Fantasy & Magic Con 2026 – komentarz
Jeśli śledzicie mojego bloga albo znacie mnie od dawna, to wiecie, że poza starymi i sprawdzonymi konwentami lubię też raz na jakiś czas sprawdzić nowe konwenty, które w danym roku debiutują. Z kilku dość ważnych względów moją uwagę przykuł Fantasy & Magic Con (w skrócie FMC), który odbył się 11-12 lipca na torze wyścigowym w Służewcu w Warszawie. I chociaż Warszawa na ogół znajduje się odrobinę poza moim konwentowym zasięgiem, postanowiłem sprawdzić, jak mieszkańcy stolicy spisali się z wydarzeniem.
Ponieważ podróż do Warszawy wiąże się z jazdą około 3 godziny w jedną stronę samochodem, a nie miałem możliwości pobytu na konwencie w obu dniach, postanowiłem jechać na wydarzenie tylko na jeden dzień (sobotę) w charakterze uczestnika, ze zwykłym, jednodniowym biletem. Wyjechałem z Kalisza wcześniej rano, żeby dotrzeć na teren wydarzenia około godziny 11.00, czyli w momencie rozpoczęcia wydarzenia dla zwykłych uczestników. Dojechaliśmy zaledwie delikatnie spóźnieni, bo zaledwie o 10 minut. Po bezproblemowym zaparkowaniu samochodu tuż pod torem wyścigowym udaliśmy się z Michałem do akredytacji.
Co po przyjeździe?
Mając wcześniej zakupiony bilet, konieczna była jego wymiana na opaskę uprawniającą do wejścia na teren wydarzenia. Pierwszym zaskoczeniem dla nas była niewiarygodnie długa kolejka tuż przed wejściem na teren wydarzenia. O ile posuwała się ona stosunkowo żwawo, czekało nas nieco ponad godzinę czekania, aż nasze bilety zostaną wymienione na opaski. Akredytacja odbywała się przy wejściu i była obsługiwana przez zaledwie cztery(!) osoby. W trakcie oczekiwań dowiedzieliśmy się również, że ta sama kolejka obowiązywała też dla osób, które biletu w przedsprzedaży nie kupiły, i chciały podejść do kasy, by takowe zakupić na miejscu. Jedyne działania mające na celu “odciążenie” kolejki to okazjonalne wizyty jednego z organizatorów, by sprawdzić, czy w kolejce nie ma osób z zakupionym pakietem early access, pozwalającym wejść na teren konwentu wcześniej. My jako nieszczęśliwcy mający zwykły bilet musieliśmy odczekać swoje.
Wszystko na to wskazywało, że organizatorzy nie przeanalizowali przypadku Pyrkonu, który od lat stopniowo podwajał i potrajał ilość wolontariuszy na akredytacjach celem jak najszybszego zredukowania tłumów. O godzinie 11, czyli w godzinie szczytowej, powinno być co najmniej 8 (o ile nie 12) stanowisk do wydawania opasek uczestnikom, oraz powinna być ustawiona osobna kolejka dla osób chcących zakupić bilet na miejscu. Dochodziły nas też opowieści od późniejszych uczestników o przypadkach tworzenia się dwóch kolejek, wpychania się osób do takowych, jak również bierność organizatorów zajmujących się procesem akredytacji wobec tego typu działań.
Mimo to niezrażeni odczekaliśmy swoje, otrzymaliśmy opaski i osobnym wejściem weszliśmy na teren wydarzenia. Tuż po wejściu przywitał nas dość obszerny budynek, który był dla nas centrum całego konwentu. Parter budynku był jedną wielką halą wystawców, natomiast znajdująca się na piętrze antresola była przeznaczona na pomniejsze strefy, np. gry retro, mini games room planszówkowy, czy strefę e-sportową. Chociaż te były stosunkowo ciasne, to jednak poza sytuacją, w której uczestnicy starali się uciec przed deszczem, nie można tam było narzekać na tłumy. Z wyżej wspomnianych balkonów można było wyjść prosto na trybuny, z których rozchodził się widok na cały tor wyścigowy, jak również na stojącą tuż przed trybunami scenę główną. Sam tor dla mnie jako osoby, która na Służewcu nigdy nie była, wywołał ogromne wrażenie. Ośmielę się wręcz stwierdzić, że to właśnie lokalizacja była najmocniejszą stroną FMC.
Ale na podziwianie toru miał jeszcze przyjść czas. Tak jak na każdym konwencie, postanowiliśmy się odrobinę rozejrzeć po wydarzeniu.
Rozłożenie konwentu
Na potrzeby Fantasy & Magic Con'u na torze w Służewcu wydzielono kilka stref. Poza wyżej wspomnianą Główną Halą (głównymi trybunami), po prawej stronie od toru znajdowała się Trybuna Honorowa pełniąca głównie miejsce sali z autografami. O ile plan wskazuje, że były tam inne atrakcje, nie byłem w stanie tego zweryfikować z powodu odstraszająco dużych kolejek do autografów oraz braku informacji odnośnie punktów programu. O tym problemie jednak powiem szerzej w dalszej części wpisu.
Kierując się w lewo wzdłuż toru można było znaleźć sporawą część gastronomiczną z food truckami, jak również strefę juggera oraz laser taga. Na mniej więcej podobnej wysokości w oddali znajdowały się jeszcze dwie strefy: niewielka wioska Umamusume oraz duży namiot z kilkoma dodatkowymi strefami społecznościowymi, o których wspomnę później. Sam teren nie był jednak spory, i na ogół przejście od jednego końca placu na drugi zajmowało około pięciu minut.
Pod kątem poruszania się po konwencie, największym problemem były niewiarygodne braki w informacji. Tutaj mogę wyliczać sporo: brak drukowanych informatorów do wzięcia, brak dużej mapki konwentu (ta pojawiła się dopiero później w punkcie informacji, a pod kątem czytelności też pozostawiała sporo do życzenia), brak mapki w Konwenciku w trakcie samego wydarzenia. Same punkty programu w Konwenciku też bardzo często zawierały bardzo niejednoznaczne nazwy stref czy sal, w których dana atrakcja się odbywała. Innymi słowy, po konwencie poruszaliśmy się w większości na ślepo. O ile mapkę mieliśmy, to jednak uzyskaliśmy ją od znajomych na Discordzie. Na samej stronie internetowej wydarzenia dotąd nie mogłem jej znaleźć.
Kolejnym niuansem było to, że mapka Głównej Hali była odwrócona do góry nogami względem planu całego konwentu, przez co jeszcze trudniej było zorientować się w samej strefie wystawców. Warto w przyszłości popracować nad większą jednolitością mapek pod tym kątem.
Program konwentu
Patrząc czysto na program imprezy, Fantasy & Magic Con był imprezą, która skupiała się w większości na spotkaniach ze sławnymi osobistościami ze świata fantastyki i popkultury. Patrząc na oferty biletów oraz sam program widać, że właśnie taki był główny cel powstania FMC. Wszystkie inne atrakcje zdawały się zaledwie dopełnieniem, które miało zaledwie wywołać iluzję konwentu “od fanów dla fanów”.
Nie oznacza to jednak, że były to jedyne rzeczy, które FMC oferował. Warto porozmawiać trochę o sekcjach, które sam odwiedziłem.
Atrakcje Głównej Hali oraz strefa wystawców
Główna Hala na Fantasy & Magic Con'ie była miejscem, w którym upchnięto zdecydowanie najwięcej atrakcji konwentu. Najwięcej miejsca przypadło strefie wystawców. Ci byli w większości mniejszymi artystami oferującymi piny, naklejki oraz różnego rodzaju printy czy breloczki. Dało się również znaleźć pojedynczych wystawców z komiksami czy mangami, z czego ci należeli do mniejszości.
Tuż obok wystawców można było znaleźć również kilka wiosek stworzonych typowo do zrobienia zdjęć. Była to między innymi: strefa Minecrafta, Wiedźmiński Kasztel, wioska drowów (stoisko znane najbardziej z Pyrkonu) czy strefa Gwiezdnych Wojen.
Idąc dalej w stronę właściwego toru wyścigowego, można było natrafić na nieco ukryte niewielkie stoiska cosplayerów, u których również istniała możliwość kupienia ich własnego, osobistego merchu (np. zdjęć).
Ku naszemu zaskoczeniu, całkiem spora część atrakcji znajdowała się również na antresoli. Tutaj dostępne były strefy planszówkowe, gry retro, strefy z komputerami gamingowymi, konsolami, część turniejowa oraz niewielki pokoik RPGowy.
Całą strefę podsumowałbym słowem “ścisk”. O ile strefa wystawców jako miejsce przynoszące faktyczne zyski dostała najwięcej miejsca, pomniejsze strefy wydawały się poupychane w różnych zakamarkach budynku. W praktyce nie dowiedzielibyśmy się o ich istnieniu, gdyby ulewa nie zmusiła nas do ucieczki do budynku i przeniesienia meeta na najwyższe piętro hali. Strefy na górnych partiach budynku były nieco klaustrofobiczne i w mojej opinii konwent wyszedłby o wiele lepiej, gdyby te sekcje przeniósł do namiotów na zewnątrz, a antresolę zamienił bardziej na kolejną strefę chillu. Niemniej jednak cały czas widać było we wszystkich tych strefach ludzi, a wystawcy nie narzekali na kiepską sprzedaż. Co jak co, nie wyszło źle.
Ogromne brawa należą się też artystom, którzy postanowili zorganizować stamp rally. Mój portfel poraniony jeszcze po RawiKonie dalej krwawi, ale jednak dobrze było zaopatrzyć się w sporo cudownych naklejek, by otrzymać w zamian ozdobne, pamiątkowe karty.
Bieg Umamusume
Zdecydowanym crème de la crème Fantasy & MagicCon'u był zapowiadany głośno bieg Umamusume, w którym cosplayerzy przebrani za koniodziewczynki mieli ścigać się na faktycznym torze wyścigowym przeznaczonym dla koni. O ile atrakcja stała pod mocnym znakiem zapytania z powodu niepewnej pogody oraz dość sporej ulewy na kilka godzin przed wydarzeniem, to jednak bieg ostatecznie się odbył.
Jako dość aktywny członek fandomu Umamusume szczególnie mocno byłem zainteresowany tą atrakcją, na bieżąco sprawdzałem, jak wygląda sytuacja. Ponieważ konwent odbywający się na terenie faktycznego toru wyścigów konnych był naturalną Mekką dla fanów koniodziewczynek, zainteresowanie wydarzeniem było gigantyczne. Odbyły się w sumie cztery wyścigi na różnych dystansach (jasna sprawa mocno skróconych względem gry) i na każdym z nich dało się naliczyć co najmniej kilkanaście biegających osób. Same trybuny, jak również barierki otaczające tor były równie mocno oblegane przez ogromne tłumy oglądających.
Sam punkt programu był niewiarygodnym sukcesem, ale nie mogę nie wspomnieć o kilku problemach. Po pierwsze: ponowny brak informacji. Zanim bieg się odbył, bardzo trudno było znaleźć informacje, gdzie dokładnie odbywa się zbiórka na wyścig. Uczestnicy byli odsyłani od organizatora do punktu info, i od punktu info do organizatora.
Po drugie: opóźnienie. Bieg zaliczył około 20-30-minutowe opóźnienie. Było ono częściowo spowodowane kwestiami bezpieczeństwa i sprawdzeniem stanu toru po deszczu, ale poza tym, według moich ustaleń, były drobne problemy ze znalezieniem jego organizatora.
Tutaj ogromne podziękowania należą się ekipie tworzącej na konwencie wioskę Umamusume za poprowadzenie wyścigu oraz sporo damage controlu, jeśli chodzi o uspokajanie uczestników, jak również naszej ekipie ze Stajni Umamusume za wiercenie dziury w brzuchu organizatorom w sprawie pozyskania jakichkolwiek strzępków informacji odnośnie wyścigu.
Hala B i strefa Umamusume
Jeśli wyszlibyśmy z Głównej Hali na tor wyścigowy, skręcilibyśmy w lewo i kierowalibyśmy się cały czas prosto, mijając po lewej strefę gastronomiczną, doszlibyśmy do nieco niepozornych namiotów. Była to trzecia strefa na Fantasy & Magic Conie, a właściwie to... dwie strefy.
Zaczynając od tego większego namiotu, natrafilibyśmy na niewielką strefę oznaczoną jako Hala B, w której, według planu, była “community area” (obszar dla społeczności? Trudno mi to adekwatnie przetłumaczyć). Większość namiotu zajmowała wystawa figurek, jak również kilka stanowisk nawiązujących do różnych filmów czy seriali. Wszystkie tamtejsze stanowiska dostały całkiem sporo miejsca, więc jest to bardzo na plus.
Nie jestem jedynie do końca pewny, dlaczego część stoisk bardziej “społecznościowych” właśnie znajdowała się w tej części, a spora część innych w Głównej Hali. Czy wyszło to na plus dla tych stoisk, to już pozostawiam indywidualnej ocenie.
Drugą strefą w dużo mniejszym namiocie była strefa Umamusume z kilkoma mini-atrakcjami związanymi z grą. I o ile osoby zajmujące się strefą robiły przecudowną robotę, mam kilka problemów z samym miejscem, gdzie ta strefa się znajdowała. Pierwsza sprawa to, że wszystko było ściśnięte w bardzo małym namiocie, gdzie mogło się zmieścić ledwie kilka osób. Według rozmów z ekipą robiącą strefę pierwotne ustalenia zakładały, że będzie to o wiele większa strefa. Kolejnym problemem było samo wejście. Strefę Umamusume od głównej ścieżki odgradzał dość długi płot, który trzeba było albo niepotrzebnie obejść, albo przejść pod nim. O ile nie był to wielki problem, to jednak nie wyglądało to wcale zapraszająco zwłaszcza dla osób, które mogły mieć różnego rodzaju schorzenia, przez które nie byliby w stanie przejść przez ogrodzenie.
Na przyszłość widziałbym tego typu stoisko zdecydowanie bliżej Głównego Holu oraz z o wiele większą przestrzenią. I mówię tutaj nie tylko czysto jako fan Umamusume. Najbardziej wiralową atrakcją konwentu był właśnie bieg cosplayerów koniodziewczynek. Konwent dzieje się na faktycznym torze wyścigowym, który wizualnie wygląda jak prawie żywcem wyjęty z gry. Mamy tutaj wobec tego ogromny potencjał do stworzenia z wydarzenia głównego zlotu fanów tego uniwersum. Warto zainwestować w jak najwięcej atrakcji związanych z tym uniwersum. Mowa tutaj również, o ile nie przede wszystkim, o właściwej strefie.
Prelekcje
Ponieważ na ogół nie chodzę na prelekcje, kiedy jadę na zaledwie jeden dzień konwentu, nie odwiedziłem na konwencie żadnej z nich. Te według planu odbywały się w sali w budynku, w którym były również autografy. Poza niepotwierdzonymi przeze mnie informacjami od dwóch prelegentów, że na miejscu nie było dostępnego laptopa do wyświetlania prezentacji, nie mam zbyt wiele do powiedzenia odnośnie do tej konkretnej sekcji.
Atrakcje na scenie
Tuż przy torze znajdowała się niewielka scena, na której osoby zainteresowane wywiadami ze sławnymi osobami mogły posłuchać wielu niezłych ciekawostek. O ile dla mnie tego typu atrakcje to zawsze zapychacze, całość wyglądała na bardzo profesjonalną. O ile spora część wywiadów była w języku angielskim, ciekawym zabiegiem było promowanie specjalnej aplikacji, w której uczestnicy mogli na telefonie czytać tłumaczenie wywiadu na bieżąco.
Podziwiam też, że atrakcje na scenie działy się również w trakcie największych ulew. Wymagało to sporo poświęcenia. Macie mój szacunek za to!
Atmosfera konwentu
Pod kątem samej atmosfery konwentowej Fantasy & Magic Con nie był aż tak komercyjny, jak można było się spodziewać. Strefa wystawców nie odbiegała absolutnie niczym od przeciętnych stref wystawców na jakichkolwiek innych konwentach, wokół było mnóstwo cosplayerów, zapchana strefa gastro, odgłosy “kamieni” z rozgrywających się w pobliżu meczów w juggera. Był to zdecydowanie klimat porządnego konwentu.
Trudno mi tu ponownie nie wspomnieć, że tor wyścigów konnych w Służewcu zadecydował w największym stopniu o klimacie imprezy, i w moim odczuciu zmiana miejsca konwentu byłaby niewiarygodną stratą dla tego typu wydarzenia. Jestem zdecydowanie za tym, żeby impreza kontynuowana była jako Służewkon, albo chociaż żeby organizatorzy konwentu potwierdzili, że miejsce odbywania się konwentu pozostanie bez zmian.
Jedyną rzeczą, która wpływała odrobinę na atmosferę, była obecność bardzo dużej ilości ochrony. O ile patrole na konwentach to jest standard i każdy naturalnie przyjmuje konieczność zachowywania porządku, momentami obecność ochrony wywoływała u mnie niepewność, czy na pewno dana strefa była dozwolona dla uczestnika. Sama ochrona przy balustradzie przy torze sprawiała, że nie byłem pewny, czy nawet mogę się o nią oprzeć. Chociaż nie doznałem żadnej nieprzyjemności od ochrony w żadnym momencie konwentu, wciąż był to aspekt, co do którego nie byłem do końca przekonany.
Kilka innych przemyśleń
Chaos informacyjny
W tej sekcji chciałem rozwinąć nieco bardziej wspomnianą przeze mnie wcześniej kwestię informowania konwentowiczów o rzeczach. Niemal każdy uczestnik, z którym rozmawiałem, potwierdził moje słowa: Fantasy & Magic Con był jednym wielkim informacyjnym chaosem. W trakcie wydarzenia praktycznie nikt nie wiedział o niczym, a punkt informacji konwentowej był czysto wirtualny. Proste pytanie “gdzie odbywa się dany punkt programu?” kończyło się pustym wzrokiem pełnym niewiedzy. Plan konwentu dostępny był tylko i wyłącznie online. Dopiero mniej więcej w połowie wydarzenia w sobotę na punkcie info dostępna była mapka.
Poza oczywistymi problemami z nawigacją po strefie wystawców (co niewiarygodnie ironiczne najbardziej poratowała nas mapka, która znajdowała się z tyłu... kartki do stamp rally stworzonej przez wystawców), największym problemem było nazewnictwo miejsc, w których odbywały się atrakcje. Praktyczny przykład: miejsce oznaczone jako “Strefa plenerowa przed halą”. Czy chodziło o Meetup Zone? Jak tak, to o który z dwóch dostępnych? Dana atrakcja działa się w trakcie ulewy. Czy atrakcja była wobec tego przełożona gdzieś indziej? Jeśli tak, to gdzie? Prelekcje odbywały się w “Sferze 1”. Gdzie to jest?
Przyznam szczerze: nigdy nie widziałem większego chaosu oraz większej nie konsekwentności w nazewnictwie dostępnych stref. W połączeniu z brakiem planu przez większość dnia konwentu oraz maślanymi oczkami osób z punktu info, nawigacja po niektórych punktach programu była absolutnym koszmarem.
Problemy te można było rozwiązać na kilka sposobów. Najprostsze rozwiązanie: jedna strefa z ogromną mapą konwentu, tak jak robi to np. Pyrkon przy Iglicy. Nieco mniej proste, ale też pomocne rozwiązanie: rozdawanie drukowanego planu konwentu, albo chociaż szybsze wrzucenie planu wydarzenia na Konwencik. Konieczne jest również popracowanie nad tym, by wszystkie miejsca miały w miarę ujednolicone nazwy, albo chociaż ich tłumaczenia.
Kwestia early access i identyfikatorów
Kolejną sprawą ważną przedyskutowania była kwestia wejściówek. Na konwencie oferowano na dobrą sprawę dwa rodzaje biletów uprawniających do wstępu na imprezę: zwykły bilet (80 zł za sobotę, 65 zł za niedzielę, albo 130 zł na oba dni) oraz tzw. wstęp early access, czyli wejściówka ze wczesnym dostępem (możliwe było “ulepszenie” zwykłego biletu za 15 zł lub kupienie za jednym zamachem biletu dwudniowego early access za 150 zł). Bilet early access miał uprawniać do wcześniejszego wejścia na teren konwentu (o godzinie 9.00 zamiast 11.00) oraz w przypadku zakupu biletu na dwa dni oferował wliczoną w cenę pamiątkową koszulkę.
Mam tutaj kilka problemów co do uczciwości tego modelu. Osoby, które miały wejściówkę early access w praktyce płaciły odrobinę więcej tylko za możliwość niestania w kolejce. Czuć było przez to, że posiadacze zwykłych biletów byli traktowani bardzo mocno jako uczestnicy drugiej kategorii tylko dlatego, że kupili bilet taniej o 15 zł, albo nie kupili go wystarczająco szybko. W połączeniu ze wspomnianym przeze mnie wyżej fatalnym procesie akredytacyjnym było to zachowanie wręcz skandaliczne.
Sama koncepcja wcześniejszego wejścia na teren konwentu też nie jest dla mnie do końca zrozumiała. O ile ma to sporo sensu na targach, gdzie tego typu limitowany wstęp pomaga np. przedstawicielom mediów wykonywać swoje obowiązki bez ryzyka natrafienia na ogromny tłumy uczestników, tak na konwencie nie widzę tutaj żadnego sensu. Uczestnicy z tymi karnetami wchodzą na teren wydarzenia nieco wcześniej by natrafić na wciąż rozstawiających się wystawców i brak ciekawych punktów programu. Nie ma to żadnego sensu i nie widzę w tym nawet żadnego prestiżu.
Drugim ogromnym problemem była kwestia pamiątkowych identyfikatorów. Regulamin wydarzenia na dzień 5 lipca 2026 wspominał o tym, że poza opaską każdy uczestnik otrzyma również identyfikator. Na miejscu nie tylko identyfikatora nie otrzymaliśmy, ale wręcz powiedziano nam, że te były dostępne tylko dla osób, które zakupiły wyżej wspomnianą wejściówkę early access. Albo regulamin został zmieniony na krótko przed wydarzeniem, albo ponownie zawiodła komunikacja. Realia były takie, że na stoisku info było dostępnych tysiące identyfikatorów, których praktycznie nikt nie mógł otrzymać. Niepotrzebne marnotrawstwo zasobów, pogłębianie zjawiska podziału na “gorszych” i “lepszych” uczestników bez oczywistej korzyści, oraz niewiarygodna niesłowność. Nie szanuję braku szacunku do uczestników na konwentach.
Meety na konwentach
Pomińmy na moment kwestie podziału uczestników na rzecz dużo przyjemniejszego tematu łączącego konwentowiczów, czyli meetów społeczności. Na FMC program przewidywał kilka spotkań członków różnych fandomów. Dla ułatwienia koordynacji, organizatorzy konwentu wyznaczyli dwie skromne strefy służące jako punkty zbiórki dla meetów. O ile byłem tylko (i aż) na jednym meecie, chciałem tutaj podziękować organizatorom wydarzenia oraz spotkania właśnie za udostępnienie takiej możliwości. Bardzo miło mi było poznać tak dużo przecudownych osób, które łączy pasja do Umamusume. Mam nadzieję, że to nie jest pierwszy raz, kiedy się widzimy.
I mam nadzieję, że na następną “Herbatkę z Meijiro” organizatorzy tym razem dotrzymają słowa i załatwią bojler na ciepłą herbatę.
PR
Chociaż czułem, że temat fatalnej komunikacji został wyczerpany, z każdą godziną jak piszę niniejszy wpis, wychodzi co raz więcej faktów, kłótni oraz dram dotyczących konwentu. Jako stary konwentowicz, który jeździ na imprezy fanowskie od już dobrych ponad 10 lat, chciałbym poruszyć kilka ważnych kwestii.
Niewiarygodnym zaskoczeniem dla mnie było to, że tak duża impreza jak Fantasy & Magic Con popełniła tak mnóstwo błędów, których dało się bardzo łatwo uniknąć zwykłym odrabianiem pracy domowej. Mówię tutaj w sporej mierze o ComicConie w Nadarzynie oraz Pyrkonie, które potrafiły w przeszłości popełnić identyczne błędy, co FMC. Możliwe, że wyjdą tutaj moje drobne uprzedzenia, ale uważam, że czysto komercyjne wydarzenia fanowskie robią fatalną robotę, jeśli chodzi o robienie researchu oraz unikania błędów innych wydarzeń fanowskich. Problemy z akredytacją mogło rozwiązać podwojenie ilości wolontariuszy (o ile takowi byli, bo mam obawy, że cała organizacja wydarzenia mogła być zatrudnione) do wydawania opasek, oraz do ogarniania kolejek. Punkt info mógł otrzymywać na bieżąco informacje poprzez ustanowienie jednolitego kanału komunikacyjnego (dużo organizacji używa osobnego Discorda dla wolontariuszy, ale tutaj wystarczy w zasadzie jakikolwiek komunikator). Sam nie kupuję tutaj powtarzanych jak mantra wyjaśnień, że “to nasza pierwsza impreza”. Skoro fanowskie imprezy tworzone w 100% przez nieopłacanych wolontariuszy potrafią dawać dużo więcej frajdy od ogromnego, komercyjnego wydarzenia, to może warto tutaj wyciągnąć konkretny rachunek sumienia.
I doskonale rozumiem, że konwent powstał tylko po to, żeby zarobić, i pod tym kątem spełniał w większości swoją funkcję (dochodzą mnie słuchy o problemach z drukiem zdjęć na sekcji z aktorami, ale nie byłem tam i nie jestem w stanie nic potwierdzić), z czego jeżeli już dana impreza ma iść taką drogą, dobrze przynajmniej zachowywać pozory. Niech wzorem dla Fantasy & Magic Conu nie będą imprezy zagraniczne, tylko nasze lokalne. Nie ma konwentu bez fakapu, ale jeżeli konwent nie daje rady z najbardziej podstawowymi rzeczami, nie jest to wcale dobry znak.
Dalej bez odpowiedzi pozostaje również kwestia licznych opowieści osób, które były na konwencie w niedzielę o ich wypraszaniu z terenu konwentu przez ochronę, kiedy zgodnie z programem miało się jeszcze odbyć oficjalne zamknięcie wydarzenia. Wywołało to dość duży niesmak spotęgowany już wcześniej krążącymi plotkami o dość nietypowych zachowaniach ochrony i wymagałoby to jak najszybszego wyjaśnienia ze strony organizatorów.
Mam też odrobinę obaw co do przyszłości konwentu na podstawie ogólnej komunikacji po konwentowej. O ile część komunikatów od organizatorów zdaje się dość szczera, to jednak wychodzą też dramy związane z wewnętrznymi konfliktami organizatorów, które są udostępniane na publicznych kanałach. Dodaje to konwentowi dodatkowego negatywnego wizerunku imprezy tworzonej przez bardzo skłócony zespół.
Dalej jednak czekamy na oficjalne stwierdzenie oraz konkretne dane co do wyników konwentu, jak również ewentualnych zmian.
Strony oraz media społecznościowe
Pod kątem stron oraz mediów konwentu przyznam szczerze, że nie jest najgorzej. Poza standardowym Facebokiem oraz Instagramem FMC oferuje również dość aktywny kanał na Discordzie, jak również całkiem solidną stronę internetową. Poza brakiem mapy, strona zawierała wszystkie informacje dotyczące wydarzenia, razem z newsami oraz ogłoszeniami dotyczącymi gości. Jest to na pewno dobra tendencja i jestem jak najbardziej za żeby kontynuować ten trend przy okazji kolejnych edycji.
No i ponownie: doceniam obecność programu na Konwenciku. Ta praca domowa została poprawnie odrobiona.
Podsumowanie
Fantasy & Magic Con określiłbym jako konwent, którego najlepsze strony wynikały zupełnie nie z tego, co organizatorzy zakładali. Wydarzenie to było specjalne głównie ze względu na jego lokalizację na torze w Służewcu (wraz z wyścigiem cosplayerów), jak również klimat fajnego miejsca spotkań dla fandomu Umamusume. I w moich oczach tylko te elementy konwentu najbardziej go bronią. Chcę widzieć FMC jako główny zlot wszystkich fanów koniodziewczynek.
Czy mogę polecić imprezę? Bardzo mocno zależy. Jeżeli organizatorzy postanowią kontynuować konwent z ewentualnym rebrandingiem na Służewkon (tak jak już potrafili go promować), z wielką przyjemnością pojadę na konwent i za rok, tym razem na wszystkie dwa dni. W sytuacji, w której konwent zmieni swoją lokalizację, w mojej ocenie będzie kolejną bezduszną kopią amerykańskich ComicConów. W takiej sytuacji będę się od tego konwentu trzymał z daleka.
Jeśli nie jesteście fanami Umamusume, to tutaj też w sporej mierze zależy, czego oczekujecie. Jeżeli jesteście typami osób polujących na autografy czy spotkania z gwiazdami, sądzę, że będziecie zadowoleni. Wybór wyglądał na dość spory i podobno dało się nawet pogadać z aktorami chwilę dłużej, niż organizatorzy zakładali. Jeśli robicie cosplay, też nie widzę powodów, dla których Fantasy & Magic Con miałby nie być dla Was. Pod kątem społeczności oraz scenerii do zdjęć, było przecudownie. Zakupy w strefie wystawców też były dla mnie całkiem owocne, jako osoby, która lubi kupować rzeczy u mniejszych artystów.
Jeżeli natomiast jedziecie na konwenty dla prelekcji, RPGów czy planszówek, omijajcie Fantasy & Magic Con z daleka. Mniejsze, niekomercyjne wydarzenia zapewnią Wam dużo więcej atrakcji za ułamek kwoty biletu na FMC (o ile nie za bezcen).
I oto Fantasy & Magic Con. Serdecznie dziękuję tutaj Michałowi, który wybrał się ze mną na konwent, jak również wszystkim fanom konienek, których na evencie spotkałem. I pamiętajcie, że jesteście cudowni, ważni i przekochani. Stolica odwiedzona, a ja pomału wracam do planowania wyjazdu tym razem do pierwszej stolicy Polski...
O ile nie stwierdzono inaczej, wszystkie wpisy dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0.
