RawiKon 2026 – komentarz

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. I o ile nie minęła jeszcze nawet połowa mojego standardowego sezonu konwentowego, jestem jeszcze w żałobie z powodu zakończenia tegorocznej edycji RawiKonu. Jest to jednak doskonała okazja, by wrócić myślami do tego wydarzenia i podsumować, jaki rzeczywiście był tegoroczny konwent w Rawiczu.

RawiKon nie jest dla mnie wydarzeniem nowym, ponieważ na dzień dzisiejszy odwiedziłem wszystkie cztery edycje, o czym pisałem już wielokrotnie na moim blogu. I tym razem postanowiłem się wybrać na konwent w towarzystwie mojego przyjaciela Michała na wszystkie dwa dni trwania konwentu. Pojechaliśmy na konwent samochodem i dojechaliśmy na miejsce około godziny 11.30, w sam raz, żeby zdążyć na większość atrakcji oraz przywitać się z ludźmi. W tym roku częściowo z ciekawości, a częściowo w wyniku złego ustawienia nawigacji GPS postanowiliśmy zostawić auto na parkingu wskazanym przez organizatorów konwentu. Ogromny plac będący Targowiskiem Miejskim zapewniał mnóstwo miejsca dla każdego zmotoryzowanego uczestnika. Miejsc było aż nadto, co też było sporym plusem. Po bezpiecznym odstawieniu auta i około trzyminutowym spacerku dotarliśmy na miejsce i udaliśmy się bezpośrednio do punktu akredytacji po opaski.

Co po przyjeździe?

O ile o temacie przygotowań do konwentu wyczerpałem już temat w przypadku poprzedniego wpisu, warto doprecyzować kilka rzeczy związanych z tegoroczną edycją. Sam proces akredytacji obył się, jak co roku, bez problemu. Opaski można było uzyskać nie tylko podchodząc do dedykowanego stoiska, ale również przy samym wejściu do biblioteki, gdzie stał jeden z organizatorów/wolontariuszy, który również “opaskował” na bieżąco osoby, które mogły przeoczyć stanowisko akredytacyjne. Ja jako zwykły uczestnik otrzymałem zwykłą, papierową opaskę. Michał jako twórca programu poproszony był, żeby zamiast tego udać się do Punktu Informacji, który w tym roku znajdował się w sali znajdującej się od razu po lewej stronie od wejścia do biblioteki. Na Michała czekał faktyczny identyfikator na smyczy.

Pierwszą rzeczą, która mnie zdziwiła był fakt, że punkt informacyjny został w tym roku przeniesiony z punktu akredytacyjnego znajdującego się tuż przy wejściu do biblioteki do sali, która dotychczas służyła jako jedna z sal prelekcyjnych. Mam co do tej zmiany bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony organizatorzy uniknęli problemu ewentualnego sztucznego tłoku na stoisku akredytacyjnym, z drugiej mogło powodować zakłopotanie u uczestników. Na samym stoisku akredytacyjnym można było również wziąć wydrukowany plan konwentu, co dodatkowo mogło wywołać wrażenie, że właśnie to jest miejsce, gdzie uczestnicy znajdą wszystkie informacje, jakich szukają.

Większym problemem jednak był sam wystrój punktu informacyjnego. Ten znajdował się w sali oddzielonej od reszty biblioteki szklanymi oknami oraz drzwiami. O ile ta byłaby całkiem nieźle widoczna, nie pomógł tutaj fakt zbyt dużej ilości ozdób nawiązujących do motywu przewodniego tegorocznej edycji RawiKonu. W praktyce punkt informacji dało się bardzo łatwo przeoczyć z powodu za dużej ilości kartek stylizowanych na listy gończe poprzyklejanych do okien i drzwi punktu informacyjnego. Można było to rozwiązać na dwa sposoby: albo zmniejszając ilość ozdobników mniej więcej o połowę (kartka z napisem “Punkt informacji” była trudna do zauważenia przez nadmierną ilość plakatów wokół), albo o wiele wyraźniej oznaczając punkt informacji np. dodatkową tabliczką.

Jeśli jednak pominiemy ten fakt, sam wystrój biblioteki w tym roku był niewiarygodnie klimatyczny. Ponieważ motywem przewodnim tegorocznej edycji RawiKonu był motyw grozy i horroru, praktycznie cały budynek był stworzony w takiej właśnie stylistyce. Ściany ze śladami krwi, czaszki, wiszące gdzieniegdzie atrapy ostrych narzędzi, pajęczyny, ogromne pająki, taśmy oddzielające miejsca zbrodni — taki właśnie motyw dominował w bibliotece. Było czuć tutaj ogrom włożonej pracy w stworzenie odpowiedniego nastroju. Mało tego! Ozdobniki tego typu można było znaleźć nie tylko na korytarzach, ale również, chociażby, w salach prelekcyjnych czy pomniejszych pomieszczeniach. Powiem szczerze, że nigdy nie byłem na konwencie, który przykładał tak ogromną wagę do stylistyki. Efekt był doskonały!

Na tym etapie nie zabawiliśmy jednak w bibliotece zbyt długo. Postanowiliśmy rozejrzeć się również i po okolicy.

Rozłożenie konwentu

Jak co roku, RawiKon składał się z kilku stref. W budynku biblioteki znaleźć mogliśmy sale prelekcyjne i warsztatowe, salki do RPG, strefę gier retro, strefę LEGO oraz wyżej wspomniany punkt informacji. Tuż przed budynkiem biblioteki znajdował się duży plac pełniący funkcję strefy plenerowej (organizatorzy nazwali ją “areną”) z wioskami fanowskimi oraz sceną, na której odbywały się większe konkursy, koncerty oraz tradycyjne kino plenerowe. Obok można było znaleźć niewielką strefę gastronomiczną z food truckami, a nieco dalej ogromną strefę wystawców zajmującą cały parking pod biblioteką. Kawałek dalej, tak samo jak rok temu, znajdował się Dom Kultury będący jednym wielkim planszówkowo-bitewniakowym games roomem z opcją wypożyczania planszówek.

Cieszy mnie to, że organizatorzy postanowili zachować mniej więcej taki sam układ stref jak rok temu. Osoby, które na RawiKonie były w tamtym roku bez problemu mogły się odnaleźć, co gdzie się znajduje. Widać było również poprawę jeśli chodzi o oznaczenie drogi do Domu Kultury. Chociaż sama mapka dalej nie pokazywała dokładnej skali oraz odległości takowego od terenu biblioteki, w tym roku wystarczyło iść za flagami RawiKonu wiszącymi wzdłuż ulicy. Bardzo dobry pomysł!

Jedynym odrobinę śmiesznym problemem ponownie było pewne jedno stoisko będące zauważalnie poza terenem konwentu. W tym roku było to stoisko UAMu, które znajdowało się odrobinę poza terenem RawiKonu. O ile nie było mocno daleko, to jednak był trudny do odnalezienia przez osoby, które nie sprawdziłyby mapki (pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że JEDYNIE osoby, które sprawdzały dokładnie mapę, wiedziały o jego istnieniu). Były to bardzo niepozornie wyglądające namioty przy budynku naprzeciwko kościoła. O ile były widoczne zarówno ze strefy plenerowej jak i z tarasu w bibliotece, tak praktyczny brak wyraźnych oznaczeń tych namiotów oraz ułożenie ich z dala od spodziewanego terenu konwentu sprawił, że mało kto wiedział o jego istnieniu. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca jeśli chodzi o strefy.

Ponownie też podtrzymuję mój feedback z zeszłego roku, że plac pod Domem Kultury byłby niezłym naturalnym przedłużeniem konwentu o dodatkowe strefy. Warto o tym pomyśleć za kilka edycji, kiedy wystąpi konieczność dalszego skalowania wydarzenia pod kątem większej ilości ludzi.

Przeszliśmy się po konwencie. Najwyższy czas był jeszcze raz zajrzeć do Konwencika i ustalić plan działania.

Program konwentu

W przypadku każdego konwentu program (poza samym uczestnikami) będzie najważniejszą rzeczą. W przypadku konwentów nieco mniejszych to ten będzie decydował o tym, czy na danym wydarzeniu będzie cokolwiek do roboty poza socjalizacją. W przypadku RawiKonu tak jak na większości konwentów plan był rozbity na kilka części.

Na potrzeby programu, RawiKon dysponował sceną, trzema salkami prelekcyjnymi (zwanymi w programie Salami Spotkań), dwie sale warsztatowe oraz sześć niewielkich pokoików na potrzeby sesji RPG. Były też dwie sale dedykowane atrakcjom stałym, czyli strefa LEGO oraz strefa gier retro.

Scena oraz strefa plenerowa

Na atrakcję “areny” składało się kilka rzeczy: stałe wioski fanowskie, które oferowały własne atrakcje przez cały czas trwania konwentu, oraz wydarzenia dziejące się w okolicy sceny. W przypadku RawiKonu mowa tutaj o różnego rodzaju “umilaczach”, które chociaż nie znajdują się na listach większości osób, to jednak robią wystarczająco dużo hałasu, żeby było przyjemniej na konwencie. A to Q&A, a to pokazy cosplay, a to rozstrzygnięcia różnych konkursów. Przyjemne punkty programu, które jednak są zaledwie przystawką do głównego mięsa w postaci wieczornych koncertów oraz kina plenerowego.

Nie mam się tutaj w zasadzie do niczego przyczepić. Koncerty przyjemne, kino plenerowe też tak samo klimatyczne jak co roku. Zero problemów technicznych w trakcie. Szóstka z plusem w skali szkolnej.

Prelekcje

Będąc na mniejszych konwentach o ile nie jesteście zainteresowani w większości zakupami lub socjalem, warto chodzić na prelekcje. RawiKon tutaj nie jest wcale wyjątkiem. Mieliśmy prelekcje podzielone na kilka mniejszych bloków tematycznych. Lista takowych bloków przedstawia się następująco: mangi i anime, gry wideo, popkultura, nauka, literatura oraz filmy i seriale. Mając do dyspozycji aż sześć bloków (nie licząc tych, które miały dedykowane miejsca) oraz trzy sale prelekcyjne, organizatorzy postarali się, żeby w danym przedziale czasowym nie było dwóch prelekcji w danym bloku tematycznym nachodzących na siebie. W praktyce było więc w czym przebierać. Prelekcji było sporo i rzeczywiście w moim osobistym planie miałem tylko jedną sytuację, w której miałem dylemat, na który punkt programu iść.

Ostatecznie zdecydowałem się na dwie prelekcje z bloku mangi i anime prowadzone przez Anitorię w niedzielę i... byłem bardzo zadowolony. Serdecznie polecam prelegentkę! W sobotę z powodu natłoku różnych rzeczy, nie zdecydowałem się na żadną konkretną prelekcję. Większość była na mojej liście “może, ale nie mam parcia”.

Mam tutaj kilka przemyśleń co do samej filozofii prelekcji na RawiKonie. Na podstawie ułożenia programu widzę w tym konwencie tendencję do bycia imprezy bardzo, bardzo multifandomowej. Brak dominującego bloku programowego, tylko strategia “wszystkiego po trochu”. W każdym bloku można było znaleźć mniej więcej po trzy, góra cztery prelekcje, i ani więcej. Jest to na pewno ciekawy pomysł, z czego wiąże się z nim zagrożenie: nierówne rozłożenie konkretnych bloków w czasie. Doskonałym przykładem jest tutaj blok mangi i anime, w którym niemal wszystkie prelekcje odbywały się w niedzielę, za wyjątkiem jednej w sobotę rano (pomijam fakt, że ta miała tytuł, który średnio wskazywał na anime). Z powodu takiego rozstrzału oraz faktu, że pozostałe prelekcje były dla mnie w różnym stopniu interesujące, sobotę miałem w większości wolną.

Jest to jednak tylko i wyłącznie osobista opinia. Nie mam tutaj w zasadzie żadnego zarzutu do organizatorów. Ta filozofia ma swoje plusy, z czego obawiam się, że w pewnym momencie RawiKon będzie musiał się ustosunkować, z jakiego bloku prelekcje mają jednak wyższy priorytet. Kalendarz konwentowy z roku na rok jest ciaśniejszy, a ludzie mogą brać pod uwagę to, na jakiej imprezie odbywającej się w tym samym lub zbliżonym okresie będzie więcej punktów programu zbliżonych do ich własnych preferencji.

Warsztaty

O ile nie brałem udziału w samych warsztatach, według informacji które zebrałem od organizatorów, jak również Michała, który sam takowy prowadził, sale warsztatowe były wypełnione po brzegi. Twórcy RawiKonu słusznie przewidywali, że na Warsztaty będą musiały obowiązywać zapisy, i nie przeliczyli się. Warto, żeby RawiKon kontynuował ten trend w przyszłości. W przypadku warsztatów na trzy godziny, warto jednak też przypomnieć twórcom i uczestnikom warsztatów, by zrobili przerwę.

Sesje RPG

Jak rok temu, Biblioteka przewidziała aż sześć małych salek przeznaczonych dla mistrzów gry oraz ich sesje RPG. Według moich informacji tutaj również ludzie tłumnie się zapisywali, i o ile rok temu bywało na niektórych sesjach kilka miejsc dla osób, które chciały dołączyć do gry z marszu. Sama oferta była jednak różnorodna, więc nie ma na co narzekać.

O ile na sesji żadnej nie byłem na tej edycji RawiKonu, to jednak doceniam, że znalazło się w programie (oraz bibliotece) sporo miejsca na takowe.

Strefa LEGO

W ramach gry konwentowej zawitaliśmy również do czynnej przez cały czas trwania RawiKonu strefy LEGO. Była to jedna stosunkowo sporawa salka, która była swego rodzaju piaskownicą (w sensie metaforycznym!) dla osób, które chciałyby zabić czas w twórczy sposób. Wybór klocków był na tyle ogromny, że jedynym ogranicznikiem była tylko nasza wyobraźnia... albo czas. Bardzo przyjemna strefa. Moją jedyną sugestią na przyszły rok jest żeby pomyśleć nad udostępnieniem jej twórcom większej sali. Był moment, w którym chętnych do układania klocków było na tyle sporo, że część musiała czekać na swoją kolej za drzwiami z powodu za dużego zatłoczenia na salce.

Strefa gier retro

Nieodłącznym elementem każdego już konwentu jest strefa z retrokonsolkami. W tym roku za strefę odpowiadała grupa PressResetFest, która udostępniła uczestnikom konwentu kilka klasycznych sprzętów. Sama strefa była w porządku, z czego odnoszę wrażenie, że z roku na rok sytuacja z turniejami jest gorsza. Przez cały RawiKon odbyły się tylko dwa turnieje: w Tekkena 3 o 14.00 w sobotę, oraz w klasycznego Pinga o 14.00 w niedzielę. Preferowałbym, żeby strefy retro organizowały nieco więcej turniejów. W przypadku stref retro mniej wcale nie oznacza więcej.

Planszówkowy games room

Podobnie jak w zeszłym roku, na potrzeby planszówkowego games roomu oddano do dyspozycji uczestników niemal cały Dom Kultury z ogromną salą na regularne rozgrywki, oraz sceną na rozgrywki turniejowe. Sam games room był nieźle zaopatrzony w gry i widać było, że prowadzi go grupka zapaleńców, którzy wiedzieli, co komu doradzić.

Sam postanowiłem spróbować swoich sił w turnieju w Ślimaki, i mimo druzgocącej porażki w półfinałach bardzo fajnie było pograć. Miłą niespodzianką była również możliwość poznania twórcy tej planszówki osobiście. Bardzo dziękuję jeszcze raz organizatorom za fajnie przeprowadzony turniej, jak również za całokształt strefy!

Tylko proszę, zrezygnujcie z zapisów przez Facebooka.

Co nieco o wystawcach

Konwenty to wciąż w sporej mierze zakupy. RawiKon nie był tutaj wcale wyjątkiem. Stoisk było na tyle mnóstwo, że każdy mógł w czymś wybierać. O ile zdecydowanie najwięcej było artystów sprzedających breloczki, naklejki czy piny, to znalazło się też całkiem sporo wystawców sprzedających mangi, gry, konsole czy druki 3D. Byli też pomniejsi pisarze, jak również stoisko Black Monk z podręcznikami do RPGów.

Mam drobne zastrzeżenie co do samej komunikacji, kto w danym roku będzie się wystawiał. Ogłoszenie zostało wystawione stosunkowo późno, tylko na określonych kanałach (szerzej o tym problemie wspomnę później) i w zasadzie poza samą nazwą stoiska niewiele było o stoisku wiadomo. Żadnego opisu, mapki gdzie dany wystawca będzie się znajdować. Nic. I o ile wiem, że w sytuacji, w której wystawcy zaklepują sobie miejsca na strefie na zasadzie “kto pierwszy, ten lepszy” trudno jest określić, gdzie jakie stoisko będzie się znajdowało, to jednak ułatwiłoby to mocno poszukiwania konkretnych stoisk. W tym roku nie było to jeszcze aż tak dużym problemem, ale z czasem może wystąpić konieczność, by poprawić działanie tej strefy.

Na plus doceniam, że w tym roku nie było stoisk-zapychaczy pokroju sprzedawcy generycznych chińskich zabawek. Każde stoisko rzeczywiście oferowało wysoki poziom godny każdego konwentu.

Według moich rozmów z wystawcami, największym problemem dla sporej części z nich były miejscami dziurawe namioty, które w połączeniu z dość intensywnym deszczem doprowadziły do zniszczeń w ich towarach. O ile część wystawców dostała nowe i szczelne namioty, widać było, że nie wszystkie stoiska były odpowiednio przystosowane do pogody. Mając na uwadze fakt, że przy poprzednich edycjach wielu wystawców narzekało na zniszczenia wynikające z obecnie już wyremontowanego parkingu pokrytego czarnym piaskiem, możliwa jest ponowna sytuacja, w której posiadacze stoisk będą przestrzegali przed imprezą na swoich grupach. W tamtym roku efektem takich działań było to, że na zeszłorocznym Rawikonie pojawiło się zaledwie jedno stoisko z książkami, które przynajmniej nie mogło narzekać na kiepskie obroty. O ile nie ma konwentów bez fakapów, warto jednak zapobiegać, niż leczyć.

Jedna z wystawczyń po kolei wylicza: zalane stoiska oraz ogromne straty w uszkodzeniach towaru, organizacja “chowająca głowę w piasek”, chaos komunikacyjny, fatalne zabezpieczenie gniazdek/kabli w trakcie burzy (odsłonięte, skręcone kable), brak osłony namiotów z tyłu (konieczna była awantura, żeby zostały na upartego doklejone).

Jeśli jednak pominiemy kwestię deszczu i wyżej wspomnianych niedociągnięć, strefa wystawców okazała się niezłym sukcesem pod kątem frekwencji. Przez dużą część po i wokół strefy kręciły się tłumy ludzi oddających się konwentowemu kapitalizmowi.

Pod kątem samych tegorocznych zakupów, RawiKon zadziałał dużo mocniej na mój portfel niż Pyrkon. W trakcie konwentu zaopatrzyłem się w mnóstwo breloczków i naklejek z Umamusume, jak również zakupionym w całkiem niezłej cenie Nintendo 64. Niestety bez gier. Jestem szczęśliwy, wbrew temu, co mówi mój portfel.

Aktualizacja: dodany został komentarz na podstawie wypowiedzi jednej z wystawczyń, która podzieliła się opinią na grupie fanów Umamusume.

Atmosfera konwentu

RawiKon zawsze kojarzył mi się z wydarzeniem o bardzo konkretnych proporcjach: w 60% wydarzenia rodzinnego, które jest spokojne i skrojone tak, żeby nie zaszokować mocno osób spoza fandomu, oraz 40% pełnokrwistego konwentu stworzonego, by zaspokoić nawet najbardziej zgłodniałych nerdozy piwniczaków. W tym roku tuż po samym wejściu na teren konwentu odnoszę wrażenie, że waga ta zaczyna się przechylać w drugą stronę. Zdecydowanie dużo więcej cosplayerów, młodych osób w nerd koszulkach, mówienia sobie na “Ty” (chociaż tutaj jeszcze musi się to poprawić). Trudno mówić tutaj o pełnej atmosferze stuprocentowego konwentu, ale jest już dużo, dużo lepiej. O ile o RawiKonie nie rozmawia się jeszcze tak mocno jak o pozostałych konwentach o podobnym rozmiarze, widzę tutaj ogromny postęp. Czyżby biblioteka dawała więcej i więcej wolnej ręki liderom różnych stref? Pewnie się o tym nie dowiem, ale jedno jest pewne: jestem bardzo ciekawy rozwoju tego konwentu.

Może też doczekamy się pełnoprawnego “Pochodu Krzesła” na modłę “Marszu Ananasa” na Pyrkonie? Wszystko to na część bohaterskiego krzesła dzielnie pilnującego, aby żaden konwentowicz nie potknął się o opuszczony słupek na chodniku.

Kilka innych przemyśleń

Noclegi

Sporym zaskoczeniem dla mnie było, że szczególnie problematyczną kwestią w trakcie trwania RawiKonu będzie kwestia znalezienia noclegu. O ile na konwencie oddano do dyspozycji uczestników aż dwa sleeproomy w dwóch różnych szkołach, tak miejsca do spania rozeszły się w bardzo krótkim czasie, a cała reszta uczestników musiała szukać noclegu w innych miejscach. My sami nie załapawszy się na sleeproom musieliśmy się zadowolić pensjonatem w oddalonym od Rawicza o około 20 km Radziądzu.

O ile rozumiem, że oferta noclegowa Rawicza jest stosunkowo ograniczona, problem z brakami noclegów będzie się pogarszał wraz z każdą kolejną edycją, która będzie przyciągała jeszcze więcej uczestników. Warto, żeby organizatorzy już wcześniej zaczęli szukać możliwości noclegu dla zdecydowanie większej ilości konwentowiczów. Może więcej sal w szkołach? Wynajęcie pól kempingowych (o ile takowe są w okolicach Rawicza)?

Opaski na rękę

Co roku na RawiKonie oferowana jest limitowana ilość porządnych opasek materiałowych dla pierwszych gości konwentu. Według informacji, które uzyskaliśmy, takowych opasek było w tym roku około 200. Ponieważ jest to bardzo fajna pamiątka, chciałbym, żeby organizatorzy konwentu w przyszłości pomyśleli albo nad większą ich ilością, albo dodali opcje alternatywne na uzyskanie takich bądź podobnych opasek (np. opcja kupienia limitowanej ilości takich opasek w sklepiku konwentowym).

Kwestia pomocników

Miło mi było widzieć, że uwzględniono jedną z moich opinii odnośnie osobnych koszulek dla wolontariuszy. Każdy wolontariusz na służbie miał nie tylko dużą smycz, ale również koszulkę w kolorze brązowym w nawiązaniu do tegorocznej tematyki konwentu. Był to zdecydowanie duży krok do przodu i w końcu widać było dokładnie, ilu jest wolontariuszy.

Wspólnie z Michałem doszliśmy również do konkluzji, że pomocnicy na RawiKonie zasługują na własną, unikalną nazwę. Większość dużych konwentów nazywa pomocników “gżdaczami” (co przyjęło się w fandomie jednomyślnie, plus jest na tyle elastyczne, że możliwe jest utworzenie z tego słowa nawet czasownika) w nawiązaniu do pomocnych duszków z książki Bromba i inni Macieja Wojtyszki. Nasza propozycja: “miśki” (bo jak Rawicz, to niedźwiedź) albo “dźwiadki” (no bo jak niedźwiadki, to zamiast tego dźwiadki). Warte zastanowienia!

Strefy chillu

I w tym roku się nie zawiodłem. Stref było tyle samo, co zawsze, i nie było sytuacji, w której zabrakło nam miejsca do siedzenia. Doceniam też, że na tarasie montowanych jest więcej i więcej baldachimów, które skutecznie chroniły przed słońcem.

Kino plenerowe

Chociaż ponownie biblioteka nie pokusiła się o wypożyczalnie koców, w tym roku byłem przygotowany zgodnie z moją zapowiedzią z zeszłorocznej relacji. Sam film również był niezłym wyborem. Mocno obawiałem się, że organizatorzy postawią na czysty horror. Na szczęście się myliłem. Dobrze było sobie przypomnieć Rodzinę Addamsów, a tym bardziej zobaczyć ją na dużym ekranie!

Kwestia zbierania opinii na konwencie

Normalnie temat ten przeszedłby pewnie poza moim radarem, ale ponieważ to moi znajomi wolontariusze zostali wyznaczeni do tego zadania, nie mogłem się nie wypowiedzieć o tej kwestii. W trakcie trwania całego wydarzenia zostali wyznaczeni wolontariusze do jednego zadania: zachęcania ludzi do wypełniania ankiety na temat konwentu w jego trakcie oraz... na miejscu, na prywatnych telefonach wolontariuszy.

Mam z tym podejściem kilka problemów. Po pierwsze: na konwentach wciąż istnieje niezerowe ryzyko kradzieży, a tutaj ofiarą takowej mógł paść telefon wolontariusza. Pominę tutaj oczywiście pytania, czy ubezpieczenie wolontariusza przez organizatora pokryłoby właśnie taką kradzież. Po drugie: tak zbierane ankiety będą mało efektywne. Kwestionariusz nie dość, że był bardzo długi (na około 10-15 minut przy dłuższym feedbacku), to jeszcze zawierał pytania otwarte i wyglądał na ankietę bardziej pokonwentową. Odpowiedzi były zbierane przez cały czas trwania konwentu, nawet w sobotę popołudniu.

Ostatecznie zaproponowaliśmy wolontariuszom, żeby dawali link do ankiety w formie kodu QR do zeskanowania i wypełnienia później, z czego w kwestii zbierania opinii widzę bardzo dużo problemów: narażanie wolontariuszy na ryzyko kradzieży (Biblioteka powinna zapewnić wolontariuszy w biblioteczne urządzenia do tego celu, albo powinna oferować komputery w punkcie informacyjnym, gdzie wolontariusze mogliby skierować zainteresowanych), kiepski timing (zbieranie opinii o całym konwencie po upłynięciu zaledwie ¼ konwentu, kiedy jeszcze fakapy mogą się pojawić), zbyt długie ankiety z otwartymi pytaniami (stoisz w środku strefy wystawców z telefonem w ręce i piszesz ogromnymi palcami po małym ekranie odpowiedzi na skomplikowane pytania — miłej zabawy) oraz marnotrawstwo zasobów wolontariackich (wolontariusze mogli być oddelegowani do zajęcia bardziej priorytetowego).

Niska frekwencja na spotkaniu z Beatą Jewiarz

Ponieważ ja w tym czasie byłem w trakcie turnieju, opinia ta pochodzi od Michała. Kiedy przedyskutowywaliśmy RawiKon wspominał, że zasmucił go mocno fakt, że spotkanie z Beatą Jewiarz, pomimo sporej reklamy, miał zaskakująco małe zainteresowanie. Wszystko to pomimo dość głośnej promocji, że na RawiKonie pojawi się aktorka głosowa dająca głos Yennefer w Wiedźminie 3.

O ile mogło na to mieć wpływ wiele czynników, jest to wciąż zastanawiające wobec ogromnego kultu wokół Wiedźmina 3 i wszystkiego, co z tym związane. O ile nie mam tutaj konkretnych dowodów, może warto po wydarzeniu przeanalizować, czy na pewno promocja niektórych wydarzeń była wystarczająca.

Ogromne rozwarstwienie kanałów społecznościowych

Wiąże się to w pewnym sensie z poprzednim punktem: kanały społecznościowe RawiKonu są niewiarygodnie niejednolite. Konwent dostępny jest na aż czterech (w zasadzie to trzech i pół) kanałach: stronie konwentu, Facebooku i Instagramie. Mamy też Discord, który jest szczególnym przypadkiem, ponieważ działa, jest prowadzony w większości przez jednego organizatora, ale na stronie głównej próżno szukać o nim informacji.

Mam tutaj dwa apele do organizatorów RawiKonu: odświeżenie strony, żeby zawierała również aktualności (pod kwestią samych informacji nie jest najgorzej w porównaniu ze stronami innych konwentów) oraz traktowanie wszystkich czterech platform na równi pod względem newsów. Rozumiem tutaj, że każda platforma rządzi się nieco innymi prawami, z czego z powodu skupienia się głównie na Facebooku i Instagramie, na pozostałych mediach konwentu występuje dziura w komunikacji, a co za tym idzie jest tutaj delikatne zjawisko dyskryminacji cyfrowej społeczności. O ile Karpiu robi cudowną robotę jeśli chodzi o Discorda i w żadnym momencie nie czułem, żeby moje pytania pozostawały bez odpowiedzi, nie ukrywam, że jest tu spore pole do popisu. Były próby używania “mostków” (z angielskiego “bridges”) postów z Facebooka na Discordzie, z czego każda osoba siedząca w środowisku otwartego oprogramowania wie, że bridge'owanie czegokolwiek z/na platformy Meta jest trudne, bardzo niestabilne i na ogół niewarte świeczki. Same publiczne boty na Discordzie, które to robią, często też się zapychają z powodu dużej ilości zapytań. Warto postawić sobie za cel poprawę tego stanu rzeczy.

Podsumowanie

Oto mamy RawiKon 2026. Konwent stosunkowo niewielki. Niepozbawiony wad, a jednak doskonały w swojej niedoskonałości. Wydarzenie tworzone z sercem i miłością do konwentów.

Nie ma co ukrywać: bawiłem się na imprezie doskonale. RawiKon z roku na rok poprawia więcej i więcej niedoskonałości, a jednocześnie stara się trzymać swojej wizji fajnego i stosunkowo rodzinnego wydarzenia w niewielkim mieście w zachodniej Wielkopolsce. Polecałem konwent dwa lata temu, polecałem rok temu, i w tym roku bardzo serdecznie wydarzenie polecam. I największa grrroza, która odczułem, to ta, że na kolejną edycję przyjdzie mi poczekać aż rok.

Bardzo serdecznie dziękuję Michałowi, Natalii, Kindze oraz Jankowi za dotrzymanie mi towarzystwa przez większość mojego pobytu na RawiKonie. Dziękuję również wszystkim organizatorom oraz wolontariuszom, którzy w pocie czoła tworzyli ten konwent. Jesteście absolutnie cudownymi osobami, i wielkim zaszczytem było poznać wielu z Was na żywo. Dziękuję też za dużo fajnego feedbacku od niektórych organizatorów co do moich poprzednich wpisów o RawiKonie.

Do zobaczenia na kolejnej edycji RawiKonu 3-4 lipca 2027 roku!


O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0. Ikona licencji