiego nie ma oficjalnej nazwy, będę używał oryginału), a co za tym idzie, jest to system, który w zamyśle twórców wszystkie pliki systemowe ma w trybie tylko do odczytu. Do zapisu są tylko foldery użytkownika, do których też wrzucane są pliki konfiguracyjne programów; te pobierane wygodnie przez Flatpaka nie ingerują w system. System otrzymuje regularnie aktualizacje na zasadzie przebudowywania całego systemu co aktualizację. Dla oszczędności transferu jednak są pobierane tylko pakiety i programy, które otrzymały nowsze wersje, a stare są przenoszone żywcem ze starszej wersji systemu. Wariant Silverblue działa również w środowisku GNOME.
Poza samą ciekawością wariant ten wybrałem, żeby mieć właśnie ekosystem, który jest już kompletny i który działa na zasadzie “zainstaluj i zostaw”. Jako że jest to moje urządzenie pomocnicze, nie przewiduję grzebania w żadnych głębszych opcjach systemu poza tym, co oferuje mi samo środowisko GNOME czy aplikacje z Flathub, a system oferuje też opcję tworzenia “kontenerów” na pakiety z repozytoriów czystej Fedory, więc na moje potrzeby jest w pełni wystarczająca. Mam dzięki temu ekosystem przypominający właśnie Chromebooka, lecz z dużo większymi możliwościami.</p>

<h2 id="co-można-na-takim-laptopie-zainstalować">Co można na takim laptopie zainstalować?</h2>

<p>W moim przypadku, na laptopie poza przeglądarką, która była już dostępna domyślnie, postawiłem na centrum multimedialne, jak również kilka programów do pobierania plików czy awaryjny pakiet Office. Wszystko da się zainstalować, od VLC do oglądania filmów, pakietu LibreOffice, aż po Discorda i inne komunikatory.
Ponieważ system na bieżąco też otrzymuje aktualizacje sterowników Mesa czy Nvidia, nic nie stoi na przeszkodzie też, by zainstalować Steama i wykorzystać tego systemu do gier, o ile te nie wymagają modyfikacji plików systemowych albo właściwości jądra systemu (jak np. Hogwarts Legacy tuż po premierze, który wymagał zwiększenia limitu pamięci bezpośrednio w plikach konfiguracyjnych systemu).
Domyślnie poza Firefox&#39;em mamy podstawowe programy należące do środowiska GNOME, które obsługują otwieranie PDFów, przeglądanie zdjęć czy wygodne pobieranie pozostałych programów. Te normalnie możemy pobrać wraz z niezbędnymi aktualizacjami w GNOME Software.
Same aktualizacje można przeprowadzać zarówno z poziomu wyżej wspomnianego Software, jak i również komendami <em>flatpak update</em> oraz <em>rpm-ostree update</em> w Terminalu. Obie opcje są równoważne i efekt będzie identyczny.</p>

<h2 id="doskonała-okazja-by-wypróbować-gnome">Doskonała okazja, by wypróbować GNOME.</h2>

<p>Tak jak wspominałem wcześniej, Fedora Silverblue instaluje się wraz z interfejsem graficznym GNOME, co też było moim świadomym wyborem. O ile Fedora oferuje wariant immutable z innymi środowiskami, postanowiłem właśnie wypróbować ten pulpit, skuszony opiniami o wiele lepszym wsparciu gestów w touchpadzie i skrótów klawiszowych niż ukochane przeze mnie KDE.
Postawiłem na czyste GNOME z zaledwie trzema wtyczkami, które jedynie minimalnie poprawiają mój komfort użytkowania: <strong>Dash to Dock</strong>, żeby przesunąć pasek podręczny z dołu na prawo, <strong>Tray Icons: Reloaded</strong> do ikonek w pasku zadań i <strong>GSConnect</strong>, by połączyć sobie telefon z aplikacją KDE Connect. Poza drobnymi zmianami przez GNOME Tweaks, jak dodanie przycisków do minimalizowania i maksymalizowania okien, czy wybraniem preferowanych ustawień co do obsługi touchpada, reszta to domyślne ustawienia i wygląd GNOME.
O ile w tym wpisie miałem poruszyć kwestię GNOME to uznałem, że omówienie tego środowiska wymaga osobnego wpisu. Skrócę więc moją myśl do krótkiego: obsługuje się go cudownie. Sterowanie laptopem przy pomocy samego touchpada sprawuje się doskonale (i uprzedzę pytanie linuksiarzy: tak, używam domyślnej sesji z Waylandem i nie, nie mam problemów na mojej konfiguracji). Sam pulpit też chodzi płynnie i o ile laptop uruchamia się średnio 15-20 sekund (na oko, nie liczyłem dokładnie) to po załadowaniu się chodzi bez zająknięcia.</p>

<h2 id="podsumowanie">Podsumowanie</h2>

<p>Używam mojego nowego laptopa już jakiś czas między pracą czy w podróży i wszystko działa w jak najlepszym porządku. Samą Fedorę Silverblue mogę też bardzo gorąco zachęcić każdej osobie, która oczekuje systemu na zasadzie “zainstaluj i zapomnij”, gdzie aplikacje można na spokojnie wyklikać, a aktualizacje robi się po prostu raz na jakiś czas. Dla zainteresowanych link: <a href="https://fedoraproject.org/silverblue/">https://fedoraproject.org/silverblue/</a></p>

<hr>

<p><em>O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/deed.pl">Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0</a>.</em>
<img src="http://i.creativecommons.org/l/by/3.0/88x31.png" alt="Ikona licencji"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://write.szkod.ovh/fedora-silverblue-czyli-jak-zrobilem-sobie-nie-chromebooka</guid>
      <pubDate>Sat, 16 Dec 2023 12:54:04 +0000</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>